czwartek, 25 sierpnia 2011

Madryt w XVIII wieku - madrycka prasa czasów oświecenia


Il. okładka: Diario Noticioso Curioso - Erudito y Comercial z 1758 roku, vide: http://www.quadraquinta.org/materiales-didacticos/cuaderno-de-ejercicios/periodicos-antiguos/galeria/periodic2.html

Pierwszymi gazetami madryckimi z prawdziwego zdarzenia były Gaceta de Madrid (wydawana od roku 1661) i naukowo-krytyczny Mercurio histórico y político (od roku 1738) oraz gazeta Juana Martíneza de Salafranca (1697-1772): Las Memorias eruditas para la crítica de Artes y Ciencias, którego pierwszy numer ukazał się w kwietniu 1737 roku i pojawiał sie bardzo nieregularnie. Warto też wspomnieć o Efemérides barométrico médico-matritenses (1737-1747), Mercurio literario (1739-1740) i wychodzący potajemnie od 8 grudnia 1735 do 17 maja 1736 roku satyryczno-polityczny: Duende crítico de Madrid .

W połowie wieku nastąpił znaczny rozwój prasy antologicznej, dzięki m.in. Francisco Mariano Nipho, który w 1755 roku opublikował swoje polityczne dyskursy , a później tytuły o tak wymownych tytułach jak: El cajón de sastre (1760-1761) lub El Murmurador imparcial y observador desapasionado de las locuras y despropósitos de los hombres (1761), w których zawarł bezstronną i obiektywną obserwatora szaleństw i absurdalnych ludzkich pomysłów . Nie brakowało pism promujących zainteresowanie literaturą: Belianís literario (1765), El poeta (1764) Nicolása Fernándeza de Moratín, El Hurón político (1763), La Aduana crítica (1763), El anticuario noticioso de España y sus Indias (1763), Teatro crítico-moral (1764) wydany przez Benito Jerónimo Feijóo y Montenegro (1676-1764), autora wcześniejszych esejów: Teatro crítico universal (1726–1739).

Il. Diario Noticioso Curioso - Erudito y Comercial z 1758 roku, vide: http://www.quadraquinta.org/materiales-didacticos/cuaderno-de-ejercicios/periodicos-antiguos/galeria/periodic3.html

Innymi oświeceniowymi czasopismami były: El expurgatorio crítico – „Krytyczny czyscic” (1767) i Miscelánea literaria (1770). Diario noticioso-erudito y comercial público y economico wydawany był przez Manuela Ruiza de Uribe od lutego 1758, a potem jako Diario de Madrid, od roku 1788 aż do 1918. Rozwijała sie też prasa ściśle naukowa. Można tu wymienić takie tytuły jak: Discursos mercuriales económico-políticos (1752; 1755-1756) Juana Enrique Graefa, Semanario Económico (1765-1767) Pedro Saury i Diario filosófico, médico, quirúrgico (1757) Juana Galisteo Xiorro.


Il. Okładka: El Pensador – myśl pierwsza - Pensamiento I, źródło: http://www.quadraquinta.org/materiales-didacticos/cuaderno-de-ejercicios/periodicos-antiguos/galeria/periodic4.html

Wzorem dla oświeceniowych pism krytycznych były w całej Europie brytyjskie The Tatler Richarda Steele'a (1709-1711) i The Spectator Josepha Addisona i Steele'a (1711-1714). Pierwszym pismem hiszpańskim nawiązującym do tego brytyjskiego wzoru był El Duende especulativo sobre la vida civil (1761), wydawany przez Holendra Juan Enrique Graefa.. Zaraz potem pojawił się El Pensador (od września 1762-1767) Clavijo y Fajardo, którego wpływ wykraczał poza Madryt i interesował elity także w Kadyksie. Oba pisma miały charakter pedagogiczny, umoralniający i liberalizujący.
Dekret królewski z 22 marca 1763 roku usztywnił reguły życia prasowego: ...Deseando fomentar y adelantar el comercio de libros en estos reinos, de cuya libertad resulta tanto beneficio y utilidad a las Ciencias y a las Artes... – „...pragnąc wspierać i promować handel książką w Królestwie, którego wolność jest tak korzystna i użyteczna dla Nauki i Sztuki...”). Prawo druku zostało wyraźnie przyznane jedynie autorowi, które ów uzyskiwał - prawo druku tylko autor posiada , po konsultacji z cenzura i uzyskaniu licencji. 20 października 1764 roku z kolei dwór postanowił, że przywileje druku nadane autorom są dziedziczne.

Na tym tle wyraźnie widoczne jest lekkie zahamowanie rozwoju prasy od połowy lat sześćdziesiątych aż do 1779 roku. Przyczyny tego można szukać w polityce rządu zaniepokojonego zamieszkami madryckimi przeciw markizowi (1766) i aferą związaną z jezuitami i ich ulotkami. Stąd wydano wyraźny zakaz drukowania prognoz, ponieważ uznano je za szkodliwe dla społeczeństwa i „nieprzydatne dla edukacji publicznej". Zakaz ten wprowadził król Karol III dekretem ogłoszonym 7 lipca 1767 roku . Zastosowanie tych środków represyjnych pozwoli w latach osiemdziesiątych ukazać się tylko kilku czasopismom naukowym i handlowym: Correo general de Europa (1769-1771), Las Memorias instructivas y curiosas sobre la agricultura (1778-1791), czy Semanario económico (1777-1778). Lata osiemdziesiąte przyniosły wyraźną odwilż, gdyż u władzy znalazło się wówczas nowe pokolenie oświeceniowych polityków. Rząd uwierzył, że edukowanie obywateli mu się przyda, co nie znaczy, że nie planowano sprawowania choćby minimalnego nadzoru nad prasą; czego dowodził dekret z 19 maja 1785 i rezolucja królewska z 2 października 1788 r. Odtąd druk gazet miał się odbywać pod kontrolą sądownictwa (Juez de Imprentas). Sześciopunktowa rezolucja głosiła że teksty muszą być podpisane przez autora lub tłumacza, że autorzy muszą zadbać, by to co chcą publikować nie zawiera określeń „"głupich albo sprośnych, ani też chwytów satyrycznych jakiegokolwiek rodzaju” - torpes ni lúbricas, ni tampoco satíricas de ninguna especie , a zwłaszcza by nie poruszać jakichkolwiek kwestii politycznych bez konsultacji z właściwym organem administracji.

Wzorem pisma był od 1786 roku Diario de Madrid. Naśladowali je redaktorzy takich pism jak: La Espigadera (1790-1791), Correo de Madrid (1786-1791), Diario de las Musas (1790-1791) oraz wielu tytułów prowincjonalnych.



BIBLIOGRAFIA:

* F. Aguilar Piñal, Periodismo e Ilustración en España, Estudios de Historia Social, 1991,
* T.Egido López, Prensa clandestina española del siglo XVIII: «El Duende Crítico», Universidad de Valladolid, Secretariado de Publicaciones e Intercambio Editorial, Valladolid, 2002.
* E. Larriba , Le Public de la presse en Espagne à la fin du XVIIIe siècle (1781-1808), Honoré Champion, París 1998,

http://argonauta.imageson.org/document91.html.

Tu z kolei mozna zobaczyc okładki XVIII-wiecznych gazet madryckich: http://www.quadraquinta.org/materiales-didacticos/cuaderno-de-ejercicios/periodicos-antiguos/galeria/galeriadeperiodicos.html

Piotr Napierała

wtorek, 23 sierpnia 2011

Ratzinger w Madrycie

W związku z wydarzeniami madryckimi zdumiewa mnie postawa publicystów katolickich, zwłaszcza tych związanych z "Frondą"...

(swoją drogą zawsze zdumiewało mnie, że ultrakatolicy z "Frondy" na nazwę swojego portalu wybrali bunt w dużej mierze protestanckiej francuskiej szlachty przeciw katolickiemu królowi - już to samo pokazuje, że na tym portalu wiedza nie jest w cenie:). Katoliccy publicyści są zaskoczenie gwałtownością antypapieskich wystąpień w czasie Światowych Dni Młodzieży, kiedy to ok. 2.000 ateistów, gejów i anarchistów zakłóciło uroczystość.

Ubolewam nad niskim poziomem okrzyków skierowanych przeciw katolikom, nad szarpaniem pielgrzymów i próbami wyrzucenia ich siłą z placu, a także nad jednoczeniem się ludzi niechętnych papieżowi pod wybujałymi hasłami ekonomicznymi (głosili, że Królestwo Hiszpanii musiało zapłacić 100 mln. €. , podczas gdy tak naprawdę wynosiły 50 mln. €. i to płatnych gł. z kieszeni sponsorów, do tego pielgrzymi zostawili w hotelach i knajpach 160 mln. €. zysku). Natomiast trudno się nie zgodzić z hasłem jakie głosili antypapiescy protestujący: "modlić się w swoich kościołach" i "to nie wasz plac". Religia powinna być sprawą prywatną.

Nie można też nie zauważyć, ze prestiż KK znacząco upadł wobec skandali pedofilskich w jego łonie, i w związku ze stara niezałatwioną sprawą pt: "AIDS-Afryka-prezerwatywy". Tymczasem papież zamiast spuścić nieco z tonu zdecydowanie i agresywnie potępił "szerzący się" ateizm zrównując go z moralnym upadkiem. Nie dziwię się więc, że ateiści mieli dosyć kazań od szefa największej, i najbardziej zadufanej w sobie organizacji charytatywnej, choć szkoda, że sprzymierzyli się z anarchistami, których wybitnie nie lubię.

Nie dziwią mnie wiec protesty, lecz to, ze doszło do nich dopiero teraz. Jak o moralności może mówić szef organizacji w której dochodzi do tysięcy skandali pedofilskich? Jak może atakować gejów szef organizacji w której służą tysiące gejów? KK musi się przyzwyczaić, ze nie ma monopolu na moralność, i że coraz więcej wolnomyślicieli pójdzie w ślady Dawkinsa, który radził "skończyć wreszcie z tym cholernym szacunkiem" dla religii. Lessing mawiał, że sądzić należy nie po głoszonych poglądach, ale po czynach, a tu Kościół musi sporo naprawić zanim zechce na nowo pouczać miliony o moralności.

piątek, 19 sierpnia 2011

Łysiak czyli atak wściekłego bonapartczyka

Waldemar Łysiak po raz kolejny nakrzyczął na Endeków i zganił ich za szkalowanie Marszałka, zarzucając im "antypiłsudczykowskiego pierdolca".

Pan Łysiak znany jest z kolei z pierdolca piłsudczykowskiego banapartystowskiego, bezczelnie wybielając obu tyranów na kartach swoich pretendujących do statusu naukowego książek, krytykując jednocześnie władców dziedzicznych i zdolnych polityków takich jak Talleyrand, no i oczywiście ND.

Oto co mysle o szacunku wobec demokratycznie wybranego pseudocesarza i bandyty spod Rogowa.

Pierwszy dał nam iluzję roku 1807 (używał Księstwa W tylko jako spichrza) i baty od Rosjan pod Moskwą i nad Berezyną, a drugi zaczynał jako bandzior napadający na pociągi, a potem przeszkadzał tylko młodej i niedoświadczonej dyplomacji II RP, no i był agentem. Bez tych dwóch dupków byłoby nam znacznie lepiej.

Obaj byli świetnymi orgnanizatorami i byli skuteczni, tak więc Machiavelli by ich zapewne pochwalił, ale Bonaprte powinin był wiedzieć, ze wojna przeciwa całej Europie jest po prostu przegrana, chocby nie wiem ile było Marengo, Samosierr i Austerlitzów! Napoleon nie dał Europie nic czego nie dawali jej już Józef II, Fryderyk Wielki i markiz de Pombal. Liberalizacja zaczęła się juz wcześniej, a Bonapartyzm wywołał tylko szkodliwą falę nacjonalizmów w Europie.

A Ziuk i ten jego zamach 1926 roku... - nie mógł dziadyga znieść normalnego parlamentu i rozlicznia swoich watażków, wiec wprowadził zamordyzm i kazał obijać dziennikarzy oraz co bardziej stanowczych wysyłać do Berezy. Do cholery z takim "bohaterem".

Postawa pana Aleja, który uznał, że środowiska skupione woków Prawica.net i konserwatyzm.pl, powinny przystopowac z atakami na marszałka, wygląda tak: "jest poważany", wiec ogrzejmy się w cieple jego sławy" Tak zrobił KK z ojcem Pio. Najpierw chcieli go przekląć jako heretyka, ale jak się okazłao, ze ma milion fanów, to juz zmienili zdanie. To się, panie Alej, nazywa brak kośćca moralnego.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Patriotyzm i obrona ojczyzny w roku 2011

Stawiam tezę, że patriotyzm rozumiany jako miłość mieszkańca jednego z krajów Europy do swego kraju, rządu i flagi jest ideą niepasującą do obecnych czasów.

Nie wiem czy to dobrze, czy nie, ale wydaje się, że zmiana rozumienia tych terminów jest w obecnych czasach dość racjonalna. Ponieważ np. życie w Norwegii czy Francji jest dla Polaka łatwo wyobrażalne, a już na przykład w takiej Turcji, Korei czy Iranie mniej (ryzyko ciągłych faux pas i naruszania tabu, jak np. zrobienie gestu pocierania palców o kciuk, rozumiany w Arabii jako symbol rzucania piasku w twarz skazańca - można wiec tam oberwać za robienie gestu pt: "ile zapłaciłeś ?"), a ludzie coraz więcej podróżują i zdają sobie coraz jaśniej sprawę gdzie przebiegają granice między-cywilizacyjne wygląda na to, że identyfikacja z własnym narodem zostanie zastąpiona przez identyfikację z czymś szerszym - ze sposobem życia, wartościami i cywilizacją.

Jeśli tak będzie to można sobie wyobrazić jak śmiesznie będą wyglądały dyskusje w Europie 2070 roku o np. walce z zaborcami pruskimi czy rosyjskimi. Wszystkie te wojny domowe (tak nazywał Gandhi I i II światówkę) zdawać się będą jedynie niepotrzebną stratą czasu i sił przed jedyną istotną walką - Huntingtonowską walką między cywilizacjami...

Świat liberalny

Problemem z liberalizmem jest to, że żyjemy w świecie zprojektowanym przez liberałów; Voltaire'a, Locke'a i Milla i w konsekwencji stanowisko liebarlne jest uważane za najbardziej bezstronne, choć przecież być nie musi.

Stad na przykład państwo liberalne określa sie mianem "neutralnego światopoglądowo". Jest to państwo, w którym inne idee poza ideą wolności obywatelskiej są wyciszane. Liberalizm doszedł do panowania nad ludzkością, dzięki temu, że chrystianizm wyczerpał swoje siły ideowe na niestannych wojnach religijnych i sporach między katolikami i protestantami, a także między religiami glownych nurtów/państwwymi a sektami. Indyferentyzm religijny nie miał na celu wyrugowania religii, lecz uspokojenie sytuacji, tak samo jak absolutyzm monarchiczny Jeana Bodina miał na celu wzmocnienie pozycji króla w zanarchizowanej Francji (wojny rleigijne XVI wieku). To mieli na myśli ojcowie ząłożyciele USA podpisując w latach 90. XVIII wieku traktat z Trypolisem, gdy to w dokumentach pojawiło się stwierdzenie, że konstytucja USA nie jest oparta na idei chrześcijańskiej, w związku z czym USA nie ma nic przeciwko muzułmanom. Bankructwo chrześcijaństwa dało początek nowej ideologii prawodawczej.

Czy możliwy jest skrajny liberalizm, tak jak mozliwy jest np. fanatyzm religijny? Moim zdaniem tak. Tak samo jak możliwy jest np. skrajny demokratyzm. Można więc oczywiście zżymać sie na skrajnych liberałów, lecz nie zmienia to faktu, że system stwożony przez nich działa dobrze, choć problemy z multikulturalizmem mogłby temu przeczyć. Liberałowie musza sobie przypomnieć, ze "nie ma wolności dla wrogów wolności", a wiec z Trypolisem można handlować, ale nie należy instalowac Trypolisu w USA...

Dominacja liberalnych procedur i zasad w obecnym świecie powoduje nie tylko fakt, że nie mówi się o skrajnych liberałach, bowiem w skrajność popada z zasady raczej opozycja niż strona rządząca, ale także i to, że na liberalizm zwala sie winę za wszystkie nieszczęścia świata tego, a przecież obecnie stary dobry liberalizm klasyczny Locke'a i Voltaire'a jest niemal całkowicie wyparty przez lewicowy demoliberalizm i socjaldemokratyzm, a "złotawy" to nie to samo co "złoty".

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

In John Paul II we trust

Obserwując rozkwit polskiej literatury religijnej czy też dewocyjnej , zauważam, że ponad połowę z niej stanowią tytuły poświęcone Janowi Pawłowi II.

Są to tytuły rozmaite; od "powaznych" omówień arcy"poważnej" a zawiłej filozofii janopawłowej po problemetykę narciarsko-kremówkową...

Zastanawiam sie czemu tak jest. Czy to, że w żyłach Wojtyły plyneła słowiańska krew ma aż tak wielkie znaczenie dla katolików? Przecież KK jest ponoć uwiwersalny i uniwersalistyczny w swym przesłaniu. Gdyby JP II był Włochem to czy byłby mniej papieskim papieżem niż papież-polak? Obecnie mamy papieża Niemca - czy Ratzinger - ochotnik ze słuzby przeciwlotniczej z Berlina roku 1945 wywołuje tęsknotę za papieżem prawie jędrusiem?

Pewien mój znajomy, w przeciwieństwie do mnie gorliwy katolik (często spieramy się o sprawy religijne) uważa, że Polacy już dawno przestali wierzyć w Boga, a zaczęli wyznawać Jana Pawła Wielkiego - boga namacalnego i bardziej ludzkiego, zapominając, że jest był to człowiek jak wsyzscy, i to w dodatku człowiek, który pogrzebał mszę trydencką i wiele innych tradycji KK...

Nie będę tutaj pouczać wierzących, że modlić sie należy do Boga a nie do JP II,, pisze wyłącznie by dowiedzieć się co pp. katolicy myślą na ten temat?

piątek, 5 sierpnia 2011

Opium dla mas i elit

Niesamowita jest stała chęć przeważającej większości ludzi do unikania samodzielnego myślenia...

W czasach antycznych bogami byli mięśniacy z Olimpu i ich rzymskie odpowiedniki. Potem wszedł chrystianizm, szczęśliwie osłabiony reformacją (protestanci choć też czasem fanatycy, przynajmniej czytali Biblię sami i nie dawali się zahukać księżom.

Potem były Royal Society, Newton, Locke, Voltaire, Montesquieu, deizm, indyferentyzm religijny, Darwin i szczęśliwe początki cywilizacji naukowej, która zaczęła zajmowac sie wynalazkami i nauką, zamiast bełkotaniem pacierzy.

Niestety Rousseau, marks i inni mieli inne plany - stworzyli pseudonaukową quasi-religię socjalistyczno-radykalno-demokratyczną, której rezultatem było powstanie i upadek ZSRR itd.

Wniosek: kiedy wreszcie człowiek, przestanie zwalać własne problemy na różnych Zeusów, Jahwe, Marksów? Kiedy weźmie odpowiedzialność za swe losy, postepowanie i wybory życiowe w pełni, a nie "mniej - więcej"?

czwartek, 4 sierpnia 2011

Rewolucja 1789




Jako wolterianin powiem o niej tak: szkoda reformatorsko nastawionych arystokratów; gdyby nie jakobini, można by mieć nadzieję, że rewolucja będzie reformą a nie wojną domową.

Mniej szkoda mi kleru, który jest warstwą cąłkowicie bezużyteczną, z wyj. szpitalników i edukatorów (wolę jednak nauczycieli "świata tego")

Francji 1789 roku reformy były niezbędnie potrzebne ; ale ten Ludwik XVI nie miał energii Józefa II czy Fryderyka Wielkiego, lub chociaż rozsądku który nakazywał królowi poryugalskiemu oddać władze markizowi de Pombal. Ludwik był głupiutkim dewotem troszczącym sie o niebo i inne SF, a nie o Francję.

Boleję nad tym, że doszło do rewolucji zamiast do reform, boleję, że 1789 rok rozpoczął wojny w Europie trwające do 1815 r. Boleję nad tym, że komunistyczni fanatycy zabili moich ulubieńców; liberałów: Condorceta, Malesherbesa itd. Ale powrotu do "najstarszej córy Kościoła" bym nie chciał, tak samo jak niechciałbym monarchii nieoświeconej, która kazała wszystkim wkuwac katechizm na pamięć i akceptować bigoteryjne skretynienie elit oficjalnych z Sorboną na czele

Prof. Wielomski zastanawiał się jak dzisiejsci demokraci mogą chwalić zbrodnie rewolucji. ma rację, że jest to ich zakłamany mit ząłozycielski. Jednak tak samo zakłamany jest mit założycielski Kościoła, który oszukiwał pogan wmawiając im, że obchodża nadal te same święta, walczył z wszystkimi myślącymi ludźmi przez cąłe wieki, organizował masowe mordy i krucjaty i zabijał za rzekome "bluźnierstwa", "apostazje" i "herezje" oraz inne głupstwa.

Wolę już te demokratyczne mity niż religijne, bo te pierwsze przynajmniej nie są głoszone jako święte.

środa, 3 sierpnia 2011

Savonarola, czyli chrześcijańska mieszanka Hitlera z Osamą




Nic chyba nie oburza mnie do tego stopnia odnonie KK, jak fakt, że jest wielu zwolenników kanonizacji Savonaroli.

W opublikowanym w 2003 roku przez Klub Książki katolickiej tekście Savonaroli: "O miłosci Chrystusa" załączono krótki życiorys owego fanatycznego mnicha traktując go tam jako typową "postać kontrowersyjną". Ta kontrowersja polega głównie na tym, że autor wstępu zastanawia się, czy człowiek przeciwny papieżowi (Aleksandrowi VI, którgo krytykowął za zbrodnie itd.) może być uznany za świętego. Cytuje też m.in. kardynała Newmana, który potępiał mnicha za "nienawiść do jakiejkolwiek formy świeckiej wiedzy", czyli za antyintelektualny prymitywizm i fanatyzm. Mnich palił bowiem książki razem z kosztownościami na stosach. O czym zapomnieli napisać autorzy wstępu, Savonarola nie palił książek, które skruszeni hedoniści mu przynieśli, lecz zrabowane przez SAVONAROLAJUGEND z domów "bogaczy". Nawiasem mówiąc owi "bogacze" to byli tak jak "Kułacy" w ZSRR, czyli wszyscy ci którzy mają cośkolwiek.

Dla mnie jako naukowca i liberała, Savonarola stanowi najgorsze połączenie fanatyzmu, prymitywizmu i antyhumanizmu jakie można sobie wyobrazić. Jest także tchórzem, bo choć taki zatwardziały fanatyk, przestraszył się póby ognia, która miała niby udowodnić prawdziwość jego przesłania, za co tłum, który poczuł się oszukany, słusznie załatwił mnicha.

Savonarola omal nie został uznany świętym w bodaj 1954 roku. Nie stało się to dlatego, że powstała watpliwość czy nie popadł w herezję, ale jak udowadnia autor wstępu, poza niepodporządkowaniem się papieżowi i krytyka jego stylu życia, nie odszedł ona na ani jedną literkę od wykładni nauk Kościoła. Sam sprzeciw wobec władzy papieskiej to druga przeszkoda w kanonizacji owego bandziora w habicie.

Zauważmy, że nie miało tu żadnego znaczenia, że mowa o cżłowieku, który deprawował młodzież i dzieci i kazał im obrabowywać cudze domy (swoją drogą ciekawe co by powiedział na to Thomas Woods, głosiciel tezy o związkach posznaowania prawa włąsności i tradycją KK), który tyranizował Florencję, niczym Kalwin Genewę, tylko głupiej. Autor wstępu zaznacza, że Savonarola nie potrafił być konsekwentny ani jednolicie okrutny, jakby to miało stanowić okoliczność łagodzącą, a kilka linijek dalej życzy mu rychłej kanonizacji!

Jaka jest różnica między tym bandytą a innymi uduchowionymi bandytami jak Osama albo Hitler, który w "Mein Kampf" popiera chrześcijaństwo,i zapowiada walkę "z materializmem socjalistów"? Żadna, poza jedną - był czlowiekiem ze stajni Jahwe i dlatego on jest w oczach katolików cool, a H., O. , Lenin czy Robespierre - są be.

We wstępie do "Miłości Chrystusa" (Chrystusa Savonarola kochał, gorzej z ludźmi, a przecież Jezus zmarł na Krzyżu i mu wsyztsko jedno, a florentyńczycy cierpieli) Zaznaczono, że Machiavelli był pod wrażeniem Savonaroli i darzył go szacunkiem. Cytowanie teggo stanowi skrajny brak szacunku wobec ludzi żyjących w tamtych czasach. Machiavelli był opluwany przez KK przez stulecia, choć napisał o polityce prawdę, i papieże czytywali go (ukradkiem) jak inni władcy. M. chwalił S. bo ten był skuteczny (do pewnego momentu) i tyle. Nawiasem mówiąc to Machiavellemu bliżej do świętości niż Savonaroli; był uczciwy.

Kościół nigdy nie był instytucją uczciwą. Zawsze uważał, że ma monopol nie tylko na prawdę o niebiesiech, ale i na prawdę o prawidłowym funkcjonowaniu społeczeństw. Dla tego celu działał z absolutna bezwględnością, o czym zapomniamy sądząc błędnie, że monopol na przemoc mają naziści i komuniści. KK jako istytucja szkodliwa z pewnością zasługuje na takiego "świętego" jak Savonarola i vice versa.