poniedziałek, 30 czerwca 2014

Postmodernizm to bzdura. Nadal żyjemy w modernizmie.

Postmodernizm to bzdura; to przerobiony konserwatyzm, który wszystko uważa nie za efekt dobrego pomysłu lecz za emanację kultury; a więc jest jednym wielkim zwątpieniem , pozwalającym może poczuć się lepiej w błogim sentymentalizmie, ale intelektualnie zupełnie nieprzydatnym do niczego. Postmodernizm można traktować jako nową odsłonę romantyzmu lub konserwatyzmu, w każdym razie jest to najmniej interesujący intelektualnie kierunek w dziejach. Czy postmodernizm jest nowym konserwatyzmem? Tak, bo absolutyzuje kulturę i wmawia nam bzdury typu: „Chińczycy to konfucjaniści, więc lubią naturalnie zamordyzm i autokrację”, choć istnieją przecież liberalne chińskie Tajwan i Hongkong. Postmoderniści tak jak konserwatyści wątpią w możliwość stworzenia dobrego ustroju dla wszystkich ludów. Są więc anty-oświeceniowi. Tutaj więcej o konserwatyzmie postmodernistów: https://www.youtube.com/watch?v=NgJZc43_v2M Czy postmodernizm jest nowym romantyzmem? Oba nurty wykazują niespotykane podobieństwo. Postmodernizm kładzie nacisk na jednostkowe „przeżywanie” świata i wykazuje niechęć do systematycznego myślenia i planowania. Zarówno postmoderniści jak i romantycy mieli tendencję do kreowania własnego skomplikowanego autorskiego słownictwa, które dla czytelników bywa zupełnie niezrozumiałe; kiedy czytam postmodernistów mam wrażenie, że matnia słów jaką mam przed oczami przypomina jako żywo „Giaura” Byrona. Zarówno postmodernizm jak i romantyzm nastąpiły w czasach przesytu i znudzenia. Dopóki ludzkość walczyła z poważnymi problemami oświeceni i liberalni czytelnicy nie chcieli czytać dziwacznych dzieł Keatsa, który opisywał np „jak czuje rzeka”. Teraz postmoderniści zajmują się kwestia cierpienia np. pojedynczych ludzi, którzy byli w obozie koncentracyjnym, tak jakby miało nam to powiedzieć coś więcej, niż tylko to, że powinno się unikać cierpienia i, że jest ono straszne. Nakład sił i środków wyrazu postmodernistów i romantyków jest nieproporcjonalnie duży w stosunku do wyników badań. To, że postmodernizm jest nurtem nauki, a romantyzm literatury nie powinno nas zwieść. Postmoderniści przez swój skrajny subiektywizm upodabniają naukę do literatury i do literackiej fikcji. Pierre Nora pisze własne impresje o pamięci ubierając je w pseudonaukowy język, czytamy o różnych „mikro-historiach”, z których nic nie wynika, o historii mówionej, która zrównuje prawdę subiektywną opowiadającego z prawdą historyczną, lub czytamy filozofów postmodernizmu, którzy głoszą, że w ogóle nie ma prawdy (co jak zauważył ostatnio Stanisław Michalkiewicz, oznacza, że zdanie: „nie ma prawdy” również jest nieprawdziwe). Romantycy lubowali się w egzotyce, anty-okcydentalizmie, szaleństwie pseudobohaterów (np. Carlyle czy Byron), pseudo-mistyce (Towiański, Mickiewicz), agresywnym nacjonalizmie, lub wręcz odwrotnie szaleńczym internacjonalizmie. Volkizm i nazim są dziećmi niemieckiego romantyzmu. Nihilizm i anarchizm – rosyjskiego. Postmoderniści bliżsi są nihilizmowi, są anarchistami i nihilistami intelektualnymi, ale tylko dlatego, że Hitler to tabu. Nacjonalistów spoza Europy; typu Ghandiego (mimo iż uwielbiał Hitlera), czy Mandeli – kochają. Romantycy zachwycali się Napoleonem, Aleksandrem Wielkim – postaciami mówiąc najogólniej szkodliwymi dla normalności życia codziennego. Postmoderniści i romantycy mieli i mają tego samego wroga; klasycyzm. Klasycyzm to wszystko co wartościowe w naszej kulturze; grecka nauka, rzymskie prawo, renesansowy polot, barokowa administracja, akademie naukowe Richelieugo i Karola II Angielskiego, oświeceniowa nauka i zdrowy rozsądek – brońmy tego przed neoromantykami-pozytywistami; teraz to my liberałowie bronimy cywilizacji.

1 komentarz:

  1. Podpisuję się pod stwierdzeniem, że postmodernizm to nowy konserwatyzm. Ze współczesnego punktu widzenia, postmodernizm nie daje mi żadnych narzędzi intelektualnych, które pomogłyby mi w przeprowadzeniu jakiejś krytyki społecznej, krytyki intelektualnej. W tym sensie jest faktycznie jałowy intelektualnie. Dodałbym jeszcze jego eklektyczny charakter, który z teoretycznego punktu widzenia, również nie sprzyja twórczości- bo nie tylko wolność do tworzenia jest potrzebna- lecz także pewna tradycja, która umożliwia ustalenie horyzontu dla jakiejś wizji. W próżni się znajdując, nie można według mnie, zdecydować się na ruch w żadnym kierunku.
    On uniemożliwia kontestację poprzez zawieszenie ducha powagi, zawieszenie tradycji. Założył, że jego wyzwolenie nam wystarczy otóż nie. Pojawiły się nowe problemy, a postmodernizm nam nie pomaga w ich diagnozowaniu, gdyż jest już przestarzałą opcją, która spełniła już swoją rolę emancypacyjną. Teraz działa konserwująco.

    Również pewną przewidywalność postmodernizmu uważałbym za jego konserwatyzm. Dla mnie przewidywalny jest on ze swoim strachem przed akceptacją pewnej formy, stałości. Jest przewidywalny w tej swojej neurotyczności, niezdecydowaniu, chaosie. To zniewala umysły. Przyzwyczaja do pewnego sposobu tworzenia. I ten konserwatyzm, w przełożeniu na sztukę, oznacza właśnie jej umasowienie. Tworzy się sztukę na modłę samego społeczeństwa. Nie ma w niej żadnej odwagi, kontestacji zastanego porządku. Tego nowego porządku- konsumpcyjnego, naiwnie równościowego, pluralistycznego.
    Jest postmodernizm w tym wymiarze zwerbalizowaniem pewnego stanu psychicznego społeczeństwa na pewnym etapie jego rozwoju. Od sztuki, czy ruchu intelektualistycznego wymagałbym czegoś więcej niż tylko sprawozdania.
    Lecz, broniąc postmodernizmu- być może on już spełnił swoją rolę kontestującą. Ok, lecz w takim razie potrzebujemy właśnie czegoś nowego. Negatywnym dziedzictwem jednak postmodernizmu jest to, że utrudnił on nam jednak na różne sposoby możliwości kreowania nowych koncepcji podobnych niemu. On kojarzył się z pewnym przesileniem, miał otworzyć nas na epokę końca historii. Okazało się to jednak fikcją. Musimy jednak się obudzić z tego konserwującego snu. Bo faktycznie- postmodernizm działa w pewnym sensie jak sen- działa jak hipnoza. W swej apologetyce schizofrenizmu kojarzy mi się właśnie z wprowadzaniem ludzi w pewien stan zaćmienia, intelektualnego jak i praktycznego. Wyznacza to jeszcze jeden wymiar konserwatyzmu postmodernistycznego, który znaczy tutaj akceptację rzeczywistości zastanej; ta akceptacja jednak nie ma charakteru stoickiego, bo nie ma w niej takiego bagażu intelektualnego. Ta akceptacja jest raczej czysto zwierzęcą afirmacją. Dla mnie nie jest to otwarcie, lecz zamknięcie się człowieczeństwa. Być może jedyną opcją, która nam pozostała po śmierci podmiotu jest właśnie zwrócenie się ku zwierzęcej żywiołowości, która swą egzemplifikację znalazła w społeczeństwie konsumpcyjnym. Krótko ujmując- uważam że zasadniczo postmodernizm nie stawia żadnych wymagań społeczeństwu (bo pozbawił się matryc uzasadniających takie postulaty). On jest wyrazem bierności. I być może bezradności. Czy na tym powinniśmy poprzestać?

    Wierzę, że jest możliwa przynajmniej na poziomie indywidualnym jakaś pobudka. Bunt rozumu.

    OdpowiedzUsuń