czwartek, 12 lutego 2015

Carlos Fuentes: „Contra Bush”

Zmarły w 2012 roku, wybitny pisarz i dyplomata (1975-1977 ambasador Republiki Meksyku w Paryżu) meksykański, liberał z poglądów, krytyk Chaveza (nazywał go „tropikalnym Mussolinim”), Reagana i Busha-juniora, w dzienniku politycznym z lat 2000-2004, wydanym w 2004 roku pod tytułem Contre Bush (polska edycja w tłumaczeniu Pauliny Bojarskiej Świat Książki Bertelsmann Warszawa 2005), Fuentes wykpiwa politykę administracji Busha-Cheneya. Książka jest dedykowana Arthurowi Schlesingerowi (1917-2007), stronnikowi amerykańskiej Partii Demokratycznej, Clintonów i Kennedych, co pokazuje, że Fuentes nie jest jakimś kolejnym nawiedzonym Latynosem, nie znoszącym USA, lecz świadomym i obeznanym krytykiem pewnego stylu w jakim czasem politykę zagraniczną prowadzą amerykańscy Republikanie (s. 5), odrzucający Clintonowskie wezwanie do prób rozumienia wzajemnych zależności politycznych. carlos fuentes cb Na początek (wpis z 1 sierpnia 2000 r.) Fuentes bierze na cel hasła „współczującego konserwatyzmu” głoszonego przez administrację Busha, które zdecydowanie nie pasuje do zwariowanego libertarianina Richarda Cheneya, pierwszego mózgu owej administracji (s. 9). Cheney to jak wylicza Fuentes, zwolennik: legalizacji killer bullets, apatheidu w RPA, trzymanie Mandeli w więzieniu, podobnie jak najbardziej konserwatywny senator Jesse Helms. Cheney to typowy petrolowy polityk, popierający sankcje ekonomiczne w stosunku do krajów, które ropy nie mają (Kuba), ale wrogi sankcjom wobec roponośnym. Cheney żałował, że „dobry Bóg” nie umieścił ropy w krajach demokratycznych (s. 11), swoją drogą to właśnie łatwa forsa jest stronnikiem tyranów. Cheney, reprezentant Wyoming nie reprezentował nikogo prócz nafciarzy, co ciekawe podobnie według Fuentesa czynił także demokrata Al Gore (finansowany przez nafciarza Armanda Hammera), za miękka postawę wobec rosyjskich nafciarzy krytykował go Bush jr, ale ze względu na Cheneya przestał. W 2000 roku Fuentes bał się, że nowy prezydent Meksyku Vincente Fox nie da rady obronić naftowego Pemexu przed naftowymi interesami USA. W tekście z 6 XI 2000 roku Fuentes dziwi się, że mimo iż rząd Clintona był znakomity (spadek zadłużenia, bezrobocia, przestępczości, wzrost tolerancji i dobrobytu), Gore w swej kampanii dystansował się od jego osiągnięć, mimo oczywistej bliskości ideowej, Amerykanie wybrali więc Busha, który nie przejawiał nadaktywności reformatorskiej (s. 15). Co do florydzkiej nocy wyborczej (tekst z 24 XI), Fuentes żałuje, że garść reakcjonistów kubańskich z Miami, może przerwać legalne liczenie głosów (s USA mówiono o meksykanizacji polityki amerykańskiej) i krytykuje przyjęty w 1787 roku konsensus co do liczenia głosów, dający przewagę małym stanom (s. 20). W tekście z 18 stycznia 2001 roku pisze Fuentes o faktycznej twarzy Busha, czyli promowaniu reakcyjnego Johna Ashcrofta (z Uniwersytetu Boba Jonesa zwalczającego międzyrasowe małżeństwa i promującego segregację rasową w szkolnictwie) na stanowisko prokuratora gen. Wobec spraw dotyczących relacji USA-Meksyk, Fuentes (tekst z 9 II 2001), liczył, że ścisłe jak nigdy przedtem relacje obu państw przyczynią się wreszcie do rozwiązania kilku stałych problemów, np. w USA zrozumie się, że meksykańscy odpowiednich Ala Capone znikną dopiero jak USA przestaną wreszcie karać samych używających narkotyki (s. 24), a nielegalna imigracja do USA ustąpi dopiero jak wdroży się programy wzorowane choćby na niemieckim programie Gastarbeiterów. Vincente Fox miał, wg Fuentesa szanse załatwić te sprawy, skoro nie reprezentował demo-dyktatorskiej partii PRI. 25 lutego 2001 roku pisze Fuentes o Bushu, który jednocześnie starał się przypodobać Afroamerykanom i Kennedym, a w tym samym czasie dawał publiczne pieniądze kościołom (s. 28). Podobnie jak Mitterand, który w 1981 roku pytał Williama Styrona i Arthura Millera o to jak to możliwe, że wybrano Reagana (odpowiedzieli, że w USA uwielbia się gwiazdy filmowe), Fuentes pyta jak to możliwe, że Bush gorszy jeszcze od głupiego Reagana czy inteligentnego lecz niemoralnego Johnsona/Nixona, bo głupi i niemoralny został wybrany. Fuentes stopniowo w pisanych niemal na żywo tekstach coraz szerzej otwiera oczy. Oburza go wysłanie satelitów szpiegowskich nad Chiny, zerwanie rozmów z Koreą Płn., wypowiedzenie traktatu z Kioto, budowa autostrad w rezerwatach leśnych, likwidacja biura ds. walki z AIDS, i badań nad obecnością salmonelli w szkolnych posiłkach (s. 32). Wszystko to jawi się Fuentesowi jako rynkowy leninizm. Richard Perle, dawny antyeuropejski „strateg” Reagana, został twarzą polityki zagranicznej Busha jr. Fuentes odnotował też nagonkę na liberalnych intelektualistów mających swoje zdanie nt. polityki antyterrorystycznej Busha (Bill Maher stracił sponsorów jak nazwał terrorystów „kryminalistami, ale nie tchórzami”, Tom Gutting – robotę za krytykę niezdecydowania Busha 11.09., nieprzyjemności mieli też Peter Jennings i Dan Rather (s. 43). Fuentes podpisuje się pod stwierdzeniami Touraine’a, Oscara Ariasa, Grassa i Sorosa dotyczących niesprawiedliwości gospodarczej jako przyczyn terroryzmu islamskiego i innego (s. 44-46). Osobiście nie jestem przekonany, uważam bowiem, że to głównie bałagan prawny i korupcja powoduje, że terroryzm jest opłacalny, a temu USA nie są winne, co nie znaczy, że jakiejś formy pomocy prawno-administracyjnej nie można by przedsięwziąć (są przecież takie menadżersko-prokuratorskie misje np. UE). 2 grudnia 2001 roku Fuentes pisał o Argentynie i Meksyku i ich ekonomicznych problemach, oraz o tym, że terroryzm islamski całkowicie odciągnął uwagę USA od Latynoamaeryki. Europie zarzuca Fuentes mrzonki o własnej potędze (s. 59), innym kontynentom wiarę w zderzenie cywilizacji („nikt nie ma monopolu na barbarzyństwo”), kubańskim reakcjonistom z Miami utrudnianie pogodzenia USA z Kubą, w czasach gdy UE wchodzi na kubański rynek (s. 65) i izolacja staje się fikcją, zaleca reelekcję Cartera, który odsłużył w końcu tylko jedną kadencję, a mógłby pomóc w tej kwestii. Rumsfeldowi w lipcu 2002 zarzuca demonizowanie i atakowanie Trybunału w Hadze. USA zarzuca zbyt nagłe porzucenie Saddama, które było sygnałem ostrzegawczym np. dla Turcji (s. 76). Fuentes uważał we wrześniu 2002 roku, że nieprzygotowana wojna i okupacja Iraku, miała za cel tylko reelekcję Busha. W lutym 2003 roku Fuentes ostrzegał przed światem jednobiegunowym (s. 102), choć to trochę stoi w sprzeczności z krytkowaniem krajów UE za mocarstwowe mrzonki. Wraz z chwalonym przezeń Villepinem, Fuentes ostrzega też przed zbyt częstym stawianiem siły ponad prawem. Teorię Huntingtona o zderzeniu cywilizacji, bierze Fuentes (tekst z kwietnia 2004 r.) za purytański rasizm charakterystyczny dla Anglosasów XIX wieku (s. 112). H. pisze o Angloameryce, choć USA to też francuska Luizjana, hiszpańska Floryda, rosyjska Alaska itd. Meksykanów i muzułmanów, ma H. za najeźdźców, choć pierwsi przyjeżdżają pracować, a muzułmanie przezywają właśnie wojnę domową fanatyków z moderatami. Latynoscy imigranci pracują najwięcej z wszystkich Amerykanów (największy procent osób zatrudnionych na rodzinę), a miliard dolców na edukację ich w Kalifornii, oznacza dla Kalifornii 16 miliardów federalnych pieniędzy na pomoc edukacyjną. Także dwujęzyczność florydzka powinna być uważana jak wszędzie na świecie za szansę kulturową, a nie za zagrożenie uważa Fuentes (s. 116). Słusznie chwali Fuentes de Villepina i Chiraca za ambitne ale realne plany wspólnej odbudowy Iraku, choć moim zdaniem powinien także dostrzec utrudnianie przez Francję utworzenia koalicji antysaddamowej, o czym przytomniej pisze inny anty-Bushysta Paul Berman. Mimo wszystko felietony Fuentesa są dość trafne i trafnie podsumowane przez cytat z Clintona: „Polityka nie jest teologią. Oznacza rządy opatre na oczywistych faktach, a nie dogmatach” (s. 138).

1 komentarz:

  1. Witam, przepraszam za komentarz niezwiązany bynajmniej z treścią tego wpisu, ale jestem świeżo po lekturze Pana tekstu "Janusz Korwin-Mikke to żaden liberał. Korwinowy chaos informacyjny" i chciałbym polecić lekturę książki Nassima Taleba "Antykruchość".

    Dlaczego? Otóż autor przedstawia w niej ważne argumenty za "starożytnymi, anonimowymi wynalazkami" i przeciwko szybkiemu zastępowaniu ich nowoczesnymi tworami. Może to być punkt wyjścia do ponownego przemyślenia wartości niektórych konserwatywnych postulatów, chociaż patrząc z innego niż ich autorzy punktu widzenia.

    Książkę polecam, bo z częścią recenzji się zgadzam i mam wrażenie, że nie jest Pan ślepo zapatrzony w jedną ideologię, ale gotowy do rozpatrzenia aternatywnego podejścia.

    Pozdrawiam,
    Jakub Cudak

    OdpowiedzUsuń