środa, 1 stycznia 2014

Polska historia i nasza niezdolność do uczenia się z niej.

Każdy naród ma tendencję do mitologizowania własnej przeszłości, więc Polacy nie są tu wyjątkiem. Amerykanie przedstawiają się zawsze jako bojownicy o wolność, a przecież akceptowali długo niewolnictwo. Niemcy długo wykręcali się od demokracji dowodząc, iż nie pasuje do ich charakteru narodowego. My też mamy swoje mity.

Problem polega na tym, że Polacy słabo znają główne zarysy naszej historii skupiając się zwykle na trzeciorzędnych detalach i jednostkowych wydarzeniach, umykają z kolej im główne zmiany, stąd np. często czcimy nie tych królów co trzeba... Ponieważ jestem historykiem zaskakuje mnie to szczególnie mocno. Polacy często mówią i nawiązują do historii, jak każdy naród który utracił całkowicie lub częściowo dawniejszą mocarstwową pozycję (Brytyjczycy, Holendrzy, Szwedzi, Hiszpanie), lecz wydaje się, że mimo wszytko słabo ją znają. W polskich szkołach wymieniane są traktaty Polski szlacheckiej z innymi państwami, oraz np. kolejne przywileje szlachty (np. cerekwicko-nieszawski), ale traci się z oczu zmiany cywilizacyjne; stracone i wykorzystane szanse.

Historia naszego kraju i naszej państwowości w dużym stopniu się pokrywają, i wygląda z grubsza następująco: 1) zjednoczenie kraju przez Polan i Mieszka (być może Wikinga z pochodzenia, podobnie jak Ruryk, a więc od początku nasze dzieje są pisane też przez obcych - do przemyślenia zwłaszcza narodowcom... aha Kopernik był Niemcem i lojalnym poddanym króla Polski)

2) rządy Bolka Chrobrego, który nieroztropnie najeżdża wszystkich sąsiadów po kolej (Milsko, Ruś, Czechy), co wywołuje spodziewaną zemstę ze wszystkich trzech stron po śmierci władcy. Niestety na naszych banknotach nadal widnieje Bolko, choć bardziej zasługiwałby na to np. Kazimierz Odnowiciel.

3) mamy Bolka Krzywoustego, który wyrzynał Pomorzan, a obecnie mamy jego ulicę w Szczecinie.

4) potem jest rozbicie dzielnicowe, a de facto państwowe, z którego niczego się raczej nie nauczymy, a mimo to jest przerabiane w szkole w najdrobniejszych szczegółach.

5) Kazimierz Wielki znany jest z murowanej Polski, ale mało akcentujemy jego tolerancję wobec innowierców, cudzoziemców i rzadki w polskich dziejach zmysł handlowy.

6) Potem niestety zapraszamy na tron litewskich kniaziów, z którymi - ku potępieniu ze strony papiestwa, cesarstwa i chrześcijańskiej Europy - jesteśmy w sojuszu antykrzyżackim. Przy okazji zapominamy, że Watykan grał przeciw nam, a także o tym, że litewscy kniaziowie wprowadzili do nas model słabej władzy książęcej, która zamiast rządzić i wydawać rozkazy, negocjuje i układa się ze szlachetkami, i to akurat wtedy, gdy w Europie jest moda na silną władzę królów. Nauki pt. dla własnego bezpieczeństwa powinniśmy trochę dostrajać się do reszty kontynentu, nie doceniamy, stąd Europa sama do nas przychodzi pod postacią zaborów.

7) Ostatni Litwini na polskim tronie (obaj Zygmunci) próbują wzmocnić władzę królewską, podobnie Henri de Valosi - niesłusznie krytykowany władca, który wymusił na sejmie szeroki - tj. operatywny - zakres władzy królewskiej, szkoda tylko, że uciekł, i zostawił kraj na pastwę szlachty, która opętała kolejnego kandydata do tronu Istvan Batory, który przystał na wszystko byleby tylko rządzić. Batory jest patronem wielu szkół, choć oddał najważniejszą swą prerogatywę - głos w sprawie organizacji armii - w ręce szlachty - vivat liberum veto (niektórzy z Korwin-Mikkem na czele do dziś głupio i prowokacyjnie bronią liberum veto)

8) Pod koniec XVI tolerancyjna Rzplita ostatnich Jagiellonów staje się coraz silniej kontrolowana przez jezuitów - nauka pt. różnorodność się opłaca, a urawniłowka - nie - też przychodzi nam z trudem. Stąd zarówno rewolucja naukowa XVII wieku, jak i oświecenie właściwie omijają Polskę

9) Pozytywny mit polski szlacheckiej, wynika z nieporozumienia i chwalenia naszego ustroju przez republikanów typu Rousseau, którzy mylili swe ateńskie z ducha projekty z mało znaną im rzeczywistością w naszym kraju. Liberałowie jak np. Voltaire nie dawali się zwieść i piętnowali wyzysk chłopstwa.

10) hańba polskiej historii porównywalna - uwłaszczyć chłopów musieli dopiero zaborcy (bo oświeceniowcy i "kaliszanie" nie mieli dość sił) - wbrew oporowi szlachty polskiej. Ponieważ szlachta i chłopi tworzyli w sumie 2 oddzielne narody, nie udawały się szlacheckie powstania - chłopi nieczęsto chcieli walczyć przeciw swym własnym interesom. Ich własne interesy pchnęły ich raczej ku akcjom typu rabacja galicyjska, za którą paniczykowie (zamiast zrozumieć dążenia chłopów) się obrazili i przeszło im dopiero w epoce Wyspiańskiego, kiedy to dla odmiany zaczęli chłopom (w 1930 roku to nadal 70% narodu) kadzić. Przy okazji warto przypomnieć że Watykan (Grzegorz XIII) powstanie listopadowe potępił, może dlatego, że na stu katolików zawsze się znalazł jakiś dowódca podzielający poglądy innego powstańca tj. Tadeusza Kościuszki:

"...Trzeba przyznać, że wszyscy ludzie posiadają dosyć zdrowego rozsądku, by odróżniać dobro od zła, zachowywać się , rozumować, pojmować i porównywać relacje, a także rozwijać swoje idee poprzez rozważania lub badania (za wyjątkiem małej liczby tych, którzy są obłąkani od urodzenia), ale po to są szpitale, żeby przeszkodzić im w wyrządzaniu szkód. Czyż nie byłoby lepiej zacząć od przemawiania ludziom do rozsądku, uświadamiając im, że w ich prawdziwym interesie leży raczej, by postępowali prawie i sprawiedliwe, byli dobrymi ojcami, dobrymi synami, kochającymi Ojczyznę i przestrzegającymi prawa niż szkodzili sobie i oszukiwali się nawzajem, tracąc spokój ducha w nieustannej krzątaninie dla pokrzyżowania planów zasadzek i podstępów ze strony innych ludzi; jeśli do takiego wychowania dodacie dobre prawo, które karząc za przestępstwa jednocześnie przeciwdziała szerzeniu się przywar; jeśli ponadto sami będziecie dawać przykład cnoty w każdych okolicznościach, bądźcie pewni, że Lud pójdzie za wami, gdyż ludzie są w sposób naturalny naśladowcami jak małpy. Jeśli jednak, na odwrót, rozpoczniecie od oświecania Księży, dacie im /tym samym/ więcej środków, by zniewalali Lud i trzymali go w jeszcze silniejszym uzależnieniu, bowiem każde wydzielone ciało w Narodzie będzie mieć zawsze swój własny interes, przeciwny do interesu Państwa, bądź będzie występować przeciwko działaniom rządu, bądź będą miały miejsce potajemne bunty i konspiracje, w które niestety obfituje historia. Nie można mieć nadziei, że zmieni się ich zachowanie, gdyż w ich podstawowym interesie leży mamienie ludu kłamstwami, strachem przed piekłem, dziwacznymi dogmatami oraz abstrakcyjnymi i niezrozumiałymi ideami teologicznymi. Księża będą zawsze wykorzystywać ignorancję i przesądy Ludu, posługiwać się (proszę w to nie wątpić) religią jako maską przykrywającą ich hipokryzję i niecne uczynki. Ale w końcu jaki jest tego rezultat: lud nie wierzy już w nic, jak np. we Francji, gdzie chłopi nie znają ani obyczajności, ani religii; są bardzo ciemni, chytrzy i niegodziwi. Widzieliśmy Rządy Despotyczne, które posługiwały się zasłoną religii w przekonaniu, że to będzie najmocniejsza podpora ich władzy, wyposażano więc Księży w największe możliwe bogactwa kosztem nędzy ludu, nadawano im najbardziej oburzające przywileje aż po miejsce u Tronu, jednym słowem, tak mnożono względy, dobra i bogactwa Duchownych, że połowa Narodu cierpiała i jęczała z biedy, podczas gdy oni, nie robiąc nic, opływali we wszelkie dostatki. Teraz, kiedy znane są zgubne skutki tego błędu, wydaje mi się, że nie ma lepszego sposobu niż pozwolić im upaść i upodlić się, a na koszt Rządu utworzyć szkoły dla Chłopów, w których będą oni mogli uczyć się moralności, rolnictwa, rzemiosła i kunsztu.Mówię do filozofa, do zręcznego polityka: Rząd jako taki nie powinien mieć innej religii niż religia natury. Ten bezmierny glob wypełniony nieskończonymi gwiazdami i nasze serca, które bezwiednie zawsze zwracają się /ku niej/ w rozpaczy, świadczą oczywiście o istnieniu Istoty Najwyższej, której nie rozumiemy, ale ją w duchu czujemy i którą wszyscy powinniśmy adorować. Pozostawmy więc wszystkim sektom, wszystkim religiom swobodę praktykowania ich kultu, byleby były one posłuszne prawom ustanowionym przez Naród..." (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5498)

Cóż tyrani i Watykan lubili się - warto o tym pamiętać słysząc tyrady o rzekomej "katolickiej polskości".

11) za rzadko akcentujemy I wojnę światową i nasze bratobójcze walki, do których zaborcy nas zmusili, i zbyt rzadko zagłębiamy się w detale funkcjonowania II RP (poprzestajemy na och i ach pod adresem Piłsudskiego lub Dmowskiego), uwielbiamy natomiast zastanawiać się czy nie należałoby pójść z Hitlerem na Moskwę, chociaż Adolf nigdy nam takiej propozycji nie złożył bo był rasistą nienawidzącym Słowian, nie na darmo dorastał w Austro-Węgrzech, kraju w którym Niemcy czuli się zagrożeni obecnością innych narodów, co zresztą do dziś jest widoczne w postaci polityki takich indywiduów jak Heider czy liderzy Jobbiku. Także nasze wizje antybolszewickiej krucjaty są patykiem na wodzie pisane.

12) piszemy o Kuklińskim jako o bohaterze, choć mimo wszystko wyjawiając rozmaite dane naraził nie tylko rząd PRL, ale i nasze miasta i populacje, tak samo niesłusznie chwalimy Reagana (podobnie jak Wojtyła aktora tanich gestów) za sankcje ekonomiczne wymierzone nie tylko w rząd (który jak mówił Urban zawsze się wyżywi) lecz głównie w naród. Pokazuje to nasz słaby zmysł praktyczny i dogmatyzm.

13) ciągle pisze się o Okrągłym Stole jako o zdradzie, a przecież alternatywą była wojna domowa.

14) zapominamy, że katolickość "Solidarności" wpływa na nasze pozytywne postrzeganie religii jako organicznie "polskiej" i patriotycznej, podobnie jak katolickość Franco i Salzara zaszkodziła opinii o katolikach na Półwyspie Iberyjskim.

15) W Polsce nie zakorzeniły się ani oświecenie ani liberalizm, ani demokracja co powoduje, że niemal wszystkie nasze ugrupowania parlamentarne są wodzowskimi narcystycznymi oderwanymi od realiów klubami, bez realnych planów politycznych i realnego elektoratu, a mimo to wykluczającymi jakiekolwiek kompromisty (program polityczny PO i PiS jest niemal identyczny co nie dziwi, bo obie te partie to tak naprawdę podzielona na pół "Solidarność")

16) zapominamy też, że fakt iż "S" była związkiem zawodowym powoduje do dziś ten problem, że politycy umieją kontrować, krytykować, blokować i targować się, ale nie umieją rządzić, kalkulować ryzyka, ani nawet komunikować swych zamiarów społeczeństwu. Jedyne partie, które czasem to potrafią to te spoza pnia solidarnościowego, ale one są słabe, a POPiS mocny.

To byłoby na tyle. Daję to czytelnikom do przemyślenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz