czwartek, 12 lutego 2015

Darwin i darwinizm według Janet Browne

Janet Browne wykłada historię medycyny na London College University (UCL). Ta biografka Darwina postanowiła napisać przystępną biografię najsłynniejszego dzieła Darwina; „O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt”. Wydanej w listopadzie 1859 roku, i znów w styczniu 1860 ponieważ 1 wydanie oficyna Johna Murraya szybko wyprzedała (w dniu ukazania się). Jednocześnie z kolejnymi brytyjskimi wydaniami, ukazywały się Appeltonowskie wydania w USA. W 1960 roku biskup Oxfordu Wilberforce mógł już zawodzić: „jak to możliwe, by rzepa stała się człowiekiem” (s. 8). Fakt, lepsza glina… Dziś po podważeniu części wniosków darwinizmu przez genetykę, zręby nauk Darwina są nadal aktualne, choć czasem np. głupcy z Teksasu je atakują. Za życia Darwin cieszył się szacunkiem, nawet wśród części pastorów. Ojciec Charlesa, Erasmus Darwin tez był ewolucjonistą, więc wysłał syna do Edynburga na studia w 1825 roku na studia medyczne, w 1827 roku Charles przerzucił się na biologię, i studiował Lamarcka i chodził na wykłady Roberta Granta, a instytucjonalnie – na studia teologiczne w Cambridge (idea była taka, by ewolucjonizm i biologię traktować jako hobby wiejskiego pastora). Botanik John Henslow, i geolog Adam Sedgewick to cambridgowskie znajomości Darwina. Czytał także Johna Herschela i Alexandra von Humboldta (s. 19). W 1831-1836 Darwin ruszył na hydrograficzną wyprawę przedsięwziętą przez Royal Navy (namówił go szwagier). Szef wyprawy, kapitan Robert Fitzroy, miał raczej niebiblijny pogląd na świat, co wiele lat po wyprawie się miało zmienić. Zobaczywszy niewolników w Brazylii, Darwin zareagował jak oburzony liberał (s. 25), cała jego rodzina miała abolicjonistyczne poglądy. Darwin postrzegał zdolność „dzikich” do ucywilizowania się np. w ramach murów Londynu, jako dowód, że istnieje tylko jeden ludzki gatunek (s. 32). Po powrocie do UK, Darwin zastał z jednej strony postęp społeczny (koleje, wynalazki), ale i strachy przed nim (np. przed czartystami i socjalizmem). Ulepszenie społeczne przywoływały skojarzenia z biologicznymi i vice versa (s. 37). Niektórzy liberałowie jak nowy kolega Darwina Charles Lyell łączyli oba postępowe zainteresowania (s. 40). darwin-o-powstawaniu-gatu Około 1837 roku Darwin musiał porzucić przekonanie o boskiej interwencji w ewolucję, ale ateistą nie był, pod koniec życia przyjął dla siebie termin agnostyk, ukuty przez jego przyjaciela Huxleya), być może utracił wiarę dopiero jak w 1851 roku zmarła jego ukochana córka. Od Malthusa wziął przekonanie o tym, że walka o byt jest czymś namacalnym (poor laws z 1834 roku, o warsztatach dla ubogich były z ducha maltuzjańskie), a od farmerskiej sztucznej selekcji, przekonanie, że w naturze dokonuje się podobna bez udziału człowieka (s. 44-45). Darwin obawiał się publikować swą pracę o ewolucji, ponieważ widział jak wielkie ataki spotkały w 1844 roku anonimowego autora (dziś wiadomo, ze był to Robert Chambers entuzjasta frenologii): Vestiges of the Natural History of Creation (s. 50). Lyell namawiał Darwina do publikacji. Tennyson, Wallace, David Friedrich Strauss, Baden Powell, Matthew Arnold, Samuel Smiles podważali cuda i dogmaty, promując naukę i samokształcenie, liberalny „Westminster Review” podobnie (s. 63), Darwin nie czuł się już tak osamotniony w latach 50. Jak był w latach 40. Darwinowska walka o zasoby niszczyła złudną boską harmonię (s. 68), pisał o przetrwaniu najsilniejszych – survival of the fitest, bo wówczas słowo ewolucja było niemal zarezerwowane dla embrionów. W 1864 roku dopiero miał to zmienić Herbert Spencer. Darwin unikał zarówno teologicznego języka, jak i teleologii (to ostatnie w odróżnieniu od Lamarcka). Owad został uznany za równie dobrze przystosowanego jak człowiek. Po publikacji dzieła Darwina, np. Asa Gray, próbował celowość lamarckowską przywrócić. Darwin unikał debat i pozostawał w Down House, podczas gdy bronili go Charles Lyell, Asa Gray, Thomas Huxley i Joseph Hooker (s. 85). Huxley był najmocniejszy i najbardziej polityczny z obrońców; bez ogródek utożsamiał darwinizm z wolnomyślicielstwem i liberalizmem (s. 90). W 1862 roku poparł Darwina główny brytyjski liberał – John Stuart Mill, a niedługo potem uczynili to Renan i George Henry Lewes. Wielu krytyków darwinizmu zwracało uwagę na wagę samej książki Darwina. Darwin unikał raczej otwartych ateistów, takich jak Edward Aveling, zięć Marxa (s. 96), bał się zaszufladkowania. Początkowo ciężko było pogodzić darwinizm z pragenetyką i badaniami wieku ziemi. Darwin pisząc oddzielna książkę o pochodzeniu człowieka, wykazywał liczne połączenia między naturą i kulturą (kanon piękna od pawia do obrazu). Leslie Stephen i Alfred Wallace bardzo chwalili tą pozycję. Nie ukrywam, że dla mnie jako humanisty, najciekawsze są związki darwinizmu z polityką i myślą społeczną. Ucieszyłem się więc, że Janet Browne bynajmniej nie unika tego tematu. Pisze ona o zachwyconych „walką o byt” fabrykantach brytyjskich (s. 100). J.D. Rockefeller, James J. Hill czy Andrew Carnegie połączyli maltuzjanizm, spenceryzm i darwinizm tworząc prawicową, antysocjalną myśl polityczną. Karl Peason łączył z kolej darwinizm z kultem kolonializmu. Francis Galdon – z eugeniką. G.B. Shaw i J.B.S. Haldane zwalczali więc „prawicowy” Darwinizm. Shaw, za pomocą Lamarcka i jego przedkładaniem siły sprawczej środowiska nad czynniki wrodzone (s. 112-113). Zola, Thomas Hardy, i Herbert George Wells przyczynili się mimo postępowych poglądów, do uznania ewolucji za siły degeneracyjnej (s. 115). Lombroso i Bertillon wulgaryzowali darwinizm w ramach kryminalistyki. Leonard Darwin, syn Charlesa, przyczynił się do ustawowego zamknięcia wariatów w przytułkach , by nie mogli się rozmnażać (s. 118). Henry Goddard użył darwinizmu jako inspiracji w badaniach IQ (też uważał, że narody degenerują się, podobnie jak Robert Yerkes, który za osobniki z najniższym IQ uznał prostytutki i … Polaków – s. 119). Związek Monistów w Niemczech wyznacza marsz od darwinizmu do holocaustu, choć oczywiście jest to związek bardzo luźny. Carl Vogt uważał, że każda rasa pochodzi od innej małpy (s. 121). Nawiasem mówiąc ja tak samo uważałem jako … siedmiolatek. Chwalony przez autorkę Franz Boas, zwolennik absolutnej równości i niepowtarzalności kultur, reprezentuje drugą skrajność moim zdaniem. Bateson i pierwsi genetycy zwalczali darwinizm. Łysenko w ZSRR, aż do demaskacji dokonanej przez Andrieja Sacharowa, tworzył odrębną radziecka „naukę”, o jarowizacji ziarna i wywoływanej ewolucji na żądanie. Haldane, jako młody marksista, zwalczał darwinizm, utożsamiany w kręgach lewicowych z eugeniką, ale już Diane Fossey czy Desmond Morri w latach 50. i 60. uważali, że to co w człowieku zwierzęce, wcale nie musi być niedobre, wbrew biadającym po II wojnie światowej humanistom antymaterialistycznym (s. 135). Darwinizm i eugenika zdążyły się już jednak skojarzyć zarówno w kręgach socjalistycznych jak i chadeckich ze złem absolutnym i tak pozostaje do dziś, choć rasizm przejawiali już plemienni watażkowie czasów prehistorycznych, czy feudalni „błękwitnokrwiści” arystokraci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz