piątek, 30 marca 2012

Ludwig Mises - to chrześcijaństwo, a nie oświecenie stworzyło bolszewizm





1. Nauka o Królestwie Bożym niszczy więzi społeczne
„Oczekiwanie na wprowadzenie nowego porządku przez Boga, kiedy nadejdzie właściwy czas oraz ukierunkowanie wszystkich działań i myśli na przyszłe Królestwo Boże nadaje nauczaniu Jezusa całkowicie negatywny charakter. Odrzuca On wszystko, co istnieje, nie oferując nic w zamian. Dochodzi On aż do punktu unieważnienia wszystkich więzi społecznych.”

2. Jezus jest jak bolszewicy
„Jego gorliwość w niszczeniu więzi społecznych nie ma granic. Siłą stojącą za czystością i mocą tej całkowitej negacji jest ekstatyczna inspiracja i nadzieja na przyjście nowego świata. Stąd pełen pasji atak na wszystko, co istnieje. Wszystko może zostać zniszczone, bo Bóg z racji swojej wszechmocy może stworzyć nowy porządek. Nie ma potrzeby zastanawiać się czy cokolwiek można przenieść ze starego do nowego porządku, gdyż ów nowy porządek powstanie bez pomocy człowieka. Od jego zwolenników nie wymaga się więc systemu etycznego, ani żadnego pozytywnego dążenia w jakimkolwiek kierunku. Wiara i tylko wiara, nadzieja, oczekiwanie – to wszystko, czego potrzeba. Nie musi on [chrześcijanin – red.] w żaden sposób przyczynić się do nadania nowego kształtu przyszłości, o to zatroszczy się sam Bóg. Najbardziej oczywistą współczesną paralelą do chrześcijaństwa pierwszych wieków jest bolszewizm. Bolszewicy tak samo chcą zniszczyć wszystko, co istnieje, bo uznają to za złe. Ale mają oni w umyśle idee – jakkolwiek nie byłyby one sprzeczne ze sobą i niedookreślone – przyszłego porządku społecznego. Żądają oni od swych zwolenników nie tylko zniszczenia wszystkiego, co istnieje, ale także określonego sposobu postępowania na drodze do ich wyśnionego przyszłego Królestwa. Nauka Jezusa w tym względzie jest jedynie negacją.”

3. Jezus gardzi bogatymi, podburza do nienawiści przeciw nim i ich własności, a Jego nauki zasiały „nasiona zła”
„Jedna rzecz jest jasna i nie może jej ukryć żadna zręczna interpretacja. Słowa Jezusa są pełne pogardy wobec bogatych, a Apostołowie nie są wobec nich ani trochę łagodniejsi. Bogacz jest potępiany, bo jest bogaty, biedak jest wychwalany, bo jest biedny. Jedynym powodem, dla którego Jezus nie wypowiada bogatym wojny i nie wzywa do zemsty przeciw nim jest to, że Bóg powiedział „Zemsta jest moja”. W Królestwie Bożym biedni staną się bogatymi, bogaci zaś będą cierpieć. Późniejsi interpretatorzy próbowali złagodzić wymowę słów Jezusa skierowanych przeciwko bogatym, których najbardziej wyczerpująca i radykalna wersja znajduje się w Ewangelii wg Św. Łukasza, ale zostało ich wystarczająco dużo by podburzyć świat do nienawiści przeciw bogatym, do zemsty, mordów i podpaleń. Do czasu pojawienia się nowoczesnego socjalizmu każdy powstały w obrębie świata chrześcijańskiego ruch wymierzony we własność prywatną podpierał się autorytetem Jezusa, Apostołów i Ojców Kościoła. Pamiętajmy także o tych, którzy jak Tołstoj uczynili ewangeliczną pogardę dla bogatych sercem swych nauk. W tym wypadku słowa Zbawiciela zasiały nasiona zła. Z ich powodu uczyniono więcej szkody i przelano więcej krwi, niż przy prześladowaniu heretyków i paleniu czarownic. Zawsze czyniły one Kościół bezbronnym wobec ruchów dążących do zniszczenia ludzkiego społeczeństwa.”

4. To Kościół, nie Oświecenie, przygotował grunt dla socjalizmu
„Byłoby głupotą utrzymywać, że Oświecenie osłabiające wpływ religii na masy społeczne przygotowało grunt pod socjalizm. Wprost przeciwnie, to opór, jaki Kościół stawiał wobec rozprzestrzeniania się idei liberalnych umożliwił nadejście niszczycielskiej pogardzie współczesnej myśli socjalistycznej. Kościół nie tylko nie zrobił nic, by ugasić ten pożar, ale wręcz pomógł mu rosnąć.”

5. Doktryna chrześcijańska ma charakter destrukcyjny – zabrania troski o pracę i środki do życia i głosi nienawiść wobec rodziny
„Doktryna chrześcijańska oddzielona od kontekstu, w jakim głosił ją Chrystus – oczekiwania na rychłe przyjście Królestwa Bożego – może być niezwykle destrukcyjna. Nigdy i nigdzie nie da się stworzyć systemu etyki społecznej wspierającego współpracę w ramach społeczeństwa, jeśli będzie on oparty na doktrynie, która zabrania troski o środki do życia i pracę jednocześnie wyrażając wściekłą pogardę wobec bogaczy, głosząc nienawiść do rodziny i popierając dobrowolną kastrację.”

6. Ewangelia nie odegrała żadnej roli w budowie cywilizacji zachodniej
„Osiągnięcia kulturalne wypracowane przez Kościół w ciągu wieków są zasługą Kościoła, nie chrześcijaństwa. Jest kwestią otwartą, jak wiele spośród nich zawdzięczamy dziedzictwu cywilizacji rzymskiej, a ile chrześcijańskiemu ideałowi miłości, całkowicie zmienionemu pod wpływem stoików i innych filozofów starożytnych. Etyka społeczna Jezusa nie miała żadnego udziału w tym procesie. Zasługą Kościoła w tej sprawie było uczynienie jej nieszkodliwą, co było jednak możliwe tylko do określonego momentu.”

7. Kościół jako przeciwnik liberalizmu jest wrogiem społeczeństwa
„Stawką jest los cywilizacji. Opór Kościoła wobec idei liberalnych nie był bowiem nieszkodliwy. Kościół jest potęgą tak wielką, że jego wrogość wobec sił, które tworzyły społeczeństwo wystarczy do rozbicia na kawałki całej naszej kultury. W ostatnich dziesięcioleciach obserwowaliśmy z przerażeniem przekształcanie się Kościoła we wroga społeczeństwa. Kościół Katolicki, jak również wspólnoty protestanckie są jednymi z ważniejszych czynników odpowiedzialnych za powszechne występowanie idei destrukcyjnych w dzisiejszym świecie.”

8. Liberalizm przywrócił ludzkość na właściwe tory obalając pozycję Kościoła
„Z perspektywy historii łatwo zrozumieć brak sympatii okazywany przez Kościół wolności gospodarczej i liberalizmowi politycznemu w jakiejkolwiek formie. Liberalizm jest kwiatem wyrosłym z racjonalistycznego Oświecenia, które zadało śmiertelny cios rządom starego Kościoła i zarazem źródłem współczesnego krytycyzmu historycznego. To liberalizm osłabił władzę klas, które przez stulecia były blisko związane z Kościołem. Zmienił on świat w stopniu większym, niż kiedykolwiek uczyniło to chrześcijaństwo. Przywrócił ludzkość do świata i do życia. Obudził on siły, które wstrząsnęły fundamentami bezwładnego tradycjonalizmu, na którym opierała się nauka Kościoła. Nowe spojrzenie sprawiło Kościołowi wiele kłopotów, do tego stopnia, że nie przystosował się on jeszcze nawet do zewnętrznych wyrazów nowej epoki.”

9. Chrześcijaństwo stało się „religią nienawiści” dążącą do zniszczenia świata liberalnego
„To prawda, że księża w krajach katolickich kropią wodą święconą nowo położone tory kolejowe i prądnice w nowych elektrowniach, ale zdeklarowany chrześcijanin wciąż drży patrząc na wytwory cywilizacji, której jego wiara nie jest w stanie pojąć. Kościół zdecydowanie pogardzał nowoczesnością i duchem nowoczesnym. Nie dziwi więc, że sprzymierzył się on z tymi, którzy wiedzeni pogardą chcieli zniszczyć ten cudowny, nowy świat i gorączkowo wykorzystywał swój szeroki arsenał środków przeciwnych dążeniom do ziemskiego trudu pracy i gromadzenia bogactwa. Religia, która nazywała się religią miłości, stała się religią nienawiści w świecie, który zdawał się być dojrzały do radości. Każdy, kto dążyłby do obalenia nowoczesnego porządku społecznego może liczyć na znalezienia obrońcy w chrześcijaństwie.”

10. Ponieważ księża i mnisi kierują się wskazaniami Ewangelii i nie została im zaszczepiona liberalna filozofia, są oni wrogami społeczeństwa
„Księża i mnisi praktykujący prawdziwe chrześcijańskie miłosierdzie posługiwali i nauczali w szpitalach i więzieniach, wiedzieli wszystko o cierpieniach i grzechach ludzkości. Oni jako pierwsi wpadli w sidła nowej ewangelii społecznej destrukcji. Tylko mocny uścisk liberalnej filozofii mógł zaszczepić ich przeciwko zaraźliwej pogardzie szalejącej wśród ich przełożonych i usprawiedliwianej naukami Ewangelii. Stali się oni niebezpiecznymi wrogami społeczeństwa. Dzieło miłosierdzia zrodziło nienawiść do społeczeństwa.”

11. Kościół i papiestwo dążą do zniewolenia ludzi, pozbawiając ich dostępu do rozumu i wolności duchowej oferowanych przez kapitalizm
„Kościół wie, że nie może zwyciężyć inaczej niż poprzez zapieczętowanie źródła, z którego jego przeciwnicy czerpią inspirację. Dopóki racjonalizm i duchowa wolność jednostki są utrzymywane w życiu gospodarczym, Kościołowi nigdy nie uda się poprowadzić intelektu ludzi w pożądanym przez siebie kierunku. Aby tego dokonać, Kościół musiałby wpierw osiągnąć całkowitą władzę nad każdą aktywnością podejmowaną przez ludzi. Tak więc, nie może on zadowolić się pozycją wolnego Kościoła w wolnym państwie. Musi dążyć do dominacji nad tym państwem. Rzymskie papiestwo i narodowe kościoły protestanckie walczą o taką właśnie władzę, pozwoliłaby im ona na podporządkowanie głoszonym przez nie ideom wszystkich rzeczy doczesnych. Kościół nie może tolerować innych ośrodków władzy duchowej. Każdy przejaw niezależności duchowej jest dla niego zagrożeniem; zagrożeniem, które rośnie w siłę wraz z postępem racjonalizacji życia.”

12. Chrześcijaństwo potrzebuje socjalizmu w celu utrzymania teokracji zagrożonej przez „niezależną produkcję”
„Niezależna produkcja nie toleruje żadnego duchowego nadzoru. W dzisiejszych czasach, panowanie nad umysłami można osiągnąć tylko poprzez kontrolę produkcji. Wszystkie Kościoły były o tym niejasno przekonane, stało się to dla nich całkowicie jasne, kiedy idea socjalistyczna, wychodząc z niezależnych źródeł, uczyniła z siebie potężną i błyskawicznie wzrastającą siłę. To wtedy do Kościołów dotarło, że teokracja możliwa jest tylko we wspólnocie socjalistycznej.”

13. Kościół musi dokonać przemian przyjmując, kapitalizm w miejsce nauki papieskiej
„Jeżeli Kościół Rzymski ma znaleźć jakiekolwiek wyjście z kryzysu, w jaki wpędził go nacjonalizm, to musi dokonać całościowych przemian. Może się zdarzyć, że ta przemiana i reforma doprowadzą go do bezwarunkowego zaakceptowania niezbędności własności prywatnej w zakresie środków produkcji. Póki co, daleko jeszcze do tego, o czym świadczy niedawna encyklika Quadragesimo anno.”
Tłumaczenie: Jacek Skup

(fragmenty pochodzą z 29 rozdziału IV części książki Ludwiga Misesa „Socjalizm: analiza ekonomiczna i socjologiczna” dostępnej tutaj)

http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4041/xportalpl-mises-o-chrzescijanstwie-i-liberalizmie

http://mises.org/books/socialism/contents.aspx

Stosunki brytyjsko-polskie, a zainteresowanie brytyjskimi wzorcami politycznymi w Rzeczpospolitej w XVIII wieku


Piotr Napierała, "Stosunki brytyjsko-polskie, a zainteresowanie brytyjskimi wzorcami politycznymi w Rzeczpospolitej w XVIII wieku", w: K. Święcicki (red.), Europa Środkowa i Wschodnia jako przestrzeń spotkania. Na szlakach tradycji kultury, Gnieźnieńska Szkoła Wyższa Milenium Gniezno 2012, s. 73-83. ISBN 978-83-61352-52-5

Polska ma do Brytyjczyków pewien zadawniony żal. Polacy wyrzucają im, że, mimo, iż oba narody kochają wolność, nie pomogli Rzeczpospolitej w 1939 roku, a także w 1772 i 1792 roku. W tym pierwszym przypadku mamy do czynienia z przekłamaniem; Wielka Brytania pomogła nam na tyle ile mogła w pierwszym etapie II wojny światowej, zaś w XVIII wieku, Wielka Brytania i Polska były dla siebie państwami zbyt egzotycznymi by zawiązać sojusz .

Hiszpańska Wojna Sukcesyjna trwająca w latach 1702-1714 pokazała Europie, że brytyjska „monarchia mieszana” (monarchia mixta, mixed monarchy), może z powodzeniem walczyć z monarchią absolutną Ludwika XIV. Wielka Brytania stała się dla myślicieli Oświecenia dowodem na to, że potęgę można pogodzić z „wolnością” rozumianą jako system parlamentarny. Ani Wenecja ani holenderskie Zjednoczone Prowincje nigdy nie osiągnęły takiej pozycji w Europie.

Wydawać by się mogło, że wszystkie narody obawiające się nastania absolutum dominium u siebie z chęcią wezmą przykład z Brytyjczyków. Tak się jednak nie stało w przypadku Polski. Podczas gdy nieco przetworzona wyspiarska myśl polityczna zapładniała umysły paryskich philosophes, w Polsce dopiero Stanisław August konsekwentnie zmierzał do skorzystania z brytyjskich wzorców ustrojowych. W absolutystycznej Francji anglomania przybrała w pewnym momencie takie rozmiary, że niektórzy poczuli się zmuszenia bronić francuskości, tak jak robił to Louis de Jaucourt (1704-1779), który zarzucił les philosophes, że apriorycznie odrzucają to co francuskie w chwalą to co angielskie . W Polsce, która przecież pod względem ustrojowym była o wiele bliższa Wielkiej Brytanii angielskie idee nigdy nie wzbudzały takiego entuzjazmu. Francuskie idee polityczne były o wiele bardziej znane Polakom ze względu na supremację kultury francuskiej i języka francuskiego wśród elit XVIII wieku.

Jako przykład siły politycznych wzorców brytyjskich wśród elit francuskich można podać Montesquieu, który choc nie rozumiał do końca jak działa angielski rząd, znajdował się pod mocnym wpływem nauk Henry’ego St. John, wicehrabiego Bolingbroke (1678-1751), od którego przejął ideę podziału władz . Jeśli więc ktoś sięgał w XVIII-wiecznej Europie po Montesquieu, pośrednio sięgał także po rozwiązania brytyjskie. Jednak tego rodzaju wiedza, korzystająca z pośrednictwa Voltaire’a czy Montesquieu, nie może się równać tej zaczerpniętej bezpośrednio z ksiąg napisanych przez Brytyjczyków.

Poza absolutystyczną Francją niepokornych filozofów, do wzorców brytyjskich, a właściwie angielskich nawiązywała Szwecja. W przypadku tego kraju, trudno mówić o jakiejkolwiek rodzimej teorii politycznej przed czasami królowej Krystyny, której zainteresowania przyczyniły się do zainteresowania Szwedów europejską myślą, także tą polityczną . Żyjący na początku XVIII wieku politycy i myśliciele polityczni tego narodu byli dość obeznani z myślą Locke’a . Szwecja tzw. „okresu wolności” (szw. frihetstiden – 1718-1772 ) była, o czym jeszcze będzie mowa, przedmiotem zachwytów wielu francuskich oświeceniowców. Wiązało się to z obaleniem absolutyzmu przez szwedzki parlament stanowy. Dlatego po tragicznej śmierci króla zastrzelonego przez nieznanego sprawdzę podczas oblegania duńskiej twierdzy obie „partie” – „Kapelusze” (Hattar) i „Czapki” (Mössor), jakie dzieliły między sobą wpływy w tym kraju stawiały sobie za cel utrzymanie szwedzkiej wolności, rozumianej jako odebranie prerogatyw władcy na rzecz parlamentu. Partie te jednak nie różniły się specjalnie składem społecznym ani programem , niemniej jednak były specyficznie szwedzkim tworem jedynie szczątkowo nawiązującym do francuskiej i angielskiej myśli politycznej .

Holendrzy, czyli mieszkańcy Republiki Zjednoczonych Prowincji uważali się za ludzi wolnych mieszkających w wolnym państwie, jednak władza w nich była faktycznie zmonopolizowana przed tzw. „regentów” – regenten. Byli to członkowie potężnych wzbogaconych na handlu, bądź produkcji (traffieken - manufaktury) rodów. Tak pisał o nich w 1740 roku pewien Anglik od dawna zamieszkały w Republice:

„…Rządy mają arystokratyczne, przeto nie należy rozumieć owej tak bardzo zachwalanej wolności Niderlandczyków w znaczeniu powszechnym i absolutnym, lecz cum grano salis. Burmistrzowie i senat stanowią władzę; jeśli wskutek czyjejś śmierci otworzy się wakans, burmistrz poczytałby sobie za wielką obrazę, gdyby jakiś rozdrażniony mieszczanin ośmielił się szemrać przeciwko osadzeniu na tym stanowisku jednego z synów lub krewniaków onegoż burmistrza …”.


Było wielu reformatorów starających się ukrócić samowolę „regentów”, w tym minister Simon van Slingelandt (1664-1736), który próbował wprowadzić jakąś formę odpowiedzialności urzędników Republiki wobec ludu. Uważał, że wolność jest tam, gdzie lud sam decyduje o podatkach jakie będzie płacił i o ustawach, którym będzie podlegał, był więc po części demokratą. Jednocześnie stale przekonywał, że pragnie jedynie powrotu do stanu z XVI i XVII wieku, kiedy Republika odnosiła największe sukcesy a handel kwitł . Holenderska idea reprezentacyjności była jednak tworem rodzimym. Republika zachowała swą specyfikę polityczną aż do rewolucji francuskiej, która wkroczyła do niej, w środku rozgrywającej się właśnie rewolucji niderlandzkiej z własną ideologią i „partiami” . Holendrzy nawiązywali do Montesquieu i Voltaire’a, ale bezpośrednich wpływów angielskiej myśli politycznej raczej w XVIII wieku, podobnie jak w przypadku Szwecji, nie widać.

Wydaje się jednak, że to nie supremacja języka francuskiego uniemożliwiała szerszą asymilację myśli angielskiej, ponieważ włączenie się les philosophes do angielskiego dyskursu o polityce i ustroju działało by tu raczej na korzyść takiej asymilacji. Można zaryzykować tezę, że to brak zaangażowania Wielkiej Brytanii, w sprawy Europy Środkowo-Wschodniej, porównywalnego choćby z zaangażowaniem francuskim, spowodowało, że kraj ten pozostał w gruncie rzeczy nieznany polskiej elicie politycznej XVIII wieku. Nie tylko zresztą polskiej. Pierre Gaxotte twierdził, że francuska opozycja arystokratyczna na przełomie XVII i XVIII wieku świadomie szukała anty-absolutystycznego oręża politycznego w Anglii .

W Polsce szlachta wolała korzystać z przykładu Holandii i Wenecji, krajów znanych w Rzeczpospolitej o wiele lepiej, dzięki licznym kontaktom w ubiegłych wiekach. Nie bez znaczenia są też zadawnione żale do Anglików odnoszące się do kwestii wyznaniowych . Mimo intensywnych kontaktów handlowych między Anglią a Polską w XVII wieku , penetracja angielska odnosiła się w zasadzie tylko do Gdańska i Elbląga. Wielka Brytania nie prowadziła w XVIII wieku stałej „polityki wschodniej” takiej jak francuska. Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że w odróżnieniu od Francuzów wspierających w 1733 roku Stanisława Leszczyńskiego w Gdańsku i konfederatów barskich w 1768 roku, Brytyjczycy nigdy poważnie nie zakładali interwencji zbrojnej na terenie Rzeczpospolitej, choć technologicznie i finansowo byliby jak najbardziej zdolni przeprowadzić taką operację. Nie czynili tego nawet na terenie Gdańska, gdzie posiadali placówki handlowe i nawet gdy ich interesy były zagrożone, jak podczas okupowania przez gdańszczan brytyjskiego statku , wziętego za szwedzki w 1714 roku. W swej mało konsekwentnej polityce wschodniej Brytyjczycy starali się oprzeć na Austrii, Rosji lub Prusach, często mylnie interpretując intencje rządów tych państw .

Anglia uwolniła się na skutek protestanckiej „Chwalebnej Rewolucji” (Glorious Revolution 1688-1689) od francuskich wpływów i mogła odtąd kształtować sytuację na kontynencie, co czyniła nieprzerwanie od 1713 roku. Dotyczyło to jednak przede wszystkim Zachodu Europy. Politykę wschodnią Brytyjczycy uprawiali sporadycznie, jak np. w roku 1719 wysyłając eskadrę okrętów wojennych adm. Norrisa przeciwko rosyjskiej flocie panoszącej się po Bałtyku. Obawy przed Rosyjską obecnością w Meklemburgii pod koniec Wielkiej Wojny Północnej (1700-1721) i niepokój o bezpieczeństwo połączonego z Wielką Brytania unią personalną (od 1714 roku) Hanoweru „wymusiły” na Londynie prowadzenie polityki kontynentalnej w o wiele szerszym zakresie, niż uprawiano by ją gdyby unia nigdy nie doszła do skutku. Wielu polityków brytyjskich jak wieloletni speaker Izby Gmin Arthur Onslow (1691-1768) i William Pitt Starszy (1708-1778) , czuło z tego powodu niechęć do Hanoweru nie pozwalającego gabinetowi brytyjskiemu powrócić do polityki izolacjonizmu. Na zachodzie podobną rolę „kotwicy” kontynentalnej dla dyplomacji brytyjskiej pełnił zdobyty w 1704 roku i utrzymany na podstawie pokoju w Utrechcie (1713) Gibraltar. W tych latach wschodnia polityka francuska miała już za sobą długą i wielką tradycję .

Stosunki między Wielką Brytanią a Polską doby saskiej były kiepskie. W 1718 roku gdy Sir Richard Vernon, 3. baron Hodnet (1678- 1725) był posłem w Polsce. omal nie doszło do konfliktu dyplomatycznego między Wielką Brytanią a Polską i Saksonią z tego powodu, że Vernon nie otrzymał zwyczajowego podarku w postaci pewnej (sporej, np. poseł rosyjski Siergiej Dołgoruki w 1722 roku dostał 4.000 talarów) sumy pieniędzy, lub choćby saskiej porcelany, bardzo wysoko wówczas cenionej. Vernonowi odmówiono tego, ponieważ były istotne przesłanki za tym, że intrygował on przeciw Augustowi II Mocnemu .

Najbliżej do zbrojnej interwencji brytyjskiej na polskich terenach było w 1725 roku. 16 lipca 1724 w Toruniu doszło do zamieszek między miejscowymi protestantami a katolikami, zakończone zdemolowaniem kolegium jezuickiego przez protestantów. Powołany przez króla Augusta II sąd asesorski skazał 9 protestanckich uczestników zajść oraz 2 protestanckich burmistrzów miasta na śmierć, co wywołało silne wzburzenie poza granicami kraju i poważny kryzys dyplomatyczny. W roku 1725 Jerzy I Hanowerski wysłał dyplomatę Edwarda Fincha (zm. 1771) do Augusta II, ponieważ tumult toruński (1724) oburzył, go równie mocno jak Fryderyka Wilhelma I, króla Prus. August II Mocny, nie bronił oskarżonych protestantów przed karą, by przypodobać się szlachcie katolickiej, lecz za granicą zostało to bardzo źle odebrane. Królestwo Prus i Wielka Brytania rozważały wysłanie wojsk do Polski by bronić sprawy protestanckiej. Finch pojechał najpierw do Drezna, a potem do Warszawy, gdzie poproszono go by wrócił do Anglii. Podkanclerzy litewski Kazimierz Czartoryski na upomnienia i żądania Fincha odpowiedział, że król Jerzy powinien wpierw zadbać o tolerancję w swoim kraju, zwłaszcza wobec tamtejszych katolików (katolicy nie mieli w Anglii m.in. dostępu do urzędów). August II Mocny napisał do króla Jerzego by zastąpił Fincha kimś innym, jako że nawet prymas Teodor Andrzej Potocki żądał jego odesłania. Jerzy I odmówił i żądał traktowania Fincha jako oficjalnego wysłannika brytyjskiego. Na sejmie 1726 roku, na którym szlachta gwałtownie skandowała przeciw Finchowi, Jerzemu I i brytyjskim remonstracjom, kanclerz Jan Sebastian Szembek odmówił udzielenia Anglikowi audiencji. Mimo to dopiero jesienią 1727 roku Finch opuścił dwór Augusta II .

Gabinet Roberta Walpole’a (1721-1742) prowadził politykę pokoju niemal za każdą cenę. Wojna przeciw Hiszpanii (1739) została na nim wymuszona przez publick opinion. W głównym źródle do historii ówczesnej dyplomacji brytyjskiej: Memoirs of the Life and Administration of Sir Robert Walpole Williama Coxe’a (1798), który to zbiór obejmuje najważniejsze dokumenty i korespondencję rządu Walpole’a sprawy wschodnie są prawie nieobecne. Walpole był wprawdzie zaniepokojony wzrostem potęgi Rosji ale jak się wydaje jego rząd nie miał żadnej koncepcji rozwiązania tej sprawy. Premier i jego otoczenie polegało na sojuszu z Austrią i na dyplomacji cesarskiej. Sojusz z cesarzem był bowiem podstawą brytyjskiej polityki wschodniej od zakończenia Hiszpańskiej Wojny sukcesyjnej. Mimo pewnych rozbieżności interesów co do postanowień traktatu pokojowego kończącego ten konflikt i zbliżenia z Francją w latach 1717-1735 , politycy otwarcie zwalczający Austrię jak Charles Townshend (1674--1738) nie byli tolerowani . Inni zaś jak Thomas Pelham-Holles, książe Newcastle (1693-1756) lubili się stroić w piórka obrońców cesarza by przypodobać się przywiązanemu do Austrii lojalnego elektora rzeszy Jerzego II. Jak się wydaje z trudem zdawano sobie w Londynie sprawę z tego, że interesy Austrii i Rosji mogą nie być tak zbieżne jak sugerowałby to sojusz z 1726 roku między obu krajami .

Idea postrzegania Polski i innych krajów wschodnich jako zacofanych wiązała się z rozpowszechnieniem ideom postępu, opracowanym naukowo przez markiza de Condorcet pod koniec XVIII wieku. Markiz de Condorcet twierdził, iż Wielka Brytania I Francja są bardziej zaawansowane od innych państw europejskich w dziele zapewniania publicznej wolności i praworządnej i stabilnej administracji. W tym ujęciu Niemcy i Włosi nadal jeszcze trochę błądzili, a ludy Europy Wschodniej miały skłonności ku despotyzmowi lub anarchii. Wspomniana idea postępu Condorceta była jedynie opracowaniem wcześniejszego typowego dla Oświecenia przekonania, że wszystkie ludzkie instytucje dają się stosunkowo łatwo reformować a ich działanie usprawniać. Skoro postęp ma charakter stały i prowadzi do wolności, oznacza to, że pewne kraje zbliżają się do osiągnięcia stanu dostępnego wszystkim narodom, jeśli się postarają. Jeśli niektóre narody starają się nieprzerwanie od wieków, wtedy szanse innych na ich dogonienie maleją. Dziś mieszkańcy Europy Wschodniej nieustannie zastanawiają się czy dogonią kraje Zachodu, ponieważ wydaje się, ze istnieje tylko jeden przepis na wolność i szczęście. Do dziś wydaje się, ze tak jest, choć model chiński stanowi tu pewną zagadkę.

Swój Szkic obrazu postępu ducha ludzkiego poprzez dzieje (Esquisse d'un tableau historique des progrès de l'esprit humain) markiz Condorcet napisał w latach 1793-1794 roku, gdy ukrywał się przed robespierrystami, którzy potem skrytobójczo zamordowali go w celi więziennej, bojąc się reakcji ludu na publiczną egzekucję popularnego polityka. Jego konflikt z jakobinami wynikał z tego, że Condorcet był zwolennikiem utrzymania „naturalnych nierówności” wynikających z indywidualnych zdolności i stanu majątkowego. Esquisse d'un tableau wydano w 1795 roku, gdy terror jakobiński przeminął. Condorcet jest wyjątkowym intelektualistą Oświecenia ponieważ łączy tą epokę z rewolucją.

Rdzeniem Condorcetowskiej idei postępu było przekonanie o szkodliwości wszelkiego sekciarstwa w nauce, dlatego piętnował monopol starożytnych kapłanów i Kościoła na naukę i moralność, i monopol szlachty do prowadzenia polityki . Choć nie był radykalnym demokratą, podziwiał Stany Zjednoczone za przełamanie tych monopoli, tak samo jak podziwiał (z pewnymi zastrzeżeniami) starożytne Ateny. Condorcet twierdził, że Wielka Brytania, o ile wypuści Amerykanów ze swych objęć. Stany Zjednoczone, które odziedziczyły oparte na poszanowaniu wolności jednostki prawa angielskie , i rewolucyjna Francja są najbliższe realizacji ideału wolnego państwa z powszechną oświatą i powszechnym dostępem do zdobyczy nauki, ponieważ postępowi nieustannie zagrażają ignorancja i zabobon. W tym kontekście katolicka Polska rządzona przez szlachtę niechętną najbardziej inwencyjnym warstwom mieszczańskim nie wyglądała zachęcająco. Chociaż w Esquisse d'un tableau historique des progrès de l'esprit humain nie ma ani jednej wzmianki o Polsce, można przypuszczać, że nie należałaby ona do pochlebnych.

W czasach gdy Condorcet rozwijał swe liberalne koncepcje, w Austrii i Prusach nadal nie brakowało oświeconych absolutystów, którzy mieli to samo wyobrażenie o nowoczesności swej doktryny, jak liberałowie angielscy i francuscy i tak samo z góry spoglądali na archaiczne instytucje Polski i Węgier. W przypadku Prus i potem Niemiec mówi się o Sonderweg – “drodze odrębnej” do nowoczesności, co czasami uznawano za ich atut (siła absolutystycznych reform Fryderyka Wielkiego, który wziął szlachtę pod but i stworzył biurokrację, która realizowała jego ekonomiczne interesy udając, że działa na rzecz porządku samego w sobie ), a czasem za źródło późniejszych niemieckich patologii ustrojowych jako, że droga od monarchii absolutnej do społeczeństwa liberalnego bywała bolesna . Niezależnie jednak od pomysłu na nowoczesność Wielka Brytania, Francja i Niemcy wraz z krajami silnie zależnymi od nich pod względem kulturowym tworzą rdzeń nowoczesnego Zachodu, który inne kraje do dziś usiłują naśladować.

Sposób postrzegania krajów Europy Wschodniej jako zacofanych i gorzej rządzonych nie ograniczał się więc do Wielkiej Brytanii. Podobnie widziano te sprawy w Austrii i krajach niemieckich. Na tak zwanej „Tablicy narodów” (Völkertafel) z ok. 1730-1740 roku wykonanej w Wiedniu narody Europy Zachodniej są przedstawione w daleko lepszym świetle niż Europy Wschodniej. Francuzi są na niej przedstawieni jako wielcy wojownicy, którzy swe życie kończą zwykle na wojnach, co odpowiadałoby ich obrazowi u np. Henry’ego Fieldinga, a także jako lekkoduchy i oszuści; tak wyglądał stereotypowy „barokowy” obraz Francuza w Europie pierwszej połowy XVIII wieku . Ustawiony na niej pomiędzy Niemcem a Szwedem, Anglik jest wyraźnie zaliczony do narodów Północy, a „Tablica” wyraźnie preferuje ludy Południa, z „dumnym” i „mądrym” Hiszpanem na czele. Hiszpan jako jedyny nie miał w zasadzie wad; znacznie juz gorzej wypadał Francuz, a jeszcze gorzej ludy północne, kończąc na Węgrach, Polakach, Moskalach i „zniewieściałych” Turkach. Anglik jest przedstawiony jako „porywczy” (unruhig) „obieżyświat” (Welt-weiß). Polacy i Węgrzy zostali przedstawieni jako dość prymitywni nieokrzesańcy, noszące dziwne długie stroje, i co ciekawe, za narody niegodne zaufania. Polakom zarzucano warcholstwo i niespokojnego ducha, a podobnym im Węgrom niewierność wobec cesarza Austrii, co zapewne stanowiło aluzję do anty-habsburskich powstań (m.in. w 1702 roku). Obu nacjom zarzucano też przesądność. Brytyjczycy, a zwłaszcza wyraźnie walczący z przesądami wigowie wspierający oświeconą wizję świata przedstawioną w The Spectator (1711-1714) darzyli narody wschodniej Europy podobną niechęcią jak Austriacy. Nietrudno wiec zrozumieć, ze oświeceni ministrowie brytyjscy ograniczali do minimum kontakty z ludźmi, ich zdaniem niegodnymi, uczciwej współpracy.

Po 1748 roku współpraca z Austrią była nadal priorytetem brytyjskich służb dyplomatycznych w Europie Wschodniej . Dyplomaci brytyjscy należeli przy tym do bardziej ograniczonych instrukcjami z centrali a jedynym dyplomatą który w latach 1748-1756 próbował wpływać na linię polityki własnego kraju wobec Europy Wschodniej był Charles Hanbury Williams (1708-1759) rezydujący kolejno w Dreźnie (1747-1750), Berlinie (1750-1751) i Petersburgu (po 1751) , który był również nauczycielem polityki młodego Stanisława Augusta Poniatowskiego, którego w 1755 roku przedstawił Katarzynie II umożliwiając mu uzyskanie pozycji pozwalającej myśleć o reformowaniu Rzeczypospolitej . Williams był jednak pod wieloma względami wyjątkiem. Paweł Hanczewski analizując próby dyplomacji brytyjskiej, która kierując się chęcią zabezpieczenia Hanoweru i utrzymania „starego ładu” w Europie, współpracowała z Wiedniem, stwierdza, że poniosła ona zupełną klęskę. Wielka Brytania A.D. 1756 była w Europie niemal izolowana. Jedynym jej sojusznikiem był król Prus, którego trzeba było wspierać finansowo.

Wiek XVIII kończy się dla dyplomacji brytyjskiej reperkusjami związanymi z zagarnięciem francuskiej Kanady (Pokój paryski – 1763) i sporami z koloniami amerykańskimi, które pochłaniają energię rządu brytyjskiego. Wojna z amerykańskimi buntownikami podkopała sympatię wielu przedstawicieli oświeconych elit do Wielkiej Brytanii jako „kraju wolności” tak w Polsce jak we Francji czy Niemczech . Nie było więc momentu w którym Wielka Brytania miałaby wolne ręce w prowadzeniu jakiejś odrębnej polityki wobec Polski. Dlatego kraj ten wciąż był dla Polaków egzotyczny.
Wśród samych Brytyjczyków XVIII wieku niewielu by można znaleźć posiadających tak dużą wiedzę na temat Polski jaka miał Charles Hanbury Williams. Polska zaczęła interesować ich bardziej dopiero po 1764 roku, gdy na tronie zasiadł Stanisław August Poniatowski – anglofil, który nigdy nie przepuścił okazji by porozmawiać z Brytyjczykami zwłaszcza na temat ustroju panującego w ich kraju. Z tego powodu mieli oni łatwy dostęp do króla, który chętnie się im zwierzał. Dyplomata James Harris przyjechał w 1767 roku z Prus do Polski. Spostrzegł nędzę chłopów i panoszących się w Warszawie Rosjan. Król rozmawiał z nim o Szkole Rycerskiej i stwierdził, że jej założenie może być przydatne Rosji, dlatego dopuścili do jej założenia . Kupiec Joseph Marshall, który był w rzeczpospolitej w 1770 roku opisywał głównie Gdańsk i Elbląg, wspomniał również o zbrojnych zatargach miedzy przedstawicielami szlachty . Nathaniel William Wraxall, agent kolejno East India Company, a następnie rządu brytyjskiego, który w latach 1777-1779 odwiedził wszystkie środkowoeuropejskie dwory interesował się tak jak Marshall głównie gospodarką, lecz na wyższym poziomie niż on. Poseł brytyjski w warszawie Wroughton miał obowiązek dostarczenia mu potrzebnych informacji. Wspomnienia z Polski (1778) Wraxall emanują brakiem zaufania do ekonomicznego doświadczenia Stanisława Augusta i zaskoczeniem dlaczego Polacy tak mało wykorzystują gospodarcze atuty ich kraju. Wraxall doskonale orientował się w najnowszych wydarzeniach zwłaszcza dotyczących gospodarki i był świadom trudności spowodowanych działaniami Prus w tym względzie .

W drugiej połowie XVIII wieku opinia o Polsce w Wielkiej Brytanii stała się bardziej zróżnicowana. Poseł polski w Londynie w latach 1769-1772 Tadeusz Burzyński (ur. Ok. 1730, zm. 1773) twierdził, iż: „…te dwa narody wolne mają jakieś przez toż samo sekretny ze sobą związek i wzajemny dla siebie szacunek ”. Lord Mansfield stwierdził w rozmowie z nim: In this country Poland has no enemy. Niestety kłopoty Polski były dla Brytyjczyków raczej egzotyczne i niejasne. Rosji nie lubiano i zdawano sobie sprawę z potencjalnie niebezpiecznego wzrostu jej potęgi, ale nie pojmowano sprzeczności między Polską a dość popularnym w Londynie Królestwem Prus.
Dla Brytyjczyka końca XVIII wieku najlepszym źródłem do poznania systemu politycznego panującego w Polsce była Podróż po Polsce (1778) autorstwa wspomnianego już historyka Williama Coxe, który na podstawie własnych obserwacji sporządził głęboką analizę stosunków wewnętrznych w Rzeczypospolitej. Dowiódł tez dobrej znajomości jej historii . Dotychczas Brytyjczycy posiłkować się musieli opracowaniami niemieckimi takimi jak prace Lengnicha, a więc wiedza o rzeczywistych potrzebach Polski była w Wielkiej Brytanii niewielka. Wszystko przez to, że Polska nigdy nie była dla dyplomacji brytyjskiej naprawdę ważnym teatrem działań.

Jeśli chodzi o wcześniejsze brytyjskie opinie na temat Polski to są one raczej zdawkowe i prawie zawsze negatywne. 9 stycznia 1770 roku William Pitt Starszy użył podczas debaty w Izbie Lordów na temat mowy tronowej Jerzego III stwierdzenia, ze pewne decyzje „…sprowadziłyby brytyjskich wolnych farmerów do stanu gorszego niż wieśniaków w Polsce… ”. Takich przykładów używania sytuacji chłopstwa w Polsce jako synonimu okropieństw znalazłoby się o wiele więcej. Niestety nie był to jedynie stereotyp. O polskim ustroju w pochlebnych słowach wyrażał się, jak wiadomo Rousseau, zwykle jednak zachodni autorzy podkreślali zniewolenia chłopów. Z tego powodu m.in. Voltaire odbierał rozbiory jako zjawisko pozytywne cywilizacyjnie, natomiast Bernardin de Saint-Pierre stwierdzał, że w Polsce żyją dwa narody; szlachta i chłopi, z których pierwszy prześladuje i uciska drugi . Szwedzi ukuli w XVIII wieku do dziś żywe wyrażenie: polsk riksdag – odnoszący się do polskiej sejmokracji, nadużywania liberum veto i wszelkiego organizacyjnego bałaganu. Warto też pamiętać, że w przeciwieństwie do Francuzów, Brytyjczycy byli wrogo nastawiani także do Rosji. Duże obawy wzbudziło pojawienie się Rosjan nad Renem (1735 r.) w czasie wojny o polską sukcesję (1733-1738). O głupocie moskali (Muscovite stupid ignorance) pisał już Defoe w 1701 roku. Mimo to nie unikano współpracy z tym krajem; w 1734 podpisano traktat handlowy, w 1738 proponowano Rosji sojusz, a w latach 1742, 1746 i 1752 rzeczywiście dochodziło do zawarcia takowych . Nie widać u Brytyjczyków sympatii wobec modernizujących poczynań Piotra I czy Katarzyny II, tak powszechnej wówczas nad Sekwaną. Dla Brytyjczyków obszar wschodnioeuropejskiego barbaricum był więc zdecydowanie większy niż w opinii francuskich elit oświeceniowych.

W pierwszej połowie XVIII wieku brytyjskie informacje prasowe dotyczące Polski nie wybiegały zwykle poza informacje o osobie monarchy, jak na przykład informacje o cechach charakteru Augusta II zamieszczona w Gentleman’s Magazine pod datą 2 maja 1732 roku . W tym comiesięcznie wydawanym magazynie znalazły się informacje o konfederacjach, ale nie można było znaleźć tam informacji o samych warunkach życia w Rzeczypospolitej. Wiadomości z warszawy był tez dość nieregularne w porównaniu do niezbywalnych comiesięcznych doniesień z Hagi, Paryża, Madrytu, Wiednia czy Filadelfii.

Wpływy szeroko pojętej brytyjskiej myśli politycznej w Polsce były niemal niewidoczne w pierwszej połowie XVIII wieku. W drugiej zaś powoli torowały sobie drogę. Jednak bez poparcia Stanisława Augusta i Czartoryskich prawdopodobnie zatrzymałyby się na wysokości Gdańska. Anna Grześkowiak-Krwawicz badała kulturę niemieckojęzycznego Gdańska doby Oświecenia. Ponieważ liczba publikacji wydawanych w tym mieście w języku polskim była przez cały wiek znikoma wymiana informacji z resztą Polski była utrudniona. Właściwie mieszkańcy Gdańska czujący się zarówno w Berlinie jak i w Warszawie „jak u siebie” przyjmowali doświadczenie angielskiego i szkockiego Oświecenia jak inne miasta północnych Niemiec jak na przykład Hamburg, a czasem nawet szybciej. Na początku XVIII wieku idee Johna Locke’a były w Gdańsku już dobrze znane, choć bardziej znane były książki filozofów niemieckich z Halle . W ofercie wydawniczej Korneliusa Beughema z 1720 roku znajdowały się dzieła Locke’a. W Gdańsku czytywano również chętnie angielską literaturę piękną między innymi Pamelę Samuela Richardsona (1689-1761) i wiersze Alexandra Pope’a (1688-1744) . Znane były w tym mieście dramaty Szekspira. Pewnego pojęcia o ustroju angielskim mogła dostarczyć lektura anglofila- Woltera popularnego w Gdańsku już w latach trzydziestych XVIII wieku. Gdańsk i reszta Rzeczypospolitej stanowiły jednak dwa odrębne światy.

Tak jak w Wielkiej Brytanii, tak w Rzeczpospolitej bardzo wiele pisano o wolności politycznej, co nie znaczy, że rozumiano ją tak samo. Anna Grześkowiak-Krwawicz zaczyna jedną ze swych książek słowami Piotra Świtkowskiego z 1791 roku: „Zacznijmy od tego, co najbardziej Polaków obchodzi – wolność… ”. Źródeł wolności polscy nowożytni pisarze polityczni szukali nie w koncepcjach uniwersalnych, lecz w dziejach własnego kraju , a ściślej w konkretnych przywilejach . Dopiero później zaczęto poszukiwać wolności w prawach natury . W XVII wieku ceniono Holandię i Wenecję , a w XVIII wieku także Szwecję i nieco rzadziej właśnie Wielką Brytanię jako „towarzyszki w wolności”, jednak długo oczywiste było, że Polska jest najbardziej wolnym z wszystkich krajów . W Polsce czasów Oświecenia rozwinęły się teorie wolnościowe oparte na Hobbesie i Locke’u, jak i późniejsze republikańskie teorie bazujące przede wszystkim na tezach Rousseau . Do tego można by zapewne doliczyć jako trzecią starą renesansowo-barokową koncepcję opartą na konkretnych szlacheckich przywilejach i mitycznych sarmackich wartościach. Ci myśliciele, którzy nawiązywali do Locke’a, jak Stanisław Staszic, kładli szczególnie silny nacisk na znaczenie ładu prawnego dla sprawy wolności: „tam gdzie prawodawstwo nie należy do narodu, tam nie ma żadnego towarzystwa, jest tylko pan i bydło jego ”. Polacy długo chlubili się też panującą w ich kraju tolerancją, tak bardzo widoczną na tle wojen religijnych typowych dla Europy Zachodniej XVI stulecia, lecz już na przełomie XVI i XVII widać znaczny wzrost nietolerancji w Polsce , czego efektem był choćby wspomniany tumult toruński.

Warszawa poznawała literaturę angielską z kilkudziesięcioletnim opóźnieniem w stosunku do Gdańska. Richard Butterwick dostarcza informacji na temat zbiorów angielskiej literatury politycznej i nie tylko. Sam król Stanisław August posiadał w swych zbiorach dzieła Szekspira, Bena Johnsona, Spensera, Bacona, Miltona, Drydena, Locke’a, Pope’a, Addisona, Swifta, Graya, Younga, Richardsona, Fieldinga, Samuela Johnsona, Sterne’a, Horatio Walpole’a, Defoe’a i Mac Persona. Król popierał dokonujących przekłady z angielskiego, które pojawiły się w większej liczbie dopiero po 1785 roku . Jednak pomimo poparcia królewskiego okres pomiędzy zainteresowaniem się Wielka Brytanią a odwiedzaniem jej trwał dość długo. Paweł Komorowski w swej pracy o recepcji dzieł Bolingbroke’a, Williama Robertsona i Edwarda Gibbona w Polsce czasów Oświecenia wylicza kilka innych bibliotek zawierających angielskie dzieła, konkretnie dzieła tych trzech historiografów. Były one obecne w Bibliotece Czartoryskich, Marii Sanguszkowej, Anny Pauliny Jabłonowskiej, Ignacego Krasickiego, Stanisława Kostki-Potockiego i Józefa Ossolińskiego .

Dla porównania warto przytoczyć tu kilka dat pierwszych przekładów dzieł francuskich. Memnon Voltaire’a przetłumaczono w 1771 roku, Zadiga w 1773, Królewnę Babilonu w 1779, Kandyda 1780, Dobrego Bramina w 1781, Awanturę Idziego Blasa Lesage’a w 1769, Diabła Kulawego również Lesage’a w 1777, wyjątki z Emila Rousseau w 1765. Wydaje się, że różnica pomiędzy podjęciem tłumaczeń na polski powieści francuskich i angielskich jest niewielka. Jednak nie należy zapominać o tym, ze Polska była krajem elit francuskojęzycznych, a więc książki francuskie, w przeciwieństwie do angielskich, nie musiały zostać przetłumaczone by być dość ogólnie dostępne. Sam Stanisław August i niektórzy przedstawiciele elit czytali książki angielskie w przekładzie francuskim. Poza tym książka francuska była o wiele łatwiej dostępna. W latach 1786-1792 przy ulicy Senatorskiej w Warszawie mieściła się duża wypożyczalnia książek francuskich i nie był to jedyny tego typu zakład . Dość powszechnie rozumiany był też język niemiecki i czasem włoski, co potwierdzają liczni cudzoziemcy odwiedzający Polskę tych czasów . Podobne do wyżej wymienionego przedsięwzięcie dotyczące książek angielskich byłoby skazane na fiasko ze względu na zbyt małą liczbę ludzi władających językiem angielskim w Polsce Stanisławowskiej. Z pewną przesadą można by stwierdzić, że w zasadzie tylko otoczenie samego Stanisława Augusta i Czartoryskich było anglojęzyczne.

Po uwzględnieniu wszystkich tych słabości i ograniczeń w kontaktach intelektualnych między Wielką Brytanią a Polską nie dziwi już dlaczego większej uwagi na ustrojowi angielskiemu nie poświęcił ani frankofil Stanisław Leszczyński, ani Szymon Konarski. W swych dziełach Leszczyński unikał powoływania się na przykład innych państw. Richard Butterwick zaznacza, że w jednej z wersji Głosu wolnego wolność ubezpieczającego (powstałego między 1733 a 1737 rokiem) wspomniał on o Anglii jako „kraju wolności”. Nie ma takiej wzmianki w posiadanej przeze mnie wersji, jednak trzeba stwierdzić, że sama definicja wolności zawarta w rozprawie Leszczyńskiego pt: O prawdziwej polityce jest na wskroś „angielska” i „demokratyczna”. Nie jest to wolność „od” ale wolność „do”. Nie zwolnienie od udziału w sprawach państwa lecz możliwość wpływania na politykę państwa . Leszczyński nie miał złudzeń co do możliwości pomocy z zewnątrz dla zagrożonej polskiej wolności, powołując się na przykład Węgier, które powstały w 1702 roku przeciw Habsburgom ale nikt im nie pomógł więc armia Ferenca Rakoczego została rozbita przez Austriaków .
Stanisław Konarski z kolei krytykował panującą w angielskim parlamencie korupcję i stwierdzał, że doświadczenia jednej nacji nie dadzą się zastosować w kraju zamieszkałym przez inną , czym zbliża się do równie narodowej postawie Monteskiusza wyrażonej w O duchu praw. Można zauważyć, ze sama Wielka Brytania była również usposobiona raczej narodowo niż uniwersalna. Dyskurs o jej własnym ustroju prowadzony „na własnym podwórku” nabrał uniwersalnego znaczenia dopiero w paryskich dysputach. Andrzej Grabski stwierdzał brak wpływów historiografii brytyjskiej na polską w okresie Oświecenia, podczas gdy bardziej uniwersalne historiografie niemiecka i francuska odcisnęły swe piętno na dotychczas uprawianej w Polsce historiografii erudycyjnej . Z tą tezą nie do końca zgodziłby się Paweł Komorowski stwierdzający zastosowanie metod Bolingbroke’a przez Adama Naruszewicza w odniesieniu do selekcji materiału źródłowego . Jeśli już w czasach Wettynów dokonywano paraleli z innymi narodami to przykładem i ideałem była tu raczej Francja, o czym świadczy: Wolność polska rozmową Polaka z Francuzem roztrząśniona podkanclerzego koronnego Jana Lipskiego z około 1730 roku .

Próby reform Wettynów, których dzięki pracom Jacka Staszewskiego nie można już nie zauważać również bazowały na doświadczeniach francuskiego absolutyzmu i praktyki sprawowania władzy czy urządzania administracji. Stanisław August był prawdziwym pionierem w zastosowaniu rozwiązań angielskich, choć w jego otoczeniu znajdowali się równie anglofilscy Czartoryscy, zwłaszcza zaś August Aleksander Czartoryski (1697-1782)., którego syn Adam Kazimierz (1734-1823), według przyjaciela Stanisława Augusta Charlesa Yorke, znał lepiej zasady brytyjskiego parlamentaryzmu niż dziewięć dziesiątych Izby Gmin .

Dla nabycia wiedzy na temat angielskiej formy rządów przez Stanisława Augusta kluczowe znaczenie miał jego pobyt w Anglii w 1754 roku . Poniatowski był pod wrażeniem zdyscyplinowania „wolnego narodu” brytyjskiego , i tego, że wolność nie musi oznaczać warcholstwa, chaosu i nieposłuszeństwa. Angielskie społeczeństwo spodobało mu się na tyle, że pozostał anglofilem do końca życia. Lady Craven pisała, że kocha on Anglię . Człowiekiem, który wprowadził młodego Stanisława w świat polityki angielskiej był Sir Charles Hanbury Williams .

W czasach stanisławowskich, Wielka Brytania była uważana za potencjalnego sprzymierzeńca obozu reformatorskiego w Polsce. W latach 1763-1778 rezydentem i posłem nadzwyczajnym Wielkiej Brytanii w Polsce był Thomas Wroughton (zm. 1787). Jako poseł brytyjski w Warszawie Wroughton realizował „ogólno-wschodnią” politykę, której pierwszym skrzypkiem był George Macartney, 1. hrabia Macartney, ambasador Wielkiej Brytanii w Petersburgu. Polacy nie rozumieli jak bardzo miał on związane ręce i czynili sobie złudne nadzieje co do współpracy polsko-brytyjskiej. Gdy w 1769 roku Czartoryscy liczyli na brytyjską pomoc, Wroughton wystąpił z propozycją mediacji między nimi i królem a Rosją. By mu ułatwić wykonanie takiego zadania brytyjskie ministerium awansowała Wroughtona z rezydenta na posła nadzwyczajnego. Mediacja nie została jednak przyjęta przez Polaków. Jednocześnie w Londynie poseł Rzplitej Tadeusz Burzyński nie uzyskał niczego, a brytyjski sekretarz stanu William Henry Rotheford poinformował go, ze w interesie Wielkiej Brytanii jest dobrze żyć z Rosją i dążyć do uspokojenia sytuacji w Polsce w porozumieniu z nią . Pod koniec wieku XVIII Wielka Brytania staje się regularnym celem podróży Polaków głodnych wiedzy. Jan Potocki pisze wyraźnie w swych dziennikach 10 września 1787 roku, że nie pojedzie do Anglii, bo zainteresowała go wojna domowa w Holandii, zrezygnował więc z typowego celu podróży na rzecz reporterskich wrażeń .

Butterwick stwierdza, że Stanisław August długo unikał jasnego wyrażania swych pro-angielskich sympatii, jak również otwartego informowania innych, ze proponowane przezeń reformy oparte są na wzorcach angielskich. Role katalizatora spełnił tu pierwszy rozbiór Polski. Po 1772 roku reformatorzy (zwłaszcza przed ogłoszeniem Konstytucji 3 Maja) zaczęli szafować przykładami zaczerpniętymi z teorii Hume’a i Burke’a . W 1775 roku Stanisław August wyraził nie po raz ostatni żal z powodu braku reakcji brytyjskiej na rozbiór. Żywił on jak widać nadzieje jakich nie żywili w latach trzydziestych Konarski i Leszczyński. Biorąc pod uwagę ustalenia Pawła Janczewskiego można pokusić się o stwierdzenie, że jeśli Brytyjczycy wykorzystaliby niezdecydowanie w prowadzeniu polityki zagranicznej carycy Elżbiety (1741-1762) mogliby może zahamować lub spowolnić wzrost wpływów rosyjskich w Polsce. Jednak w czasach Katarzyny II taki wpływ nie byłby już skuteczny. W cytowanych przeze mnie relacjach angielskich podróżników z Polski przebija nuta niewiary w możliwość odrodzenia Polski. Więc choć reakcja w Wielkiej Brytanii na ogłoszenie Konstytucji 3 Maja była, jak pisze Butterwick entuzjastyczna, a Edmund Burke podziwiał polską inicjatywę, to niewiele już wówczas dałoby się zrobić. Wbrew powszechnemu krzywdzącemu mniemaniu Brytyjczycy nieraz udowodnili, że potrafią walczyć o cudzą wolność. Gdy w listopadzie armia gen. Aleksandra Suworowa pojawiła się na wschodnim brzegu Wisły i rozpoczął się szturm i rzeź Pragi, minister pełnomocny Wielkiej Brytanii w Rzeczypospolitej (w l. 1792-1794), płk. Gardiner, oraz nuncjusz papieski, Lorenzo Litta, ubłagali rosyjskiego wodza o darowanie życia mieszkańcom stolicy. W czasie rzezi Pragi Gardiner udzielił schronienia 300 osobom, co wpędziło go w długi, których spłata zatrzymała go w Warszawie aż do 1797 roku. Problemem był więc nie brak zainteresowania brytyjskiego, lecz fakt, że Polska, w przeciwieństwie do np. Belgii leży zbyt daleko od Londynu.

Bibliografia:

• Anusik Z,., Dyplomacja szwedzka wobec kryzysu monarchii we Francji w latach 1787-1792, Łódź 2000.
• Bouwsma J., Venice and the Defense of Republican Liberty: Renaissance Values in the Age of the Counter Reformation, Berkeley 1968.
• Boxer C.R., Morskie imperium Holandii 1600-1800, Gdańsk 1980.
• British Diplomatic Instructions – France 1727-1744, London 1930.
• Butterwick R., Stanisław August a kultura angielska, Warszawa 2000.
• Chaunu P., Cywilizacja wieku Oświecenia, Warszawa 1989,
• Condorcet J.A., Outlines of an historical view of the progress of the human mind: being a posthumous work of the late M. de Condorcet, J. Johnson London 1795.
• Condorcet J.A., De l’Influence de la Révolution d’Amérique sur l’Europe, Éditions Manucius Houilles 2010.
• Coxe W., Memoirs of the Life and Administration of Sir Robert Walpole, T. Cadell & W. Davis, London 1798.
• Duffy, The Englishman and the foreigner, Cambridge 1986.
• Englund P., Srebrna Maska. Biografia Królowej Krystyny, Gdańsk 2009.
• Gaxotte P., Rewolucja Francuska, Warszawa 2001.
• Glabiszewski P., Franciszek Radzewski. Wielkopolski działacz szlachecki i pisarz polityczny czasów saskich, Poznań 1999.
• Grabski A., Dzieje Historiografii, Poznań 2006.
• Grześkowiak-Krwawicz A., Gdańsk oświecony, szkice o kulturze literackiej gdańska w dobie Oświecenia, Warszawa 1998.
• Grześkowiak-Krwawicz A., Zatorska I. (red.), Liberté: Héritage du Passé ou Idée des Lumières
• Grześkowiak-Krwawicz A., Regina libertas. Wolność w polskiej myśli politycznej XVIII wieku, Wydawnictwo słowo/obraz-terytoria Gdańsk 2006.
• Gentleman’s Magazine t. II. – Maj 1732.
• Gentleman’s Magazine t. VIII. – Sierpień 1738.
• Historia Dyplomacji Polskiej, tom II 1572-1795 pod red. Zbigniewa Wójcika, PWN Warszawa 1982.
• Historia Gdańska: Tom III/1: 1655-1793, Gdańsk 1993.
• Hanczewski P., Dyplomacja brytyjska w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1748-1756, Toruń 2000.
• Kalita C., Idea wolności w myśli filozoficznej i politycznej siedemnastego wieku, Wydawnictwo Akademii Podlaskiej Siedlce 2007.
• Komorowski P., Bolingbroke, Robertson, Gibbon – znajomość i recepcja ich dzieł w Rzeczpospolitej doby Oświecenia, Warszawa 2003.
• Konarski S., Pisma wybrane, Warszawa 1955.
• Lademacher H., Geschichte der Niederlande, Darmstadt 1983.
• Leszczyński S., Głos wolny wolność ubezpieczający, Lublin 1987.
• Libiszowska Z., Życie polskie w Londynie w XVIII wieku, PAX Warszawa 1972.
• Mierzwa E.A., Anglia a Polska w pierwszej połowie XVII w., Warszawa 1986.
• Montesquieu Ch., O duchu praw, Kraków 2003.
• Napierała P., Spadek polityczny po szwedzkim Frihetstiden, W: Współczesność i przyszłość nauk humanistycznych, a rola refleksji akademickiej w świecie, Instytut Historyczny UAM Poznań 2009.
• Napierała P., Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res Gdynia 2010.
• Nielzén G., Carl Gyllenborg – en frihetstida hattpolitiker, Stockholm 2007.
• Oliver F.S., The Endless Adventure-Personalities and Practical Politics in Eighteenth Century England, Boston/NY 1931.
• Ogonowski Z., Z zagadnień tolerancji w Polsce XVII wieku, Warszawa 1958.
• Orłowski H. (red.), Sonderweg. Spory o „niemiecką drogę odrębną”, Wydawnictwo Poznańskie Poznań 2008
• Perkins J.B., France during The Regency, Cambridge University Press, 1920.
• Pitt, The Speeches of the Right Honourable the Earl of Chatham in the Houses of Lords and Commons, London 1848.
• Polska – Francja – dziesięć wieków związków politycznych, kulturalnych i gospodarczych, Warszawa 1983.
• Potocki J., Podróże, Czytelnik Warszawa 1959.
• Roberts M., Era of Liberty - Sweden 1718-1771, Liverpool 1995.
• Stanzel F.K., Europäischer Völkerspiegel. Imagologisch-etnographische Studien zu Völkertafeln des frühen 18. Jahrhunderts, Heidelberg 1999.
• Williams B., The Whig Supremacy 1714-1760, oxford Clarendon Press, 1939.
• Wolff-Powęska A., Niemiecka myśl polityczna wieku Oświecenia, Wyd. Poznańskie Poznań 1988.
• Wybicki J., Myśli polityczne o wolności cywilnej, Wrocław 1984.
• Zamoyski A., Ostatni król polski, Warszawa 1994.
• Zawadzki W., Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, Warszawa 1963.

Piotr Napierała

Instynktowna i słuszna anglicyzacja (westernizacja)

Artykuł p. Jacka Tabisza o dniu przyszłości i o patrzeniu bez lęku na przyszłość zainspirował mnie do napisania tego artykułu. Chciałem napisać w nim o westernizacji mojego pokolenia, oraz ludzi trochę starszych i trochę młodszych ode mnie, oraz o tym, dlaczego ta westernizacja, anglicyzacja i amerykanizacja jest, wbrew niekończącym się żałośliwym narzekaniom nacjonalistów i innych „prawdziwych Polaków” ze wszech miar słuszną drogą, w jaką podąża obecnie nasze społeczeństwo, a przynajmniej kilka jego warstw.



Otóż moje pokolenie (urodziłem się w 1982 r., ale chodzi mi o też o roczniki np. 1975-1985) stało na rozdrożu kulturowym między tradycją polską; romantyczno-socjalistyczną, a kulturą zachodnią zdominowaną przez dyskurs anglosaski. Należę do jednego z pierwszych pokoleń, które mogło oglądać życie np. Nowojorczyków na ekranie telewizora np. w filmach Woody Allen, serialach takich jak „Seinfeld” czy „Przystanek Alaska” i zobaczyć cały ten kolorowy, wielonarodowy, wieloetniczny, uśmiechnięty i tolerancyjny świat Zachodu. Nie dostrzegamy, jak bardzo ten tak często wykpiwany i oskarżany o wszytko co najgorsze Zachód nas zmienił na lepsze. Kilka warstw naszego społeczeństwa całkowicie zmieniło swój charakter i Weltanschauung. Odrzuciło dawne babranie się w krzywdach wojennych i innych, zastanawianie się kto kogo bardziej mordował na Wołyniu, Polacy Ukraińców, czy odwrotnie, na rzecz rozmów o uczuciach jednostki jak w filmach Allena, i na pełnej dystansu ironii rodem z „Latającego Cyrku Monty Pythona”. I to jest zmiana na lepsze. Staliśmy się duchowo Anglosasami i odrzuciliśmy sposób myślenia wynikający z frustracji wynikającej z kolej z wschodnioeuropejskiego nagromadzenie nietolerancyjnych a hardych państwowości na niewielkim terenie. Moje pokolenie w większości patrzy na ludzi, jako na ludzi, a nie np. na daną narodowość. Interesuje nas zachowanie jednostki, a nie narodu, zresztą nie ma czegoś takiego jak „czyn narodowy” (bo ludność każdego państwa zawsze dzieli się na partie), tak samo jak nie ma czegoś takiego jak naród (istnieją lub mogą istnieć: język, moda i specyficzna kultura polityczna, ale nic więcej). Ludzie gromadzą się nie według klucza etosu, lecz według klucza cywilizacji, której centrum może być np. paryski salon, albo dwór cara. Dla mojego pokolenia są nimi Londyn i Hollywood i kapinkę Paryż (Berlin jest już raczej centrum tylko dla miłośników Techno, a Rzym już nawet nie jest centrum dla Polskich ortodoksyjnych katolików, jego miejsce zajął Toruń z Licheniem). Tak to właśnie działa.

Cywilizacja to zbiór pomysłów, mitów i wypadkowa kultury materialnej, a nie duch jakiegoś etnosu. Wychowaj Greka w Londynie – będzie Anglikiem (chyba, że rodzice zamienia mu życie w piekło, by miał mentalność Nikosa-rybaka:). Wiele narodowości pojmuje kulturę i cywilizację w sposób bajkowy, wymyślony w XIX wieku przez bredzących bzdury romantyków. Uwierzono, że każdy naród ma własną kulturę, lub powinien ją mieć, a przecież czym się różni tak naprawdę Białorusin od Rosjanina? Serba i Chorwata można poznać, jak słusznie zauważył Hitchens tylko po religii, nawet język mają wspólny. Narodowość jest pojmowana zwykle jako specyfika doświadczenia historycznego, a tak naprawdę żyjąca kultura narodowa to zespół pomysłów na przyszłość, a nie chłodnik, bliny czy pielgrzymka do Einsiedeln. Liczy się oferta na przyszłość, przepis na postępowanie i myślenie o niej - twardy indywidualizm Ameryki, „miękka siła” Francji, dystans Brytyjczyków, karność Chińczyków, innowacyjność Japończyków – to są żyjące kultury, mające swój materialny cywilizacyjny wyraz. Są to konkrety o których nasz mózg ciągle myśli, a pióro pisze tak jak o wymarłej cywilizacji i kulturze Prus (hugenocki etos pracy, biurokracja itd.). W naszych czasach Hiszpania zamieniła z pożytkiem swą kulturę na francuską (nawet jeśli rozmawiają o El Greco, Gaudim i Goi to z wolteriańskim dowcipem i tolerancją), Polska jest areną bitwy między kulturą Locke’a i Monty Pythona (tak głównie brytyjską, a nie amerykańską, jeden Mariusz Max Kolonko bostońskiej wiosny tu nie czyni) a starą nietolerancyjną, nastawioną na przeżywanie starych dziejów kulturą endecko-licheńską, będącą czymś w rodzaju trupa polskiej kultury romantycznej ożywianego przez ruszające się w nim robactwo. Mam nadzieję, że pozwolimy wreszcie zdechnąć temu trupowi, który już wtedy gdy był silnym ciałem wyrządzał więcej szkód niż pożytku.



Nie każdy naród jest w stanie wykształcić własną kulturę, ani cywilizację. W tzw. kulturach narodowych dominują zapożyczenia. Najważniejszy człowiek kultury francuskiej – Voltaire, przeszczepiał do Francji angielski empiryzm Locke’a i newtonianizm, by zastąpic nimi aprioryczny kartezjanizm i nieprzydatne teorie fizyczne. Amerykanie też są spadkobiercami angielskich wigów jako misjonarzy wolności .Brytyjski historyk David Starkey twierdzi, że amerykańscy ojcowie-założyciele przejęli od wigów angielskich (zwłaszcza Sir Richarda Temple, wicehrabiego Cobham (1669-1749) i jego politycznego ucznia Williama Pitta Starszego – czyli frakcji anty-walpole’owskiej) tendencje do łączenia wolnościowych ideałów z ekspansjonizmem; czyli: do bycia „misjonarzami wolności” w świecie . Paul Johnson przypisywał te cechy już Anglikom czasów Cromwella. Co nie znaczy, że Anglicy i Amerykanie pojmowali praktykę wolności w jeden sposób, wręcz przeciwnie, i w tym cały problem negocjacji 1775 i 1776 roku . Burke uważał, że amerykanie wyznają wolnościową ideologie w postaci siedemnastowiecznej, bardziej archaicznej.
Przepis na nowoczesność jest bowiem jeden (tak samo jak jest jeden przepis na wolność, bo wolność to stan fizyczny dotyczący przestrzeni między jednostką a państwem i społecznościami, a nie abstrakcyjny ideał) choć może mieć warianty, i wydaje się, że również Chińczycy zaczynają sobie zdawać z tego sprawę, przyglądając się oświeceniu, liberalizmowi i robiąc eksperymenty demokratyczne w Syczuanie . Narodowość i kultura narodowa wielu krajów to tylko kilka dań, tańców i strojów ludowych (np. białoruska, fińska, estońska), czasem pewien nieprzydatny styl myślenia i kilka dat i nazwisk (Polska, Węgry, Hiszpania). Jeśli ktoś porównuje np. hiszpańską z amerykańską, to ta pierwsza jest znacznie bardziej martwa i uboższa niż ta pierwsza, i nie ma tu znaczenia fakt, że USA istnieją (w sensie kulturowym) od XVII w., a Hiszpania od starożytności. Ta amerykańska jest o wiele bardziej żywa, dość powiedzieć, że centrum muzyki latynoamerykańskiej znajduje się w Miami .
Kulturowy ładunek wielu krajów jest istotny i ważny tylko dla narodu zamieszkującego ten kraj, co najdobitniej świadczy o znaczeniu i sile tej kultury. Kultura większości krajów jest podgatunkiem kultury innego kraju, który ma np. stolicę wysyłająca silniejszy – bo oryginalny – kulturowy sygnał. Dla Europy XVII wieku sygnał docierał z Paryża i Włoch, troszkę też z Amsterdamu dla XVIII-wiecznej – z Paryża (np. kulturę Rosji i Niemiec poznawano za pośrednictwem Paryża) i Londynu, dla XIX wieku – nadal z Paryża i Londynu, nieco też z Berlina, dla XX-wiecznej z Hollywood, Waszyngtonu, Londynu i Paryża, podczas gdy z Moskwy docierał nie sygnał kulturowy lecz zespół mitów wciskanym na siłę niewolnikom. Kto jednak na serio myślał, że Dostojewski ma większa moc kulturową od Shakespeare’a czy Moliere’a. Nie każdy naród musi mieć na siłę własną kulturę, i nie każdy da radę wysłać silny sygnał kulturowy, silny na tyle by inni chcieli go przyjąć dobrowolnie i z pożytkiem dla siebie. Do XIX wieku nikt nie myślał o potrzebie sztucznego tworzenia takiego sygnału. Zresztą nawet ci, którzy tworzyli nową kulturę, albo imitowali obce rozwiązania (Piotr Wielki i holenderska ekonomia, Józef II, Goya i francuski racjonalizm i deizm, Goethe, Lichteneberg i angielski teatr), albo tworzyli nową kulturę nieświadomie (Fryderyk Wielki). Oświecenie nie uznawało równorzędności kulturowej narodów, i tacy jak Herder byli już jaskółkami romantyzmu z jego poetyckim nacjonalizmem i boczną alejką oświecenia.
Cieszę się z wypierania Mickiewicza i romantycznego bełkotu, którego ostatnim wyrazem jest mgła smoleńską, przez Voltaire’a, Monty Pythona i Coca-Colę, bo czuję się duchowo oświeceniowcem i Brytyjczykiem-liberałem, i dziwię się, że pozytywy tego faktu są często niedostrzegane, lub mówi się o nich półgębkiem. Pamiętam wykład znakomitego poznańskiego anglisty prof. Wojciecha Lipońskiego , który wspominał, że studenci z W. Brytanii czy USA zasiadają na wykładach w pierwszych ławkach, by jak najwięcej wiadomości „wycisnąć” z profesora, a polscy w ostatnich, by skry się przed Wielkim Bratem. Pamiętam jak promotor mojej pracy magisterskiej prof. Maciej Serwański mówił na seminariach, że podczas jego pobytu w USA każdy student przynosił mu „najlepsza pracę na świecie”, a polski student przeprasza, że żyje i jest wiecznie autokrytyczny ponad miarę. To się na szczęście zmienia, i jeśli polska gospodarka nie upadnie, trochę tej zdrowej bezczelności Zachodu przeniknie wreszcie do serc zakompleksionych polskich młodzieńców i niewiast. Widzę, że ci młodsi ode mnie nie mają już takiego problemu jak ja z okresowymi atakami marazmu i zbyt silnego, paraliżującego postromantycznego autokrytycyzmu. Podoba mi się też to, że narasta zachodnia tendencja do samodzielnego myślenia i punktowania tzw. „autorytetów” takich jak Rydzyk, katoliccy rodzice czy „nieodżałowany, przenajświętszy ojciec święty papież-Polak Jan Wojtyła II”, waleczny obrońca księży-molestatorów. Pamiętam jak na jednej studenckiej szkole letniej mojej rówieśnicy z Australii zdarzyło się beknąć w obecności mojej i jeszcze paru osób. Beknięcie było głośne i skomentowałem je wówczas, że she burbed like little Elephant, a ona śmiała się z siebie i całej sytuacji. Polska dziewczyna w takiej sytuacji umarłaby na kwadrans… Mam nadzieję, że niedługo PiS zerujący na polskim braku dystansu odejdzie do lamusa.
Kultury konkurują, więc mają wymiar utylitarny. Wypieranie jednej przez drugą oznacza, że albo ta druga jest bardziej bezwzględna (islam, sowietyzm), albo, że przydatniejsza, bardziej – używając masońskiego porównania – budująca, twórcza. Nie starajmy się więc bronić trupa lecz twórzmy nasz wariant kultury żywej, uśmiechniętej i pełnej wiary we własne siły – kultury anglosaskiej, którą znamy lepiej niż nam się wydaje, bo jej elementami są: szeroko pojęty liberalizm, indywidualizm i odpowiedzialność za własne wybory, a nie tylko Shakespeare, Haendel czy Alexander Pope…

Dwa kraje – dwie postawy. Francuz, a wiec przedstawiciel kraju o kulturze wojującej aktywnie z dominującą na Zachodzie kulturą anglosaską Frédéric Martel – socjolog, dziennikarz, autor takich książek jak: Mainstream. Co podoba się wszędzie na świecie i Polityka kulturalna Stanów Zjednoczonych, ta pierwsza wspomnianą pozycję pisał nie z zamiarem skrytykowania czy obrony kultury popularnej, dokonania rzetelnej, a zarazem przystępnej analizy kultury pojmowanej jako przemysł. Mamy tu więc postawę człowieka, który godzi się z rzeczywistością i nie walczy z wiatrakami.

Polak dr Marek Pieniążek, adiunkt w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, próbuje jednak zaklinać rzeczywistość. Rozmawiałem z nim i słuchałem jego wykładu w Gnieźnie w zeszłym roku na konferencji poświęconej kulturze Europy Środkowo-Wschodniej. W swoim wystąpieniu mówił on o potrzebie stworzenia specyficznie polskiego modelu racjonalności, o co zabiegał już, wg niego Mickiewicz w 1832 pisząc esej o duchu narodowym. Dr Pieniążek jest żywo zainteresowany tym, by polska młodzież nie oceniała siebie z perspektywy anglosaskiej ponowoczesności, lecz wypracowała własne nowoczesne spojrzenie, by pozostali Polakami, a nie Europejczykami np. spod Grudziądza . W rozmowie ze mną dr Pieniążek wyrażał się negatywnie o systemie punktacji publikacji naukowych dającym dwakroć więcej punktów za tekst w języku angielskim niż w jakimkolwiek innym europejskim, uważając to za dość nachalne promowanie anglosaskiego ducha i europeizmu jednocześnie. Nie zgadzałem się z nim wówczas, uważając język angielski za warunek komunikowania się z resztą kontynentu, a więc moje podejście było czysto praktyczne, choć może moja sympatia dla tego co brytyjskie i (w mniejszym stopniu) tego co amerykańskie nieco wpłynęła tu na moją opinię. Rozumiem generalnie jego racje, ale wydaje mi się, że chce on ulepić coś z niczego i zaklinać rzeczywistość, która jak zwykle nie posłucha.

Na tej samej konferencji zaprezentowałem artykuł-referat dotyczący wpływów brytyjskiej myśli politycznej na polską w czasach oświecenia . Pisałem w nim m.in.: „…Polska ma do Brytyjczyków pewien zadawniony żal. Polacy wyrzucają im, że, mimo, iż oba narody kochają wolność, nie pomogli Rzeczpospolitej w 1939 roku, a także w 1772 i 1792 roku. W tym pierwszym przypadku mamy do czynienia z przekłamaniem; Wielka Brytania pomogła nam na tyle ile mogła w pierwszym etapie II wojny światowej, zaś w XVIII wieku, Wielka Brytania i Polska były dla siebie państwami zbyt egzotycznymi by zawiązać sojusz…”, a dalej: „…Biorąc pod uwagę ustalenia Pawła Janczewskiego można pokusić się o stwierdzenie, że jeśli Brytyjczycy wykorzystaliby niezdecydowanie w prowadzeniu polityki zagranicznej carycy Elżbiety (1741-1762) mogliby może zahamować lub spowolnić wzrost wpływów rosyjskich w Polsce. Jednak w czasach Katarzyny II taki wpływ nie byłby już skuteczny…”. Artykuł mój kończył się słowami: „…Wbrew powszechnemu krzywdzącemu mniemaniu Brytyjczycy nieraz udowodnili, że potrafią walczyć o cudzą wolność. Gdy w listopadzie armia gen. Aleksandra Suworowa pojawiła się na wschodnim brzegu Wisły i rozpoczął się szturm i rzeź Pragi, minister pełnomocny Wielkiej Brytanii w Rzeczypospolitej (w l. 1792-1794), płk. Gardiner, oraz nuncjusz papieski, Lorenzo Litta, ubłagali rosyjskiego wodza o darowanie życia mieszkańcom stolicy. W czasie rzezi Pragi Gardiner udzielił schronienia 300 osobom, co wpędziło go w długi, których spłata zatrzymała go w Warszawie aż do 1797 roku. Problemem był więc nie brak zainteresowania brytyjskiego, lecz fakt, że Polska, w przeciwieństwie do np. Belgii leży zbyt daleko od Londynu…”.

Napisałem to dlatego, że chciałem jakoś ustosunkować się do dominującej w polskiej humanistyce skłonności do manifestowania obrony „polskości” przed obcymi wpływami, i podkreślania ważności polskich dokonań w perspektywie światowej. Nasze elity gniewa przykładowo oczywisty fakt, ze nie jesteśmy zbyt dobrym materiałem na sojusznika militarnego, albo, że dla nowojorczyków Polska ma znaczenie głównie jako miejsce , w którym mieszkali sławni żydowscy adwokaci i lekarze przed holocaustem, i że polskość jako kategoria pozytywna do USA nie dociera a jedynie odnotowano tam „Litwina” Miłosza, i anarchizującego „internacjonalistę” Kapuścińskiego (o czym wspomina m.in. Paweł Smoleńskie w „GW”). Gniewa Polaków „ignorancja” Zachodu, np. gdy brytyjska dziennikarka pochwaliła „Ogniem i mieczem” Hoffmana, tylko nie rozumiała „czemu ci jedni Rosjanie walczą z tymi drugimi Rosjanami”. Wiedza o tym Zachodowi do szczęścia nie jest potrzebna. Dla Brytyjczyka to Francja, Belgia czy Holandia są punktami odniesienia, Dla Amerykanina – są nimi Kanada, Meksyk, Rosja i Japonia. Rosja, Ukraina i Polska wysyłają na tyle słabe sygnały kulturowe, że w oczach Zachodu są jedna całością. I musi tak być bo te trze kraje nie różnią się aż tak bardzo filozofią bycia i życia, a jedynie stopniem dokonanej w nich westernizacji.

Jestem historykiem, co w warunkach polskich oznacza, że oczekuje się ode mnie wspierania martyrologii. Pamiętam jak na informację, kim jestem z zawodu, spytano mnie od razu co sądzę o krzyżu papieskim w Oświęcimiu i żądaniach żydowskich by go usunąć. Nie powiedziałem wówczas prawdy, że uważam obie strony sporu za debili, którzy myślą, ze ich krzywda jest zawsze najświętsza i najważniejsza i brak im podstawowej empatii oraz, że opinia publiczna zbyt łatwo zakłada, że ten co cierpi ma zawsze rację. Pracuję w bibliotece UAM i widzą na własne oczy jakie publikacje do niej przychodzą; prócz zatrzęsienia prac o Janie Pawle, Unii Europejskiej, poezji podwórkowej i pewnej licznie konkretnych wartościowych dzieł naukowych, dużo napływa książek martyrologicznych, które np. przedstawiają wydarzenia wołyńskie, jakby Polacy nigdy nikogo nie zlikwidowali, a wiemy przecież, że było inaczej, dlatego tak bardzo spodobał mi się cykl „Anty-mitologia narodowa” w „Faktach i Mitach”, gdzie opisywane są zbrodnie dokonywane przez Polaków na Ukraińcach, Żydach, a nawet na jeńcach z Wehrmachtu (np. gdy w papierach mieli – nie daj boże – wpisany udział w kampanii wrześniowej). Sam fakt, że nasza humanistyka w ogromnym procencie podlega polskiej polityce historycznej, pokazuje jak bardzo martwa i słaba jest nasza oryginalna kultura. Lepiej, zachowując Kochanowskiego i Krasickiego, przyjmijmy anglosaski dystans za swój.


Piotr Napierała

Piotr Napierała - my publications:

B O O K S:


Piotr Napierała, Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2008. ISBN 978-83-232189-8-2


Piotr Napierała, Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu. Wielcy władcy małego państwa, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2009. ISBN 978-83-232-2007-7



Piotr Napierała, Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res, Gdynia 2010. ISBN 978-83-61194-43-9




Piotr Napierała, "Kraj wolności" i "kraj niewoli" - brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku, Wydawnictwo Libron-Filip Lohner, Kraków 2011. ISBN 978-83-62196-11-1



Piotr Napierała, Simon van Slingelandt (1664–1736) – ostatnia szansa Holandii, Wydawnictwo Libron-Filip Lohner, Kraków 2012. ISBN 978-83-62196-37-1

A R T I C L E S:


1. Piotr Napierała, "Christian Europe and Enlightened Europe" [w:] EU Enlargement - Chance for all, Collegium Europaeum Gnesnense Foundation, Gniezno 2005, s. 101-105. ISBN 83-922470-6-X
vide:



2. Piotr Napierała, "Die polnisch-sächsische Union (1697-1763) - Polens letzte Hoffnung - Sachsens Traum von der Macht" [w:] Polen und Deutschland. Zusammenleben und -wirken, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2006, s. 60-66. ISBN 83-60247-63-3
vide:


3. Piotr Napierała, "Spadek polityczny po szwedzkim Frihetstiden (1718-1772)", w: Współczesność i przyszłość nauk humanistycznych. Problemy i perspektywy badawcze, Instytut Historii UAM Poznań 2008, s. 13-24. ISBN 978-83-89407-53-5
vide:


4. Piotr Napierała, "Europa oświecona a świat islamu", w: Kultura-Historia-Globalizacja Numer 4, rok 2009, s. 13-21.
vide:


5. Piotr Napierała, "Frédéric Bastiat i Herbert Spencer - źródła myśli politycznej Janusza Korwin-Mikkego" [w:] T.Sikorski, A. Wątor (red.), Marzyciele i realiści O roli tradycji w polskiej myśli politycznej od upadku powstania styczniowego do XXI wieku, Szczecin 2009, s. 620-632. ISBN 978-83-751814-0-1
vide:


6. Piotr Napierała, "Germain Louis Chauvelin i rozbrat pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, 1727-1737", w: C. Taracha (red), Szpiegostwo, wywiad, państwo, Wydawnictwo Polihymnia, Lublin 2009, s. 45-65. ISBN 978-83-7270-727-8
vide:


7. Piotr Napierała, "Konflikt dwóch światów. Terezjańscy i józefińscy biurokraci w Galicji (1772-1790)", W: G. Pełczyński, K. Święcicki (red.), Polacy wobec wielości kultur. Wczoraj-dziś-jutro, KMB-DRUK Gniezno 2009, s. 91-102. ISBN 978-83-61352-40-2
vide:


8. Piotr Napierała, "Reinhard Keiser (1674-1739) a Hamburg - uniwersalny twórca w europejskiej metropolii", w: R.D. Golianek, P.Urbański, Händel, Haydn i idea uniwersalizmu muzyki, Rhytmos Poznań 2010, s. 191-203 ISBN 978-83-60593-12-7
vide:


9. Piotr Napierała, "Rządy patrycjatu w przedrozbiorowym Poznaniu na tle innych miast europejskich", ", w: W. Łazuga, S. Paczos, Poznań-Szczecin-Wrocław, Trzy uniwersytety, trzy miasta, trzy regiony, Libron Kraków 2010, s. 397-412. ISBN: 978-83-62196-13-5.
vide:


10. Piotr Napierała, "Europa oświecona a świat islamu"; w: Adam Nobis, Piotr Badyna (red.), Historia - Kultura - Globalizacja, vol. II, Gajt, Wrocław 2010, ss.175-184.
vide:


11. Piotr Napierała, "Ah! ça ira, Heart of Oak, Gustafs skål – pieśń patriotyczna jako źródło do badania historii mentalności i propagandy", w: "Monteskiusz. Res Politica et historica", nr. 2, 2010. vide:


12. Piotr Napierała, "Piotr Napierała Spór między historiografią niemiecką i holenderską o miejsce i rolę Holandii w Europie", "Przegląd Zachodni" Październik-Grudzień 2010 Nr 4, s. 228-236. vide:


13. Piotr Napierała, "Karol II Habsburg i wyimaginowana głupota niektórych władców", w: Głupota w zwierciadle humanistyki, Stowarzyszenie „Nowa Humanistyka” kwiecień 2011 ISBN: 978-83-62854-02-8 vide:


14. Piotr Napierała, "Najbardziej rozpolitykowane miasto Europy Życie codzienne w XVIII-wiecznym Londynie", w: M. Moskalewicz, A. Paradowska, Homo sum: Humani nil a me alienum puto. Życie codzienne wczoraj i dziś, Instytut Historii Poznań 2011, s. 129-141 ISBN 978-83-89407-79-5 vide:


15. Piotr Napierała, „Świat Zachodu”, „Wschód” i idea postępu w XVIII-wiecznej Wielkiej Brytanii", w: Kultura-Historia-Globalizacja Numer 10, rok 2011, s. 133-147.
vide:


16. Piotr Napierała, "Wigowski mit historyczny a historia nowożytna Wielkiej Brytanii", w: T. Błaszczyk, K. Brzechczyn, D. Ciunajcis, M. Kierzkowski (red.), Uwikłania historiografii. Między ideologizacją dziejów a obiektywizmem badawczym (Studia i materiały poznańskiego IPN, t. XVIII). Poznań, IPN, 2011, s. 221-238. ISBN 978-83-932188-9-9


17. Piotr Napierała, "Stosunki brytyjsko-polskie, a zainteresowanie brytyjskimi wzorcami politycznymi w Rzeczpospolitej w XVIII wieku", w: K. Święcicki (red.), Europa Środkowa i Wschodnia jako przestrzeń spotkania. Na szlakach tradycji kultury, Gnieźnieńska Szkoła Wyższa Milenium Gniezno 2012, s. 73-83. ISBN 978-83-61352-52-5

18. Piotr Napierała, "Protosocjalistyczna koncepcja wolności i własności Rousseau a analogiczne teorie polskiego jakobina Hugo Kołłątaja".

19. Piotr Napierała, "Fabularny film historyczny, propaganda, prawda historyczna i prawda esencjonalna".

20. Piotr Napierała, "William Hogarth (1697-1764) a początki europejskiej karykatury politycznej".

22. Piotr Napierała, "Drogi kariery politycznej w Wielkiej Brytanii przed i po wielkiej reformie wyborczej (Reform Act) 1832 roku".

22. Piotr Napierała, „‘Western World’, ‘East’ and the Idea of Progress in eighteenth century Britain” (w druku UJ)

23. Piotr Napierała, "Elie Freron (1718-1776), Charles Palissot (1730-1814) i francuska prasa konserwatywna XVIII stulecia"

24. Piotr Napierała, "Georg Friedrich Händel jako poddany brytyjski"

wtorek, 13 marca 2012

Gazeta Wyborcza against atheists?

I read recently an article (Gazeta Wyborcza weekend march 3-4 2012),about 'a man who stopped Dawkins', i.e. the archbishop Rowan Williams. Who would think that GW wolud so strongly support religious side in the discussion about (non)existence of god...

During the discussion with Williams, Richard Dawkins agreed, that one cannot be sure if our concience is a god's work, and that we cannot deny - with absolute certainty (being absolutely certain is not scientific) - the existence of god. By saying this he meant marely that on the scale from 0 to 10 (0 - absolute theism, 10- absulute atheism), he choses to be on the position of 6.9, therefore he is an agnostic. But Dawkins also wrote in one of his articles that the archbishop is also an agnostic 9of course much closer to 0).

The GW journalist concluded, that the archbishop triumphed over his adversary, becouse Dawkins agreed to his motion about concience. But what this had to do with all Dawkins' work?

Atheists get no money from syaing that there's no god, the Church and all orginised religion is doing it all the time. So its the religious who should proof the necessity of the existence of cult and religion, becouse we wolud like to know why we sholud continue to feed those proud institiutions with money...

Dawkins has proofs that religion is not helping peaple in they everyday struggle, Hitschens wrote that it is anachronic, and often harmful, as moste of the political conflicts started on religious basis.

Even if god exists, so what? We are not sure enough about its existance, to take all the trouble of attending to all the duties of "good christian", so why not get over it and be free?

Is 'GW' totally for PO-catholics, and forgotten about milions of those who are fed up with shurches and its claims?

Dawkins Williams