poniedziałek, 20 czerwca 2011

Cywilizacja Zachodu ma sie dobrze wbrew bajaniom I. Morrisa i N. Fegusona

Aktualny numer "Forum" zawiera szereg artykułów o wspólnym temacie; niedługim zastąpieniu krajów Zachodu przez kraje takie jak Chiny, Indonezja czy Indie jako czołowych mocarstw gospodarczych, a wiec i politycznych...

Artykuły nawiązują do dwóch książek napisanych ostatnio przez Nialla Fergusona: "Civilisation The West and the Rest" i Iana Morrisa: "Why the West rules for now", w których obaj wieszczą zmierzch zachodu, lecz nie taki typu Spenglerowsko-Buchananowego (technokratycznego lub demograficznego) lecz będącego wynikiem rosnącej konkurencji ze strony Chin, Indonezji czy Indii.

Artykuły, tak jak i obie cytowane prace, zawierają szereg potwornych nieścisłości w określeniu tego czym jest "Zachód" i "Wschód". Dość powiedzieć, że tabela na stronie 27 "Forum" stawia znak równości miedzy Zachodem a USA+UE prezentując 10 czołowych gospodarek świata AD 2010; kolejno: USA, Chiny, Japonię, Indie, Niemcy Rosję, Brazylię, Wielką Brytanię, Francję i Włochy i prognozę na rok 2050, wg. której najpotężniejsze będą kolejno gospodarki: Chin, Indii, USA, Brazylii, Japonii, Rosji, Meksyku, Indonezji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, po czym następuje komentarz o utracie przez kraje Europy Zachodniej pozycji liderów gospodarczych. Wszystko by się zgadzało, gdyby artykuł dotyczył doganiania Europy przez Azję i Amerykę, ale dotyczy on doganiania Wschodu przez Zachód.

Otóż Meksyk i Brazylia są to cywilizacje Zachodu i ich awans przy jednoczesnym spadku pozycji Europy oznacza zachowanie pozycji przez Zachód, na przekór tendencyjnej wymowie artykułów.



Ian Morris pisząc swą książkę, w której przedstawia liczebność ośrodków miejskich na przestrzeni dziejów uznaje Bliski Wschód i Azję Mniejszą za część Zachodu, co jest kompletnym nieporozumieniem i nonsensem. Poza faktem sąsiadowania z Morzem Śródziemnym cywilizacje arabskie i europejskie nie mają ze sobą nic wspólnego. "Znakomity" historyk Morris powinien powtórzyć kilka zagadnień ze szkoły elementarnej...

Morris i Ferguson twierdzą, że Zachód musi ustąpić w wieku XXI Chinom i Indiom, które przyswoiły sobie większą część zachodniej machiny postępu gospodarczego; wolną konkurencję, handel, innowacyjną empiryczną naukę, medycynę której nie straszne są epidemie, konsumeryzm i mocną etykę pracy. Zaraz potem dowiadujemy się jednak, że Morris ewentualny zmierzch Zachodu postrzega w kategoriach klasycznych - tj. upadku imperium wskutek niedoborów żywnościowych, rozpadu instytucji państwa, niekontrolowanym migracjom, epidemiom i zmianom klimatu. JAK to się ma do innowacyjnej nauki i medycyny, którym nie straszne są epidemie? Morris uległ klasycznemu zapętleniu intelektualnemu. Dzisiejsza Europa i USA to nie starożytny Rzym, który padnie pod byle najazdem Hunów (dzisiejsze problemy z islamistami, mogą Europę osłabić, ale mogą ją też wzmocnić - w końcu muzułmanie też pracują, fanatycy to tylko część z nich, a Zachód wybudzony z drzemki może jeszcze błysnąć inwencją; np. anty-islamskim sojuszem konserwatystów z liberałami) czy epidemią dżumy. Fukuyama mógł mieć rację, w tym sensie, że Zachód jako cywilizacja (jako demokracja - niekoniecznie) jest nieśmiertelny i będzie trwał wiecznie.

Nie oznacza to jednak, że nadal będzie monopolistą na rynku potęgi i bogactwa, ale raczej nie da się zdystansować.



W dodatku "Europa" do edycji NEWSWEEKa-Polska (paźdz. 2010 nr 10 (295) zamieszczono wywiad z amerykańskim politologiem, analitykiem i publicystą Ianem Bremmerem (ur. 1969), specjalistą w dziedzinie transformacji ustrojowych . Bremmer jest zdecydowanym przeciwnikiem teorii o rychłym przegonieniu USA przez Chiny, gdyż te ostatnie raczej nadrabiają ekonomiczne opóźnienia (PKB per Capita: USA - 46381 $, CHRL - 3678) niż rzeczywiście ścigają się z USA. Ian Bremmer wieszczy krótkoterminowy sukces kapitalizmu państwowego (większa stabilizacja polityczna niż wolnorynkowo-demokratycznej Europy czy USA, mimo możliwości zmieniania praw do woli), po czym ma nastąpić porażka kapitalizmu państwowego, ponieważ, jak twierdzi amerykański analityk, państwo nie jest najlepszym zarządcą gospodarki, a kapitalizm państwowy nie ma takiej siły ideologicznej jak komunizm, ponieważ nie opowiada potrzebom ideologicznym rzesz ludzi biednych i sfrustrowanych.

Pisałem już o teoriach Bremmera, że ma on absolutną rację, że kapitalizm może się obyć bez parlamentaryzmu, demokracji (choćby wilhelmińskie Niemcy z ich atrapowym parlamentem, czy Austro-Węgry, kartelowy system Włoch pod rządami duce), a nawet bez klarownych przepisów prawnych (pozostaje kwestia prawo zwyczajowe czy prawo skodyfikowane), więc skąd jego żądanie by odpowiadał on jakimkolwiek potrzebom ideologicznym? Kapitalizm to system ekonomiczny opierający się na wymianie, tak jak feudalizm na autarchii, oba systemy są ideologicznie neutralne (w XVII, XVIII i XIX wieku znakomicie współegzystowały i uzupełniały się). Pisałem też, że stwierdzenie Bremmera, iż że Chiny tylko nadrabiają opóźnienia, a więc tak naprawdę ich dwucyfrowy wzrost gospodarczy nie stanowi dowodu na przegonienie USA, jest co najmniej dziwne. Tajwan ma również dwucyfrowy wzrost gospodarczy, podobnie jest w Malezji, przy czym Tajwan jest krajem wysoce rozwiniętym gospodarczo. Można sobie wyobrazić Chiny AD 2050 z PKB per capita ok. 10000 $ i nadal dwucyfrowym wzrostem gosp. Można też być krajem z wielkim PKB per capita i mieć dwucyfrowy wzrost gospodarczy - wystarczy zacząć od redukcji budżetowych i obniżki podatków. Tak więc uważam, że w pewnym sensie Chiny doganiają USA, a nawet przeganiają w niektórych dziedzinach, ale nie uważam, żeby to przeganianie miało charakter bezwzględny, tj. aby Chiny wyparły USA z roli światowego żandarma - nic bowiem na to nie wskazuje.

W teoriach dotyczących przeganiania Zachodu przez Wschód widać wyraźnie rozumowanie skrajnościami; albo czytelnicy są częstowani obrazem XIX wieku, kiedy to Wielka Brytania powaliła wielkie, ale zdemoralizowane i zacofane Chiny w serii wojen opiumowych, albo obrazem przyszłości, w której to Chiny grają główną rolę.

Gdy niedawno prezydent Hu Jintao odwiedził USA, "New York Times" pisał o "najpotężniejszym człowieku na świecie odwiedzającym Obamę", a Forbes o tym, że Chiny odnoszą sukcesy bo nie spowalnia ich system demokratyczny". Jednak trzy miesiące później Obama przemawiał w Westminster Hall podkreślając, że to USA, Wielka Brytania itd. stworzyły świat, w którym inne państwa mogą się spokojnie rozwijać, i nic nie wskazuje by ich wielka rola miała się zmniejszyć.

Raczej można tu więc mówić o rosnącej konkurencji azjatyckiej wobec Zachodu, ale skoro Zachodem jest też Brazylia i Meksyk, to obraz ogólny nie ulega zmianie. Z drugiej strony jeśli Chiny mają 4 razy tyle mieszkańców co USA - to jeśli ich gospodarka będzie nieco większa jeśli chodzi o liczby, to znaczyć to będzie, nie, że USA nie wytrzymują konkurencji, lecz, że Chiny przestają mieć pożałowania godne wyniki gospodarcze - tyko tyle. Zauważmy, że punktem wyjścia dla wszelkich porównań jest czas wojen opiumowych, w czasie których Chiny przeżywały okres wyjątkowej zapaści, a więc ich rozwój musi wydawać się bardziej spektakularny niż jest w istocie.

Trzeba pamiętać o niezwykłej próżności autorów takich jak Ferguson i Morris, którzy choć niewątpliwie inteligentni (zwł. ten pierwszy), myślą, jak wszyscy poczytni autorzy w kategoriach autokreacji. Tak jak Huntington jest wspominany za każdym razem jak dochodzi do spięcia Zachodu i świata islamu (który wg. Morrisa też jest częścią Zachodu, choć przecież nie ma chyba rejonu świata bardziej niechętnego zachodnim wzorcom i bardziej zasklepionego w średniowiecznym archaistycznym myśleniu o rzeczywistości niż świat arabski), a Fukuyama - w każdej dyskusji o demoliberalizmie, tak pp. M i F chcą być wspominani w kontekście wzrostu potęgi Chin - tak samo jak prof. Miodek chce dokonać rewolucji w ortografii - czyli reformy Miodka...

W artykule: "Model się zużył" zamieszczonym w Daily Telegraph i przedrukowanym w FORUM, Ferguson pisze o popularności słowa "zachodnia cywilizacja"; rzadko używanego aż do pocz. XIX wieku, popularnego w czasach imperiów kolonialnych i wojny z nazizmem i znów niepopularnego w latach 60-tych, kiedy to elity stwierdziły za Gandhim (nota bene indyjskim nacjonalistą, oszustem, hipokrytą grającym rolę ascety-filozofa, rasistą i homofobem), że termin "cywilizacja zachodnia" było to słowo wytrych za którym czaiły się tylko brutalne kolonialne rządy. Obecnie, jak pisze Ferguson, tylko 16 % brytyjskich studentów I roku historii wie kim był Wellington. Ferguson stwierdza kryzys wiary w wyjątkowość Zachodu, i kryzys studiów o tej wyjątkowości, co jest, jak uważa, jedną z przyczyn upadku Zachodu. Otóż to zupełnie niczego nie dowodzi. Brytyjczycy zaniechają studiów o wyjątkowości Zachodu kierują się tylko niepraktycznym multikulturalizmem , nic więcej. Ta moda zapewne przeminie, natomiast Ferguson w ogóle nie wspomina o drugiej stronie medalu - np. o Japonii, która jest w sensie kulturowym krajem Zachodu a nie Azji, i o japońskich studentach, którzy znają dobrze nawet bitwę pod Gettysburgiem, Wałęsę i Chopina.

Te osławione Chiny, z przywódcą, który - jak pisze Forbes - rządzi 1/5 ludności świata i zmienia bieg rzek, to nadal militarny karzeł. Lotniskowce ciągle im nie wychodzą, tak samo rakiety. Tajwan ma się nadal świetnie, a Chiny trzęsą nadal portkami przed odwetem USA, gdyby naruszyli spokój Tajwańczyków - tak ma wyglądać świat, w którym rządzą Chiny? - Śmiechu warte. Co więcej nic nie wskazuje na to by USA miały zrezygnować z roli światowego żandarma i swych 11 lotniskowców, czy armii która wg obliczeń fachowców, mogłaby walczyć z 15 zjednoczonymi kolejnymi armiami świata, w tym z chińską, którą specjaliści szacują zwykle jako ósmą lub dziewiątą armię świata - jeśli chodzi o jej potencjalną skuteczność w boju i jakość uzbrojenia - plasując ją dopiero za armią francuską czy niemiecką, o brytyjskiej czy rosyjskiej nawet nie wspominając. Chiny wiedzą, że ich postęp musi być cichy i dyskretny i taka jest właśnie np. chińska walka z Francuzami o afrykańskie rynki i surowce.

Tymczasem Indie to nadal kraj kilku milionerów i milionów pogrążonych w stanie nirwano-podobnym biedaków, bez etosu pracy i największą korupcją jaką można sobie wyobrazić (obecnie przeciw korupcji protestuje wpływowy guru Baba Ramdev), no i z demokracją - której wady są jeszcze wyraźniejsze niż w demokracjach Zachodu. Japonia to kraj nowoczesny, ale ten azjatycki tygrys jest sparaliżowany obecnie przez jeszcze bardziej dławiący system socjalny niż Europa, dlatego na wspomnianej wcześniej tabeli, Japonia wypada podobnie jak Europa właśnie. Ciekawe czy Chiny wprowadzą kiedyś ustawodawstwo socjalne? Jeśli tak, to świat już na pewno pozostanie jednobiegunowy...

Z drugiej strony, wspominając znów ową tabelę, trzeba pamiętać, że dystansowane Niemcy i W. Brytania są to kraje stosunkowo niewielkie (63 i 82 mln mieszkańców) w porównaniu z np. Brazylią (198 mln) - tak więc każde wyjście Brazylii z marazmu skutkować musi względnym osłabieniem pozycji Niemiec i Wielkiej Brytanii. By zachować należytą skalę porównawczą należałoby raczej uznać UK i RFN za jedne kraj - wówczas zapewne o specjalnym zdystansowaniu tego konglomeratu przez Brazylię w 2050 roku nie byłoby mowy. Należałoby raczej docenić, że mimo skromnych zasobów naturalnych w 2050 roku Niemcy i Wielka Brytania nadal będą w pierwszej dziesiątce potęg gospodarczych świata. Poza tym dziwi, że przy tego rodzaju zestawieniach zrezygnowano z powszechnej mody traktowania wszystkich państw UE jako całości - ciekawe jaką pozycję wg pp. specjalistów na liście 10 najlepszych zajmowałaby UE..., pomijając już kwestie, że do porównań z miliardowymi Chinami to raczej UE jest odpowiednim przedmiotem porównania a nie 82-milionowe Niemcy, w końcu w XIX wieku "chiński placek" dzieliła nie UK czy Niemcy, lecz także Włochy, Rosja, Japonia, Francja i USA...

Brazylia i Meksyk przechodząc podobne procesy rozwoju i bogacenia się jak Chiny czy Indie, zdobywają punkty dla Zachodu, tak samo jak Chiny i Indie dla Wschodu, w tym samym czasie, kiedy na Zachodzie pozycję tracą kraje UE i USA, na Wschodzie traci ją Japonia - zresztą, jak już wspomniałem - te przesunięcia mają charakter względny a nie zero-jedynkowy. Jakże więc niby rozsądni ludzie jak Ferguson czy Morris mogą w ogóle pleść takie bzdury? Czy chęć zostania prorokami jest aż tak wielka, by posunąć się do przeinaczeń? A może UE i USA mają już dosyć władania światem i marzą skrycie by ktoś ich wyręczył? Niestety, a raczej na szczęście (wszak jako Polak należę do Zachodu pojmowanego wąsko - jako UE i USA, jak i szeroko; jako mieszkaniec jednego z czterech kontynentów całkowicie opanowanych przez Europejczyków w przeszłości - nota bene Azjaci muszą zadowolić się jednym jedynym) się na to nie zanosi.

Na koniec warto podkreślić, to co zaznaczali nawet Ferguson i Morris, czyli fakt eksperymentowania rządów Azji i Afryki z poważnymi ideami rodem z Zachodu; demokratyzmem, socjalizmem i kapitalizmem, podczas gdy np. konfucjanizm jakoś się (mimo sympatii Voltaire'a i zainteresowania Schopenhauera) jakoś w Europie nie przyjął i chyba nie przyjmie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz