poniedziałek, 16 lipca 2012

Ślepota wielomskizmu czyli profesorowi Wielomskiemu w odpowiedzi

Profesor Wielomski uwielbia bawić się ze mną w kotka i myszkę, nieodmiennie zaklepując sobie rolę kotka, choć nie wiem na czym miałby polegać jego przewaga w dyskusji ze mną na temat możliwości istnienia prawicy laickiej, tym bardziej, że profesor nieustannie zjeżdża na inne, poboczne tematy, co najlepiej demaskuje, to, że nie ma nic do zaoferowania odnośnie moich argumentów. Bardzo zabawne jest to, ze profesor tak stara się mnie przekonać, czyżby przechodził kryzys wiary?

Łaski ani litości pana profesora w niczym nie potrzebuję. Chętnie przyznaję się do niedociągnięć w wiedzy na temat antyku, który zresztą główną działką prof. Wielomskiego również nie jest. Profesor Wielomski twierdzi, że jestem człowiekiem z jednej strony inteligentnym i oczytanym, a z drugiej strony absolutnym ignorantem w kwestiach religijnych, kościelnych czy nawet historycznych, gdy odnoszą się do Kościoła katolickiego (choć to doktor historii). Jednak mimo tych górnolotnych słów, profesor nic nie odpowiedział na moje zarzuty wobec grzechów Kościoła w przeszłości, ani nie odniósł się zupełnie do kwestii możliwości istnienia prawicy laickiej. Mam wrażenie, że zna on historię KrK tylko z dzieł prokościelnych i klerykalnych, a także, że nie zauważa historii polityki zza historii idei, którą się tak ekscytuje, krótko mówiąc nie zauważa rzeczywistości zza oparów ideałów filozoficznych.

Ja natomiast nie jestem historykiem idei filozoficznych, lecz jedynie myśli politycznej, a przede wszystkim historykiem dyplomacji i jako historyki i materialistyczny filozof-amator zauważam przede wszystkim fakty i kształt społeczeństw, a dopiero potem idee, będące produktem – tak produktem, wbrew platońskiemu idealizmowi – faktów i kształtu społeczeństwa.

Absolutnie wypraszam sobie to ciągłe analizowanie moich poglądów, bo nie są one przedmiotem sprawy o jakiej dyskutujemy. Za prawicowego wolterianina od dawna się już nie uważam, poza tym nie zgadzam się z definicją pana profesora „prawicowego wolterianina”. Obecnie moje poglądy powędrowały w stronę mainstreamowego liberalizmu i agnostycyzmu. Tymczasem prof. Wielomski dalej wciska mi to, w co wierzyłem rok temu i kontynuuję wiwisekcje moich rzekomych poglądów. Czy gdybym napisał coś o np. pobożnym socjalizmie i demokratyzmie Chestertona, to profesor Wielomski wziąłby mnie za jego sympatyka? Od razu mówię, ze nie jestem sympatykiem tego pana i zgadzam się z nim tylko w ocenie Wielkiej Brytanii od końca XVII do początków XX wieku jako arystokracji, a nie demokracji. Nawiasem mówiąc panie Profesorze, to trochę obciach tak mnie sondować i szufladkować odnośnie poglądów, skoro od lat wciska Pan ludziom nieprawdę, iż reprezentuje pan konserwatyzm. Sam pan zresztą przyznał, w swojej książce o tym tytle właśnie, że zazwyczaj za konserwatyzm uchodzą teorie Burke’a, Hume’a i pokrewne, które wg Pana wcale konserwatyzmem nie są, tymczasem cały świat uważa, że to pana ukochany de Maistre i inny de Bondald nie są konserwatystami sztandarowymi (jeśli w ogóle są konserwatystami), tylko tradycjonalistami chrześcijańskimi, kontrrewolucjonistami, renegatami wszelkiego postępu i neo-mediewalnymi fantastami.

Dotąd miałem do pana duży szacunek, mimo dzielących nas różnic, on jednak się kończy, i proszę nie sięgać po ostatnia deskę ratunku przedyskutowanego Kato-konserwtysty polskiego (chyba tylko w naszym katolandzie, to co pan prezentuje może zostać czasem uznane za mainstreamowy konserwatyzm) czyli do feudalnego straszaka uczelnianego.

Tak, jestem agnostykiem, a agnostyk to ten co się waha czy bóg istnieje czy nie, nie wiem tego, ale jeśli już miałbym obstawiać to faktycznie, za bardziej prawdopodobne uznałbym jego nieistnienie, jednak ateistą nazwać się nie mogę. Pisząc: "wiadomo już od dawna, ze to co rzekomo duchowe jest w rzeczywistości cielesne, a dokładniej mózgowo-neuronowe…”. Nie rozumiem czemu scjentyzm miałby od razu przesadzać u mnie ateizm, prof. Wielosmki swoim zwyczajem tak przeinacza definicje by pasowały do jego wykoślawionego obrazu rzeczywistości. Pan z neutralnego agnostyka (ja neutralny nie jestem, gdyż popieram ateistów w ich sporze z teizmem) klasyfikuje pan de facto jako rozwodnionego deistę…

Nie strzelam do katolicyzmu „trefnymi nabojami”, tylko krytykuję polityczne efekty jego wdrażania, czyli postępowanie KrK, prof. Wielomski jest po prostu zawiedziony, ze nie wchodzę na jego ulubioną ścieżkę samej tylko gołej teorii.

Nazywając Szawła, Beduinem chciałem oddać jego znikomą wiedzę o rzeczywistości, typową dla epoki przednaukowej. Nie wiem czy pan profesor wie, że panowanie Juliana Apostaty dla Rzymu oznaczało wreszcie pożądaną chwile wytchnienia od walk setek sekt chrześcijańskich.

Koncepcja sensu historii jest dla mnie atrakcyjna filozoficznie, dlatego o niej pisze, lecz nie wyznaję jej, jestem woluntarystą historycznym. Wiem, że świat sam z siebie nie zmierza ku postępowi, jakby chciał Hegel i nieco mniej wyraźnie) Condorcet, , a szkoda, trzeba więc postępowi pomagać, walcząc z takimi opiniami jak prezentowane na pana portalu …

Wracamy do miana "prawicowego wolterianina". Moim zdaniem, jest to człowiek, który jest za zachowaniem władzy monarszej i wprowadzeniu tolerancji religijnej. Pan profesor uważa natomiast, ze prawicowy wolterianin to człowiek, który ukrywa swój sceptycyzm religijny. Takim „prawicowym wolterianinem” nigdy nie byłem, bo nie uważam, żeby była to definicja słuszna. Dla mnie wolterianinem jest ten co naśladuje w przekonaniach samego Voltaire’a, czyli ktoś kto promuje deizm, a ZWALCZA KrK, a nie jakiś działacz Akcji Francuskiej, który zewnętrznie od ultrasa niczym się nie różni. Voltaire reprezentował prawe skrzydło oświecenia i o taką prawicowość mi chodzi, a nie o kontrrewolucyjnych sceptyków. Prawicowym wolterianinem był Condorcet, zaś lewicowym np. Mercier. Idee bliskie panu profesorowi pochodzące z XIX wieku, nie mają nic wspólnego z wolterianizmem, choć ich twórcy na Voltaire’a zapewne się powoływali, jak to czyni co drugi intelektualista. Bez tego wielkiego człowieka trudno w ogóle mówić o nowoczesnym humanizmie. Wymienia profesor de Rivarola, Maurrasa i Straussa. Sam Pan np pisał, że. Strauss chciał stworzyć jakąś ponadreligjną wizję konserwatyzmu, to gdzie tu miłość do KrK? To czysty deizm. Faktycznie Strauss mógłby być w tym ujęciu wolterianinem. Tamci dwaj poprzedni to raczej renegaci wolterianizmu niż jego kontynuatorzy. Voltaire o KrK pisał „zgniećmy bezecne”, oni pomagali hodować raka katolicyzmu we Francji, po tym, jak na początku XX wieku, lewicowcy typu Anatole’a France’a (lewicowego wolterianina) ustanowili sprawiedliwe państwo świeckie, z równym prawem dla wsyztskich.

Prawo natury ujęte klasycznie nie występuje u większości oświeceniowych, więc jeśli po rewolucji zaczęło znów występować w pewnych kręgach, to te kręgi raczej wolteriańskie nie były. Jako intelektualista mam prawo nie zgadzać się z przekłamanymi i tendencyjnymi podziałami profesora Wielomskiego. Voltaire traktował religie jako gwarancję łądu, ale dla prostaczków, dziś z rozwojem edukacji postulowałby zapewne – jak Hume – zastąpić religię filozofią.David Hume pisał, że tzw: „cnoty mnisie" stępiają umysł i alienują człowieka od innych i są po prostu nieprzydatne społecznie; lepiej coś kupić (dać zarobić) niż modlić się i faktycznie liczba uszczęśliwionych przez nas ludzi wynosi w obu wypadkach odpowiednio 1 i 0. Hume był prawdopodobniej agnostykiem, ale w owych czasach wolał udawać deistę, to było łatwiejsze do przełknięcia dla nieco zanadto „uduchowionych" (p. Jacek Tabisz słusznie przypomniał niedawno, że wrażenia „duchowe" jak zachwyty nad sztuką, to tak naprawdę wrażenia mózgowe i zmysłowe) Edynburczyków. Chociaż i tak nie dali mu katedry na uniwersytecie, by nie „psuł" swym sceptycyzmem hojnie wspierającej „uduchownionych" pasibrzuchów młodzieży. By ukryć agnostycyzm, Hume pisał o religii w formie dialogu („Dialogi o religii naturalnej") między deistą, sceptykiem i teistą o śmiesznych greckich imionach (nieśmiertelne papugowanie Platona, no cóż najlepszym się zdarza). W dialogach, wszyscy uczestnicy przyjmują istnienie jakiejś nadprzyrodzonej siły, ale mówią także o np. epikurejskiej koncepcji boga słabego, lub nie zapobiegającego złu, a wiec złego, i o wiecznych przemieszczeniach materii, która tworzy nasz świat przez cały czas. Zdania sceptyka Filona są jednak równoważone przez wypowiedzi pozostałych uczestników sporu, choć czasem wyraźnie na siłę, tak by Hume nie miał kłopotów wydawniczych i innych.

Hume nie widział w religii, w przeciwieństwie do wielu innych filozofów oświecenia, produktu ludzkiej głupoty, lecz przede wszystkim produkt niezaspokojonych potrzeb. Zwłaszcza poczucia bezpieczeństwa i poczucia opieki, lecz żadna religia nie pomaga, strach nie maleje, a jej rozwój instytucjonalny i intelektualny powoduje ogólny wzrost nietolerancji w stosunkach międzyludzkich, który zamienia strach metafizyczno egzystencjalny w zwykły strach codzienny przed przemocą . Hume poleca filozofię i refleksję w miejsce religii. Naturalną religią dla Hume’a jest politeizm, bowiem jest on najlepiej „dostosowany" do problemów dnia codziennego, mieliśmy więc larwy, lary, boginie domowego ogniska, a teraz mamy Maryję i świętych-patronów różnych zawodów.

Voltaire, który zmieniał kilkukrotnie akcenty swej filozofii religijnej uchodzi za francuskiego odpowiednika Hume’a, czyli świeckiego liberała, o poglądach wrogich radykalizmowi, tylko, że w XVIII wieku radykalizm kojarzył się raczej z Cromwellem i nadmiarem religijności, a nie z Robespierre’m. Voltaire zwalczał ateizm, ale nigdy nie poparłby tego co popierali trzej herosi prof. Wielomskiego. Voltaire, a za nim każdy wolterianin, godny tego imienia zwalcza religię zinstytucjonalizowaną i upolitycznioną, akceptując wiarę prywatną. Voltaire i Hume nie ukrywali swego sceptycyzmu, choć faktycznie mieli pewne obawy przed ateizmem.

Nie wyrażam pewności co do nieistnienia Boga (tylko chrześcijańskiego spersonifikowanego Boga, wzorowanego na innych wymyślonych bogach starożytności, który wysłuchuje modłów, nie neguję go jako siły kosmicznej, która równie borze mogła by być nazwana Big Bangiem) , bo to byłoby absurdalne. Pewien natomiast jestem, że dualizm kartezjański zakładający istnienie nieśmiertelnej duszy to teoria nie do obrony, skoro znaleziono już w mózgu ośrodki odpowiedzialne za uczucia i emocje, i wiadomo, że ich uszkodzenie czyni z człowieka np. socjopatę). Z własnością prywatną jest jak z moralnością i z wszystkim innym istnieje, bo sprawdziła się w procesie rozwoju historycznego" (interpunkcja oryginalna), co nie znaczy, ze ten rozwój musiał nastąpić w tym kierunku, i że po drodze nie było regresów (był jeden wielki średniowiecze z jego życiem pustelniczym, ulubionymi przez Chestertona – ziemiami gromadzkimi i monastycyzmem, urągającymi samego pomysłu własności prywatnej).

Własność prywatna się sprawdziła, bo jest najlepszym pomysłem na uregulowanie spraw własności jaki człowiek wymyślił, nie mogła by się nie sprawdzić, co najwyżej ktoś mógłby ją celowo niszczyć. Na własność prywatną zamierzyli się i sekciarze i franciszkanie i socjaliści. Kościół jak zawsze moralnie nie odstawał od normy epoki, a jeśli już to odstawała nieco w dół, przez to, że oszukiwał ludzi sprzedając pobożne życzenia jako prawdy wiary. Stephen Fry dobrze powiedział, po co jest w ogóle Kościół, skoro NIGDY nie udało mu się być ponad ludzkie spory i niezmiernie rzadko zdobył się na działania koncyliacyjne, natomiast często podżegał do wojen z Turkami, protestantami, i Moskalami.

Faktycznie nie uznaję porządku wynikłego z natury, bo jako woluntarysta historyczny, nie uznaję żadnych z góry zaplanowanych wizji dziejów, lecz uznaje ten, który wynika z historii. Ponieważ nie jestem już prawicowym wolterianinem, i to od dawna, to, że jest to stanowisko sprzeczne z istotą prawicowego wolterianizmu, nie czyni problemu. Zresztą i dawniej w tej akurat kwestii się z większością oświeceniowców nie zgadzałem. Na koniec raz jeszcze protestuje przeciw przypisywaniu mi dawnych poglądów i przeciw zakłamywaniu myśli Voltaire’a i myśli konserwatywnej, a także konceptu prawicy laickiej, co profesor Wielomski czyni nagminnie.

Aha i jeszcze jedno - panie Profesorze! Proszę pamiętać, że Polska jest dla wszystkich ludzi nie tylko dla Katolików. Zalecam więcej lektury: "Traktatu o Tolerancji" Voltaire'a właśnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz