czwartek, 12 lutego 2015

Między islamem a islamizmem

Ostatnio mam wrażenie, że coraz częściej postrzega się wszystkich muzułmanów jako terrorystów, co zaczęło mnie trochę irytować, z wielu powodów. Oto one: 1. Nie każdy muzułmanin jest fundamentalistą, wielu żyje jak niedzielni katolicy, w RFN to według ostatnich badań ok. 50%. Większość muzułmanów się dość dobrze asymiluje, przypadki odwrotne są nagłaśniane w celach wyborczych przez Wildersów i Le Penów. 2. Nie każdy fundamentalista jest terrorystą, choć fundamentalizm pomaga usprawiedliwiać terror. Jednak ponad 85% ofiar islamskiego terroryzmu to wyznawcy islamu. Georg Carlin miał wiele racji, porównując agresywnych islamistów, do kowbojów z Teksasu ultrabaptystów wołających yee-haw i strzelających z rewolweru. To są skrajności. 3. Inne religie zawierają podobnie krwawe fragmenty, wobec gojów, i niewiernych w swych księgach np. w Torze widzimy, że goje to w zasadzie „mówiące rzeczy”, mają postać ludzką tylko po to by mogły służyć Żydom. Biblia też zawiera podobne hardziory wobec Filistynów, i innych innowierców, a Jezus szpanuje przeklinając drzewa. W filmie „Fading gigolo” jest ciekawie uchwycony temat kamienowana heretyków przez ortodoksyjnych Żydów z NY, nie stosowanego głównie dlatego, że inni mieszkańcy NY wzięliby to za barbarzyństwo, a nie dlatego, że to złe. Muzułmanie nie muszą dbać o PR, rządzą w wielu krajach, lub jest ich na tyle dużo by mieć to gdzieś. 4. W Indiach i w Birmie morduje się obecnie muzułmanów, w Indonezji – chrześcijan i hinduistów, w Afryce wszyscy wszystkich, nie wszystko się kręci wokół zagrożeń dla Izraela i UE. 5. Terroryzm opłaca się ekonomicznie w każdym kacykowym kraju z niestabilnym prawem. Nawet w wielu stabilniejszych regionach jest problemem. Zajmują się nim Tamilowie, Irlandczycy, ultrabuddyści w Japonii, choć faktycznie palmę pierwszeństwa dzierżą muzułmanie, od chińskich Ujgurów, po Algierczyków i Czeczenów. 6. Surowe prawa mają także kraje buddyjskie i konfucjańskie, a także chrześcijańskie państwa Afryki, kara śmierci za kradzież, więzienie za śmiecenie na chodniku; gdzie Tajlandia a gdzie Singapur. 7. Myślę, że istnienie Izraela nawet umiarkowany muzułmanin może uważać za formę zachodniej krucjaty, lub jej kontynuacji. Stąd np. UE nie pochwala z definicji tego, co robi Izrael, jak to czynią USA, gdzie baptyści i inni ewangelikałowie, faktycznie traktują Izrael jako dowód udanej krucjaty. Muzułmanie o tym wiedzą. Skoro duch krucjat żyje na Zachodzie, to chyba nic dziwnego, że i duch dżihadu ma się dobrze. Clinton gadał już z palestyńskimi, i izraelskimi liberałami, jednak rozmowy się przeciągnęły, i potem zarówno w Izraelu jak i Palestynie zwyciężyły wściekłe prawice. Oczywiście ta palestyńska jest dużo okrutniejsza, ale fakt pozostaje faktem. Skoro nie pokój to wojna. Tylko czy Zachód musi wspierać tych wariatów, kłócących się o skrawek pustyni? I dlaczego np. UK ma wspierać Izrael, skoro Begin mordował Anglików jako terrorysta? Gdzie w tym wszystkim sens? Może zaprośmy liberalnych Izraelczyków do siebie, a ortodoksi (ci od osobnych autobusów dla kobiet i mięsnej i mlecznej kuchni) niech się zabijają z islamistami, proszę bardzo. 8. Zachodnie lewicowe usprawiedliwianie wszystkiego biedą nie jest dobre, choć myślę, że gniew pochodzi m.in. z nierozumienia skąd się bierze bogactwo. „Przecież słucham Allaha i Koranu, a Żydowi i krzyżowcowi nadal lepiej” - o tym rozdarciu zabawnie pisze autorka „Miasta kłamstw” Ramita Navai. 9. Nie każdy muzułmanin nie lubi Zachodu. Negatywne opinie o Westerners ma ok. 46 % muzułmanów francuskich, i 76% Algierskich, wiele z niechęci napędza ignorancja – tak zawsze było. Antysemityzm ma się świetnie w Japonii, gdzie Żydów nie ma. Jaki procent Westerners nie lubi np. Marokańczyków? Dla porównania 35% Polaków lubi, a 30% nie lubi Niemców, po drugiej stronie Odry jest zresztą podobnie. 10. Trudny jest dialog z muzułmamanmi, bo nie mają papieża, z którym można by coś ustalić. Dominuje więc ideologia rozłamów. Szyicki Iran w jedną stronę, sunnicka Arabia w drugą. Nie jestem zwolennikiem zakazywania chust, ani nakazywania brania udziału dziewcząt islamskich w lekcjach WF. Nakazałbym jednak zakaz burek i czadorów z wizjerem, bo po prostu nie widać kim jest osoba z którą rozmawiasz. Wywalałbym też agresywnych dżihadystycznych imamów na zbity ryj do kraju pochodzenia. Nie ma też zgody co do tego, czy islamizm to forma islamu, czy faszyzmu lub komunizmu. Paul Berman uważa, że to drugie. Bez jednak względu na to czy islamizm to po prostu radykalny islam czy forma totalitaryzmu wymyślona przez Braci Muzułmanów, Hezbollah czy Baas, musimy gdzieś wytyczyć linię tego co muzułmanie mogą robić w Europie. Byłaby to granica między islamem i islamizmem. W końcu muzułmanie których znam (Turcy i Kurdowie) na pewno nie skrzywdziliby muchy. Przy nich Grzegorz Braun to Boko Haram. Podoba mi się koncepcja Paula Scheffera by w ogóle zapomnieć o „mniejszościach” i taktować każdego tak samo. Scheffer uważa muzułmanów potępiających LGBT za konserwatystów, takich jak np. katoliccy i kalwińscy. Mogą sobie krytykować, ale nie mogą prześladować. Zgadzam się, dlatego chusty i WF odpuśćmy (w końcu rosyjskie babuszki też je noszą, a Francuzi potępiali tylko burki, chusty na włosy są ok), ale transparentność i tępienie mowy nienawiści stosujmy. Można by coś zrobić dla zamykanych kobiet w domach (do niedawna Neapolitańczycy też tak robili) Proste. Tylko trzeba tu konsekwencji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz