poniedziałek, 30 czerwca 2014

Polska ma politykę historyczną zamiast normalnej historii

Jako historyk jestem przerażony, że w naszym kraju historiografia i historia ciągle służą do leczenia kompleksów narodowych, i do prowadzenia polityki historycznej, tj. walki o godność narodu polskiego, a nie poznaniu prawdy historycznej czy ukazania skomplikowania czy też różnorodności faktów historycznych. Historycy, i to bynajmniej ni tylko ci z IPN zachowują się jak żołnierze, którzy walczą o jakąś naszą prawdę inną od prawdy innych narodów. Polski konserwatyzm konserwuje poczucie oblężenia przez silniejsze lub bardziej przebojowe państwa, i podkreśla każde beknięcie o polskich obozach czy polskim antysemityzmie, czy innym kołtuństwie, i podnosi je do rangi ataku na polskość przez wielkie P. W efekcie polska wizja historii nie tylko naszej, ale w ogóle jest skrzywiona. Polacy szukają w historii nauk moralnych, a historia do tego się nie nadaje, do tego służy filozofia, lub ewentualnie w wersji dla ubogich duchowo - religia. Prawie nie pisze się historii z perspektywy kogoś innego niż powstańców, Jędrusiów, ewentualnie królów. Nie pisze się zbyt dużo o kolaborantach (chyba, ze tych z czasów PRL, bo to przydaje się do walki politycznej), o kupcach, handlarzach, kobietach, szewcach, szwaczkach, a jeśli już to tak ogólnikami, "masowo". Często jedyna obowiązująca wizja dziejów to wizja fanatyka romantycznego A.D. 1830. Ubolewają na tym nawet konserwatyści, bo żałują oni odstawienia na margines realistów politycznych (np. Gołuchowskiego czy Wielopolskiego), ale także ci nie-romantyczni konserwatyści z wielkim bólem brzucha przyznają, że Polak może czasem zachować się niegodnie, albo chociażby nie-heroicznie. Nie widziałem ani jednego filmu o powstaniu, gdzie byłby bohater kwestionujący jego sens. Nie widziałem komedii historycznej, w której śmielibyśmy się ze swoich przywar narodowych czy złych wyborów. Najlepszy przykład to Halo Hans, w którym wszyscy są śmieszni (Niemcy to wręcz debile), ale Polacy muszą być "spiżowi", jakiż kontrast z gamoniowatymi brytyjskimi lotnikami z Allo Allo. Polska nie zginie od jednego śmiesznego polskiego żołdaka! Niemcy nas nie napadną, dlatego, że przedstawimy prawdziwą historycznie scenę sikania na portret Rydza-Śmigłego (wycięto tą scenę z filmu, bo była za mało "spiżowa"). Czemu komedia historyczna zatrzymuje się u nas na poziomie kabaretu? No, ale w naszym kraju do kin nie trafił nawet film o Lutrze, więc wiem, że wymagać nie można zbyt dużo. Proszę zauważyć kult Hansa Klossa, a przecież w tym filmie manichejski obraz świata jest posunięty do absurdu; Niemcy są nie tylko jednoznacznie źli, ale też głupi. Polacy dobrzy i bystrzy. Gdyby tak było rok 1939 nie wydarzyłby się. Trochę odbrązowienia mamy w "Obławie", ale i tak Dorociński rozwala SS-manów jak harcerzy, co nigdy nie miałoby miejsca. W "Czasie honoru" bohater Zakościelnego o posturze mięczaka morduje wachmanów niczym Rambo. Czytelnik Sienkiewicza i widz Hoffmanna nie dowie się, że Sobieski był trzykrotnym zdrajcą kraju. W "Bitwie Warszawskiej" mamy socjalistę (granego przez Szyca), który nie precyzuje swych lewicowych poglądów, i szybko się ich wyrzeka, tylko dlatego, że kilku bolszewików grandziło. To tak jakby przestać być konserwatystą, bo zbrodnie Pinocheta... Czemu nie przedstawia się w filmach poglądów Poznańczyków, krytyków powstania 1863 roku i przeciwników bitewnych Piłsudskiego? Za trudne dla Polaków? Musimy być zawsze traktowani jak dzieci i raczeni bajkami o dobrym polskim królewiczu i złym rosyjskim wampirze? I skąd ten kult ofiary? Podobało mi się zobaczyć Polaków w roli agresorów w rosyjskim filmie "1612", jakież to było odświeżające! Nasza romantyczne samochwalstwo ogarnia całe społeczeństwo. Nie znamy naszej historii. Trochę pisze się o antysemityzmie, ale to skansen otoczony mianem zdrajców polskości. Byłem jako student na praktykach w Archiwum Miejskim w Poznaniu. Jako, że znałem niemiecki, poproszono mnie bym opracował teczki więźniów z Wrześni, czasów okupacji hitlerowskiej. Miałem tez przyporządkować teczki do kategorii wykroczeń. Tylko, że na liście miałem do wyboru jedynie wykroczenia o wymiarze "patriotyczno-powstańczym", jak naruszenie godziny policyjnej, czy przywłaszczenie sobie odznaki partyjnej NSDAP. W ogóle nie pomyślano, że te gnojki naziści mogli zapuszkowywać też Polaków za wykroczenia przeciw innym Polakom! Stąd kategorie: Diebstahl (kradzież) i Raubueberfall (napad rabunkowy) utworzono dopiero na mój wniosek. Naziści byli gnojkami i mordercami, ale czasem nawet tacy zrobią coś dobrego; np. zamkną złodzieja na cztery spusty. Skąd ten pęd do jedno-wymiarowości; do bezkrytycznego chwalstwa Jana Pawła, Piłsudskiego czy Wałęsy. Przecież to ani bogowie, ani guru nie byli! Czemu nie przedstawić więc optyki Szumlewicza, Dmowskiego, Igo Syma, Boy-Żeleńskiego, Kwaśniewskiego? To nie wojna, wojna już była teraz trzeba próbować zrozumieć, a nie partyjne bajki opowiadać.

2 komentarze:

  1. Co w innych krajach krytyka "swoich" nie jest również wyjątkiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd, powinno być "czy" zamiast "co".

      Usuń