niedziela, 15 lipca 2012

Wiara podsyca ludzkie strachy

Religianci rozpowszechniają wiele fałszywych mitów, dotyczących np. znanych sceptyków, którzy nagle "cudownie" zawierzyli na łożu śmierci, lu inny pt: "nie ma ateistów w okopach". W okopach zapewne ze strachu wielu mamrocze wiele wyuczonych formułek by odreagować stres, natomiast faktem jest, ze państwa lubią nawiązywać do religii, by poszczuć narody przeciw sobie nawzajem i do tych okopów wysłać.

Czego boi się sceptyk/agnostyk/ateista? Na pewno śmierci, chorób, bólu, wierzący boi się tego wszystkiego, lecz dodatkowo boi się też każdego odstępstwa od rzekomego planu bóstwa, które znów rzekomo opiekuje się naszym światem (deiści np. uważają, że tylko go stworzył, ale się nim nie opiekuje). Stąd np. problem wierzących z homoseksualistami, przeciw którym szczuje ich KrK i niektóre inne firmy religijne. Znam człowieka, który boi się, że geje mogą kiedyś napastować jego córkę, dlatego jest przeciw równouprawnieniu gejów, chociaż istnieje o wiele większe prawdopodobieństwo, że zagrożenie będzie pochodzić ze strony heteroseksualnego pedofila niż homoseksualnego, choćby dla tego, że heteroseksualistów jest o wiele więcej. Swoją drogą obraźliwe i obrzydliwe jest porównywanie homoseksualizmu do pedofilii, zoofilii i nekrofilii i sprowadzanie tego wszystkiego do wspólnego mianownika. Z jedynym rzeczywistym połączeniem orientacji homoseksualnej z wyżej wspomnianymi zboczeniami byłby mężczyzna napastujący martwego szczeniaczka -wiem, że to exemplum jest dość obrzydliwe, ale chcę by zrozumieli państwo problem. Normalny homoseksualista podobnie jak heteroseksualista będzie uprawiał seks tylko z chętnym i dojrzałym emocjonalnie partnerem.

Pamiętam jak racjonalista amerykański Bill Maher mówił o sobie i wierzących: "boimy się różnych rzeczy; ja np. boję się terrorystycznych bomb, oni boją się czerwonego faceta z ogonem i kopytami...

Mój ulubiony filozof David Hume pisał, że tzw: „cnoty mnisie" stępiają umysł i alienują człowieka od innych i są po prostu nieprzydatne społecznie; lepiej coś kupić (dać zarobić) niż modlić się i faktycznie liczba uszczęśliwionych przez nas ludzi wynosi w obu wypadkach odpowiednio 1 i 0. Hume był prawdopodobniej agnostykiem, ale w owych czasach wolał udawać deistę, to było łatwiejsze do przełknięcia dla nieco zanadto „uduchowionych" (zresztą wrażenia „duchowe" jak zachwyty nad sztuką, to tak naprawdę wrażenia mózgowe i zmysłowe) Edynburczyków.

Hume, co ciekawe nie widział w religii, w przeciwieństwie do wielu innych filozofów oświecenia, produktu ludzkiej głupoty, lecz przede wszystkim produkt niezaspokojonych potrzeb. Zwłaszcza poczucia bezpieczeństwa i poczucia opieki, lecz żadna religia nie pomaga, strach nie maleje, a jej rozwój instytucjonalny i intelektualny powoduje ogólny wzrost nietolerancji w stosunkach międzyludzkich, który zamienia strach metafizyczno egzystencjalny w zwykły strach codzienny przed przemocą . Hume poleca filozofię i refleksję w miejsce religii. Naturalną religią dla Hume’a jest politeizm, bowiem jest on najlepiej „dostosowany" do problemów dnia codziennego, mieliśmy więc larwy, lary, boginie domowego ogniska, a teraz mamy Maryję i świętych-patronów różnych zawodów (Vide: S. Jedynak, Hume, Wiedza Powszechna Warszawa 1974).

Podsumowując, wierzący są tchórzliwsi, gdyż boją się nie tylko bomb i zamachów terrorystycznych, ale też własnych fantazji, czerwonego luda z ogonem i kopytami, oraz tego, że coś zawiedzie w bożym planie (np. że nie uwzględni ich w tzw: "dziele zbawienia"). Religia podsyca ludzkie strachy, a nie łagodzi je. Dlatego przeciętny wierzący jest zwykle bardziej agresywny w czynach i słowach przeciw bliźniemu niż sceptyk, co można zobaczyć porównując stosunkowo łagodne wypowiedzi świeckich antyklerykałów, z zionącymi pogardą dla człowieka i jego wolności wyboru, apelom biskupów z biskupem Michalikiem na czele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz