piątek, 15 czerwca 2018

Douglas Murray: "Przedziwna śmierć Europy"

Są takie książki, które każdy powinien przeczytać. Należy do nich dzisiaj praca brytyjskiego liberała i sekularysty Douglasa Murray’a: „Przedziwna śmierć Europy. Imigracja – tożsamość – islam” (przeł. Tomasz Bieroń, Wydawnictwo Zysk i S-ka Poznań 2017.Obraz jaki wyłania się z książki Murraya, gdyby go przedstawić chronologicznie jest następujący. W XVIII wieku już przewidziano pewne problemy jakie dziś na nas nastają. W 1795 roku Immanuel Kant mówił, że woli „państwa od powszechnej monarchii, gdyż wraz z powiększaniem się zakresu rządów prawa, coraz bardziej tracimy swoja sile i bezduszny despotyzm po wyplenieniu zalążków dobra ostatecznie się przemieni w anarchie” (s. 233), wypisz wymaluj UE wraz z jej konwencją dublińską (2013), Schengen i euro, które powodują, że „Europa z domu narodów europejskich staje się domem całego świata” (s. 9).

Murraya dziwi naiwność mulikulturalistów, którzy liczyli, że np. Arabowie staną się Europejczykami, choć przecież Europejczycy nie mają możności stania się z dnia na dzień np. hindusami czy chińczykami (s. 11). Multikulturalna przygoda zaczyna się w latach 60, jeszcze przed osławionym 1968 rokiem. De Gaulle otwiera Francję na masową imigrację algierską (s. 37). W 1962 roku ustawa Commonwealthu mająca ograniczyć imigracje ma przeciwny efekt, bo nieopacznie zlikwidowano wymóg zagwarantowanej pracy na miejscu (s. 24). Już w 1968 roku w sondażu Gallupa 75% Brytyjczyków uznało że przepisy imigracyjne są za mało restrykcyjne (s. 25), ale rządy wiedziały swoje. Houari Bumedien ostrzegał już w 1974 r. (s. 192), Frits Bolkenstein z VVD w 1991 roku (s. 176), podobnie twórca pojęcia „Leitkultur” Bassam Tibi (s. 137) i Jean Raspail, ale minister ds. azylowych w rządzie Blaira, Barbara Roche żydówka z pochodzenia twierdziła: „UK to kraj imigrantów … samo mówienie o imigracji jest rasistowskie”, nic dziwnego, że od 1997 roku imigracja w UK 30 od wymknęła się spod kontroli (s. 30). Wszyscy biali rzucają się w manię przepraszania (nawet Szwecja biczuje się o kolonializm choć nie miała kolonializmu, s. 322), gdy tylko upada ostatnia idea Zachodu „muskularny liberalizm” pozimnowojenny (s. 289). Clinton niemal na kolanach przeprasza czarnych wiele razy (s. 221), Australia aborygenów, Kanada Indian i Eskimosów; wszyscy są „zmęczeni historią” (Geschichtsmuede) i dręczeni wyrzutami sumienia; tylko Europa Wschodnia zachowuje trzeźwość umysłu. Zachód traci pewność siebie; filozofowie tak mówią by nic nie powiedzieć. Sztuka popada w prostacki dekonstruktywizm (Europa) i pustą ironię (USA, s. 357) Politycy wahają się miedzy równymi metodami asymilacji; do 2005 roku brytyjscy zakochują się we francuskim wzorze laicite, ale potem zamachy we Francji niszczą i te kruche nadzieje (s. 149).Konserwatyści brytyjscy nie zmienili tego trendu obwiniania i masowej imigracji, nie tylko dlatego, że szyki psuły im interwencje w Iraku (2003) i Libii (2011). Sarah Spencer po latach przyznaje: „po prostu wierzyliśmy ze imigranci się zintegrują”, dlatego nie było planu B (s. 83). W 2006 roku premier szwedzki Reinfeld uznaje, że „tylko barbarzyństwo jest szwedzkie, cały rozwój pochodzi z zewnątrz” (s. 325), w 2006 roku muzułmanie atakują i ateistyczną duńską gazetę, i Benedykta XVI, mimo to Europa nie zwiera szyków (s. 193).

Obecnie w UE pełno rodzimych młodych nie ma pracy, więc imigracja masowa jest bez sensu (s. 70). Imigracja podraza koszty życia, i powoduje że rodzi się jeszcze mniej Europejczyków, imigranci zabierają miejsca w szkołach, obciążają budownictwo (co roku w UK powstaje dla nich jakby miasto wielkości Liverpoolu), biali rodzice wykosztowują się by mieszkać wśród Europejczyków i czasem już nie starcza na planowanie dzieci (s. 55-58). Chlubnym wyjątkiem jest PiS, który daje im 500+ (s. 66). Japonia i chiny sobie radzą bez masowej imigracji (s. 81). Powstała z myślą o pomocy w laicyzacji muzułmanów we Francji, rada CFCM wyrasta na islamistycznego pośrednika miedzy Francją a zwykłym muzułmaninem (s. 173) i zamiast pomagać laicyzacji żąda kar dla Houllebecqa za krytykę Koranu (s. 191) : https://www.theguardian.com/books/2002/oct/22/islam.religion W roku 2009 w Oslo wszystkie gwałty popełnili niezachodni imigranci (s. 77). Już w 2009 roku Włosi uznali repatriacje za zbyt kosztowne i zaniechali ich (s. 88). Od 2011 roku na wyspę Lampedusa przybywały setki lodzi dziennie. Topielcom dawano żywność, łodzie palono po wyłowieniu. Przybywali głownie biedni, choć raz zawinął elegancki jacht z Syrii (s. 90). Wielu przybyszów widziało, ze obiecana w Libii praca to prostytucja.

W roku 2013 wchodzi w zżycie konwencja dublińska (s. 236), która mówi, że kto dotarł do jednego kraju UE, może od razu prosić o azyl. Włosi woleli udać, ze nie widza niektórych tłumów, by o azyl prosili gdzie indziej, stąd problem. W lipcu 2013 Franciszek I odwiedził Lampedusę i potępił globalną obojętność; dostał brawa (s. 92). 3 października 2013 statek z libijskiej Misraty tonie u wybrzeży Lampedusy. Marynarka włoska w ramach operacji Mare Nostrum wyławia odtąd topielców, potem wspomaga ją też Frontex (operacja Tryton), odtąd przemytnicy mogą używać jeszcze gorszych łodzi (s. 93). Na łodziach dzieją się dantejskie sceny. Tunezyjczycy i Syryjczycy wypychają czarnych z najlepszych miejsc na statkach, lub za burtę (s. 95). Tymczasem w lutym 2013 roku w Kopenhadze zamachowiec islamski zaatakował Larsa Hedegaarda, duńskiego redaktora portalu „Dispatch International.

W maju 2014 roku w Turcji aresztowano 26-letniego Libańczyka, oskarżonego o zamach na życie Larsa Hedegaarda”, jednocześnie kryzys migracyjny przybrał na sile. W całym 2014 roku Malty i Sycylii przybyło 170 tysięcy imigrantów. Afgańczycy zazdrościli Syryjczykom sympatii Zachodu, choć w Afganistanie wojna trwa przecież dłużej (s. 123), z zazdrości czasem ich topili. By dotrzeć do Grecji wystarczają łodzie plastikowe, a pogrążona w kryzysie Grecja nie daje sobie rady z masą ludzi. W grudniu 2014 roku kapitan z Kamerunu obwinia pastora z Nigerii za sztorm w drodze do Hiszpanii i każe go wyrzucić za burtę (s. 101), ale 31 grudnia 2014 roku Merkel to Niemcom (PEGIDA) wytyka uprzedzenia i chłód (s. 107). Francja nie kontoluje sytuacji ze względu na antyrasistowskie przepisy wynikające z dawnego koszmaru Vichy, że nie można robić statystyk o rasie i wierze (s. 158), „na szczęście” imigranci i tak maja Francję za kraj rasistowski i ją raczej omijają. W listopadzie okazało się, że Turcy wypuścili zamachowca na życie duńskiego dziennikarza:

„…Premier Danii, Helle Thorning-Schmidt, powiedziała dziennikowi „Politiken”, że zwolnienie podejrzanego o próbę zabójstwa Hedegaarda było „nie do pojęcia”. „To niewiarygodnie niezrozumiałe i niemożliwe do zaakceptowania posunięcie. Nadal czekamy na wyjaśnienie, dlaczego podejrzany nie znajduje się w areszcie w Turcji. Nie powinno być żadnych wątpliwości, że ta sprawa nie jest zamknięta”, dodała premier. Duńska minister sprawiedliwości Mette Fredriksen powiedziała, że 19 października Turcja przyznała się do zwolnienia podejrzanego o zamach na Hedegaarda, jednak nie wyjaśniła dlaczego. Delegacja urzędników duńskich odwiedziła Ankarę celem zweryfikowania pogłosek o tym, że 27-letni Duńczyk pochodzenia libańskiego, aresztowany w Turcji w kwietniu za domniemaną próbę zamachu lutego 2013, został zwolniony. Zamach nie powiódł się, bo zacięła się broń zamachowca. Uciekł on z Danii, jednak zgłoszono, ze został aresztowany na lotnisku w Stambule, gdy próbował wjechać do Turcji używając fałszywego paszportu. „To przerażające – komentuje Lars Hedegaard. – Z tego co zrozumiałem z wypowiedzi minister sprawiedliwości, zwolnienie podejrzanego zostało potwierdzone, jednak nie ma żadnej informacji kiedy, ani dlaczego tak się stało”. HedegaardYildiz Akdogan, polityk pochodzenia tureckiego i była posłanka do duńskiego parlamentu z ramienia socjaldemokratów, również jest zmieszana całą sytuacją; uważa, że Turcja źle ją rozegrała. „Nie wierzę, że Dania od razu uzyska odpowiedzi, ale potrafię sobie wyobrazić, że Ameryka zadaje pytania”, powiedziała Akdogan dziennikowi „Berlingske Tidende”. Larsa Hedegaarda w 2011 skazano za używanie „mowy nienawiści”, kiedy w komentarzach na temat muzułmanów użył zdania: „Dziewczynki w rodzinach muzułmańskich są gwałcone przez swoich wujków, kuzynów lub ojców”. Wyrok został skasowany przez Sąd Najwyższy w 2012 roku… (https://euroislam.pl/niedoszly-zabojca-krytyka-islamu-uwolniony-w-turcji/ ).

W 2015 roku ujawnia się pycha rządzących, którzy sądzą że panują nad sytuacją. W 2015 roku Theresa May obiecuje pomoc dla Azji i Afryki, nie zważając na to, że to także oznacza więcej pieniędzy dla przemytników ludzi i wzrost imigracji (s. 80). 15 marca 2015 Orban krytykuje narody Europy Zachodniej „uśpione obfitością” (s. 299). Latem 2015 roku granice wracają. W tym czasie włoska działaczka ruchu bez granic nie zgłasza na policję, że grupa Sudańczyków ją zgwałciła (s. 259), gdy potem to jednak zrobi wiele NGOsów okrzyknie ją „mściwą”.

W lipcu 2015 Merkel doprowadza palestyńską dziewczynkę do płaczu tłumacząc, że „polityka jest twarda”, potem puszczają jej hamulce i zmieni zdanie otwierając się na imigrację. W lipcu rząd Węgier buduje płot przy granicy serbskiej, zaraz potem przy chorwackiej. Wszyscy potępiają Węgrów, ale wkrótce ich będą naśladować. 25 sierpnia na Twitterze urząd migracyjny RFN ogłasza, że już nie egzekwuje wobec obywateli Syrii procedur dublińskich (s. 109), Niemcy zapominają dodać, że ich granice nie są z gumy. Merkel zapewnia: „wir schaffen das” jakby na wzór we can do it Obamy. Z 400 tys imigrantów sunących przez Węgry tylko połowa stara się o azyl w tym kraju, reszta chce do RFN. W Grecji kompletny chaos - burmistrz Lesbos i samos nie współpracują w sprawie migracji (s. 113); Syryjczycy rzucają w nich kamieniami, a inni próbują powstrzymać kolegów. W sierpniu 2015 roku Bułgaria zamyka granicę z Turcją.

We wrześniu 2015 roku idealizm i pycha sięgają bruku. Austria przywraca kontrolę na granicy z Węgrami, RFN – na granicy z Austrią; 13 września minister de Maziere oświadcza, że kontrola będzie przywrócona; ministrowie niemieccy są wyraźnie przerażeni tym co wyprawia kanclerz (s. 239). Także we wrześniu 2015 roku Merkel prosi Zuckerberga o zwalczanie komentarzy anty-imigracyjnych na Facebooku, co wywołuje skandal, a władze węgierskie oświadczają, że nie dają sobie rady z napływem migrantów (próbują zniechęcić ich nie pozwalając na odjazd pociągami do Niemiec - s. 238). W połowie września Budapeszt wprowadza stan wyjątkowy i zamyka granicę z Austrią, ta zaś buduje płot na granicy ze Słowenią. Na pytania lewicowych mediów czym się ten płot różni od węgierskiego, padają żałosne odpowiedzi typu: „ten płot to drzwi z przedłużonymi bokami”. We wrześniu także policja z Turyngii nakazuje rodzicom nie wypuszczać skąpo ubranych córek na dwór, a Merkel poucza pewną mieszkankę Berna w Szwajcarii o Biblii i współczuciu, niemieckie lewackie media wyją z zachwytu. Rouhani w Iranie wytyka ambasadorowi Wegier zle radzenie sobie z migracją (s. 410), a UE zachęca Macedonie do zamknięcia granicy z Grecją, co Macedonia czyni, praktycznie wyoutowując Grecję z Schengen. Napływ zostaje zatrzymany, ale problem trwa dalej. W październiku 2015 roku wzburzeni imigranckimi gwałtami Szwedzi podpalają domy azylowe; odtąd rząd będzie ukrywał ich lokalizację (s. 329). Okazuje się, że około 80% szwedzkich policjantów chce rzucić robotę. W Kassel burmistrz dzielnicy oświadcza wzburzonym Hesom, że jeśli nie akceptują unijnej polityki imigracyjnej, mogą wyjechać z RFN (s. 413), a w Szwecji Ingrid Lomfors przekonuje, że imigracja to nic nowego, że każdy jest migrantem i że nie ma czegoś takiego jak szwedzka kultura (s. 166) Tymczasem Orban krytykuje Sorosa za naciski na jego rząd i na Brukselę.

Dnia 13 listopada 2015 wydarza się tragedia w paryskim klubie Bataclan. Zapytana paryżanka oświadcza dziennikarzom, że sprawa staje się poważna, bo „te zamachy dotknęły wszystkich paryżan, a wcześniej ginęli tylko żydzi, dziennikarze albo karykaturzyści (s. 253) Szwedzka wiceminister Aka Romson z Partii Zielonych ogłasza zamkniecie granicy i płacze (s. 244). Dwa tygodnie po masakrze w Bataclan premier Francji Manuel Valls ogłasza, że Republika Francuska przyjmie najwyżej 30 tysięcy uchodźców, czy też „uchodźców”, i krytykuje Merkel: „to nie Francja powiedziała: „przyjeżdżajcie”…”. W grudniu New York Times opisuje norweski kurs postępowania z kobietami dla imigrantów, i ich odpowiedzi, gdy zdumieni dowiadują się, że nie wolno kobiet gwałcić i napastować jeśli się ma ochotę, jak np. w Etiopii. W styczniu 2016 roku kom. Timmermans przyznaje, że większość fali ludzkiej z 2014 i 2015 roku to imigranci ekonomiczni, a nie uchodźcy. W maju 2016 roku Robert Fico ogłasza: „Na Słowacji nie ma miejsca dla islamu … nie chcemy by charakter nasz kraju się zmienił”. Latem 2016 roku UE płaci Turcji 6 mld by turecka flota zablokowała migrację. Politycy niemieccy kłamią potem, że problem ustąpił sam (s. 374). Schauble apeluje o stworzenie „niemieckiego islamu” (s. 203). Właściwie basenu w Niemczech chwali się, że syryjski ratownik trzyma w ryzach rodaków, choć powinien był zastanowić się, czemu słuchają tylko rodaka. Także latem 2016 roku zamachowiec kłuje nożem pasażerów w pociągu w Bawarii, a posłanka Partii Zielonych, zamiast martwić się ofiarami, punktuje Polizei za to, że zamachowca zabili, zamiast zranić W lipcu 2016 w UK proimigranckie opinie przejawiało wg badań Ipsos tylko 36% ankietowanych, a był najbardziej proimigrancki wynik w UE (s. 361). We wrześniu 2016 roku Merkel dla dobra wyborów i szans CDU w nich, przyznaje i kaja się, iż „wir schaffen das”, było „nieprzemyślanym pustym frazesem” (s. 377).

„Trzeba było zamachów by znudzona historią i dobrobytem Europa sobie przypomniała w co wierzy (s. 416). Jednak do rozwiązania problemu daleko; w demokracji odpowiedzialność jest bowiem zbyt rozrzedzona (s. 390). Australijczycy już wiedzą, że lepiej zadbać o topielców poza krajem, ale UE choć wie, że np. Jordania mogłaby być naszym Nauru czy Manus, nadal nie ma pomysłu co dalej (s. 387), poza płaceniem haraczu Turkom, który dość wybiórczo pilnują szlaków migracji.

czwartek, 14 czerwca 2018

Francis Wheen: "Marks kapitał - biografia"


Książka Francisa Wheena: „Marks kapitał – biografia” (Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA) opowiada nam o specyfice opus vitae Karla Marxa



Według Marxa siła robocza jest towarem, gdyż powoduje że obrobiony surowiec staje się jako gotowy produkt więcej wart, stosuje to zasadę Adama Smitha („popyt na ludzi jest jak popyt na każdy inny towar”). Marx wykalkulował sobie, że pracując 6 godzin dziennie robotnik zwykle pokryje koszty utrzymania samego siebie, przyuczenia dzieci do zawodu itd., dalej to czysty zysk pracodawcy, a skoro w 1850 Factory Act ograniczyła tydzień pracy do 60 h realnej pracy, to był już wyzysk (s. 51). Kapitał jest pracą umarłą, która jak wampir wysysa pracę żywą uważał Marx (s. 52). Wprowadzanie maszyn do pracy jednak uważa za zawsze zgubne dla robotników; mechanizacja zwiększa rywalizację o miejsca pracy i utrudnia pozycję negocjacyjną robotników i tworzy z nich rezerwową armię przemysłowa zatrudnianą za grosze lub w ogóle – to zjawisko nazwał pauperyzmem (s. 55). Spadek płac jest według Marxa relatywny, a pauperyzm miał obejmować najniższa warstwę robotników, pamiętając o tych zastrzeżeniach, zżarty  Samuelsona z Marxa nie są już tak śmieszne uważa Wheen (s. 57). W latach 70 pisano, ze niedługo nikt nie będzie musiał pracować, jednak przeciętny brytyjski pracownik pracuje dziś 80 tys godzin, a w 1981 roku było to 69 tys. Czyżby Marx miał rację, ze wzrost produkcyjności wcale nie daje wytchnienia pracownikom? Czyżby kapitalizm zabijał własność w tym zwłaszcza własność wytworów własnej pracy? (s. 69).



Marx nie był wcale skrajnym deterministą, uważał ze ludzie tworzą historię jak Ludwik Bonaparte, ale nie tworzą jej dowolnie (s. 65). Nie zawsze pisze zupełnie poważnie, wiele ironizuje, i świadomie przesadza, co umykało jakoś badaczom przez 140 lat czytania jego dzieł (s. 74). W 1872 roku carska cenzura zezwoliła na publikację „Kapitału” w Rosji, gdyż uważano, ze w tym rolniczym kraju, nie ma proletariatu, który mógłby się dać podburzyć (s. 83). Marx nie cenił Brytyjczyków, przypisywał im „dar powściągliwej tępoty” (s. 84). Największy obrońca kapitalizmu Joseph Schumpeter, w sumie ceni Marxa (s. 109).
Może jednak nie warto wylewać Marxa z kąpielą? Tylko pamiętać o tym ironizowaniu?

środa, 13 czerwca 2018

Anglomania w XVIII stuleciu

Anglomania była jednym z czołowych zjawisk w filozofii, polityce i sztuce XVIII wieku. Przejawiała się w bezgranicznym uwielbieniu wszystkiego co angielskie, zwłaszcza angielskiego ustroju politycznego w jego wyidealizowanej wersji wolteriańskiej i monteskiuszowskiej.  W XVIII wieku angielska kultura promująca naturalność, powagę (spleen) i liberalizm polityczny staje się kontr-wzorcem dla królującego od połowy XVII wieku francuskiego wzoru centralizmu monarchicznego, formalizmu i dowcipu.
Nie wszyscy jednak filozofowie czyli intelektualiści osiemnastowieczni byli anglomaniakami, np. ustrój brytyjski krytykował markizm Rene d’Argenson, podobnie kawaler Louis de Jaucourt - dobrze znający anglików członek Royal Society, który zarzucał anglomaniakom  niepatriotyczną postawę. Zjawiskiem anglomanii dziś zajmują się głównie francuscy historycy jak Claude Bruneteau,  Bernard Cottret oraz brytyjscy Richard Butterwick.



Fascynacja Anglią miała wiele twarzy.  Niewątpliwy anglofil, Louis Sébastien Mercier odróżniał mądrą i wspartą wiarą w lepszość brytyjskich instytucji anglophilie i bezmyślne naśladownictwo obyczaju i stroju angielskiego – anglomanie:


„...Czy nigdy nie weźmiemy od Anglików nic prócz odzienia? Maja i oni głupców, ale u nich głupota bierze początek z pychy, u nas zaś głupcy powodują się tylko próżnością. Mają i oni ludzi występnych, lecz ludzie ci do swych występków nie dodają przynajmniej obłudy. Mają złodziei, lecz ci złodzieje zachowują jeszcze cień zacności; nigdy nie okradną cie do szczętu, dzielą się łupem z ofiarą i nie przelewają krwi jak złodziej we Francji. Bodajby mnie okradziono po angielsku!. Ale nasi złodziejaszkowie poczynili nie większe postępy niż nasi współcześni głupkowie, rzekomi naśladowcy brytyjskich obyczajów... (Mercier 1959, s. 276)”.


 We Francji anglomanię hamowały nieco wojny z Wielka Brytanią, w innych krajach kontynentu europejskiego był to trend bardziej stały, stale przybierający na sile idąc ku końcowi wieku XVIII. Wielka Brytania z racji swego potencjału demograficznego miała z definicji większe szanse na stanie się wzorem ustrojowym, większe niż mała ludnościowo Holandia, która nadawała ton w malarstwie i biznesie w wieku XVII, ale uległa osłabieniu w wieku XVIII, i Szwecja, która również traci status potęgi w wieku osiemnastym, a w 1718 roku zmienia ustrój na parlamentarny (tzw. Czas wolności – frihetstid: 1718-1772), stając się, choć na krótko pewnym źródłem inspiracji. Anglia to kraj ludny i potężny już w XVII wieku, jednak by w ogóle uznano, że warto w czymkolwiek naśladować Anglików, musieli oni po pierwsze przedstawić interesującą alternatywę polityczną wobec dominującego wówczas absolutyzmu. Taką alternatywą była konstytucja 1689 roku zwana kartą praw (bill of rights), pierwsze prawdziwie liberalne ustawodawstwo w Europie. Jednak państwo takie musiało jeszcze działać; to działanie udowodniło w 1713 zmuszając najpotężniejszego monarchę Europy Ludwika XIV do niekorzystnego dlań traktatu pokojowego w Utrechcie. Wówczas już wszystkie oczy zwrócone były na Anglię. Szokiem było to, że w tej epoce upadku republik (Holandia, Wenecja) i wzrostu sił monarchii (Prusy, Rosja) brytyjski „ustrój mieszany” (monarchia mixta)  wysunął się na prowadzenie. Książę Marlborough to pierwszy brytyjski wódz znany  wszystkim Europejczykom. Nowy brytyjski ustrój ustalił się za rządów premiera Roberta Walpole’a (1721-1742), i charakteryzowano go jako parlamentarna-gabinetowy. Rola króla stała się raczej bierna, głównie wspierał on premiera.


Francuscy obserwatorzy nie zawsze trafnie diagnozowali ów ustrój. Brytyjska polityka była dla nich zbyt hałaśliwa i niezrozumiała. Znakomitym przykładem jest tu Montesquieu, który choć nie rozumiał do końca jak działa angielski rząd,  znajdował się pod mocnym wpływem nauk Henry’ego St. John, wicehrabiego Bolingbroke (1678-1751), od którego przejął ideę podziału władz. Monteskiusz był w Londynie w 1734 roku i zapoznał się szczegółowo z politycznymi przekonaniami przeciwników rządu  Walpole’a (Butterwick 2000, s. 62-63). Montesquieu wziął plany Bolingbroke’a i jego kręgu za rzeczywistość i nie zauważył, że między królem a parlamentem nie ma aż takiej idealnej równowagi sił, która potem Montesquieu będzie promował jako podział władz, tj. model w którym dwie władze konkurują o wpływ na obywatela, ograniczając się nawzajem, dzięki czemu obywatel ma nieco oddechu. Brytyjczycy np. David Hume, dziwili się, że francuscy intelektualiści nie dostrzegli, że parlament jest znacznie silniejszy od króla; z drugiej jednak strony Hume dostrzegał organizacyjną przewagę swojego kraju nad Francją (opisując Calais użył sformułowania: „mało sensownej działalności”).


Do Anglofilów należy też zaliczyć Voltaire’a. Gdy Voltaire przybył w maju 1726 roku do Londynu okazało się, że bankier który miał pieniądze na pobyt – Mendes da Costa zbankrutował wkrótce po ich otrzymaniu. Został bez pieniędzy gdy wszyscy jego Brytyjscy znajomi byli w swych wiejskich posiadłościach poza stolicą. Po pierwszym dobrym wrażeniu jakie wywarła na nim brytyjska stolica rozczarowały go plotkujące o potknięciach znajomych damy (Parker 2005, s. 50). Pomógł mu kupiec Everard Fawkener, kupiec handlujący z Syrią (wtedy turecką), inspirator wielu motywów orientalnych u Voltaire’a. Politycznie Voltaire trzymał z torysami Bolingbroke’a, ale i szef wigów premier Robert Walpole dał mu wydawniczy grant w wysokości 200 funtów (Pearson 2005, s. 79). Również Jerzy I dał mu 100 gwinei by podkreślić, że cieszy się z obecności Francuza w swoim kraju (Parker 2005, s. 51). Po powrocie z prowincji po kilku miesiącach od przybycia V do Londynu, zaopiekował się nim Bolingbroke u którego bywał wieczorami (Leithäuser 1961, s. 58); dzięki niemu Voltaire poznał Pope’a, a w 1727 roku - Swifta; powiastka filozoficzna Voltaire’a Mikromegas z 1752 będzie nawiązywała do Guliwera (1726). Locke został ulubionym filozofem Voltaire’a, a on sam jego kontynuatorem. Książę Newcastle pomagał mu przy druku poematu „Henriada”, który we Francji napotykał na mur cenzury. Wydanie było luksusowe (Leithäuser 1961, s. 64). Listę subskrypcji otwarto w styczniu 1728 roku (Parker 2005, s. 61). Przez pewien czas zastanawiał się czy nie pozostać w Anglii, zwłaszcza, że koniec regencji we Francji (1726) nie zapowiadał nic dobrego dla liberalnych pisarzy (Leithäuser 1961, s. 61).   Wielkie wrażenie wywarł na poecie uroczysty pogrzeb Newtona, szacunek dla naukowców, pisarzy, aktorów i aktorek nad Tamizą. Voltaire prawdopodobnie celowo idealizował Anglię, gdzie pisarzy tez przecież jak np. Defoe, czasem prześladowano, ponieważ chciał przede wszystkim oświecać Francję (Gay 1959, s. 44). Jego listy filozoficzne o Anglii były pierwszym de facto pismem politycznym francuskiego oświecenia, bo Listy perskie Montesquieu były zbyt subtelne i nie przemawiały wprost (Gay 1959, s. 48). W marcu 1729 wrócił Voltaire do Paryża, a właściwie do Saint Germain en Laye, gdzie które ubił interes na loterii La Condamine’a, wkrótce zakazanej przez władze (Pearson 2005, s. 87). Niedługo potem zmarła uwielbiana przez cały kraj i przez niego aktorka Lecouvreur. Wzburzyło poetę, że została ona potraktowana jak grzesznica i musiała być pochowana ukradkiem. Cały lud paryski czytał pismo jakie jej poświęcił (Parker 2005, s. 69), ale  nikt głośno nie zaprotestował prócz Voltaire’a nawet potężny marszałek Maurycy Saski, choć oburzeni byli wszyscy. Ulotkę przekazywano z rąk do rąk (Leithäuser 1961, s.78). Voltaire celowo przedstawił elity brytyjskie jako bardziej otwarte na nowych ludzi niż były w rzeczywistości, ale jak twierdzi Butterwick różnica między Francją AD 1730 mogła być większa niż oboma tymi krajami AD 1780 (Butterwick, s. 61). Voltaire spierał swiez e swoim przyjacielem i zwolennikiem modelu szwedzkiego, Argensonem który ustrój jest najlepszy. Locke też został sprzedany Francji i reszcie kontynentu w wyidealizowanej wersji wolteriańskiej, bardziej deistyczny i tolerancyjny niż był w rzeczywistości. Całe życie będzie się Voltaire wahał miedzy oświeconym absolutyzmem Fryderyka II a modelem angielskim. Do końca życia będzie uważał, że Anglicy mają najwięcej wolności w Europie, choć odwiedzający go Anglicy mówili mu czasem, że różnica jest mniejsza niż przypuszcza. W listopadzie 1752 roku Voltaire pisał do madame du Deffand z Prus, że wprawdzie naśladuje się już we Francji angielskie teorie w fizyce i innych naukach, angielskie rozwiązania dotyczące aparatu finansowego państwa i technologii budowy okrętów, ale wciąż nie są chętni by naśladować angielską wolność poglądów (Gay 1959). 


Filozofowie całej Europy nawet jeśli niekoniecznie zostawali anglofilami czy też anglomanami. Vincenzo Martinelli przybył w 1748 roku do Londynu i podobnie jak Montesquieu wziął idee polityczne (tym razem wigowskie)   za rzeczywistość. Europa poznawała angielski ustrój głównie przez prace Voltaire’a i Montesquieu. Herdera zainspirowała teza Montesquieu, że wolności brytyjskie wywodzą się z lasów Germanii. Georg Lichtenberg i Goethe podziwiać będą naturalność angielskich manier i dramatu, August Schloetzer – angielskie instytucje i liberalizm.


Monarchowie o pretensjach filozoficznych, bardziej (Fryderyk II) lub mniej liberalni (Katarzyna II), zachowywali wstrzemięźliwość wobec brytyjskiej polityki, ale wysyłali ludzi do Anglii by uczyli się nowych technik rolnych i przemysłowych. W dziedzinie sztuki Katarzyna II została anglomanką całkowicie: „nie lubię fontann, które torturują wodę”, Fryderyk II pozostał gallofilem (pałac Sanssouci w odróżnieniu od np. pałacu Leopolda von Anhalt-Dessau był całkowicie francuski), ale interesował się jedynie technikami brytyjskimi w rolnictwie i industrii, no i politycznie bliższy był liberalnemu wolterianizmowi. Fryderyk Wielki i Józef II lekceważyli Anglię ze względu na cykl wyborczy, parlamentaryzm i (przejściowe, jak się miało okazać) kłopoty w wyłonieniu silnego gabinetu. Obaj monarchowie uważali, że z tego powodu na Brytyjczykach nie można polegać, a potęga Wielkiej Brytanii wkrótce upadnie (Sorel 1981, s. 91-98).


Szanujący się anglofil czy też angloman francuski czy niemiecki był ubrany w charakterystyczny sposób. Purytańska jeszcze Anglia czasów republiki Cromwella (1649-1660) zakazywała wwozu efektownych francuskich koronek, zwłaszcza tych z dodatkiem złota. Stały się ona bardzo drogie, ponieważ można było je uzyskać jedynie dzięki ryzykownemu szmuglowi (Goldenberg 1904). Koronki haftowane złotą nicią były typowe dla XVII wieku dla mundurów i strojów dworskich obojga płci. Królowa Anna Stuart (pan. 1702-1715) uznając, że elity Anglii zbytnio się wykosztowują na te złote nici zakazała importu. Za panowania Jerzego II (1727-1760) znowu zakazano importu (też niezbyt skuteczny był ten zakaz), tym razem jednak także ze względów ideologicznych. Jerzy II żądał patriotyzmu ekonomicznego i praktycyzmu od swoich obywateli. Także więc na kontynencie, anglomani utożsamiać zaczęli już w pełni skromność i praktycyzm, oraz dyskretną elegancję z „angielskimi” przekonaniami; np. tym że klasy społeczne powinny się mieszać, a tolerancja religijna i dla odmiennych opinii jest ważna. Utylitaryzm i naturalność uwiodły wielu. Praktyczny strój redignote, obszerny płaszcz z szerokim kołnierzem, używany w Anglii przez szlachtę i mieszczan do podróży konnej wyewoluował w ostatnich dwóch dekadach XVIII wieku w gustowny strój męski i damski.
Anglofil czy też angloman, miał też charakterystyczny styl zachowania. Cechą podstawową była powaga. Hume mawiał, że pije sie lepiej z Francuzami, ale rozmawia z Anglikami. Purytansko-filozoficzna powaga stała się nowym trendem. Charles Hanbury Williams, mentor Stanisława Poniatowskiego, przyszłego króla, zalecał mu być po angielsku poważnym i unikać francuskiego humeur (Butterwick 2000, s. 107). W pisarstwie nakazywano wzorem Fieldinga i Richardsona więcej nurzać się w uczuciach, i unikać francuskiego stylu anegdotycznego. 


Rekordy w Anglomanii bił Palais Royal, czyli alternatywny dwór francuski skupiony wokół Ludwika Filipa Orleańskiego  (1747-1793), księcia Chartres. Tam za zasady uwielbiano wszystko co angielskie, z kolej inni popadali w drugą skrajność, co wykpiwał wspomniany już anglofil Louis-Sébastien Mercier, autor m.in. niekorzystnego dla Paryża tekstu: Parallèles de Paris et de Londres:


„...Domorośli politycy z tarasu Tuilerii są przeciwko Anglikom; gadają tylko o tym; jakby tu lądować w Anglii, zająć i spalić stolicę; a choć wszyscy się z nich śmieją, ten pogląd na Anglików nie różni się od sądu możnych tego świata... (Mercier 1959, s. 46)”.
A oto jaką wyższość widział Mercier w brytyjskim ustroju i charakterze:  „…W monarchii trzeba być gładkim sybarytą, wyzbytym dzielności; jedyną pociechą są tu próżne rozkosze zbytku. Tylko republikanom przystoi szorstkie wzięcie, zamaszyste ruchy i harde spojrzenie, które idzie w parze ze śmiałym sercem i miłością ojczyzny… Wolę patrzeć jak w Londynie lud bije się na pięści i upija w szynku, niż widzieć, jak w Paryżu nie śmie unieść głowy, zatroskany, niespokojny, sponiewierany… (Mercier 1959, s. 45)”.


 Można przypuszczać, że Londyn był zbyt duży by władze mogły sprawować nad nim jakąkolwiek kontrolę, zwłaszcza przy więcej niż skromnym aparacie policyjnym, a więc Londyńczycy mogli być bardziej anarchistyczni niż republikańscy. I czy lepsze położenie Londynu pod względem ekonomicznym (wielki port) nie tłumaczy różnic w wyglądzie mieszkańców. Nie we wszystkich sprawach Mercier jest zwolennikiem swobody wyboru. Chwalił m. in. to, że król Prus Fryderyk II Wielki zabronił urządzać loterii, podczas gdy z powodu innej, zorganizowanej w 1783 roku przez generalnego kontrolera finansów Henri Lefèvre’a, markiza d'Ormesson (1751-1808) Paryżanie tracili całe majątki.


 Jednak wybujały indywidyalizm, albo jak kto woli brytyjska swoboda w kultywowaniu własnego charakteru, co dziś nazwalibyśmy kreatywnością i smaorealizacją, rzucało się w oczy anglofilom z kontynentu. Voltaire zauważył że nawet francuzi gdy przechodzą na angielską mowę, mówią odważniej, Stanisław August powie, że Anglicy maja więcej cech charakteru niż np. Francuzi. Wielkim Anglofilem był też Armand Louis de Gontaut, książę de Lauzun (1747-1793), który był w drugiej połowie XVIII wieku przywódcą francuskiego dworskiego stronnictwa miłośników angielskich; zwyczajów, ustroju, filozofii i mody. Był również autorem eseju o obronności Imperium Brytyjskiego: Etat de defense d'Angleterre et de toutes ses possessions dans les quatres parties du monde, i kochankiem lady Lennox. Należał do "liberalnej" koterii Étienne-François de Choiseula, który był mężem szwagierki jego ojca. Niezależnie od uwielbienia Anglii, w 1779 roku wyruszył na pomoc Amerykanom.  Amerykanie nazwali potem  na jego cześć statek "USS Duc de Lauzun" zwodowany w 1782 roku. Po powrocie do Francji, był czołowym obok   Mirabeau i markiza de La Fayette’a zwolennikiem konstytucjonalizmu i liberalnych reform. Rewolucjoniści francuscy zasadniczo podzielą się na „anglików” (Lauzun, Mirabeau), „amerykanów” (La Fayette, Condorcet) i tych, co nie rozumieli idei podziału władz, ku nieszczęściu Francji (Desmoulins, Danton, Robespierre). Anglofile i amerykanofile próbowali zapobiec radykalizacji rewolucji. Condorcet był zwolennikiem utrzymania „naturalnych nierówności” wynikających z indywidualnych zdolności i stanu majątkowego.  Rdzeniem Condorcetowskiej idei postępu było przekonanie o szkodliwości wszelkiego sekciarstwa w nauce, dlatego piętnował monopol starożytnych kapłanów i Kościoła na naukę i moralność, i monopol szlachty do prowadzenia polityki. Choć nie był radykalnym demokratą, podziwiał Stany Zjednoczone za przełamanie tych monopoli, tak samo jak podziwiał (z pewnymi zastrzeżeniami) starożytne Ateny. Condorcet twierdził, że Wielka Brytania, o ile wypuści Amerykanów ze swych objęć, USA i  Stany Zjednoczone, które odziedziczyły oparte na poszanowaniu wolności jednostki prawa poglądy brytyjskie, oraz czerpiąca z obu wzorców rewolucyjna Francja są najbliższe realizacji ideału wolnego państwa z powszechną oświatą i powszechnym dostępem do zdobyczy nauki, ponieważ postępowi nieustannie zagrażają ignorancja i zabobon (Condorcet 1795, s. 168). Niestety Lauzun i Condorcet nie przeżyli rewolucji. Więcej szczęścia miał inny czołowy anglofil Louis-Léon de Brancas, książę Lauraguais (1733-1824). Richard Butterwick wspominał o przejściowej urazie do Anglii, jaki odczuwało wielu adeptów oświecenia we Francji i Niemczech w okresie konfliktu Jerzego III i parlamentu z amerykańskimi koloniami (1775-1783), jednak już niedługo potem uwielbienie dla wolności angielskich zlało się z uwielbieniem do wolności amerykańskiej:


„...Nadzieje nasze co do przyszłości rodzaju ludzkiego sprowadzają się do trzech zasadniczych punktów: obalenie nierówności między narodami, większa równość w obrębie tego samego ludu i rzeczywiste udoskonalenie się człowieka. Czy wszystkie narody zbliżą się kiedyś do tego stanu cywilizacji, jaki osiągnęły ludy najbardziej oświecone, najbardziej wolne, najbardziej wyzwolone z przesądów, jak Francuzi i Anglo-Amerykanie... (Condorcet 1957)”.
Skomplikowany i często przewrotny sposób postrzegania Anglików przez francuskie elity doskonale obrazują notatki dyplomaty francuskiego Charlesa de Peyssonnela (1727-1790) z 1782 roku opracowane przez Mario Pasa’ę. Jest to typowa książka tamtych czasów mająca służyć dowcipnej rozrywce. De Peyssonnel zauważa u Anglików wiele śmiesznostek, które drażniły wówczas Francuzów, jak na przykład angielskie upodobanie do kabrioletów, czyli odkrytych powozów. Dyplomata wyraźnie podkpiwał sobie przy tym z paryskiej anglomanii (Peysonnel 2007, s. 37-44). 


W Polsce dopiero Stanisław August konsekwentnie zmierzał do skorzystania z brytyjskich wzorców ustrojowych, a i w sztuce anglomania kazała na siebie poczekać. Stanisław Konarski na przykład znał edukacyjne teorie Locke’a, ale w sumie z nich nie skorzystał, zignorował zalecenia dotyczące sportu i kształcenia w domu (Butterwick 2000, s. 84). Stanisław Poniatowski (ojciec króla) pisał w 1744 roku o Anglii jako jednej w z wielu republik, które można naśladować. W 1743 roku przynajmniej interesy brytyjskie i polskie przestały być sprzeczne  i Czartoryscy coraz chętniej wiązali się z Brytyjczykami. Co nie znaczy, że Brytyjczycy widzieli pokrewieństwo ustrojowe; brytyjski mentor Poniatowskiego, czyli przyszłego króla, Charles Hanbury Williams widział w Polsce wolność zdegenerowaną w swawolę. Ta opinie była niestety słuszna. Polska szlachecka była w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii krajem zamkniętej elity, która nie dopuszczała do siebie nowych ludzi, oraz krajem tyranii szlacheckiej nad chłopami. Dnia 9 stycznia 1770 roku William Pitt Starszy  użył podczas debaty w Izbie Lordów na temat mowy tronowej Jerzego III stwierdzenia, ze pewne decyzje „…sprowadziłyby brytyjskich wolnych farmerów do stanu gorszego niż wieśniaków w Polsce… - If this question be given up, the freeholders of England are reduced to a condition baser than the peasantry of Poland (Pitt 1848, s. 93)”. Takich przykładów używania sytuacji chłopstwa w Polsce jako synonimu okropieństw było w tej epoce na Zachodzie bardzo  wiele.


Na początku XVIII wieku idee Johna Locke’a były w Gdańsku już dobrze znane, choć bardziej znane były książki filozofów niemieckich z Halle. W ofercie wydawniczej Korneliusa Beughema z 1720 roku znajdowały się dzieła Locke’a. W Gdańsku czytywano również chętnie angielską literaturę piękną między innymi Pamelę Samuela Richardsona (1689-1761)  i wiersze Alexandra Pope’a (1688-1744). Znane  były w tym mieście dramaty Szekspira. Pewnego pojęcia o ustroju angielskim mogła dostarczyć lektura dzieł Voltaire’a, popularnego w Gdańsku już w latach trzydziestych XVIII wieku. Jednak niemieckojęzyczny Gdańsk i reszta Rzeczypospolitej stanowiły jednak dwa odrębne światy (Grześkowiak-Krwawicz 1998, s. 14, 84-88).


Niemniej jednak, wszystkie proponowane reformy polskiego ustroju po 1750 roku powoływały się na doświadczenia i wzory brytyjskie, chociaż czasem jak Zamoyski woleli o tym nie wspominać braci szlacheckiej wprost, gdyż Anglia ciągle była dla wielu głównie ziemią heretyków. Dopiero około 1780 Polacy poznali nieco szczegółów o brytyjskiej polityce wewnętrznej, a w 1790 roku przetłumaczono deklarację niepodległości USA (1776) co wpłynęło na mało brytyjski charakter konstytucji 3 maja, wbrew nadziejom Stanisława Augusta (Butterwick 2000, s. 292).


Pierwsze meble w stylu angielskim, czyli po angielsku naturalne i wygodne, dotarły do Polski za Augusta II przez Gdańsk, w 1786 roku już nawet w Lublinie robiono kapany a la Chippendale (Butterwick, s. 286). Architektonicznie jako angielski dom, długo osamotnionym przykładem był wzniesiony po 1765 roku pałac gotycki bratanka króla Stanisława, również Stanisława Poniatowksiego  w Korsuniu. W Zamku Królewskim nie było wiele angielszczyzny, zaś w Łazienkach tylko trochę.
Stanisław August Poniatowski widział Brytyjczyków, jako tych co nie stracili dyscypliny mimo wolności. Trochę jednak przerażał go brytyjski indywidualizm (uważał, że przeciętny Brytyjczyk ma 3 razy więcej cech charakteru niż Francuz). Charles Yorke nauczył go doceniać brytyjski krajobraz (Butterwick 2000s. 128). Poniatowski jednak nie widział różnicy między spleenem a francuską ennui.


Wśród samych Brytyjczyków XVIII wieku niewielu by można znaleźć posiadających tak dużą wiedzę na temat Polski jaka miał Charles Hanbury Williams. Polska zaczęła interesować ich bardziej dopiero po 1764 roku, gdy na tronie zasiadł Stanisław August Poniatowski – anglofil, który nigdy nie przepuścił okazji by porozmawiać z Brytyjczykami zwłaszcza na temat ustroju panującego w ich kraju. Z tego powodu mieli oni łatwy dostęp do króla, który chętnie się im zwierzał. Dyplomata James Harris przyjechał w 1767 roku z Prus do Polski. Spostrzegł nędzę chłopów i panoszących się w Warszawie Rosjan. Król rozmawiał z nim o Szkole Rycerskiej i stwierdził, że jej założenie może być przydatne Rosji, dlatego dopuścili do jej założenia (Zawadzki 1963, s. 285-306).   Nathaniel William Wraxall, agent kolejno East India Company, a następnie rządu brytyjskiego, który w latach 1777-1779 odwiedził wszystkie środkowoeuropejskie dwory  interesował się tak jak Marshall głównie gospodarką, lecz na wyższym poziomie niż on. Poseł brytyjski w warszawie Wroughton miał obowiązek dostarczenia mu potrzebnych informacji. Wspomnienia z Polski (1778)  Wraxalla emanują brakiem zaufania do ekonomicznego doświadczenia Stanisława Augusta i zaskoczeniem dlaczego Polacy tak mało wykorzystują gospodarcze atuty ich kraju. Wraxall doskonale orientował się w najnowszych wydarzeniach zwłaszcza dotyczących gospodarki i był świadom trudności spowodowanych działaniami Prus w tym względzie (Zawadzki 1963, s. 477-557). Warto też wspomnieć kapelana Johna Linda pracującego w Polsce jako nauczyciel szkoły kadetów.


W drugiej połowie XVIII wieku opinia o Polsce w Wielkiej Brytanii stała się bardziej zróżnicowana. Poseł polski w Londynie w latach 1769-1772 Tadeusz Burzyński (ur. Ok. 1730, zm. 1773) twierdził,  iż: „…te dwa narody wolne mają jakieś przez toż samo sekretny ze sobą związek i wzajemny dla siebie szacunek”. Lord Mansfield stwierdził w rozmowie z nim: In this country Poland has no enemy. Niestety kłopoty Polski były dla Brytyjczyków raczej egzotyczne i niejasne. Rosji nie lubiano i zdawano sobie sprawę z potencjalnie niebezpiecznego wzrostu jej potęgi, ale nie pojmowano sprzeczności między Polską a dość popularnym w Londynie Królestwem Prus.   Następca Burzyńskiego, Franciszek Bukaty w niedługim czasie pobytu w Londynie, stał się naprawdę Brytyjczykiem; pił toasty za rozbef i wolność. Adam Kazimierz Czartoryski tez miał mentora-Anglika; był nim Robert Murray Keith. Jednocześnie polityka brytyjska wobec Polski sprowadzała się w sumie tylko do obrony Gdańska przed zakusami Prus (Butterwick 2000, s. 151). Czartoryski lepiej poznał język angielski, bo miał więcej czasu niż król, ale prócz Daniela Hailesa brytyjscy dyplomaci cenili go niżej niż Poniatowskiego.
Ci myśliciele polscy, którzy nawiązywali do Locke’a, jak Stanisław Staszic, kładli szczególnie silny nacisk na znaczenie ładu prawnego dla sprawy wolności: „tam gdzie prawodawstwo nie należy do narodu, tam nie ma żadnego towarzystwa, jest tylko pan i bydło jego (Grześkowiak-Krwawicz 2006, s. 113)”.


Stanisław August posiadał w swych zbiorach dzieła Szekspira, Bena Johnsona, Spensera, Bacona,  Miltona, Drydena, Locke’a, Pope’a, Addisona, Swifta, Graya, Younga, Richardsona, Fieldinga, Samuela Johnsona, Sterne’a, Horatio Walpole’a, Defoe’a i Mac Persona. Król popierał dokonujących przekłady z angielskiego, które pojawiły się w większej liczbie dopiero po 1785 roku (Butterwick 2000, s. 168-173). Stanisław August nie przepadał za Tristramem i Osjanem i innym eksperymentalnym pisarstwem, ale Szekspir podobał mu się, gdyż złamanie zasady jedności miejsca akcji powodowało, ze można bardziej opowiedzieć o jakiejś kulturze (Butterwick 2000, s. 169). Znał nawet radykalne pisma polityczne np. Algernona Sidneya (Butterwick 2000, s. 249).


Jednak pomimo poparcia królewskiego okres pomiędzy zainteresowaniem się Wielka Brytanią a odwiedzaniem jej trwał dość długo. Paweł Komorowski w swej pracy o recepcji dzieł Bolingbroke’a, Williama Robertsona i Edwarda Gibbona w Polsce czasów Oświecenia wylicza kilka innych bibliotek zawierających angielskie dzieła, konkretnie dzieła tych trzech historiografów. Były one obecne w Bibliotece Czartoryskich, Marii Sanguszkowej, Anny Pauliny Jabłonowskiej, Ignacego Krasickiego, Stanisława Kostki-Potockiego i Józefa Ossolińskiego (Komorowski 2003, s. 20-26). Dla porównania warto przytoczyć tu kilka dat pierwszych przekładów dzieł francuskich. Memnon Voltaire’a przetłumaczono w 1771 roku, Zadiga w 1773, Królewnę Babilonu w 1779, Kandyda 1780, Dobrego Bramina w 1781, Awanturę Idziego Blasa Lesage’a w 1769, Diabła Kulawego również Lesage’a w 1777, wyjątki z Emila Rousseau w 1765. Wydaje się, że różnica pomiędzy podjęciem tłumaczeń na polski powieści francuskich i angielskich jest niewielka. Jednak nie należy zapominać o tym, ze Polska była krajem elit francuskojęzycznych, a więc książki francuskie, w przeciwieństwie do angielskich, nie musiały zostać przetłumaczone by być dość ogólnie dostępne. Sam Stanisław August i niektórzy przedstawiciele elit czytali książki angielskie w przekładzie francuskim. Poza tym książka francuska była o wiele łatwiej dostępna. W latach 1786-1792 przy ulicy Senatorskiej w Warszawie mieściła się duża wypożyczalnia książek francuskich i nie był to jedyny tego typu zakład (Tomczak 1988, s. 141-142). Dość powszechnie rozumiany był też język niemiecki i czasem włoski, co potwierdzają liczni cudzoziemcy odwiedzający Polskę tych czasów. Podobne do wyżej wymienionego przedsięwzięcie dotyczące książek angielskich byłoby skazane na fiasko ze względu na zbyt małą liczbę ludzi władających językiem angielskim w Polsce Stanisławowskiej. Z pewną przesadą można by stwierdzić, że w zasadzie tylko otoczenie samego Stanisława Augusta i Czartoryskich było anglojęzyczne. 


 Butterwick stwierdza, że Stanisław August długo unikał jasnego wyrażania swych pro-angielskich sympatii, jak również otwartego informowania innych, ze proponowane przezeń reformy oparte są na wzorcach angielskich. Role katalizatora spełnił tu pierwszy rozbiór Polski. Po 1772 roku reformatorzy (zwłaszcza przed ogłoszeniem Konstytucji 3 Maja)  zaczęli szafować przykładami zaczerpniętymi z teorii Hume’a i Burke’a (Butterwick 2000, s. 291-314). W 1775 roku Stanisław August wyraził nie po raz ostatni żal z powodu braku reakcji brytyjskiej na rozbiór.


Anglomania najdłużej utrzymała się w Rosji i na Węgrzech bo aż do lat 1830-tych, oraz w Niemczech, ale to już raczej z niechęci do Francji.




BIBLIOGRAFIA:


• Bergner T., Voltaire. Leben und Werk eines steitbaren Denkers, Verlag Neues Leben Berlin 1976.

• Butterwick R.,    Stanisław August a kultura angielska (przeł. Marek Ugniewski, Instytut Badań Literackich Warszawa 2000.

• Condorcet J.A., Outlines of an historical view of the progress of the human mind: being a posthumous work of the late M. de Condorcet, London 1795.

• Condorcet J. A., Szkic obrazu postępu ducha ludzkiego poprzez dzieje, Kraków 1957.

• Gay P., Voltaire’s Politics. The Poet as Realist, Princeton University Press Princeton New Jersey 1959.

• Goldenberg S.,  Lace, Its Origin and History, Brentano’s New York 1904.

• Grześkowiak-Krwawicz A., Gdańsk oświecony, szkice o kulturze literackiej gdańska w dobie Oświecenia, Warszawa 1998.

• Grześkowiak-Krwawicz A., Regina libertas. Wolność w polskiej myśli politycznej XVIII wieku, Wydawnictwo słowo/obraz-terytoria Gdańsk 2006.

• Komorowski P., Bolingbroke, Robertson, Gibbon – znajomość i recepcja ich dzieł w Rzeczpospolitej doby Oświecenia, Warszawa 2003.

• Leithäuser J., Er nannte sich Voltaire. Bericht eines grossen Lebens, Cotta-Verlag Stuttgart 1961.

• Mercier S., Obraz Paryża, opracowała i przeł. A. Jakubiszyn-Tatarkiewiczowa, Warszawa 1959, PIW.

• Parker D., Voltaire. The Universal Man, Stroud, Gloucestershire 2005.

• Pearson R., Voltaire Almighty. A life in Puruit of Freedom, Bloomsbury Publishing London 2005.

• Peyssonnel Ch. de, Petite chronique du ridicule, Paris 2007.

 
• Pitt W., The Speeches of the Right Honourable the Earl of Chatham in the Houses of Lords and Commons, London 1848.

• Sorel A., Kwestia wschodnia w XVIII wieku, Warszawa 1981.

• Tomczak A. (red.), Polska--Francja : dziesięć wieków związków politycznych, kulturalnych i gospodarczych, Książka i Wiedza Warszawa 1988.

• Zawadzki W., Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, Warszawa 1963.