czwartek, 13 października 2011

Arabowie nie zaleją Europy ? - Oby!

źródło:

Liczba muzułmanów w Europie wzrośnie do zaledwie 8 proc. w 2030 r. - Patrzę na te prognozy i coraz mniej rozumiem, skąd bierze się histeria wokół Eurabii, czyli zdominowania Starego Kontynentu przez arabski islam - komentuje Amaney Jamal z uniwersytetu w Princeton

Najnowsze prognozy amerykańskiego ośrodka Pew to kolejne zaprzeczenie tezy skrajnej prawicy w Europie, która straszy, że imigracja oraz szybki przyrost naturalny muzułmanów na pewno uniemożliwią integrację tej mniejszości na Zachodzie. Zwolennicy teorii o Eurabii (nazwę tę spopularyzowała książka brytyjskiej autorki Bat Yeor z 2005 r.) przekonują, że w efekcie "zalew obcych" zagrozi europejskiej tożsamości.

- Tej tezy nie da się uzasadnić demograficznie. Owszem, do 2030 r. w niektórych krajach Europy udział muzułmanów wzrośnie z obecnych 3-5 do 6-10 proc. To istotny przyrost, jednak nie zmienia zdecydowanie mniejszościowego statusu ludzi deklarujących się jako muzułmanie - tłumaczy Alan Cooperman, ekspert ośrodka Pew. Prognozy, które uwzględniają zarówno zmiany w przyroście naturalnym, jak i dynamikę imigracji do Europy (wpływa na nią spadek przyrostu np. w Afryce Północnej), pokazują, że liczba muzułmanów w Europie wzrośnie z obecnych blisko 44 mln (łącznie z Rosją) do 58 mln w 2030 r., czyli z obecnych 6 proc. całej populacji (4 proc. w krajach UE) do 8 proc.

Spory wzrost, który będzie głównie skutkiem napływu nowych imigrantów, jest przewidywany dla Austrii (z ok. 6 do 9 proc. w 2030 r.), Szwecji (z ok. 5 do 10), Francji (7,5 do 10) oraz Belgii (6 do 10). W Polsce pozostaną oni demograficznym marginesem - w okolicach 20 tys. osób.

Ponadto Pew prognozuje spadek tempa przyrostu naturalnego w wielu muzułmańskich społeczeństwach, który - jak niegdyś na Zachodzie - ściśle wiąże się ze wzrostem liczby wykształconych kobiet. Ten fenomen już teraz widać bardzo wyraźnie w Iranie, gdzie kobiety - pomimo upośledzonej pozycji społecznej - kształcą się na potęgę.

Badacze Pew oparli prognozy na obecnej liczbie ludzi, którzy sami określają się jako muzułmanie (nawet jeśli nie praktykują) i nie zajmują się przewidywaniami, które nurty islamu przybiorą na znaczeniu w najbliższych dwóch dekadach.

Europejską debatę o mniejszościach zdominowała w ubiegłym roku dyskusja o prawnym zakazie noszenia chust zasłaniających twarze w miejscach publicznych, który część imigrantów, zwłaszcza znad Zatoki Perskiej, uznaje za nakaz religijny (co jest mocno kontestowane m.in. w krajach Maghrebu). Taki zakaz przyjęto już we Francji, choć wedle danych tamtejszego MSZ nosiło je nie więcej niż dwa tysiące kobiet. Podobny jest szykowany w Belgii, gdzie nosi je kilkaset muzułmanek.

Do niedawna pełnym przeciwieństwem Francji, która stawia na często krytykowaną za nadmierny radykalizm asymilację mniejszości przez świeckie państwo, była Wielka Brytania promująca model wielokulturowości dającej mniejszościom sporą autonomię, m.in. w zakresie szkolnictwa. Brytyjczycy zaczęli jednak niedawno modyfikować swoje rozwiązania i ściślej kontrolować np. programy nauczania, nawet w szkółkach religijnych.

Lęk przed mniejszością jest jedną z przyczyną dużej niechęci wyborców w Europie Zachodniej wobec rozszerzenia UE o Turcję. - Mówicie nam, że jeszcze nie jesteśmy gotowi do poważnych przygotowań do akcesji. Myślicie jednak, że nigdy nie będziemy do nich gotowi, bo nie pasujemy do waszego chrześcijańskiego klubu - utyskują tureccy dyplomacji w Brukseli.

Tomasz Bielecki, Bruksela

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz