czwartek, 12 lutego 2015

Górnictwo się kończy, ekologizm goni własny ogon. Czas na atom!

Tak lekceważona ostatnio Francja (że niby kryzys itd.) czerpie większość energii z elektrowni atomowych, co powoduje, że jej niezależność energetyczna jest o poziom wyżej niż większości krajów UE, poza może Norwegią i Szwecją. Na tym tle zabawnie brzmią argumenty za górnictwem i niezamykaniem nierentownych kopalni w Polsce, powołujące się na bezpieczeństwo energetyczne właśnie. Przestawienie się na atom dowodzi wysokiej racjonalności i wysokiego poziomu intelektualnego społeczeństw takich jak francuskie, amerykańskie czy japońskie. Nie ma czystszej i bezpieczniejszej energii. Pokojowe wykorzystanie atomu to wielki krok dla ludzkości, według futurologów i niektórych astrofizyków, następnym krokiem ma być czerpanie energii z ruchów księżyca i planet z ziemią sąsiadujących. Na razie jednak nie wiadomo jak to zrobić. Elektrownie atomowe jednak są stale udoskonalane. elektrownia-atomowa Ludzie mają nieracjonalne podejście do energii atomowej, myślą o Fukushimie II, gdzie problemem było tsunami, wyższe o kilka metrów od wałów ochronnych, i to, że woda zalała baterie zapasowe do urządzeń chłodzących, a nie niekontrolowana reakcja atomowa. Myślą o Czarnobylu, gdzie problemem był grafit bezsensownie używany kiedyś do chłodzenia – ale to już przeszłość; od dawna już używa się wody, po której od razu widać czy działa czy nie, nawet jeśli mierniki nawalą. W Czarnobylu ewakuowano ludzi z wielkiego obszaru, choć napromieniowanie zagroziło tylko bezpośrednim sąsiadom elektrowni! Do dziś teren jest opuszczony (z wyj. wycieczek turystycznych). Największą katastrofą przemysłową wszech-czasów był wyciek chemikaliów w Bhopal w Indiach, który spowodował śmierć sto razy większej grupy ludzi. Ludzie boją się atomu, o którym ekolodzy opowiadają rozmaite brednie. Merkel ulega Zielonym, którzy są najsilniejsi właśnie w RFN. Po Fukushimie obiecała przyspieszyć likwidowanie elektrowni atomowych, mimo iż w RFN nie ma trzęsień ziemi, ani tsunami. Zresztą są już teorie łączące ekologizm z volkizmem, czyli tym samym ruchem romantycznego kultu tego co naturalne – krwi i ziemi, który dał początek nazizmowi, może więc nieprzypadkowo ekologizm jest najsilniejszy w Niemczech … Wybuch elektrowni atomowej, podobny jest do katastrof samolotów, zdarza się ekstremalnie rzadko, i jest niebezpieczniejszą opcją energetyczną, tak jak samolot transportową, ale jest spektakularny, więc zwracamy uwagę nań o wiele większą niż na dziesiątki tysięcy ofiar zatruć czy wypadków samochodowych. Chodzi tu też o zaufanie nauce; kierownicę, lub kanapkę z salmonellą mamy w naszych niefachowych własnych dłoniach, samolot i elektrownia atomowa wymaga obsługi eksperckiej. Tak samo z argumentem naocznych świadków, i posiadaniem broni w domu, ponieważ dotyczy to sfery własnych możliwości, mamy do tego nadmierne zaufanie, mimo iż nikt jeszcze nie użył broni w dobrym celu, np. przeciw napadowi na bank w USA, a naoczny świadek to najsłabszy dowód sądowy, bo ludzie konfabulują, policja zaś i detektywi robią o niebo mniej błędów. Kołtun jednak lubi brać sprawy w swoje głupie ręce niczym brudny Harry. Czysty romantyzm. Dziś Francuzi eksperymentują z termojądrowymi elektrowniami, w których już nie ma najmniejszego problemu z kiełznaniem atomu, bo reakcje można przerwać w każdej chwili, a reszta kontynentu baja o wiatrakach i kwiatkach, oraz bioproduktach. Ostatnio Szkoci stwierdzili jednak, że wiatraki szpeciłyby górskie krajobrazy, a to zagroziłoby turystyce. Johna Gray słusznie pisze w „Fałszywym świcie”, że trzeba by całą ziemię pokryć biofarmami i wiatrakami by zadowolić utopijne pomysły ekologistów. Zresztą tak krytykowane przez nich GMO też jest już od dawna faktem, i zwykle nikomu to nie szkodzi. Ekologizm to romantyczna fantazja mająca więcej wspólnego z religią niż jakąkolwiek logiką. Wystarczy przeczytać Mone Chollet by zobaczyć, że uprawia ona nie myśl praktyczną lecz kult Gai. W Polsce ludzie tak boją się atomu, że nie znaleziono miejsca na elektrownię. europa-ej-procent-mapa-2 Górnicy mogą strajkować, Duda może straszyć niestrajkujących pobiciem („wiemy gdzie mieszkacie” brzmiało jak groźba, choć mogę się mylić), bo jest ich sporo, mają silny związek, kilofy i laski dynamitu. Kilka razy w przeszłości straszyli nimi parlamentarzystów, stąd są traktowani jak arystokraci. Pozwala się im na więcej niż innym. Pracownikom jakichkolwiek fabryk nie upiekłoby się to co książętom górniczym się upiecze. Ludzie odruchowo wspierają górników, bo rząd jest ble, nie myślą jednak że to ich pieniądze idą na górnicze fochy. Górnicy mają ciężką pracę, stąd spore pensje, ale już przywilejów przy zwalnianiu mieć nie powinni, bo nikt inny ich nie dostaje. Niestety tu Balcerowicz ma rację; należałoby szybciutko sprywatyzować i po kłopocie. Stare maszyny, nadmiar etatów, kiepskie kierownictwo – te kopalnie będą się sypać. Taniej jest sprowadzać węgiel z RPA. W Polsce cudzoziemcy (Czesi, Niemcy, Australijczycy) zakładają kopalnie nowe, ale te ich kopalnie mają nowoczesny sprzęt i mało pracowników, a więc mogą przynieść zysk. W liberalnym społeczeństwie nie może być jednak przywilejów, ani zbiorowych kontraktów pracowniczych za jakimi tęskni pan Szumlewicz. Pracowników powinno chronić prawo, a nie mafie zwane związkami zawodowymi, które się zachowują niemal jak terroryści. Górnictwo to balast; z jednego kg uranu mamy tyle energii elektrycznej co z zładowanego po brzegi … pociągu węgla. Chcemy żyć w XXI czy XIX wieku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz