piątek, 10 czerwca 2011

"Specyfika" portalu Konserwatyzm.pl II

Gdy emocje opadły stwierdziłem, że właściwie jedyną poważną rzeczą jaka mnie różni od większości pisujących na Konserwatyzm.pl jest podejście do religii.

Osobiście zawsze byłem człowiekiem areligijnym, ponieważ religia była mi niepotrzebna. Nie ufam jej, tak jak nie ufam, wielu ideologiom świeckim o charakterze profetycznym. Ludzie religijni, podobnie jak socjaliści, w mojej ocenie nie myślą w pełni samodzielnie, co wydaje mi się czymś w rodzaju samo-kastracji umysłu. Natomiast niepotrzebnie głosiłem deistyczną ewangelię wśród ludzi religijnych. Teraz widzę jakie to było bezcelowe. Tak samo jak bezcelowe są w odniesieniu do mnie wszelkie artykuły krytyczne wobec głównego nurtu oświecenia z Voltaire'm, d'Argensonem, Montesquieu, Bolingbroke'm i Humem na czele (bo wobec pobocznego nurtu demokratyczno-republikańsko-prasocjalistycznego - Rousseau-Paine-Diderot - sam jestem krytyczny) , czyli na czele z ludźmi, których uważam za dobroczyńców ludzkości.

Są to moje autentyczne przekonania, a nie jakaś agenda jaką uprawiam dla czynników zewnętrznych, jak sądzą ludzie chorzy na manie teorii spiskowych. I dla mnie są tak samo święte jak wiara katolicka dla użytkowników rzeczonego portalu.

Nie rozumiem ludzi religijnych. Moim zdaniem filozofia pełni znacznie lepiej i bezpieczniej funkcję uwznioślania duszy, a religia zawiera pewne elementy dla mnie moralnie wątpliwe jak przekonanie, że są jakieś dni święte, jak grzech pierworodny popełniony przez jakiegoś Adama wieki temu, jak nawoływanie do "powagi i refleksji" kosztem radości życia, jak dziwaczny stosunek wobec seksu, prezerwatyw, jak krytykowanie wolnych związków (jak inaczej poznać droga osobę i stwierdzić, czy będzie się nadawała na męża czy zonę, niż będąc w takim związku? Znam przypadki katolickich dziewcząt wychodzących za mąż w wieku 19-20 lat za faceta, o którym nic nie wiedziały i potem szybko następował rozwód - ze szkodą dla dzieci, które już po katolicku zdążyły się pojawić), jak uważanie, ze tylko człowiek religijny może być moralny, jak porównania ateistów do stalinowskich zbrodniarzy, jak demonizowanie "zagrożenia" dla instytucji rodziny itd. jakie stwarzają np. geje, a które jest żadne z powodu małej liczby homoseksualistów, jak przypisywanie sceptykom "egoizmu" - a czy walka o WŁASNE zbawienie nie jest egocentryczna?

Zgadzam się z Samem Harrisem, że religia powoduje, że rozmawiamy wciąż o jakichś głupotach typu prawa gejów (powinny zostać im przyznane i tyle), czy przestrzeganie postów, konsumpcjonizm, czy kapłaństwo kobiet, lub celibat, które są problemami trzeciorzędnymi. Natomiast kwestie związane z głodem na świecie, problemami energetycznymi itd. leżą odłogiem. Christopher Hitchens moim zdaniem ma rację pisząc, że zakaz używania prezerwatyw w nękanej AIDS Afryce, to zbrodnia Kościoła Katolickiego. Kościół Katolicki też zadaje Europie cios w plecy, rozprawiając o religii, i krytykując "liberalizm" podczas gdy mógłby raczej pomóc władzom zeświecczyć islamistów, którzy wbrew dziwacznemu mniemaniu "krzyżowców" nienawidzą bardziej jeszcze niż liberałów.

Wielu oburza się na moje porównania Kościoła Katolickiego z reżymami totalitarnymi. Pisałem poprzednio:

"...Czy ktokolwiek rozsądny chciałby wrócić do "politycznej władzy religii" ?
W czerwcu 1733 ścięto na Chwaliszewie pod Poznaniem wyrokiem biskupa Stanisława Józefa Hozjusza pewnego szewca za bluźnierstwa przeciw NMP i wszystkim świętym, zaś w 1730 roku w Groningen dokonano nawet egzekucji 22 mężczyzn i nastolatków skazanych za homoseksualizm. Chrześcijaństwo trzymało się jeszcze całkiem niedawno mocno utrudniając życie wszystkim, którzy ośmielili się nie zgadzać z dominującą doktryną.
- tak mamy dziś regulować sprawy miedzy sobą? Czy ktoś tego na serio chce? Jeśli tak to jak nazwiemy, kogoś kto tego chce? - okrutnik? fanatyk?..."

W 1746 roku w Poznaniu Gotfryd Levi, nawrócony z luteranizmu, odmawiał uznania trójcy św. uważając, że "trzech Bogów" czcić nie będzie - za co wyrwano mu język i spalono go. Jako historyk wiem jak dużo było takich przypadków. Nie chodzi tu o to kto zlikwidował więcej osób: Hitler czy ludzie Kościoła, lecz o moralne prawo krytykowania zbrodni. Uważam, że wojny religijne; rzeź hugenotów w Vassy, noc św. Bartłomieja, sprawa G. Bruno, Vaniniego, Łyszczyńskiego, Camerariusa, krucjaty, zbrodnie inkwizycji, prześladowanie hiszpańskich Żydów i morysków, pacyfikacja Czech po bitwę pod Białą Górą w 1620 r., los Indian południowoamerykańskich, i w końcu potępianie ciała i uwznioślanie rzekomej duszy, co prowadziło do zaniechania antycznej higieny i występowania licznych plag, nie daje Kościołowi prawa by uznawać się za coś więcej niż jedną z wielu ziemskich organizacji, która popełnia jak to ludzka organizacji - multum błędów.

Osławiona rewolucja francuska zlikwidowała kilka tysięcy ludzi w Paryżu, co było efektem walki różnych stronnictw. Wandea - to już regularna wojna powstańcza, a nie mord, choć oczywiście mordów cywilów nie popieram - w wojnie powstańczej trudno jednak odróżnić cywila od bojownika. Natomiast zbrodnie nazizmu i komunizmu miały taka skalę jaką miały przede wszystkim dlatego, że technika poszła do przodu.

Gdy mowa o nadużyciach KK, natykamy się od razu na rożne sofizmaty i tricki myślowe. Obrońcy Kościoła mówią nam na przykład, że krucjaty itd. to efekt ogólnego klimatu moralnego epok, co bardzo dobrze podsumował Stephen Fry w dyskusji na temat czy KK jest siłą dobra na świecie: "to po co wy jesteście?".

I last but not least - ja popieram prawo wyboru, sferę prywatną, deizm, religię jako kwestie tak samo prywatna jak sposób wiązania krawata,i inne ideały liberalne, które nie zgadzają się na żaden zamordyzm ani ten świecki - socjalistyczny, ani ten uświęcony - kościelny. Ludzie mają kiepską pamięć i nie pamiętają jak opresyjny społecznie charakter miała nasza cywilizacja jeszcze na początku XX wieku, a nawet przed osławionymi latami sześćdziesiątymi. Oczywiście pewne rzeczy miały się lepiej niż teraz; nie było takiego socjalizmu, etatyzmu itd. - ale to jest inna kwestia, zresztą KK nic w tej sprawie nie robi (poza wykłócaniem się z protestantami o to kto wymyślił kapitalizm), a przyklasnąłbym walce Kościoła o wolny rynek. Jak jednak KK ma walczyć o niego, skoro sam jest z niego wyłączony i krytykuje rzekomy "konsumpcjonizm".

Postęp społeczny, rozumiany nie jako ateizm itd, ale jako materialne polepszenie jakości życia i zrzucenie przez jednostkę krępujących ją więzów (nie wszystkich oczywiście, bo to niemożliwe - K.A. von Haller miał tu częściowo rację), dokonywał się wbrew Kościołowi i podobnym mu organizacjom. W XVIIII wieku w Neapolu biskupi zachowywali się jak oligarchiczna mafia i ukrócili ich dopiero ministrowie Tanucci i Caracciolo, podobnie było w Portugalii, na Sycylii, w Hiszpanii i w Austrii, w ówczesnej Holandii - kalwińscy praedikanten krytykowali wolny rynek i tolerancję utrzymywaną przez deistycznych regenten. I tak było wszędzie . KK i zbory chciały zawsze mieć pozycje monopolisty. Te protestanckie przynajmniej nie szczycą się pochodzeniem od Św. Piotra i Jezusa, więc ich szanse na zamordyzm są mniejsze. Gdyby nie reformacja - dziś zapewne nie mielibyśmy ani takiej nauki, ani techniki jaką mamy obecnie - bo po co zmieniać coś co podoba się KK?

Uważam, ze jakikolwiek idee wskrzeszenia średniowiecznej christianitas są głęboko szkodliwe społecznie, podobnie jak nieustanne straszenie gejami, masonami, teoriami spiskowymi (masoneria nie spiskowała przeciw KK, lecz otwarcie z nim konkurowała), czy odwracanie uwagi od ziemskich problemów, ku rzekomemu życiu wiecznemu.

Natomiast błędem było głoszenie takich poglądów na portalu, który z utęsknieniem patrzy na czasy, kiedy Kościół mógł wszystko, ponieważ jego elity pokrywały się z państwowymi, i w jego rękach była edukacja. Większość na konserwatyzm.pl nie podziela mojej preferencji wobec pluralizmu światopoglądowego, i jest za zamordyzmem religijnym. Straciłem tylko czas i nerwy usiłując przekonać ich do moich poglądów, obrażając głębiej niż przypuszczałem wiele osób, za co mogę jedynie przeprosić.

Zawsze uważałem, że u większości ludzi za religijnością kryje się najzwyczajniejszy snobizm, narcyzm lub masochizm, jak widać nie dotyczy to użytkowników portalu konserwatyzm.pl, którzy na serio wierzą w nagrodę w niebie i karę dla mnie. Więc rozmawiajmy o czymś innym niż kwestie religijne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz