piątek, 20 grudnia 2013

Wiara a pewność i arogancja

Załóżmy, że bóg istnieje. Nie ma na to żadnych przekonywających dowodów, ale załóżmy, że tak jest. Wtedy rzuca się w oczy inny problem; wierzenia lub wiedzy iż on istnieje i naszej pewności, jaką w tej kwestii prezentujemy. Załóżmy, że jeden człowiek mówi: „jestem przedstawicielem starej rodziny nadludzi, która we mnie ma swego ostatniego przedstawiciela, potrafimy dokonywać wielkich czynów, niedostępnych dla większości ludzi”, drugi zaś kwituje to w ten sposób: „czy to możliwe? Gdzie dowód?”. Która w tych osób jest arogancka? Oczywiście pierwsza.

Tymczasem kiedy chodzi o wiarę i religię uderza to, że – pod wpływem religii - arogantem nazywamy tego, który w tym pokerze mówi: „sprawdzam!”, a nie tego, który mówi: „mam same asy”. Kiedy ateista Dawkins odwiedzał pastora Haggarda, ten niemal ryczał doń, żeby Nie był arogancki, samemu zachowując się nie tylko arogancko, ale agresywnie.

Richard Dawkins Interviews Ted Haggard

Dlaczego? Przecież nic wielkiego się nie stało. Jeden powiedział, że wierzy, drugi, że nie. Sytuacja stara jak świat. Sokrates powiedział, że nie ma dowodów, inni, że są, a jeszcze inni by siedział cicho, a ponieważ nie posłuchał – otruli go. Dlaczego? Dlatego, że wielu wierzącym, wiara – tj. pełne emocji przypuszczanie – bo tym jest wiara, nie wystarcza, oni chcą wiedzieć, i denerwuje ich, ze cały świat dostarcza więcej wątpliwości niż pewności. Dlatego nienawidzą tych, którzy przypominają „oczywistą oczywistość”: nie ma dowodów.

Wierzący mają nadzieję na zbawienie, i to absolutnie jest w porządku. Nadzieja nie wymaga pewności, więc tu wiara nie napotyka na konflikt z rzeczywistością. Jednak jak widzimy podczas procesji śpiewa się: „Witaj Jezu… tyś jest bóg prawdziwy… itd.”. Czyli tu demonstrowana jest nie wiara („wierzę w boga…”), lecz pewność („wiem, że bóg istnieje i będę zbawiony”). Zawsze jak słyszę takie powtarzane melodyjne zdanie zastanawiam się, co by się stało, gdyby ktoś odśpiewał wtedy: „A czemu nie Wisznu czemu nie Allach?”. Zapewne by się co bardziej „krewcy” wierni wkurzyli, bo przecież nie po to powtarzamy to 100 razy, by teraz jakiś niedowiarek, lub innowiarek nas wyrywał z tego upojenia. Wkurzyli by się księża, bo to zagroziłoby ich autorytetowi i interesom. Istnienie kościołów tj. instytucji religijnych z ich płatnymi pracownikami – księżmi, imamami, kapłanami itd. powoduje stałe podejrzenie, że nie chodzi tu tyle, o potrzeby psychologiczne wiernych, ale o interesy bardziej materialne, i to zdanie nie przeczy istnieniu ideowych księży, dla których mamona nie ma takiego znaczenia, choć z drugiej strony, każdy za coś żyć musi. Idąc metoda śledczego pt. „kto zyskuje”, widzimy, że w interesie księży jest to by wierzący mylili wiarę z pewnością (wiedzą), bo wtedy będą skłonniejsi płacić na potrzeby kościołów i księży.

Mantra niestety działa na ludzi często lepiej niż rezonowanie, więc stąd te walki o szkolnictwo, o religię w szkole, reformy Giertycha i jego biadolenia na tworzenie "ludzi lewicy", no i stąd Goebbelsowska maksyma: "kłamstwo powtórzone 100 raz staje się prawdą". Jeśli nawet kłamstwo może osiągnąć status prawdy, czemu nie więc niesprawdzona teza?

Skoro sami wierni i księża powtarzają nieustannie, że Jezus jest bogiem prawdziwym, niezależnie od tego, że trójca jest intelektualnie niepojmowalna, i że istnieją różni bogowie, i ze nie ma dowodów także na ich istnienie, to znaczy, że sami instynktownie wiedzą, że o żadnej pewności nie może być mowy. Dlatego sprzeciwy niedowiarków, tak ich wkurzają. Niektórzy wierni, wiedzą, ze wiara nie jest wiedzą, więc nie jest dla nich żadną rewelacją i obrazą, że inny nie wierzy lub wierzy w coś innego, a nawet, że dowodzi, ze wierzący się myli. Jednak te co chce za wszelką cenę wiedzieć, że bóg istnieje, jest wkurzony, bo znowu świat zaatakował jego nieracjonalne przekonania – oto fanatyk religijny. Sam Harris uważa, że fanatykiem religijnym będzie ten co traktuje Biblię czy Koran serio, tj. dosłownie, dlatego kamieniuje itd. Ja myślę, jednak, że podstawową cechą fanatyka religijnego nie jest to jak dalece trzyma się on zaleceń świętych ksiąg, lecz to jak wielka jest potrzeba pewności.

Niektóre religie dążą do tego, by wszyscy uznali ich słuszność – tu właśnie „wyróżniają” się swym potencjalnym fanatyzmem chrześcijaństwo i islam. Buddyzm i niektóre podrodzaje hinduizmu już niekoniecznie, ponieważ zawierają w sobie jakiś pierwiastek filozoficzny, tzn. pozwalają uznać, że może być tak, ale może równie dobrze być inaczej. Judaizm może być bardzo fanatyczny, ale czasem istnieje po prostu jako rytuał, który zachowuje czasem nawet Żyd-ateista. Tak samo jak religie, tak same poszczególne osoby rozmaicie rozumieją swoją wiarę. Ci co uważają ją za niepodważalna prawdę, są po prostu arogantami. Ci którzy mają nadzieję i wiarę – nie. Ci pierwsi jednak będą zawsze dążyli do eliminacji głosów sprzeciwu, i czemu nie – uderzą w hasło: „arogancja”, mając tak naprawdę na myśli „czelność”. Człowiek, który powie: „a czemu nie Wisznu?”, „czemu w ogóle wierzyć w boga?” itd. jest odważny; ma czelność sprzeciwić się pragnieniu miliarda chrześcijan, czy muzułmanów, co powinno budzić respekt, a nie pogardę. Religie jednak głoszą, że człowiek jest niczym w porównaniu z bogiem, czyli w sumie mniej niż niczym, bo bóg może nie istnieć…

Dla samych ludzi, oni sami są jednak ważni – bardzo ważni, dlatego 20% Amerykanów deklaruję wiarę w to, że Jezus przybędzie na ziemię, jeszcze za ich życia. Komik Bill Maher podsumował to przekonanie i religię jako taką, jako „ego zamaskowane pod postacią skromności”. W końcu skąd przekonanie, że Jezus będzie chciał poznać tych ludzi, jeśli nie z przekonania, że jesteśmy straszliwie ważni. Pewność – bez dowodów – to wyraz arogancji i przerośniętego ego. Jak wiemy z obserwacji codziennej rzeczywistości, ludzie z przerośniętym ego, mają tendencje do krzyku gdy się im sprzeciwić, maja też tendencję do przypisywania tobie ich własnej arogancji – w końcu sądzimy ludzi własną miarą. Wierzący są ludźmi mającymi nadzieję, i to szanuję. Czego nie da się szanować to ludzi udających pewność i zamykających innym usta w imię tej nieuzasadnionej pewności - bo wiara jest wiarą dlatego, że nie jest poparta dowodami – jest przeczuciem i nadzieją. Są jednak ludzie niezdolni do wiary, i żądających pewności i dotyczy to nie tylko tych, którzy w boga nie wierzą, ale też wielu, którzy twierdzą, że wierzą. Mam wielu znajomych wierzących i ich reakcja jest zupełnie inna niż tych, którzy muszą wiedzieć, że bóg jest. Jeśli ktoś udaje, że zna zamiary i imię boga, i jeszcze stara się o tym przekonać nie tylko siebie, ale i innych to mamy najczystszą arogancję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz