poniedziałek, 7 listopada 2011

Jak pomóc racjonalizmowi i wolności



Zastanawiałem się dość długo nad tym jak można by wzmocnić pierwiastek racjonalistyczny i wolnomyślicielski w społeczeństwie, tj. nad tym jak można by nauczyć racjonalizmu. Oczywiście najlepsza jest zawsze nauka przez przykład; rozumiany w obu sensach tego słowa, a więc chodzi mi tu zarówno o to, że wykształcony racjonalista stanowić może żywy przykład dla ludzi zawieszonych między zabobonem i stereotypem a jasnym myśleniem, ale też i o to, że nauka racjonalizmu musi odwoływać się do konkretnych problemów, a nawet do konkretnych stwierdzeń. Racjonalista/wolnomyśliciel nie może poprzestawać na krytyce religii czy tradycji nie proponując niczego w zamian, tym bardziej, że ma wiele do zaproponowania przede wszystkim życie świadome czyli życie pełnią życia przynajmniej pod względem intelektualnym, bo życie pełnią życia pod względem fizycznym jest stosunkowo proste, gdy ma się w sobie niezbędne minimum zdrowego indywidualizmu i nonkonformizmu.

Pierwsze słowo jakie przychodzi mi na myśl, gdy myślę o racjonalizmie i wolnomyślicielstwie to „odwaga”. Racjonaliści mają odwagę by chcieć postrzegać świat takim on jest, bez stosowania umysłowych narkotyków zacierających lub sztucznie uprzyjemniających obraz. Nie używają oni żadnych opium dla mas (religia, zabobony, mody społeczne, mechaniczne kultywowanie tradycji), ani dla elit (postmodernistyczny relatywizm moralny, socjalizm, anarchizm, libertarianizm, new Age, nacjonalizm), dzięki czemu ich życie jest prawdziwsze. Konflikt z religią i tradycją religijną jest tu nieunikniony. Religia jak każda ideologia domaga się naginania własnych sądów do swej ideologii oraz pomijania szeregu tematów już na etapie myśli, tak więc racjonalizm mógł zakwitnąć dopiero w momencie kryzysu religii (wskazałbym tu dwie daty kluczowe: 1660 – powstanie Royal Society i 1759 – trzęsienie ziemi w Lizbonie). Sam Harris znakomicie pokazywał jak religia odwraca uwagę od ważnych problemów jak np. głód na świece, w stronę jałowych rozważań w tzw. kwestiach moralnych takich dotyczących aborcji, eutanazji etc. Doskonałym przykładem bezmyślnej obrzędowości religijnej jest oszczędzany zwykle przez antyklerykałów judaizm. Pamiętam jak czytałem w „Wysokich obcasach” (nie uznaję bezsensownego podziału na prasę czy literaturę „męską” i „kobiecą”) wywiad z polską żydówką, która, choć wychowana bez religii, zapragnęła zostać ortodoksyjną żydówką. Przykryła włosy szmatą, i zaczęła rozglądać się po sklepach w poszukiwaniu tego co koszerne. Jak sama mówiła przestawienie swego gospodarstwa domowego i nawyków kulinarnych na koszerne tory trwało u niej rok, a szkoda, że dziennikarka robiąca wywiad nie zapytała ile ta religijna ekstrawagancja kosztowała… Świeżo upieczona judaistka opisywała z humorem np. koszerne ryby, są to, o ile dobrze pamiętam, te z łuskami. Tak czy inaczej aż mnie ścisnęło, jak zauważyłem jak inteligentna osoba sama z własnej woli ogranicza swoją przestrzeń życiową i intelektualną by dostosować się do wymyślonych przez starożytnych ignorantów tradycji. Wrześniowa Gazeta Wyborcza pisała nawet o koszernym sex shopie:

„…W sieci pojawił się pierwszy koszerny sex shop. Jak można przeczytać na stronie koshersextoys.net: „.. Nasza strona jest pozbawiona nieprzyzwoitych zdjęć oraz opisów. Wierzymy, że sypialnia należy jedynie do dwójki partnerów, a zdjęcia innych osób mogą jedynie zaszkodzić małżeństwu…”. Żeby nie gorszyć klientów, do opisu przedmiotów używana jest terminologia medyczna. Wagina to "miejsce objęte penetracją", a wydłużona erekcja, to "dłuższe chwile przyjemności dla męża i żony".
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114377,10379318,Koszerny_sex_shop.html

Kiedy świętoszek nie chce rezygnować z przyjemności, wymyślać musi tysiąc wybiegów intelektualnych. Osobiście nie mam pojęcia co złego jest w słowie „wagina” i myślę, że człowiek, który widzi w nim coś wulgarnego ma duże problemy ze sobą. Ostatnio sąd najwyższy w Izraelu zalegalizował ortodoksyjne linie autobusowe, w których kobiety i mężczyźni muszą siedzieć osobno. Do koszernych autobusów kobiety muszą wsiadać tylnymi drzwiami i zajmować wyłącznie tylną część pojazdu, nawet jeśli brakuje tam foteli. Kobieta musi też odpowiednio ubrana, nosić długą spódnicę i zapiętą pod szyją bluzkę. A myślałem, że Izrael to nowoczesne państwo…

Religia rości sobie pretensje do monopolu na moralność, choć zajmuje się głównie pierdołami, zaś moralność z religia ma niewiele wspólnego, gdyż powstaje na drodze procesu historycznego. Drogi moralności oznaczają czasem nawet konkretne daty: 1660, 1755, 1789, 1918 , 1945, 1968 etc. Społeczność, której członkowie traktują się nawzajem niesprawiedliwie nie ma szansy przetrwać – jak mówił Kant: „postępuj tak, jakbyś chciał by twoje postępowanie stały się obowiązującym prawem”. Moralność ma sprzyjać zapotrzebowaniu społecznemu, dlatego musi zawierać domieszkę utylitaryzmu. Na co komu moralny asceta czy eremita, który ani z nikim nie porozmawia, ani nie ma uczniów. Na co komu modły, lepiej, jak pisał Hume, zaangażować się w dobroczynność. Religia w tym procesie raczej przeszkadza niż pomaga, tworząc sztuczne problemy i dostarczając sztucznych wydumanych „rozwiązań”. Religia dzieli też ludzi na lepszych i gorszych w zależności od stopnia natchnienia przez ducha św., o czym nawet wprost mówi red. Adam Wielomski w ostatnim wywiadzie z nim na konserwatyzm.pl. Racjonalista skazany jest na konflikt z religią.

Osobną kategorię ludzi zawieszonych między racjonalizmem a zabobonem stanowią liberalni wierzący i deiści. Osobiście uważam, że Richard Dawkins nie ma racji atakując w swym filmie: A Root of all Evil? - liberalnych wierzących jako tych, którzy: „zdradzają i rozum i wiarę”. Słowa te wyrzekł po rozmowie z przedstawicielem umiarkowanej Francji Church of England, który np. nie potępia gejów, gdyż za dzisiejsza psychologią uważa, że homoseksualizm nie jest jedynie kwestią wyboru czy stylem życia, lecz jest wrodzony. Dlatego umiarkowani anglikanie uważają starożytny pogląd o homoseksualizmie jako o stylu życia za przestarzały i nieaktualny, podobnie postępują w wielu innych kwestiach. Uważam, że w tym przypadku, Dawkins powinien raczej współczuć ludziom zawieszonym między wiarą a rozumem, niż ich atakować i ewentualnie wspomagać ich życzliwą radą. Wykonali oni bowiem już pierwszy najtrudniejszy krok – uwolnili się od tyranii zabobonu, choć nadal są pod jego silnym wpływem, ich wiara utraciła już jednak zęby fanatyzmu, a to jest najważniejsze.

Deiści nie stanowią grupy precyzyjnie określonej. Jest ich dużo wśród tych, którzy nadal uważają się za „dobrych” katolików i protestantów, jak i wśród tych, którzy z religią są raczej na bakier, lecz cenią religię jako część tradycji, lub też po prostu mają do niej słabość. Są też w końcu deiści balansujący na granicy ateizmu lub agnostycyzmu. Są deiści ceniący sobie wielką część lub nawet większość nauk biblijnych (jak Thomas Paine), przekonani o jej wielkim moralnym ładunku, i tacy, którzy ją zupełnie odrzucają, tacy, którzy czują się „kulturowo” chrześcijanami i tacy, którzy traktują boga (nigdy nie wiem czy pisać „Bóg” czy „bóg” – szczęśliwi Niemcy nie maja takich problemów) jako pewną ideę filozoficzną, jak to czynili Toland, Voltaire, Bolingbroke, Hume czy Einstein, odrzucając wiarę w boga osobowego. Osobiście jestem deistą radykalnym. Biblię uważam za kiepskie dzieło literackie, które nie ma dla mnie większej wartości niż „Mały książę”, bóg dla mnie to synonim kosmicznego ładu, nie nazwę się więc wierzącym, bo nie oczekuję niczego ani od boga ani jakiegoś mesjasza, Chrystus dla mnie to jeden z wielu sekciarzy starożytnych, a zwątpienia w mojego boga-filozofa nachodzą mnie każdego dnia. Z jakiejś przyczyny jednak mój umysł „woli myśleć”, że ten ład istnieje, widać nie zawsze mamy władze nad naszymi przekonaniami, ważne byśmy umieli je tolerować (szanować nie bo to niemożliwe). Jak trafnie spostrzegł Dawkins w „Bogu urojonym”, w XVIII wieku kościoły zwalczały deistów na równi z ateistami, dziś natomiast łaszą się do nich, by zawrzeć z nimi sojusz antyateistyczny. Moim jednak zdaniem deiści są naturalnym sprzymierzeńcem nie religii, lecz ateistów, ponieważ odrzucają moralną urawniłowkę religijną, i czynienie na ziemi przygotowań do wyimaginowanego życia w raju. Jako deista chciałbym więc zapewnić 10% ateistów najjaśniejszej RP, że nie są sami w swej walce z fanatyzmem i ciemnotą, deiści tez z tym fanatyzmem walczą, choć często nie do końca świadomie. Obecna wolność religijna jest pochodną triumfu deistycznej większości nad 30-35 % katolickich talibów a la Terlikowski czy Hołownia.

Racjonalista powinien być świadomy niebezpieczeństw grożących wolnej myśli i umieć je rozpoznać, przy czym nie chodzi ty o zagrożenia oczywiste jak islam, czy ataki katolików na teatry podczas „bluźnierczych” (swoją droga, skoro ich bóg jest wszechmocny, to mogliby zostawić „karę” jemu) przedstawień, ale także te podskórne. Do takich podskórnych zagrożeń zaliczyłbym konserwatywne biadolenie na upadek obyczajów, szerzącą się przestępczość/amoralność, rozpad więzi rodzinnych itd. Są to wszytko zawoalowane ataki na indywidualizm, racjonalizm, liberalizm i nowoczesne społeczeństwo, ale mają większą szanse sukcesu właśnie dlatego, że nie są atakami frontalnymi i odnoszą się niby do czegoś innego. Przykładem takiego ataku może być niedawno przeze mnie czytany artykuł Czesława Walesy w piśmie naukowym: „Horyzonty psychologii” (2011 tom I nr 1). Walesa jawi mi się jako człowiek, który jest bardziej anty-naukowcem niż naukowcem i typowy konserwatywny maruda, który nie akceptuje żadnych zmian w sposobie życia, chociaż pracuje - o ironio - dla Wyższej Szkoły Ekonomii i INNOWACJI w Lublinie, ale na przedstawione przez siebie problemy i „problemy” współczesnego świata ni ma żadnego lekarstwa poza przemycaną miedzy linijkami religią - jakby mało mu było islamu i kreacjonizmu nachalnie pchającego się do Europy.

Tekst jest obraźliwy wobec racjonalistów a zwłaszcza ateistów, których oskarża o największe nieszczęścia naszych czasów z wzrostem przestępczości, znów nie zauważając fanatyzmu religijnego i wzbierającej fali religii w USA czy państwach islamskich. Nie zauważa, że poprawność polityczna chroni religię przed jakimikolwiek dowcipami, nie mówiąc już o ostrzejszej krytyce, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto poczuje się śmiertelnie obrażony. Autor nie wie lub udaje ze nie wie że przed przybyciem muzułmanów w ateistycznej Szwecji (80% ateistów ) przestępczości prawie nie było, ani tego, że najczęściej w USA rozwodzą się Żydzi (22% małżeństw), a ateiści najrzadziej (18%), prawdopodobnie dlatego, ze nie mają oporu przed próbnym dopasowaniem seksualnym. Walesa zapina, ze najwięcej kradzieży i więźniów jest w bogobojnych USA. Nie widzi też, że w USA jedynie promil więźniów to ateiści, zaś wśród amerykańskich noblistów jest ich co najmniej 65%. Nietrafiony jest argument, że jego ateista nie ceni życia, właśnie ceni je bo wie, że jest tylko jedno. W tekście znajdują się bezsensowne twierdzenia, że na dzisiejszym Zachodzie seks wiąże się ze śmiercią, lub jest jej „ideologicznie przedstawiony” choć nie wyjaśnia o co mu właściwie chodzi. Prawdopodobnie chodzi tu, o stare bajania, że służyć on winien jedynie prokreacji. Dalej Walesa pisze, że techniki dzisiejsze są przejmowane przez wojsko i służą do zabijania, zatem mamy zrezygnować z techniki? Pisze, ze przeludnienie jest fałszywym problemem prasowym, tymczasem na świecie 1 mld ludzi nie ma wystarczającej ilości wody i jedzenia, choć Zachodu to nie dotyczy.

Dalej pisze nasz maruda, że szerzy się obecnie narkomania i przestępczość, a XIX –wieczne opium i ulice dickensowskiego Londynu, były lepsze? Pisze, że w pracy króluje niepotrzebny stres, a zapomina, ze przed rewolucją kulturalna lat 60 szkoły i fabryki przypominały koszary; zapewne w wojsku stresu nie ma… Pisze o pogardzie wobec „ludzi nieużytecznych”. Ja widzę wszędzie podjazdy dla inwalidów, olimpiady, zapomogi i w ogóle poprawność polityczną robiąca z nich święte krowy. Pisze o konfliktach religijno-etnicznych, nie dostrzegając - pisał o tym Christopher Hitchens, ze dziś rządy wyciszają w mediach aspekt religijny sporów, przedstawiając spory czysto religijne jako etniczne. Walesa jednak woli zwodzić czytelnika, że to etnos, a nie religia powodują spory, choć Koran pisze explicite o zabijaniu niewiernych i dominacji nad światem, a i w Biblii są podobne kwiatki. Autor straszy ateizmem i komunizmem, zapominając, ze ateizm sowiecki nie był racjonalistyczny, lecz quasi-religijny – dogmatyczny, a dogmatyzm przeczy dyskusji i racjonalizmowi. Nie było natomiast społeczeństwa w historii, które cierpiało na „nadmiar racjonalizmu” jak to kiedyś wyraził Sam Harris. Autor pisze o „łatwiźnie życiowej” racjonalistycznego zachodu – no tak człowiek powinien się przecież umartwiać itd.:) Religie uważa autor za czynnik dowartościowujący człowieka, ja widzę ją jako sposób na niemyślenie, unikanie logiki i rezygnację z głębokiego przeżywania rzeczywistości. Autor przestrzega przed zabobonami, i New Age’m, a ja postrzegam New Age jako mniej szkodliwy niż stare religie usankcjonowane. Jak to konserwa, podkreśla tez szkodliwość Internetu, oczywiście net może być szkodliwy, ale jest też przydatny więc zostanie i tyle.

Walesa pisze też rzecz jasna o zanikaniu sfery sacrum, tak jakby tylko Jahwe mógł być obiektem tej sfery, nie np. sztuka, nauka i świecka kultura. Religia nie jest już dziś potrzebna swoją rolę odegrała i wyczerpała swój ładunek innowacyjności i ulepszania świata. Religia wprowadza niepotrzebne podziały społeczne, na wiernych i heretycko-ateistyczne quasi-bydło. Autor krytykuje sieczkę w TV, na co ja odpowiem tylko, ze dawniej sieczka ograniczała się do gazet i pism, ale byłą zawsze.
Jedyne w czym się zgadzam z Walesą , to, że wychowanie jest ważne i pomaga dzieciakom odnaleźć się w dzisiejszym świecie, i to, ze niedobrym jest, że dziś ludzie wolą często kontakt ze zwierzętami niż z rodziną. Poza tym tekst Walesy odbieram jako strachy na lachy i stek przekłamań i półprawd służących jedynie ideologii konserwatyzmu i interesom Kościoła. Moim zdaniem nie jest to w ogóle naukowy tekst. To, że za taki uchodzi, świadczy o klerykalizacji naszego społeczeństwa. Tu liczę na Janusza Palikota.

Podobne podkopy pod liberalne współczesne społeczeństwo czyni prof. Ryszard Legutko, znów katolik, który udaje naukowca. Wiedzy odmówić mu nie można, ale jego sposób widzenia świata nie ma wiele wspólnego z światopoglądem humanistycznym. Podczas pisania mojego doktoratu, pt: „Kraj wolności i kraj niewoli - brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku”, cytowałem kilka razy Legutkę, lecz już wtedy jego przemyślenia na temat wolności i tolerancji w społeczeństwie wydały mi się podejrzane. Legutko nawiązuje do mojego guru Isaiaha Berlina, twórcy koncepcji dwóch wolności; pozytywnej (wpływanie na rządy) i negatywnej (wolności od nadmiernej ingerencji rządu w życie codzienne obywatela/poddanego). Inaczej niż ja, Legutko atakuje wolność negatywną (dla Berlina i dla mojej skromnej osoby ta własnej jest wartościowsza), jako „dążenie do samotności” Legutko większość swego dyskursu o wolności negatywnej oplata wokół idei Hobbesa, Locke’a i Rousseau, mimo iż można by bez trudu znaleźć o wiele bardziej „typowych” obrońców wolności negatywnej, takich jak choćby wymieniani przez Berlina Jefferson i Burke. Rousseau u Berlina jest prekursorem przede wszystkim idei wolności pozytywnej, swoją drogą nie wiem jakim cudem Legutko dostrzegł w jego filozofii wolność negatywną… U Ryszarda Legutki widzimy też pewien zarzut wobec oparcia idei wolności negatywnej na postulacie zachowania ludzkiej godności, ponieważ owo poczucie godności nakazywałoby, jego zdaniem, raczej nie tolerować niż tolerować pewnego rodzaju zachowania . W kwestii wolności ekonomicznej, Legutko uznaje, że rządzi się ona innymi prawami niż np. wolność nauki czy sztuki, ponieważ rozwój nauki czy sztuki nie musi być bardziej spektakularny w warunkach wolności niż w warunkach kontroli . Większość kłopotów społecznych dzisiejszych demokracji krakowski filozof uważa za efekt „zbytnio rozpędzonego mechanizmu wolności” i walki z dawno już upadłą tyranią . Ryszard Legutko interesuje się także problemem tolerancji, polemizując z pochodzącym od Locke’a przekonaniem, że dla sprawy wolności i tolerancji jest lepiej jeśli państwo zajmuje się jedynie „tym co polityczne” resztę zostawiając indywidualnym gustom jednostki, Legutko zaś uważa, że wystarczy jeśli państwo nie narzuca swojego monopolu ideologicznego jednostce, a wtedy może spokojnie wchodzić nawet na teren życia czysto społecznego, moralnego czy kulturalnego nie tłamsząc tolerancji. Widać wyraźną tendencję do utożsamiania myśli liberalnej przez Legutkę z filozofią stanu natury, mimo iż wigowski i liberalny punkt widzenia na państwo i społeczeństwo podzielali także i myśliciele nie wierzący w mit stanu natury jak Hume czy Constant, więc próby zaatakowania liberalizmu z tej strony są nieco nieprzekonujące. Podobnie nieprzekonujące i wątpliwe są zapewnienia Legutki o braku zagrożeń ze strony szkicowanego przezeń państwa moralnie zaangażowanego opartego na doktrynie chrześcijańskiej, dla tolerancji. Legutko nie ma więc poważnych argumentów, ale niestety jest szanowany i ceniony, więc jego katolicki atak na podstawy liberalnego społeczeństwa, jedynego (prócz monarchii oświeconej), które chroni wolną myśl nie powinien pozostawać bez odpowiedzi. Racjonaliści powinni zachowywać pewna intelektualną czujność wobec konserwatywnej pseudonauki.

Zagrożeniem dla racjonalizmu i wolnomyślicielstwa są także, czego wielu racjonalistów ich politycznych sojuszników – liberałów nadal zdaje się nie dostrzegać, choć zauważył to Sam Harris, który wspominał na wykładzie na macierzystej uczelni Richarda Dawkinsa, który był gospodarzem dyskusji, o swej rozmowie z doradcą prezydenta Obamy ds. religijnych, która uważała, że jeśli jakaś społeczność okalecza swych towarzyszy z pobudek religijnych, to należy to uszanować. Podobnie jak Harris uważam, że istnieje pewien uniwersalny kod moralny bazujący na unikaniu okaleczeń i sprzeciwu wobec zadawania bólu i gardzę postmodernistycznymi, relatywistycznymi pseudonaukowcami. Postmodernistów też znakomicie przejrzeli Alan Sokal i Jean Bricmont, w swej znakomitej książce: „Modne bzdury. O nadużyciach nauki popełnianych przez postmodernistycznych intelektualistów” (Impostures intellectuelles / Fashionable Nonsense). Uniwersalizmu wartości nadrzędnej jaką jest wolność broni też, o czym z przyjemnością przekonałem się, czytając artykuły na naszym portalu, Dirk Verhofstadt. Belgijski liberał występuje przeciw postmodernistom postrzegającym liberalizm i wolność jako wytwór kultury Zachodu, nie adaptowalnym dla innych kultur.

Polemiści Verhofstadta i Harrisa uważają po prostu, że należy uznać barbarzyństwo islamu i innych religii za równie prawe i prawomocne jak zachodni liberalizm, a nawet bardziej, ponieważ na Zachodzie dominuje dziś pogląd, że każdy powinien się kształcić we własnym języku i zgodnie z własną kulturą, co jak dobitnie pokazała Melanie Philips w „Londonistanie”, doprowadza obecnie do rozpadu społeczeństwa brytyjskiego, gettyzacji mniejszości i braku utożsamiania się młodych Sikhów czy Arabów z jakimikolwiek brytyjskimi wartościami, tym bardziej, że elity brytyjskie nie przypominają o zasługach brytyjskiej kultury, lecz jedynie przepraszają za kolonializm. Pamiętam jak Korwin-Mikke skomentował przeprosiny Gerharda Schrödera za kolonializm w Kamerunie, słowami: „powinien jeszcze przeprosić za zbudowanie tam kolei” – komentarz może nieco przekoloryzowany, ale trafny.

Postmodernizm nie jest jednolitym nurtem filozoficznym, a właściwie to nawet nie jest nurtem filozoficznym, lecz zlepkiem rozmaitych idei i opinii krytycznych wobec świata wierzącego w linearny postęp i uniwersalne wartości. Dla mnie osobiście postmodernizm to jedynie chwilowa zadyszka pędzącego modernizmu. Postmodernizm faktycznie zrobił nieco dobrego – zaatakował rasizm i mizoginizm, a także nadmierne ambicje religii, i dlatego często liberałowie bezmyślnie przyjmują go z całym inwentarzem, tymczasem relatywizm postmodernistyczny najsilniej godzi w ideały oświeceniowe; postęp, wolność, indywidualizm, tak więc, kiedy mówi się o postmodernizmie, warto pamiętać, że występują przeciw niemu nie tylko konserwatyści, ale i liberałowie jak Jan Baszkiewicz czy Neil Postman, uważający dzieło oświecenia za niezakończone, o przestrogach Miltona Friedmanna i Hitchensa o oddalaniu się świata od wolności, i o tym, że socjaldemokrata Habermas zarzuca postmodernistom – konserwatyzm.

Polityczna poprawność również utrudnia życie wolnomyślicielom, racjonalistom i liberałom. Dlaczego nie wolno żartować np. z rzezi Ormian? Rozumiem, że nie należy śmiać się z tego na spotkaniu z Ormianami, a i gdzie indziej może zostać to uznane za obyczajowe faux-pas, ale np. zwalnianie ludzi z pracy za słowa? Mój znajomy, były brytyjski policjant mówił mi, że gdyby nawet biały policjant zażartował, że np. „stłucze pierwszego napotkanego Chińczyka”, może pożegnać się z robotą. Dlaczego karać za słowa? Jeszcze rozumiem, że gdyby nagadał jakiemuś konkretnemu Chińczykowi w twarz, ale penalizacja słów wydaje mi się czymś okropnym. Przy czym okazuje się, że można robić sobie żarty z Żydów, ale z holocaustu już nie, tymczasem z Indianami odwrotnie, można żartować z podboju Ameryki przez Hiszpanów, ale obrażać mniejszości już nie. Ponoć poprawność polityczna bierze się z purytanizmu, tj. uznawania, że istnieje wielka liczba tematów tabu, tak czy inaczej ani to racjonalne, ani liberalne. Karać powinno się za czyny, a nie słowa. Napisał bym tu jeszcze parę dobitniejszych słów, ale lękam się policji myśli, więc podaruję sobie.

Poprawność polityczna nie ma nic wspólnego z tolerancją. Voltaire w swoim „Traktacie o tolerancji”, pisał, ze tolerancja, to „stworzenie pozorów wybaczenia sobie nawzajem” – tym właśnie jest tolerancja, jest to milcząca zgoda na to, że ktoś inny ma prawo żyć i myśleć inaczej. Ale to wcale nie oznacza, że nie wolno nam go krytykować, byle kulturalnie i bez sadystycznej powtarzalności. Obecnie poprawność polityczna chroni: mniejszości, religie (zwł. te importowane do Europy i USA) i zabobony, nie chroni natomiast racjonalistów i liberałów. Wprawdzie jej główne ostrze wymierzone jest przeciw nacjonalistom i rasistom, co wynika głównie strach przed powtórzeniem się wojny światowej i holocaustu, ale generalnie każdy wartościujący sąd podpada pod paragraf. Tymczasem człowiek nie jest w stanie myśleć bez wartościowania.

By wspomóc pierwiastek racjonalny w społeczeństwie trzeba zapobiegać bałaganowi pojęciowemu w sprawach istotnych. Podkreślam tu, ze chodzi o sprawy istotne z polityczno-społecznego punktu widzenia. System edukacyjny dziś wygląda tak, że za błędne rozróżnienie między np. storge, eros, filia i agape dostaniemy w liceum jedynkę, a nikt nie powie nam na czym polega różnica między tolerancją a poprawnością polityczną czy między despocją (król Bogiem, a jego słowo prawem) a monarchią absolutną (król ma monopol na sprawowanie władzy wykonawczej, musi jednak respektować prawa królestwa). Tymczasem to jak Grecy dzielili rodzaje miłości nie ma dla nas żadnego znaczenia, tak samo jak nie ma dla nie-fachowca różnicy między deratyzacją i dezynsekcją, właściwie słowo „deszkodikozacja” czy „wybicie szkodników” mogło by zastąpić oba. Tymczasem każdy po studiach humanistycznych powinien pojmować różnicę między tolerancją a poprawnością polityczną i despocją a monarchią absolutną.

Należałoby starać się kultywować pewien wolterianizm w myśleniu; podejrzliwość wobec idei i autorytetów. Racjonalista może odwołać się do dających do myślenia paradoksów. Wiem z doświadczenia (prowadziłem jako doktorant zajęcia ze studentami historii), że daje to świetne rezultaty; studenci o uśpionym umyśle odkrywali w sobie świadomych członków społeczeństwa. Pierwszy paradoks jaki przychodzi mi do głowy to np. fakt, że racjonaliści tak naprawdę są empirystami, choć historycznie istnieli racjonaliści kartezjańscy opozycyjni wobec takich newtoniańczyków (należałoby wreszcie zrobić takie słowo w polszczyźnie) i empirystów jak Voltaire i madame de Chatelet. Kolejny paradoks to np. fakt, że monarchiści zwykle chcą sojuszu ołtarza z tronem, choć monarchia odnosiła największe sukcesy jako monarchia oświecona (Fryderyk II, Józef II). Dlaczego wolność wymaga porządku politycznego i pomysły anarchistów i libertarian są bez szans? Dlaczego kolonie, łupione przez kolonistów, po ich wyjeździe przędły jeszcze gorzej? Dlaczego do RPA z jej ohydnym apartheidem, uciekali czarni za całej reszty Czarnej Afryki? Skoro ateizm jest niby szkodliwy moralnie, to czemu w więzieniach w USA nie ma ateistów, za to roi się od fanatyków religijnych? Dlaczego o ziółkach pisze się „leki z nowej apteki”, ale za AIDS i trzęsienia ziemi odpowiadają już nie bóg a człowiek i natura? Dlaczego marihuana, która w zasadzie nie uzależnia i jest stosowana jako lek, jest nielegalna, a szkodliwe i uzależniające papierosy są legalne? Pisałem też kiedyś o ultrakonserwatyście Davili, który za najprawdziwszą cywilizację uznał brytyjską arystokrację rodem z książek Trevelyana, choć i ta arystokracja i sam Trevelyan byli wigami, czyli liberałami, lub co najwyżej konserwatywnymi/arystokratycznymi liberałami jak Tocqueville. Pytania tego typu można mnożyć z pożytkiem dla tego, który ma odpowiedzieć.

Kolejnym moim postulatem dla edukatorów byłoby upodobanie dla prawdy i niechęć wobec mitów. Zastanawiałem się kiedyś jak by wyglądała odideologizowana historia powszechna. Ludzie z trudem pojmują historię zdemitologizowaną, która musiałaby zostać osnuta wokół czysto intelektualnych rozróżnień i porównań, podczas gdy zazwyczaj historia – tak jak beletrystyka – powstaje z potrzeb emocjonalnych i jest nimi napędzana. Dam tu przykład rozmaitych twierdzeń historycznych, często trudnych do zaakceptowania:

1. Chrześcijaństwo stanowiło w dużym stopniu religię ludzi wyjętych spod prawa; żebraków i quasi-rewolucjonistów występujących przeciwko "prawowiernym" (wierzącym w Jupitera i Junonę) patrycjuszom rzymskim - najgodniejszym mieszkańcom imperium.
2. masoneria i narodowcy to w zasadzie jedno środowisko - demokratów obalających XIX-wieczne monarchie a wiec skąd ta wrogość ludzi określających się jako narodowcy do masonów? Wrogość to czy konkurencja?
3. Niemal wszyscy ideologowie socjalizmu i pracy nie musieli pracować i chcieli by nikt nigdy nie musiał - stworzyli więc socjalizm - religię nieróbstwa. Egalitaryzm stworzony przez elitę.
4. Konserwatyzm jest w dużym stopniu dzieckiem oświecenia a katolicyzm nie troszczył się kiedyś wiele o zachowanie tradycji.
5. II wojna światowa to wojna Niemców z USA i to wojna ideologiczna reszta krajów praktycznie się tu nie liczy. (Spengler)
6. Lincoln nie myślał o niewolnikach i ich niedoli tylko rękami murzynów pobił armie konfederacji i wreszcie stworzył upragnione centralistyczne państwo narodowe a la Mazzini. (Th. Woods)
7. rewolucja amerykańska wybuchła dlatego, że paniczowie z Wirginii nie chcieli oddać długów zaciągniętych u Brytyjskich kupców. (m.in. Libiszowska)
8. sankiuloci to w dużej mierze byli rzemieślnicy którzy stracili źródło zarobku gdy wygilotynowano arystokratów.
9. Ludwik XVI popełnił tylko jeden błąd - nie kazał strzelać gdy jeszcze mógł - był za dobry jak na swój naród i swoje czasy. (trad. rojalist.)
10. I Rzeczpospolita była od XVI wieku zupełnym przeżytkiem - jedyni konstruktywni królowie Polski od tego czasu to ci, którzy chcieli zrobić z niej prawdziwą monarchię: Walezy i Sasi - akurat ci, kt. polska historiografia opluwa.
11. liberalizm od czasów J.S. Milla utożsamia wolność z wrzucaniem kartki do głosowania do urny, a podatki coraz większe... (I. Berlin etc.)
12. Piotr Wielki zrobił z Rosji potęgę, ale najpierw musiała ona przestać być Rosją - czasem tak trzeba.
13. rewolucja francuska wybuchła bo każdy miał pomysł na reformę (Arthur Young)
14. nie ma istotnej różnicy miedzy Robespierrem i Savonarolą - katolikiem co do metod działania
15. nie ma różnicy między Chmielnickim a Washingtonem – dwaj buntownicy, dlaczego więc krytykujemy Jerzego III i lorda Northa ? (M. Franz)
16. I wojna światowa wybuchła bo ludzie wtedy umierali z nudów. (F. Mitterand)
17. Dlaczego w Szczecinie jest ulica Krzywoustego, który rabował i wyrzynał Pomorzan?
18. duch prawicy to duch rycerstwa, a nie Kościoła, który często zbaczał w stronę swoistego komunizmu (monastycyzm) lub rewolucjonizmu - "zostaw wszystko co masz, rozdaj ubogim (jak rozda to będą bogaci) i idź za mną".
19. Ludwik XIV nie wiedział ile zarabiają jego poddani dlatego by ich nie drażnić podatki były niskie (ok 10%). Demokracje współczesne mają ową wiedzę, więc podatki wynoszą 70% (Gaxotte etc.)
20. Monarchiści nie chcą rządzić lecz być dobrze rządzeni, tego demokrata nie rozumie bo on właśnie chce (współ)rządzić. (Piotr Waszkiewicz)
Tak wygląda historia pozbawiona mitów i sprowadzona do zasady: kto?-kiedy?-co?-po co? Myślę, że warto poznawać prawdę historyczną, mimo iż uczy nas ona nie tyle, że historia lubi się powtarzać - bo tak nie jest, ale myślenia, bo pokazuje, że wczorajsi mordercy mogą zostać dzisiejszymi świętymi, a to, w co wierzyliśmy świecie, okazuje się zwykle jeśli nie kłamstwem to przynajmniej manipulacją. Prawda jest jednak ważniejsza niż mity - nawet te najpiękniejsze.

Nawet jeśli Elżbieta I, Washington i Fryderyk Wielki nie byli świętymi, Anglicy, Amerykanie i Niemcy mogą być z nich dumni, ale nie powinni ich beatyfikować tak samo jak nie powinno być „absolutnych” autorytetów w postaci świętych KK i papieży. To, że wielcy bohaterowie historyczni raczej świętymi nie byli nie oznacza, że narody i państwa nie mają realizować swojej racji stanu. Zaiste dziwne połączenie się wytworzyło między np. żalem za kolonializm, a obecną polityką Zachodu. Co ma jedno do drugiego? Czy Algierczycy nie mogą spać po nocach, bo ich przodkowie korsarze porywali chrześcijańskich podróżnych do niewoli lub dla okupu?

Moja kolejna rada dla „wychowawców racjonalnego społeczeństwa” to uczyć kwestionować sentencje filozoficzne. Nosiłem się nawet przez jakiś czas z myślą wydania książeczki z dobranymi sentencjami klasyków tak by przeczyły sobie nawzajem, po czym następowałby opis problemu, którego dotyczą, jednak na razie inne moje aż nadto liczne plany wydawniczo-książkowe nie pozwalają mi powrócić do tego pomysłu. Żeby nie było wątpliwości; są sentencje, których słuszność trudno poddać w wątpliwość jak np. zdanie Edmunda Burke’a: „…do triumfu zła wystarczy by dobrzy ludzie nic nie robili…”. Co najwyżej mogę stwierdzić, że lista złych według tego ewolucyjnego konserwatysty, nie do końca pokrywałaby się zapewne z listą takiego liberała jak ja. Nie wiem tylko czy wystarczy, jak by powiedział Voltaire: "uprawiać własny ogródek", no ale w końcu może chodziło tu też o jakąś altruistyczną „pracę u podstaw”. Podobnie miał rację Samuel Johnson, jak w XVIII wieku pisał o Amerykanach: "Czy to nie dziwne, że najgłośniejsze skowyty o wolność pochodzą od tych właścicieli niewolników?", ale przyjrzyjmy się innym twierdzeniom o różnym poziomie wysublimowania:

„Cudze chwalicie, swojego nie znacie” – ja znam swoje i obce i np. Holandię uważam za kraj z ciekawszą kulturą niż Polska, w którym lepiej się żyje niż u nas, ale i u nas źle nie jest.

„Nie będziesz miał innych bogów przede mną” – niestety to się tak nie da; mamona, seks, podróże…:)

"Wolnomyśliciele to ludzie, którzy najczęściej w ogóle nie myślą" (Olivier Goldsmith) – zdanie to dobrze brzmi w oryginale, ale – abstrahując nawet od jakości myślenia raczej trudno zaleźć ludzi, którzy myślą więcej niż wolnomyśliciele.

"Lepiej nic nie mówić i zostać posądzonym o głupotę, aniżeli przemówić i rozwiać wszystkie wątpliwości" (Abraham Lincoln) – jeśli ktoś jest głupi, to i tak prawda wyjdzie na jaw.

"Być znudzonym Londynem to być znudzonym życiem, Londyn zawiera bowiem wszystko co życie może oferować" (Samuel Johnson) – byłem w Londynie i skłonny jestem się pod tym podpisać, ale myślę, że np. Paryż niewiele tu ustępuje.

"Lewicowość jest rodzajem fantazji masturbacyjnej, dla której świat faktów nie ma większego znaczenia" (George Orwell) – równie dobrze, można by powiedzieć, że seksualny niezaspokojony apetyt prowadzi do kato-prawicowości, wystarczy spojrzeć na tych dużych chłopców; Hołownię i Terlikowskiego.

Stalin o George'u B. Shaw: "To głupiec, który pluje na własny kraj, który go wychował i wykarmił". Shaw był głupcem, nie dlatego, że pluł (w końcu był socjalistą w konserwatywnym kraju), ale dlatego, że plując nadal w Anglii mieszkał.

"Historia to uzgodniony zestaw kłamstw" (Voltaire) – zestaw kłamstw dotyczy jedynie interpretacji faktów, same fakty kłamliwe nie są, chyba, że przeinaczenia wynikające z niekompletności obrazu uznamy za kłamstwo, co byłoby przesadą.

"Gdyby bóg nie istniał, należałoby go wymyślić" (Voltaire) – to zdanie jest jakby na zamówienie wszystkich twórców świeckich pseudoreligii.

"nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale życie oddam za to byś mógł je spokojnie głosić" (Voltaire) – sam autor tego zdania rozumiał, że są pewne poglądy nie do zaakceptowania. Ja sam nie oddałbym, życia za to, żeby np. talibowie prowadzili wykłady na UAM…

"Nic nie kosztuje tyle zabiegów i pieniędzy, co stworzenie pozorów ubóstwa i prostoty" (Ghandi) – sam wiedział najlepiej, udawał ascetę tak dobrze, że nikt nie widział, że ma kupę kasy. Gdyby się już koniecznie przyczepiać, to trzeba by stwierdzić, że są rzeczy znacznie kosztowniejsze.

Myślę, że ani Reagan nie miał racji mówiąc, że rząd jest problemem, a nie rozwiązaniem”, ani Kennedy, kiedy kazał obywatelom zastanawiać się bardziej nad tym co mogą dać państwu niż nad tym co państwo może dać im.
"Ludzie znają się tylko na tym, co sami zrobili" (Giambattista Vico) – znam wielu co nie znają się na tym co zrobili, ale jakoś im się udało. Nie można też wykluczyć, że dotychczasowy teoretyk będzie dobrym praktykiem; Jean-Philippe Rameau był i jednym i drugim…

Dość istotne dla sprawy racjonalizmu, tak jak ja ją widzę, jest też dbanie o należyty status ludzi intelektu; tj. ludzi kreatywnych intelektualnie. Hawking, Hitchens, Huntington i Harris, są mniej znani i cenieni niż Alec Baldwin czy Maradona, choć udało im się przebić. Można by oddać intelektualistom (nie wszystkim bo zdarzają się szarlatani) część tego podziwu dla sportowców i aktorów. Oczywiście to tylko żart bo ludzie sami sobie wybiorą, kogo chcą podziwiać, ale warto czasem wbić małą szpileczkę aktorom i sportowcom. Aktorom dlatego, że stają się oni guru dla milionów ze względu na wygląd i czasem – jakość gry aktorskiej, ale często prowadzi to do traktowania ich jako wyroczni w sprawach naprawdę istotnych. Bardzo rozbawił mnie Jeremy Irons, który w jednym z wywiadów, na jakieś skomplikowane egzystencjalne pytanie odpowiedział mniej więcej tak: „to, że gram intelektualistów i profesorów nie znaczy, że jestem jednym z nich”. Sportowcom wbiłbym szpileczkę dlatego, że uwielbienie sportu ma w sobie coś w rodzaju pseudo-ambicji. Moim zdaniem, jest to teoria nawiązująca do walk nerds i bullies w szkołach w USA. Ludzie mało lotni intelektualnie, za to mocno ekstrawertyczni wyładowują swą frustrację biorącą się z niższości intelektualnej na nerdach, ci zaś gardzą sportem. Właściwie obie strony racji nie mają, ale trzeba przyznać, że sport uprawiać może każdy, kto ma 2 zdrowe nogi (a nawet niekoniecznie), a nerd musi mieć jakieś porządniejsze IQ. Nie chcę kontynuować tego tematu, ani tym bardziej obrażać sportowców, bo ludzie rzucą się tu bronić swoich idoli. To też ciekawe, że ludzie z tłumu zwykłych obywateli często bronią ludzi, którzy tej obrony nie potrzebują, bo nawet o ataku nie wiedzą, a zresztą słowny atak to żaden atak. Chodzi mi tu przede wszystkim o odbudowanie kredytu zaufania dla dobrego rezonowania.

Czego jeszcze brakuje dla dobrego rezonowania w RP, to dowcipu w starym tego słowa znaczeniu, czyli ćwiczenia pewnej lotności umysłowej i sztuki konwersacji. Taki hrabia Marc d’Argenson, przyjaciel Voltaire’a wykazał się dowcipem podczas słynnej rozmowy ze szkalującym go ex-jezuitą Pierre’m Desfontainesem. Rozmowa przebiegała tak:

"d'Argenson: - dlaczego szkaluje pan Voltaire'a?
Desfontaines: - przecież muszę z czegoś życ!
d'Argenson: - nie widzę takiej potrzeby"

Mógłbym przywołać tu jeszcze Montesquieu: "Co to znaczy: "mieć umiarkowane poglądy"? W Anglii uchodzę za zbytnio a we Francji za zbyt mało religijnego", Beumarchaisa: "Panie, liczę na Twą sprawiedliwość, mimo iż jesteś sędzią...", Thackeraya: "Niektórzy nie wybaczają dobrych uczynków" i Oscara Wilde’a: "Moralność stosujemy wobec tych, których nie lubimy". Honor dzisiejszej RP broni Kazimierz Brakoniecki, autor świetnych aforyzmów takich jak: "płynął z prądem ścieków epoki" i
"już za życia był zapomnianym bohaterem historycznym".

Sam jako racjonalista staram się promować myślenie wielotorowe i przeciwstawianie się utartym stwierdzeniom, tak by racjonalizm znów kojarzył się z intelektualną odwagą, a młodzież nie była wydana na pastwę mód, religii i postmodernistycznego nihilizmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz