środa, 26 października 2011

Konserwatywny maruda - Czesław Walesa

Czesław Walesa Horyzonty psychologii, 2011 tom I numer 1. .

Dawno nie czytałem podobnie antynaukowego i nieobiektywnego tekstu który chcą uchodzić za naukowy. Autor dla mnie przedstawia się jako typowy konserwatywny maruda, który nie akceptuje żadnych zmian w sposobie życia, chociaż pracuje - o ironio - dla Wyższej Szkoły Ekonomii i INNOWACJI w Lublinie, ale na przedstawione przez siebie problemy i „problemy” współczesnego świata ni ma żadnego lekarstwa poza religią jakby mało mu było islamu i kreacjonizmu dziś nachalnie pchającego się do Europy.

Tekst jest obraźliwy wobec racjonalistów a zwłaszcza ateistów, których oskarża o największe nieszczęścia naszych czasów , znów nie zauważając fanatyzmu religijnego i wzbierającej fali religii w USA czy państwach islamskich. Nie zauważ, że poprawność polityczna chroni religię przed jakimikolwiek dowcipami, nie mówiąc już o ostrzejszej krytyce, bo zawsze znajdzie się ktoś, któ poczuje się do żywego obrażony. Autor nie wie lub udaje ze nie wie że przed przybyciem muzułmanów w ateistycznej Szwecji (80% ateistów ) przestępczości prawie nie było, ani tego, że najczęściej w USA rozwodzą się Żydzi (22% małżeństw), a ateiści najmniej (18%), choć różnica jest niewielka. Nie widzi też, że w USA o,o4 % więźniów to ateiści, zaś wśród amer. noblistów jest ich co najmniej 65%. Nietrafiony jest argument, że ateizm nie ceni życia, właśnie ceni je bo wie, że jest tylko jedno.

W tekście znajdują się bezsensowne twierdzenia, że na dzisiejszym Zachodzie seks wiąże się ze śmiercią, lub jest jej „ideologicznie przedstawiony” choć nie wyjaśnia o co mu właściwie chodzi. Prawdopodobnie chodzi tu, o stare bajania, ze służyć on winien jedynie prokreacji. Pisze, że techniki dzisiejsze są przejmowane przez wojsko i służą do zabijania, zatem mamy zrezygnować z techniki? Pisze, ze przeludnienie jest fałszywym problemem prasowym, tymczasem na świecie 1 mld ludzi nie ma wystarczającej ilości wody i jedzenia, choć Zachodu to nie dotyczy.

Pisze, ze szerzy się obecnie narkomania i przestępczość, a XIX –wieczne opium i ulice dickensowskiego Londynu, były lepsze? Pisze, że w pracy króluje niepotrzebny stres, a zapomina, ze przed rewolucją kulturalna lat 60 szkoły i fabryki przypominały koszary; zapewne w wojsku stresu nie ma… Pisze o pogardzie wobec „ludzi nieużytecznych”. Ja widzę wszędzie podjazdy dla inwalidów, olimpiady, zapomogi i w ogóle poprawność polityczną robiąca z nich święte krowy. Pisze o konfliktach religijno-etnicznych, nie dostrzegając - pisał o tym Christopher Hitchens, ze dziś rządy wyciszają w mediach aspekt religijny sporów, przedstawiając spory czysto religijne jako etniczne. Walesa jednak woli zwodzić czytelnika, że to etnos, a nie religia powodują spory, choć Koran pisze o zabijaniu niewiernych i dominacji nad światem, a i w Biblii są podobne kwiatki. Autor straszy ateizmem i komunizmem, zapominając, ze ateizm sowiecki nie był racjonalistyczny, lecz quasi-religijny – dogmatyczny, a dogmatyzm przeczy dyskusji i racjonalizmowi. Nie było natomiast społeczeństwa w historii, które cierpiało na „nadmiar racjonalizmu” jak to kiedyś wyraził Sam Harris. Autor pisze o „łatwiźnie życiowej” racjonalistycznego zachodu – no tak człowiek powinien się przecież umartwiać itd.:) Religie uważa autor za czynnik dowartościowujący człowieka, ja widzę ją jako sposób na niemyślenie, unikanie logiki i rezygnację z głębokiego przeżywania rzeczywistości. Autor przestrzega przed zabobonami, i New Age’m, a ja postrzegam New Age jako mniej szkodliwy niż stare religie usankcjonowane. Jak to konserwa, podkreśla tez szkodliwość Internetu, oczywiście net może być szkodliwy, ale jest też przydatny więc zostanie i tyle.

Pisze autor o zanikaniu sfery sacrum, tak jakby tylko Jahwe mógł być obiektem tej sfery, nie np. sztuka, nauka i świecka kultura. Religia nie jest już dziś potrzebna swoją rolę odegrała i wyczerpała swój ładunek innowacyjności i ulepszania świata. Religia wprowadza niepotrzebne podziały społeczne, na wiernych i heretycko-ateistyczne quasi-bydło. Autor krytykuje sieczkę w TV, a ja powiem tylko, ze dawniej sieczka ograniczała się do gazet i pism, ale byłą zawsze.

Jedyne w czym się zgadzam z Walesą , to to, że wychowanie jest ważne i pomaga dzieciakom odnaleźć się w dzisiejszym świecie, i to, ze niedobrym jest, że dziś ludzie wolą często kontakt ze zwierzętami niż z rodziną. Poza tym tekst Walesy odbieram jako strachy na lachy i stek przekłamań i półprawd służących ideologii konserwatyzmu i interesom Kościoła. Moim zdaniem nie jest to w ogóle naukowy tekst. To, że za taki uchodzi, świadczy o klerykalizacji naszego społ. Ale to się mam nadzieję wkrótce wyprostuje.

1 komentarz:

  1. Szanowny Panie Doktorze,
    Czytając Pana impresje na temat artykułu Pana Profesora Czesława Walesy, odnoszę wrażenie, że Pan nie zapoznał się z krytykowanym przez Pana tekstem. Być może należałoby zacząć od zapoznania się z nim, gdyż to dałoby Panu szansę zrozumienia, co jest głównym problemem wskazanego artykułu. Odnoszę też wrażenie, czytając Pana komentarz, że w Pana odczuciu jest Pan osobą kompetentną nie tylko w dziedzinie historii dziejów nowożytnych, ale również wszelkiej wiedzy, nieważne jak jest ona odległa od Pana specjalności. Praktycznie szkoda czasu na czytanie tego typu "gniotów" , które próbują zastępować rzetelne recenzje. Cóż, zgodnie w tym, co Prof. Walesa napisał w swoim artykule, Internet przyjmuje wszystko bez refleksyjnie.

    OdpowiedzUsuń