wtorek, 21 czerwca 2011

Piotr Napierała, "Kraj wolności" i "kraj niewoli" - brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku

Przedstawiam moją nową książkę powstałą jako praca doktorska i zachęcam do lektury

DLA ZAINTERESOWANYCH NABYCIEM KSIĄŻKI:


Piotr Napierała, "Kraj wolności" i "kraj niewoli" - brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku, Wydawnictwo Libron-Filip Lohner, Kraków 2011. ISBN 978-83-62196-11-1

DLA ZAINTERESOWANYCH NABYCIEM KSIĄŻKI:

Niniejsza praca dotyczy problematyki zarówno myśli politycznej i teorii ustroju jak i historii społecznej. Interesowała mnie wolność polityczna rozumiana jako zbiór idei dotyczących przestrzeni między rządzącymi a rządzonymi czy miedzy administracją a poddanymi/obywatelami. Wolność religijna czy kwestie związane z uciskiem jakichś mniejszości etnicznych czy wyznaniowych były dla mnie istotne jedynie wówczas, gdy były one ściśle powiązane z ogólną wizją wolności politycznej danego myśliciela czy stronnictwa. "Wolność", o jakiej mowa w tytule to przede wszystkim ta wolność, którą Isaiah Berlin określał mianem "negatywnej" ("wolność od"), postulującej uniezależnienie jednostki od państwa, i pozbawienie aparatu państwowego możliwości nadmiernej ingerencji w życie poddanych/obywateli.Pracę podzieliłem na sześć rozdziałów.

W rozdziale pierwszym umieściłem niezbędny zarys historii myśli politycznej dotyczącej problemu wolności politycznej, jak i form ustrojowych, zarówno tych które miały być realizacją koncepcjo wolnościowych jak i tych, które krytykowano powołując się na wolność.

W rozdziale drugim poddałem analizie proces kształtowania się angielskich wyobrażeń i idei związanych z problemem wolności. Zwróciłem w nim uwagę na takie problemy jak: - elżbietański mit historyczny; -post-normańska więź łączącą angielskich arystokratów, wypływającą z zasady "wasal mego wasala jest moim wasalem", -wigowski mit historyczny, a więc postrzeganie dworu królewskiego jako ośrodka dążącego do absolutyzmu.- długo utrzymująca się, wbrew obiegowym opiniom, wiara w skuteczność ekonomicznego merkantylizmu

W rozdziale trzecim omówione zostały kwestie na pograniczu historii francuskiego ustroju absolutystycznego, tworzonego w teorii przez Bodina, Domata i Bossueta, a w praktyce przez Richelieugo i Colberta, a kwestią wolności poddanych Ludwików francuskich.

Rozdział IV poświęciłem kwestiom związanym z wolnością w XVIII-wiecznej Wielkiej Brytanii. Podkreśliłem w nim angielskie przywiązanie do wolności prasy, której płomienne mowy poświęcali m.in. Hume i Defoe, przy jednoczesnym niedostatku tolerancji religijnej (w końcu sam Locke odmawiał jej katolikom). Uwagę moją przykuły zaskakująco małe różnice między Torysami i Wigami w kwestii konieczności zachowania "wolności negatywnej".

Rozdział V zawiera rozważania nad zakresem swobody poddanych Ludwika XV i Ludwika XVI, a także takich kwestii jak neofeudalizm (min. Henri de Boulainvillersa); wypływający z francuskiego tradycyjnego sposobu rozumienia wolności w pewnym stopniu odpowiadającemu postulatom "wolności negatywnej" - arystokratycznemu marzeniu o niezależności od stolicy i o tym, że powinna się ona nie wtrącać do ich spraw. W rozdziale IV znaleźć można również omówienie koncepcji reform opartych na postulacie osiągnięcia możliwie daleko posuniętej wolności; od "angielskich" planów Voltaire'a i Vauvenarguesa po proto-socjalistyczne Rousseau i d'Holbacha i centralistyczne fizjokratów. Tak jak w rozdziałach tych świadkowie omawianych czasów będą wypowiadać się o swoim państwie i swojej tradycji politycznej, tak rozdział VI i ostatni poświęcony jest wyobrażeniom dotyczącym wolności; Anglików/Brytyjczyków o Francji i odwrotnie.



SUMMARY:

In my doctoral thesis: „Kraj wolności” i „kraj niewoli” - brytyjska i francuska wizja wolności – XVII i XVIII wieku (A ‘country of liberty’ and a ‘country of slavery’ – The British and French Concept of political Liberty in 17th and 18th Century) I attempted to compare the British and the French concepts of political freedom which were being developed in course of the 17th and 18th centuries. My idea was to examine if the popular vision of the early modern France as the ‘county of political slavery’ and – in the same time – of Britain as a mecca for every freedom-lover is really justified. In this case both political thought and ideas of various thinkers and informations about the reality of that era were of great interest of mine.

To achieve this goal I had to define which of the two main existing ideas of political liberty I myself support. Authors of the majority of already existing monographs about it are inclined to the so-called: ‘positive liberty’ which consists mainly in giving to the huge number of people the possibilyty to somehow control the government by participating in it (voting). For those who believe in ‘positive liberty’ (a concept developer first and foremoste by Thomas Paine and John Stuart Mill) the best way to secure it - is to transform every autocratic rule into a more democratic one. I am far more inclined to akcept the idea of ‘negative liverty’ prefered among other by Isaiah Berlin who was the first to distinguish between the two main concepts. ‘Negative liberty’ is refering to the necessity to secure as Little interference from the governments side into the people’s everyday life as possibile. Because of this two ways of under standing political Liberty we can divide all thinkers who have liberal inclinations in two groups: democratic liberals and aristocratic (or conservative) liberals (as Henry Spencer or Frideric Bastiat), who normally treat the demoratic administration as the same potential threat for individual freedom as any other administration – everything depends on the steps taken by minister, kings or parliaments. From the democratic perspective the concept of this thesis would be pointless but it is not from the point of view which I prefer as a more real perspective.

My PhD Thesis is divided into six chapters. In the first chapter I attempted to present an abstract of the general history of possibile Liberty concepts. In the next chapter my aim was to discover why so many British (not only political) political authors of the 17th and 18th centuries are so much concerned about the problem of individual and public liberty. I have analysed the so-called „whiggish historical myth”, according to which the whole English (after 1707 – British) political history is perceived as a great struggle for freedom against various ‘oppressors’ such as: Roman Empire, the Papacy, Spain of Charles V and Philip II, France of Louis XIV, Louis XV, Robespierre and Napoleon Bonaparte. I dealt with the koncept of the so much praised English „monarchia mixta’ in which the aristocratic, the democratic and the monarchical elements of the government co-exist in a splendid harmony, whithout which, as it was believed, England would have fallen into a state of horrid tyranny and its people – into slavery. I tried to understand why the Britons living in the early modern era called the French: pope-ridden, wooden-shoed slaves. On the other hand I analised the first absolutist treatises written in England (Robert Filmer, Thomas Hobbes etc.) to observe the arguments used in them especially those concerning political liberty. The same I did in the third chapter with French treatises written by local adherents of ‘king’s divine rights’ (Domat, Bossuet, Le Bret etc.) and its relation to individual liberty. The ‘voice of nobility’ of both nations was also of great interest to me because diffrent historical experiences defined different koncept of liberty of the rich and powerful. In the post-norman Britain the nobility was accustomed to co-operate in the king’s government whereas in France they used to fight against him especially when he attempted to extend his political influence. The aristocratic version of political freedom is best represented by Sunderland’s and Boulainvilliers’ concepts developed independently on both sides of the Channel in the first half of the 18th century.

In the fourth chapter I analysed the new ideas concerning freedom and political Liberty created by the Anglo-Scottish enlighenment. The koncept of the freedom of the press (Defoe, Hume), the individualisation of a subject, new vision of the just law and new thoughts on mutiny (Johnson, Burke) and slavery. The following chapter is devoted to the various concepts of French political thought in the 18th century, such as: the monarchical idea of Voltaire, the thèse nobiliaire of Montesquieu and Boulainvilliers, the plan of administrative decentralisation of d’Argenson, the ‘american’ vision of Diderot, Mercier and Condorcet, as well as the first clearly democratic and pre-ocialist ideology represented by Meslier, Rousseau an Morelly. The diversity of al. those thinkers used to thundestand by ‘liberty’ convinces me that there was no national ideas of liberty but merely a number of various ideas created by a number of political philosophers and this fact makes even today very hard to define what we perceive as ‘liberal thinking’.

All the aforementioned ideas are confronted with facto stated by historians specialising in the 17th and 18th centuries. In sixth and the last chapter I have presented the evolution in French vision of the ‘English liberty’ and the other way round and how they looked like prom perspective of several 19th and 20th century thinkers of various ideological background.

DLA ZAINTERESOWANYCH NABYCIEM KSIĄŻKI:

Piotr Napierała

Geje, sportowcy i narodowcy - przenikające się światy

Ten tekst jest pomyślany jako odtrutka na nazi-teksty p. Roberta Larkowskiego,które może mniej się rzucają w oczy na prawica.net, gdyż autor ten swoje teksty rodem z NSDAP rezerwuje dla konserwatyzm.pl, gdzie maja nawet status chronionych przed wszelką krytyką (z powodu ataków jednego z redaktorów), a na prawica.net wypisuje takie łzawe softcore'y:).

W swoim ostatnim tekście na konserwatyzm.pl: "Homofaszyzm - realne zagrożenie" - p. Larkowski prezentował nam manichejski dualizm - "zdrowi" narodowcy z jednej strony i pokraczni demoliberalni geje z drugiej; oto słowa p. Larkowskiego:

"...to także szerszy problem demoliberalnego zniewieścienia młodych mężczyzn, którzy powinni spędzać wolny czas w sekcji sportowej, paramilitarnej organizacji, na ciekawym filmie o odpowiednich dla mężczyzny wartościach i oczywiście na randce z dziewczyną..."


Cóż można dodać? Skojarzenie nasuwa się samo: "młodzieniec powinien być więc; schlimm wie ein Fuchs, stark wie ein Baer und hart wie Kruppstahl...



A przecież świat nacjonalistów i świat gejów nieustannie się ze sobą przeplatają. Kim byli Pim Fortuyn i Jorg Haider? - tak, tak - gejami. To częsta przypadłość wśród nacjonalistów. Niechęć Hitlera do gejów brała sie m.in. z ich nadreprezentacji w szeregach zdradzieckiej S.A. Gejami byli Ernst Ruehm i Rudolph Hess ("ciotka Hess" - Tante Hess) - Na ten fenomen gejostwa nazistów i innych nacjonalistów zwracał uwagę Waldemar Łysiak w swoim" "Stuleciu kłamców" - geje w szeregach skrajnej prawicy stanowią twardy orzech do zgryzienia dla demoliberalnych salonów; neutralnych lub życzliwych gejom, a wrogich nacjonalistom...

A świat sportu? Nie jest żadną tajemnicą, że młodzi chłopcy uprawiają sport bo hormony tak im buzują, ze myślą cały czas o seksie... A antyczna Grecja - gejowska ojczyzna współczesnego sportu.

A świat armii? Gejami byli m.in Eugeniusz Sabaudzki i marszałkowie d'Estrees i d'Huxelles. Homoseksualizm w armii kiedyś był powszechny z oczywistych względów, jedynie w izraelskiej żołnierze dobierać się mogą do licznych koleżanek...

Tak więc geje, sportowcy i narodowcy to przenikające się światy. Manichejska wizja p. Larkowskiego nie jest więc warta funta kłaków. Podobnie z pewnością autor ten zaprzeczyłby powinowactwu demo-liberałów i narodowców, a przecież jeszcze w XIX wieku demoliberalni narodowcy obalali monarchie z papieską włącznie.

Rzeczywistość nie jest czarno-biała, lecz ma odcienie.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Cywilizacja Zachodu ma sie dobrze wbrew bajaniom I. Morrisa i N. Fegusona

Aktualny numer "Forum" zawiera szereg artykułów o wspólnym temacie; niedługim zastąpieniu krajów Zachodu przez kraje takie jak Chiny, Indonezja czy Indie jako czołowych mocarstw gospodarczych, a wiec i politycznych...

Artykuły nawiązują do dwóch książek napisanych ostatnio przez Nialla Fergusona: "Civilisation The West and the Rest" i Iana Morrisa: "Why the West rules for now", w których obaj wieszczą zmierzch zachodu, lecz nie taki typu Spenglerowsko-Buchananowego (technokratycznego lub demograficznego) lecz będącego wynikiem rosnącej konkurencji ze strony Chin, Indonezji czy Indii.

Artykuły, tak jak i obie cytowane prace, zawierają szereg potwornych nieścisłości w określeniu tego czym jest "Zachód" i "Wschód". Dość powiedzieć, że tabela na stronie 27 "Forum" stawia znak równości miedzy Zachodem a USA+UE prezentując 10 czołowych gospodarek świata AD 2010; kolejno: USA, Chiny, Japonię, Indie, Niemcy Rosję, Brazylię, Wielką Brytanię, Francję i Włochy i prognozę na rok 2050, wg. której najpotężniejsze będą kolejno gospodarki: Chin, Indii, USA, Brazylii, Japonii, Rosji, Meksyku, Indonezji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, po czym następuje komentarz o utracie przez kraje Europy Zachodniej pozycji liderów gospodarczych. Wszystko by się zgadzało, gdyby artykuł dotyczył doganiania Europy przez Azję i Amerykę, ale dotyczy on doganiania Wschodu przez Zachód.

Otóż Meksyk i Brazylia są to cywilizacje Zachodu i ich awans przy jednoczesnym spadku pozycji Europy oznacza zachowanie pozycji przez Zachód, na przekór tendencyjnej wymowie artykułów.



Ian Morris pisząc swą książkę, w której przedstawia liczebność ośrodków miejskich na przestrzeni dziejów uznaje Bliski Wschód i Azję Mniejszą za część Zachodu, co jest kompletnym nieporozumieniem i nonsensem. Poza faktem sąsiadowania z Morzem Śródziemnym cywilizacje arabskie i europejskie nie mają ze sobą nic wspólnego. "Znakomity" historyk Morris powinien powtórzyć kilka zagadnień ze szkoły elementarnej...

Morris i Ferguson twierdzą, że Zachód musi ustąpić w wieku XXI Chinom i Indiom, które przyswoiły sobie większą część zachodniej machiny postępu gospodarczego; wolną konkurencję, handel, innowacyjną empiryczną naukę, medycynę której nie straszne są epidemie, konsumeryzm i mocną etykę pracy. Zaraz potem dowiadujemy się jednak, że Morris ewentualny zmierzch Zachodu postrzega w kategoriach klasycznych - tj. upadku imperium wskutek niedoborów żywnościowych, rozpadu instytucji państwa, niekontrolowanym migracjom, epidemiom i zmianom klimatu. JAK to się ma do innowacyjnej nauki i medycyny, którym nie straszne są epidemie? Morris uległ klasycznemu zapętleniu intelektualnemu. Dzisiejsza Europa i USA to nie starożytny Rzym, który padnie pod byle najazdem Hunów (dzisiejsze problemy z islamistami, mogą Europę osłabić, ale mogą ją też wzmocnić - w końcu muzułmanie też pracują, fanatycy to tylko część z nich, a Zachód wybudzony z drzemki może jeszcze błysnąć inwencją; np. anty-islamskim sojuszem konserwatystów z liberałami) czy epidemią dżumy. Fukuyama mógł mieć rację, w tym sensie, że Zachód jako cywilizacja (jako demokracja - niekoniecznie) jest nieśmiertelny i będzie trwał wiecznie.

Nie oznacza to jednak, że nadal będzie monopolistą na rynku potęgi i bogactwa, ale raczej nie da się zdystansować.



W dodatku "Europa" do edycji NEWSWEEKa-Polska (paźdz. 2010 nr 10 (295) zamieszczono wywiad z amerykańskim politologiem, analitykiem i publicystą Ianem Bremmerem (ur. 1969), specjalistą w dziedzinie transformacji ustrojowych . Bremmer jest zdecydowanym przeciwnikiem teorii o rychłym przegonieniu USA przez Chiny, gdyż te ostatnie raczej nadrabiają ekonomiczne opóźnienia (PKB per Capita: USA - 46381 $, CHRL - 3678) niż rzeczywiście ścigają się z USA. Ian Bremmer wieszczy krótkoterminowy sukces kapitalizmu państwowego (większa stabilizacja polityczna niż wolnorynkowo-demokratycznej Europy czy USA, mimo możliwości zmieniania praw do woli), po czym ma nastąpić porażka kapitalizmu państwowego, ponieważ, jak twierdzi amerykański analityk, państwo nie jest najlepszym zarządcą gospodarki, a kapitalizm państwowy nie ma takiej siły ideologicznej jak komunizm, ponieważ nie opowiada potrzebom ideologicznym rzesz ludzi biednych i sfrustrowanych.

Pisałem już o teoriach Bremmera, że ma on absolutną rację, że kapitalizm może się obyć bez parlamentaryzmu, demokracji (choćby wilhelmińskie Niemcy z ich atrapowym parlamentem, czy Austro-Węgry, kartelowy system Włoch pod rządami duce), a nawet bez klarownych przepisów prawnych (pozostaje kwestia prawo zwyczajowe czy prawo skodyfikowane), więc skąd jego żądanie by odpowiadał on jakimkolwiek potrzebom ideologicznym? Kapitalizm to system ekonomiczny opierający się na wymianie, tak jak feudalizm na autarchii, oba systemy są ideologicznie neutralne (w XVII, XVIII i XIX wieku znakomicie współegzystowały i uzupełniały się). Pisałem też, że stwierdzenie Bremmera, iż że Chiny tylko nadrabiają opóźnienia, a więc tak naprawdę ich dwucyfrowy wzrost gospodarczy nie stanowi dowodu na przegonienie USA, jest co najmniej dziwne. Tajwan ma również dwucyfrowy wzrost gospodarczy, podobnie jest w Malezji, przy czym Tajwan jest krajem wysoce rozwiniętym gospodarczo. Można sobie wyobrazić Chiny AD 2050 z PKB per capita ok. 10000 $ i nadal dwucyfrowym wzrostem gosp. Można też być krajem z wielkim PKB per capita i mieć dwucyfrowy wzrost gospodarczy - wystarczy zacząć od redukcji budżetowych i obniżki podatków. Tak więc uważam, że w pewnym sensie Chiny doganiają USA, a nawet przeganiają w niektórych dziedzinach, ale nie uważam, żeby to przeganianie miało charakter bezwzględny, tj. aby Chiny wyparły USA z roli światowego żandarma - nic bowiem na to nie wskazuje.

W teoriach dotyczących przeganiania Zachodu przez Wschód widać wyraźnie rozumowanie skrajnościami; albo czytelnicy są częstowani obrazem XIX wieku, kiedy to Wielka Brytania powaliła wielkie, ale zdemoralizowane i zacofane Chiny w serii wojen opiumowych, albo obrazem przyszłości, w której to Chiny grają główną rolę.

Gdy niedawno prezydent Hu Jintao odwiedził USA, "New York Times" pisał o "najpotężniejszym człowieku na świecie odwiedzającym Obamę", a Forbes o tym, że Chiny odnoszą sukcesy bo nie spowalnia ich system demokratyczny". Jednak trzy miesiące później Obama przemawiał w Westminster Hall podkreślając, że to USA, Wielka Brytania itd. stworzyły świat, w którym inne państwa mogą się spokojnie rozwijać, i nic nie wskazuje by ich wielka rola miała się zmniejszyć.

Raczej można tu więc mówić o rosnącej konkurencji azjatyckiej wobec Zachodu, ale skoro Zachodem jest też Brazylia i Meksyk, to obraz ogólny nie ulega zmianie. Z drugiej strony jeśli Chiny mają 4 razy tyle mieszkańców co USA - to jeśli ich gospodarka będzie nieco większa jeśli chodzi o liczby, to znaczyć to będzie, nie, że USA nie wytrzymują konkurencji, lecz, że Chiny przestają mieć pożałowania godne wyniki gospodarcze - tyko tyle. Zauważmy, że punktem wyjścia dla wszelkich porównań jest czas wojen opiumowych, w czasie których Chiny przeżywały okres wyjątkowej zapaści, a więc ich rozwój musi wydawać się bardziej spektakularny niż jest w istocie.

Trzeba pamiętać o niezwykłej próżności autorów takich jak Ferguson i Morris, którzy choć niewątpliwie inteligentni (zwł. ten pierwszy), myślą, jak wszyscy poczytni autorzy w kategoriach autokreacji. Tak jak Huntington jest wspominany za każdym razem jak dochodzi do spięcia Zachodu i świata islamu (który wg. Morrisa też jest częścią Zachodu, choć przecież nie ma chyba rejonu świata bardziej niechętnego zachodnim wzorcom i bardziej zasklepionego w średniowiecznym archaistycznym myśleniu o rzeczywistości niż świat arabski), a Fukuyama - w każdej dyskusji o demoliberalizmie, tak pp. M i F chcą być wspominani w kontekście wzrostu potęgi Chin - tak samo jak prof. Miodek chce dokonać rewolucji w ortografii - czyli reformy Miodka...

W artykule: "Model się zużył" zamieszczonym w Daily Telegraph i przedrukowanym w FORUM, Ferguson pisze o popularności słowa "zachodnia cywilizacja"; rzadko używanego aż do pocz. XIX wieku, popularnego w czasach imperiów kolonialnych i wojny z nazizmem i znów niepopularnego w latach 60-tych, kiedy to elity stwierdziły za Gandhim (nota bene indyjskim nacjonalistą, oszustem, hipokrytą grającym rolę ascety-filozofa, rasistą i homofobem), że termin "cywilizacja zachodnia" było to słowo wytrych za którym czaiły się tylko brutalne kolonialne rządy. Obecnie, jak pisze Ferguson, tylko 16 % brytyjskich studentów I roku historii wie kim był Wellington. Ferguson stwierdza kryzys wiary w wyjątkowość Zachodu, i kryzys studiów o tej wyjątkowości, co jest, jak uważa, jedną z przyczyn upadku Zachodu. Otóż to zupełnie niczego nie dowodzi. Brytyjczycy zaniechają studiów o wyjątkowości Zachodu kierują się tylko niepraktycznym multikulturalizmem , nic więcej. Ta moda zapewne przeminie, natomiast Ferguson w ogóle nie wspomina o drugiej stronie medalu - np. o Japonii, która jest w sensie kulturowym krajem Zachodu a nie Azji, i o japońskich studentach, którzy znają dobrze nawet bitwę pod Gettysburgiem, Wałęsę i Chopina.

Te osławione Chiny, z przywódcą, który - jak pisze Forbes - rządzi 1/5 ludności świata i zmienia bieg rzek, to nadal militarny karzeł. Lotniskowce ciągle im nie wychodzą, tak samo rakiety. Tajwan ma się nadal świetnie, a Chiny trzęsą nadal portkami przed odwetem USA, gdyby naruszyli spokój Tajwańczyków - tak ma wyglądać świat, w którym rządzą Chiny? - Śmiechu warte. Co więcej nic nie wskazuje na to by USA miały zrezygnować z roli światowego żandarma i swych 11 lotniskowców, czy armii która wg obliczeń fachowców, mogłaby walczyć z 15 zjednoczonymi kolejnymi armiami świata, w tym z chińską, którą specjaliści szacują zwykle jako ósmą lub dziewiątą armię świata - jeśli chodzi o jej potencjalną skuteczność w boju i jakość uzbrojenia - plasując ją dopiero za armią francuską czy niemiecką, o brytyjskiej czy rosyjskiej nawet nie wspominając. Chiny wiedzą, że ich postęp musi być cichy i dyskretny i taka jest właśnie np. chińska walka z Francuzami o afrykańskie rynki i surowce.

Tymczasem Indie to nadal kraj kilku milionerów i milionów pogrążonych w stanie nirwano-podobnym biedaków, bez etosu pracy i największą korupcją jaką można sobie wyobrazić (obecnie przeciw korupcji protestuje wpływowy guru Baba Ramdev), no i z demokracją - której wady są jeszcze wyraźniejsze niż w demokracjach Zachodu. Japonia to kraj nowoczesny, ale ten azjatycki tygrys jest sparaliżowany obecnie przez jeszcze bardziej dławiący system socjalny niż Europa, dlatego na wspomnianej wcześniej tabeli, Japonia wypada podobnie jak Europa właśnie. Ciekawe czy Chiny wprowadzą kiedyś ustawodawstwo socjalne? Jeśli tak, to świat już na pewno pozostanie jednobiegunowy...

Z drugiej strony, wspominając znów ową tabelę, trzeba pamiętać, że dystansowane Niemcy i W. Brytania są to kraje stosunkowo niewielkie (63 i 82 mln mieszkańców) w porównaniu z np. Brazylią (198 mln) - tak więc każde wyjście Brazylii z marazmu skutkować musi względnym osłabieniem pozycji Niemiec i Wielkiej Brytanii. By zachować należytą skalę porównawczą należałoby raczej uznać UK i RFN za jedne kraj - wówczas zapewne o specjalnym zdystansowaniu tego konglomeratu przez Brazylię w 2050 roku nie byłoby mowy. Należałoby raczej docenić, że mimo skromnych zasobów naturalnych w 2050 roku Niemcy i Wielka Brytania nadal będą w pierwszej dziesiątce potęg gospodarczych świata. Poza tym dziwi, że przy tego rodzaju zestawieniach zrezygnowano z powszechnej mody traktowania wszystkich państw UE jako całości - ciekawe jaką pozycję wg pp. specjalistów na liście 10 najlepszych zajmowałaby UE..., pomijając już kwestie, że do porównań z miliardowymi Chinami to raczej UE jest odpowiednim przedmiotem porównania a nie 82-milionowe Niemcy, w końcu w XIX wieku "chiński placek" dzieliła nie UK czy Niemcy, lecz także Włochy, Rosja, Japonia, Francja i USA...

Brazylia i Meksyk przechodząc podobne procesy rozwoju i bogacenia się jak Chiny czy Indie, zdobywają punkty dla Zachodu, tak samo jak Chiny i Indie dla Wschodu, w tym samym czasie, kiedy na Zachodzie pozycję tracą kraje UE i USA, na Wschodzie traci ją Japonia - zresztą, jak już wspomniałem - te przesunięcia mają charakter względny a nie zero-jedynkowy. Jakże więc niby rozsądni ludzie jak Ferguson czy Morris mogą w ogóle pleść takie bzdury? Czy chęć zostania prorokami jest aż tak wielka, by posunąć się do przeinaczeń? A może UE i USA mają już dosyć władania światem i marzą skrycie by ktoś ich wyręczył? Niestety, a raczej na szczęście (wszak jako Polak należę do Zachodu pojmowanego wąsko - jako UE i USA, jak i szeroko; jako mieszkaniec jednego z czterech kontynentów całkowicie opanowanych przez Europejczyków w przeszłości - nota bene Azjaci muszą zadowolić się jednym jedynym) się na to nie zanosi.

Na koniec warto podkreślić, to co zaznaczali nawet Ferguson i Morris, czyli fakt eksperymentowania rządów Azji i Afryki z poważnymi ideami rodem z Zachodu; demokratyzmem, socjalizmem i kapitalizmem, podczas gdy np. konfucjanizm jakoś się (mimo sympatii Voltaire'a i zainteresowania Schopenhauera) jakoś w Europie nie przyjął i chyba nie przyjmie...

Indywidualistyczny Zachód i kolektywistyczny Wschód Europy

Podstawową różnica dzielącą narody zachodnioeuropejskie od wschodnioeuropejskich jest podejście do wyborów życiowych innych ludzi. Podział na indywidualistyczny Zachód i kolektywistyczny Wschód tłumaczy dlaczego ruch homoseksualny lepiej ma się na Zachodzie a socjalistyczne zamordyzmy na Wschodzie.

Duch Zachodu to Locke, Oświecenie i tolerancja. Locke pisał o "sferze prywatnej" - tj. sferze, w którą państwo nie powinno wnikać, gdyż dotyczy ona indywidualnych wyborów jednostki. Locke pisał o sferze prywatnej w nadziei, że uda mu się poskromić wyniszczające XVII-wieczną Anglię spory religijne. Minęły jeszcze wprawdzie 2 stulecia zanim wiara stała się sprawą prywatną w Zachodniej Europie (w Alzacji, Szwajcarii czy Włoszech zmiana w tym względzie nastąpiła dopiero głęboko w XIX w.), ale proces dokonał się - Kościół i zbór stał się taką samą partią jak inne.

Wg człowieka Zachodu każda osoba ma prawo wybrać taki life style jaki chce, co oznacza także, że poniesie ona sama konsekwencje swoich wyborów; pamiętam jak moja mama dziwiła się angielskim znajomym, którzy nie interweniowali, kiedy ich stary przyjaciel popadał w coraz poważniejszy problem alkoholowy. Oni tłumaczyli to tym, że to jest jego wybór - jeśli chce się niszczyć - ma do tego prawo. Podobnie John Cleese żałował, że nie próbował pomóc głównemu twórcy skeczy Monty Pythona - Grahamowi Chapmanowi, gdy ten staczał się w alkoholizm. Słowianin w takiej sytuacji nie dał by koledze spokoju, nachodząc go stale i pilnując czy ukradkiem nie popija - starał by się mu pomóc wbrew jego woli. Uszczęśliwianie na siłę - ze wszystkimi swymi pozytywnymi i negatywnymi następstwami - oto duch Wschodu, zupełnie nie rozumiany na indywidualistycznym Zachodzie.

Dlatego właśnie ludzie Zachodu widzą mniej złego w demonstracjach np. anarchistów czy homoseksualistów niż w np. próbach ich rozpędzenia, gdyż te ostatnie jawią im się jako "faszyzm" i bezprzykładny zamordyzm.

Na Wschodzie jest odwrotnie. Kolektywny demokratyzm Rousseau obmyślony na Zachodzie w pełni przyjął się na Wschodzie. Na Zachodzie ograniczył się do poparcia wobec demokratyzmu, na Wschodzie zaś stał się podstawą narzędzia sowiecko-komunistycznej kontroli. "Niedojrzałość" Wschodu wobec demokracji wynika głównie z tamtejszego niedoboru ducha indywidualizmu.

Ludzie Wschodu wiedzą lepiej co jest dobre dla innego człowieka niż on sam - to typowa postawa tej części Europy. Dlatego komuniści tak dobrze się tu zagnieździli, a np. ruchy homoseksualne tak słabo. Większość ma u nas zawsze rację (w polskiej kulturze jest pewnie element zachodniego indywidualizmu w postaci szlacheckiej nonszalancji, ale to nie jest nuta dominująca). Dlatego, nawet jeśli państwo poprze jakąś mniejszość, to sympatie społeczeństwa będą po stronie typowości jako "normalności", a więc większości. Dlatego myśl narodowa jest na Wschodzie odbierana jako coś świeżego i interesującego, a na Zachodzie jako wstrętny faszyzm i deptanie praw. Stadny duch Wschodu ma ogromną siłę.

Warto pamiętać o tych różnicach zastanawiając się np. dlaczego Szwedzi entuzjastycznie witają każdą niemal nowinkę społeczną, a my zamykamy się na niemal wszystkie.

piątek, 10 czerwca 2011

Piotr Napierała, "Kraj wolności" i "kraj niewoli" - brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku

Przedstawiam moją nową książkę powstałą jako praca doktorska i zachęcam do lektury

DLA ZAINTERESOWANYCH NABYCIEM KSIĄŻKI:


Piotr Napierała, "Kraj wolności" i "kraj niewoli" - brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku, Wydawnictwo Libron-Filip Lohner, Kraków 2011. ISBN 978-83-62196-11-1

DLA ZAINTERESOWANYCH NABYCIEM KSIĄŻKI:

Niniejsza praca dotyczy problematyki zarówno myśli politycznej i teorii ustroju jak i historii społecznej. Interesowała mnie wolność polityczna rozumiana jako zbiór idei dotyczących przestrzeni między rządzącymi a rządzonymi czy miedzy administracją a poddanymi/obywatelami. Wolność religijna czy kwestie związane z uciskiem jakichś mniejszości etnicznych czy wyznaniowych były dla mnie istotne jedynie wówczas, gdy były one ściśle powiązane z ogólną wizją wolności politycznej danego myśliciela czy stronnictwa. "Wolność", o jakiej mowa w tytule to przede wszystkim ta wolność, którą Isaiah Berlin określał mianem "negatywnej" ("wolność od"), postulującej uniezależnienie jednostki od państwa, i pozbawienie aparatu państwowego możliwości nadmiernej ingerencji w życie poddanych/obywateli.Pracę podzieliłem na sześć rozdziałów.

W rozdziale pierwszym umieściłem niezbędny zarys historii myśli politycznej dotyczącej problemu wolności politycznej, jak i form ustrojowych, zarówno tych które miały być realizacją koncepcjo wolnościowych jak i tych, które krytykowano powołując się na wolność.

W rozdziale drugim poddałem analizie proces kształtowania się angielskich wyobrażeń i idei związanych z problemem wolności. Zwróciłem w nim uwagę na takie problemy jak: - elżbietański mit historyczny; -post-normańska więź łączącą angielskich arystokratów, wypływającą z zasady "wasal mego wasala jest moim wasalem", -wigowski mit historyczny, a więc postrzeganie dworu królewskiego jako ośrodka dążącego do absolutyzmu.- długo utrzymująca się, wbrew obiegowym opiniom, wiara w skuteczność ekonomicznego merkantylizmu

W rozdziale trzecim omówione zostały kwestie na pograniczu historii francuskiego ustroju absolutystycznego, tworzonego w teorii przez Bodina, Domata i Bossueta, a w praktyce przez Richelieugo i Colberta, a kwestią wolności poddanych Ludwików francuskich.

Rozdział IV poświęciłem kwestiom związanym z wolnością w XVIII-wiecznej Wielkiej Brytanii. Podkreśliłem w nim angielskie przywiązanie do wolności prasy, której płomienne mowy poświęcali m.in. Hume i Defoe, przy jednoczesnym niedostatku tolerancji religijnej (w końcu sam Locke odmawiał jej katolikom). Uwagę moją przykuły zaskakująco małe różnice między Torysami i Wigami w kwestii konieczności zachowania "wolności negatywnej".

Rozdział V zawiera rozważania nad zakresem swobody poddanych Ludwika XV i Ludwika XVI, a także takich kwestii jak neofeudalizm (min. Henri de Boulainvillersa); wypływający z francuskiego tradycyjnego sposobu rozumienia wolności w pewnym stopniu odpowiadającemu postulatom "wolności negatywnej" - arystokratycznemu marzeniu o niezależności od stolicy i o tym, że powinna się ona nie wtrącać do ich spraw. W rozdziale IV znaleźć można również omówienie koncepcji reform opartych na postulacie osiągnięcia możliwie daleko posuniętej wolności; od "angielskich" planów Voltaire'a i Vauvenarguesa po proto-socjalistyczne Rousseau i d'Holbacha i centralistyczne fizjokratów. Tak jak w rozdziałach tych świadkowie omawianych czasów będą wypowiadać się o swoim państwie i swojej tradycji politycznej, tak rozdział VI i ostatni poświęcony jest wyobrażeniom dotyczącym wolności; Anglików/Brytyjczyków o Francji i odwrotnie.



SUMMARY:

In my doctoral thesis: „Kraj wolności” i „kraj niewoli” - brytyjska i francuska wizja wolności – XVII i XVIII wieku (A ‘country of liberty’ and a ‘country of slavery’ – The British and French Concept of political Liberty in 17th and 18th Century) I attempted to compare the British and the French concepts of political freedom which were being developed in course of the 17th and 18th centuries. My idea was to examine if the popular vision of the early modern France as the ‘county of political slavery’ and – in the same time – of Britain as a mecca for every freedom-lover is really justified. In this case both political thought and ideas of various thinkers and informations about the reality of that era were of great interest of mine.

To achieve this goal I had to define which of the two main existing ideas of political liberty I myself support. Authors of the majority of already existing monographs about it are inclined to the so-called: ‘positive liberty’ which consists mainly in giving to the huge number of people the possibilyty to somehow control the government by participating in it (voting). For those who believe in ‘positive liberty’ (a concept developer first and foremoste by Thomas Paine and John Stuart Mill) the best way to secure it - is to transform every autocratic rule into a more democratic one. I am far more inclined to akcept the idea of ‘negative liverty’ prefered among other by Isaiah Berlin who was the first to distinguish between the two main concepts. ‘Negative liberty’ is refering to the necessity to secure as Little interference from the governments side into the people’s everyday life as possibile. Because of this two ways of under standing political Liberty we can divide all thinkers who have liberal inclinations in two groups: democratic liberals and aristocratic (or conservative) liberals (as Henry Spencer or Frideric Bastiat), who normally treat the demoratic administration as the same potential threat for individual freedom as any other administration – everything depends on the steps taken by minister, kings or parliaments. From the democratic perspective the concept of this thesis would be pointless but it is not from the point of view which I prefer as a more real perspective.

My PhD Thesis is divided into six chapters. In the first chapter I attempted to present an abstract of the general history of possibile Liberty concepts. In the next chapter my aim was to discover why so many British (not only political) political authors of the 17th and 18th centuries are so much concerned about the problem of individual and public liberty. I have analysed the so-called „whiggish historical myth”, according to which the whole English (after 1707 – British) political history is perceived as a great struggle for freedom against various ‘oppressors’ such as: Roman Empire, the Papacy, Spain of Charles V and Philip II, France of Louis XIV, Louis XV, Robespierre and Napoleon Bonaparte. I dealt with the koncept of the so much praised English „monarchia mixta’ in which the aristocratic, the democratic and the monarchical elements of the government co-exist in a splendid harmony, whithout which, as it was believed, England would have fallen into a state of horrid tyranny and its people – into slavery. I tried to understand why the Britons living in the early modern era called the French: pope-ridden, wooden-shoed slaves. On the other hand I analised the first absolutist treatises written in England (Robert Filmer, Thomas Hobbes etc.) to observe the arguments used in them especially those concerning political liberty. The same I did in the third chapter with French treatises written by local adherents of ‘king’s divine rights’ (Domat, Bossuet, Le Bret etc.) and its relation to individual liberty. The ‘voice of nobility’ of both nations was also of great interest to me because diffrent historical experiences defined different koncept of liberty of the rich and powerful. In the post-norman Britain the nobility was accustomed to co-operate in the king’s government whereas in France they used to fight against him especially when he attempted to extend his political influence. The aristocratic version of political freedom is best represented by Sunderland’s and Boulainvilliers’ concepts developed independently on both sides of the Channel in the first half of the 18th century.

In the fourth chapter I analysed the new ideas concerning freedom and political Liberty created by the Anglo-Scottish enlighenment. The koncept of the freedom of the press (Defoe, Hume), the individualisation of a subject, new vision of the just law and new thoughts on mutiny (Johnson, Burke) and slavery. The following chapter is devoted to the various concepts of French political thought in the 18th century, such as: the monarchical idea of Voltaire, the thèse nobiliaire of Montesquieu and Boulainvilliers, the plan of administrative decentralisation of d’Argenson, the ‘american’ vision of Diderot, Mercier and Condorcet, as well as the first clearly democratic and pre-ocialist ideology represented by Meslier, Rousseau an Morelly. The diversity of al. those thinkers used to thundestand by ‘liberty’ convinces me that there was no national ideas of liberty but merely a number of various ideas created by a number of political philosophers and this fact makes even today very hard to define what we perceive as ‘liberal thinking’.

All the aforementioned ideas are confronted with facto stated by historians specialising in the 17th and 18th centuries. In sixth and the last chapter I have presented the evolution in French vision of the ‘English liberty’ and the other way round and how they looked like prom perspective of several 19th and 20th century thinkers of various ideological background.

DLA ZAINTERESOWANYCH NABYCIEM KSIĄŻKI:

Piotr Napierała

Piotr Napierała - moje publikacje:

K S I Ą Ż K I:


Piotr Napierała, Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2008. ISBN 978-83-232189-8-2


Piotr Napierała, Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu. Wielcy władcy małego państwa, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2009. ISBN 978-83-232-2007-7



Piotr Napierała, Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res, Gdynia 2010. ISBN 978-83-61194-43-9




Piotr Napierała, "Kraj wolności" i "kraj niewoli" - brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku, Wydawnictwo Libron-Filip Lohner, Kraków 2011. ISBN 978-83-62196-11-1


A R T Y K U Ł Y:


1. Piotr Napierała, "Christian Europe and Enlightened Europe" [w:] EU Enlargement - Chance for all, Collegium Europaeum Gnesnense Foundation, Gniezno 2005, s. 101-105. ISBN 83-922470-6-X
vide:



2. Piotr Napierała, "Die polnisch-sächsische Union (1697-1763) - Polens letzte Hoffnung - Sachsens Traum von der Macht" [w:] Polen und Deutschland. Zusammenleben und -wirken, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2006, s. 60-66. ISBN 83-60247-63-3
vide:


3. Piotr Napierała, "Spadek polityczny po szwedzkim Frihetstiden (1718-1772)", w: Współczesność i przyszłość nauk humanistycznych. Problemy i perspektywy badawcze, Instytut Historii UAM Poznań 2008, s. 13-24. ISBN 978-83-89407-53-5
vide:


4. Piotr Napierała, "Europa oświecona a świat islamu", w: Kultura-Historia-Globalizacja Numer 4, rok 2009, s. 13-21.
vide:


5. Piotr Napierała, "Frédéric Bastiat i Herbert Spencer - źródła myśli politycznej Janusza Korwin-Mikkego" [w:] T.Sikorski, A. Wątor (red.), Marzyciele i realiści O roli tradycji w polskiej myśli politycznej od upadku powstania styczniowego do XXI wieku, Szczecin 2009, s. 620-632. ISBN 978-83-751814-0-1
vide:


6. Piotr Napierała, "Germain Louis Chauvelin i rozbrat pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, 1727-1737", w: C. Taracha (red), Szpiegostwo, wywiad, państwo, Wydawnictwo Polihymnia, Lublin 2009, s. 45-65. ISBN 978-83-7270-727-8
vide:


7. Piotr Napierała, "Konflikt dwóch światów. Terezjańscy i józefińscy biurokraci w Galicji (1772-1790)", W: G. Pełczyński, K. Święcicki (red.), Polacy wobec wielości kultur. Wczoraj-dziś-jutro, KMB-DRUK Gniezno 2009, s. 91-102. ISBN 978-83-61352-40-2
vide:


8. Piotr Napierała, "Reinhard Keiser (1674-1739) a Hamburg - uniwersalny twórca w europejskiej metropolii", w: R.D. Golianek, P.Urbański, Händel, Haydn i idea uniwersalizmu muzyki, Rhytmos Poznań 2010, s. 191-203 ISBN 978-83-60593-12-7
vide:


9. Piotr Napierała, "Rządy patrycjatu w przedrozbiorowym Poznaniu na tle innych miast europejskich", ", w: W. Łazuga, S. Paczos, Poznań-Szczecin-Wrocław, Trzy uniwersytety, trzy miasta, trzy regiony, Libron Kraków 2010, s. 397-412. ISBN: 978-83-62196-13-5.
vide:


10. Piotr Napierała, "Europa oświecona a świat islamu"; w: Adam Nobis, Piotr Badyna (red.), Historia - Kultura - Globalizacja, vol. II, Gajt, Wrocław 2010, ss.175-184.
vide:


11. Piotr Napierała, "Ah! ça ira, Heart of Oak, Gustafs skål – pieśń patriotyczna jako źródło do badania historii mentalności i propagandy", w: "Monteskiusz. Res Politica et historica", nr. 2, 2010. vide:


12. Piotr Napierała, "Piotr Napierała Spór między historiografią niemiecką i holenderską o miejsce i rolę Holandii w Europie", "Przegląd Zachodni" Październik-Grudzień 2010 Nr 4, s. 228-236. vide:


13. Piotr Napierała, "Karol II Habsburg i wyimaginowana głupota niektórych władców", w: Głupota w zwierciadle humanistyki, Stowarzyszenie „Nowa Humanistyka” kwiecień 2011 ISBN: 978-83-62854-02-8 vide:


14. Piotr Napierała, "Najbardziej rozpolitykowane miasto Europy Życie codzienne w XVIII-wiecznym Londynie", w: M. Moskalewicz, A. Paradowska, Homo sum: Humani nil a me alienum puto. Życie codzienne wczoraj i dziś, Instytut Historii Poznań 2011, s. 129-141 ISBN 978-83-89407-79-5 vide:

15. Piotr Napierała, "Wigowski mit historyczny a historia nowożytna Wielkiej Brytanii"

16. Piotr Napierała, "Elie Freron (1718-1776), Charles Palissot (1730-1814) i francuska prasa konserwatywna XVIII stulecia"

17. Piotr Napierała, "Aktywność dyplomacji brytyjskiej w Europie Środkowo-wschodniej a próby i możliwości naprawy polskiego ustroju w oparciu o brytyjską myśl polityczną"

18. Piotr Napierała, "Protosocjalistyczna koncepcja wolności i własności Rousseau a analogiczne teorie polskiego jakobina Hugo Kołłątaja".

19. Piotr Napierała, "Fabularny film historyczny, propaganda, prawda historyczna i prawda esencjonalna".

20. Piotr Napierała, "William Hogarth (1697-1764) a początki europejskiej karykatury politycznej".

22. Piotr Napierała, "Drogi kariery politycznej w Wielkiej Brytanii przed i po wielkiej reformie wyborczej (Reform Act) 1832 roku".

22. Piotr Napierała, „‘Western World’, ‘East’ and the Idea of Progress in eighteenth century Britain” (w druku UJ)

23. Piotr Napierała, "Georg Friedrich Händel jako poddany brytyjski"

Towarzystwo Wzajemnej Adoracji czy klub dyskusyjny?

Wielokrotnie spotykam się z uwagami typu: "powinien pan pisać na racjonalista.pl, a nie tracić czas i nerwy na prawica.net". Wygłaszający te zdania uważają, że niechęć z jaką spotykają się niektóre moje poglądy, są dowodem na to, że powinienem dać sobie spokój z ich wygłaszaniem.

Otóż zupełnie nie zgadzam się z tego typu argumentacją. Portale dyskusyjne nie maja sensu jeśli są towarzystwem wzajemnej adoracji; jeśli np. spierają się na nim nacjonalistyczny konserwatysta i konserwatywnym nacjonalistą (inna rzecz, że połączenie tych dwóch ideologii nie ma sensu, bo konserwatyzm jest elitarystyczny, a nacjonalizm - egalitarny, ale sprzeczne poglądy to nic nowego) i piszą pod swoimi postami zdania typu: "ma pan racje , tylko niedostatecznie podkreślił pan wagę tego elementu...". Portal ma sens jeśli spierają się na nim ludzie o autentycznie odmiennym światopoglądzie. Tylko w ten sposób można wyrwać wielu ludzi ze szkodliwego i mało rozwijającego dogmatyzmu i zacietrzewienia ideowego.

Na przykład wiele osób przyzwyczajonych patrzeć na gejów tylko prze pryzmat bijatyk p. Biedronia z policjantami, nie będzie miało szansy usłyszeć głosu człowieka, który zna kilkoro homoseksualistów, który wie, że są oni wierni swym partnerom i szanują ich, że nie są oni opętani seksem bardziej niż heteroseksualiści i że w ogóle są takimi samymi ludźmi jak oni. Mam tu na myśli mój głos. Tak jest w wielu sprawach, kwestia gejów to tylko przykład pierwszy z brzegu.

Dlatego ludzie rozsądni rozumieją wartość prawdziwej dyskusji i znaczenie wytrącania z jednostronnego zacietrzewienia w swoich poglądach. Tak rozumuje np. p. Tomasz Dalecki, który moje teksty na konserwatyzm.pl uważał za "ożywcze", choć nie zawsze się z nimi zgadzał. Oczywiście on i dwóch innych zostało zakrzyczanych przez ultrakatolików którzy nie akceptują żadnej duchowej strawy poza odwiecznym klepaniem własnej klerykalnej mantry...

Piszę na prawica.net bo nie cierpię socjalizmu, zniewolenia, drenażu podatkowego itd. Owszem uważam że chrześcijaństwo i wiara w Boga biblijnego jako źródło moralności są zdecydowanie przereklamowane. Jednak np. prof. Wielomski uznał kiedyś połowę użytkowników prawica.net za pobożnych socjalistów. Jeśli tacy pobożnisie o złodziejskiej mentalności mogą pisywać na portalu, to na antysocjalistycznego sceptyka miejsce też powinno się znaleźć:)

PiS - czyli o romantycznym pseudopatriotycznym ponuractwie

Pamiętam dyskusje na temat propozycji zastąpienia Mazurka Dąbrowskiego jako hymnu RP "Rotą" i moje dyskusje o tym ze znajomymi. Zgadzali się oni, że radosny i optymistyczny oświeceniowy tekst Mazurka jest wybawieniem dla takiego ponurego z natury narodu jak nasz przytłoczonego mesjanistycznym romantycznym obłędem.

"Rota" z jej "nie rzucim ziemi skąd nasz (smr/g)ród", i sprzeciwem wobec plucia w twarz jest po prostu typowym romantycznym narcystycznym i obłędnym tekstem śpiewanym w rytmie pseudo-psalmicznych jęków. Stawiam tezę: PiS to taka "Rota" polskiej polityki - rozumieją oni politykę jako mnożenie świąt, minut ciszy na pochówkach coraz to bardziej operetkowych "bohaterów/męczenników" i stawianie kolejnych setek pomników LK i JP II. PJN jest taka sama tylko nie ma tam Kaczyńskiego.

Tymczasem Polsce nie potrzeba chwil zadumy, ani czczenia ofiar (losu), a już zwłaszcza ofiar wypadku lotniczego, i w ogóle całej tej chorej fascynacji męczeństwem. Wojna i służba wojskowa nie maja nic wspólnego z męczeństwem, lecz z eliminacją wroga.

Wybitny generał armii USA Geroge S. Patton mawiał:

"na wojnie nie chodzi o to by umrzeć za swój kraj, lecz o to by tamten sukinsyn umarł za swój kraj".

Dlatego czcić powinniśmy nie Katyń, AK, pocztę gdańska i powstanie warszawskie, lecz raczej Wiznę, ewentualnie Bzurę, Samosierrę, mjra Sucharskiego, i tych od "enigmy". A np. generała "Nila" czcić za zlikwidowanie Kutchery, a nie za to, że zamęczyli go staliniści. Nie czcić pretensjonalnych błaznów typu Mickiewicza (całe życie żył na koszt arystokratów, których nienawidził, a potem jak miał zrobić coś sam to zmarł w Turcji na cholerę), lecz ludzi poważnych jak Hipolit Cegielski.

I dlatego namawiam wszystkich państwa do wysłania PiSu i PJN, zatruwających polski patriotyzm oparami masochizmu romantycznego, w nadchodzących wyborach na śmietnik historii, na owym śmietniku będą mogli do woli entuzjazmować się masochistycznie męczeństwem, kremówkami i Smoleńskiem czy innym Katyniem.

Czy Bóg jest małostkowy?

Ostatnio na konserwatyzm.pl pojawił się wpis o modłach w intencji wynagrodzenia Bogu straszliwej obrazy, jaką podobno jest dla Niego "promocja homoseksualizmu". Przypomniało mi się wówczas spostrzeżenie Sama Harrisa o małostkowości boga chrześcijańskiego. Jeśli taka bzdura jak dyskusje o orientacji i homoseksualnych małżeństwach itd są w stanie Go obrazić to znaczy że Bóg ma w oczach chrześcijanina mentalność nie Wszechpotężnego Stwórcy lecz niedouczonego księdza z Koziej Wólki. Co to Go obchodzi? Ta sprawa ma dla Boskiego planu stworzenia znaczenie mikroskopijne.

Może to niechęć do konkurencji? Wśród księży jest wielu gejów...

Nie będę tu już wchodził w dywagacje typowej teodycei; czyli jak to możliwe, że Bóg nic nie robi gdy zdarzają się katastrofy naturalne i nie odpowiada na modły przerażonych wiernych, co wskazywało by na to, że albo Bóg nie jest wszechmocny, lecz jest słabeuszem, lub że go los wiernych nie obchodzi, co by oznaczało, ze jest zły.

Tak samo jest z moralności, którą jak chrześcijanie uważają często - przynależy jedynie do nich. Kto jednak jest lepszym człowiekiem, ten kto wypełnia wszystkie przykazania prócz 1-go, czy np. chrześcijanin mający problemy np. z nie kradnij i nie cudzołóż. Jeśli Bóg jest Bogiem sprawiedliwym (a wiara tylko w takiego ma sens), to będzie popierał tego pierwszego.

Odnośnie rzekomych zasług religii dla moralności społeczeństw Steven Weinberg (ur. 1933), wybitny amerykański fizyk, zauważył:

"Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli — źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi to zasługa religii".

Patriotyczni rozrabiacy czyli rzecz o kibolach

Ostatnio portal konserwatyzm.pl wziął się za obronę kibiców przed niesprawiedliwymi posunięciami rządu PO. Nie chodzi mi nawet tu o to, czy polityka PO wobec kibiców da się usprawiedliwić, lecz o robienie z kiboli bohaterów patriotycznej prawicy. Na portalu pokazał się tekst jakiegoś generała, który wychwalał ducha i patriotyzm kibiców, przypominając, że Brytyjczycy rozbili z nich dzielnych komandosów. Zapomniał tylko dodać, że było to w ramach programu radzenia sobie z dzikimi agresywnymi ludźmi. Jeśli patriotyzm znaczą dzikość i rozrabiania, to Hun Attyla byłby patriotą wszech czasów:)

Pan Grabowski skrytykował kiboli za ich infantylną fascynację lecącą po trawie kulką i stwierdził, że kibice to w większości anarchiści, za co wsiedli na niego wszyscy jak jeden mąż, na czele z p. Wielickim -kibicem, którego na portalu wyraźnie niańczą, mimo jego stałych zapewnień, że nie chce mieć nic wspólnego z KNP, UPR, a nawet PiS, a pisze na portalu tylko po to by bronić sportu rozumianego jako prawo do cyrku i burd.

Ja rozumiem, że portal uważa, że każdy wróg PO jest przyjacielem KZM i KNP, ale po co się aż tak prostytuować...

Ostatnio jak w Poznaniu lechici wygrali ważny mecz to rozpiździli pół starówki, a prezydent bał się w jakikolwiek sposób zareagować, m.in. bo kibice z rodzinami to penwie z 60.000 wyborców. 40 osób zostało rannych - jak upadali po pijaństwie na potłuczone szkło tysięcy opróżnionych butelek...

To nie jest sport, to cyrk. Sport to skrzykniecie sąsiadów i zagranie amatorskiego meczu na podwórku. Jeśli premier pozamyka stadiony to sugeruję odstawienie pilota i zrzucenie kilku kg "brzucha kanapowego kibica" zwanego w Niemczech: Bierbauch.

Dlaczego w USA na meczach baseballa nie ma burd? Przecież ich stopień identyfikacji z drużynami jest podobny jak w Europie z footballem. Co takiego jest w piłce, że Argentyńczycy po nieudanych MŚ tradycyjnie podpalają wille trenerów?

Wpis ten dedykuję panu Grabowskiemu, i panu Daleckiemu, który przeciwstawia się z kolei portalowej manii chwalenia krwawych dyktatorów, jako antyrewolucyjnych "katechonów".

Religia a niezależność myślenia

Czy religia ogranicz intelektualne możliwości poznania świata przez jednostkę? Osobiści uważam, że tak i nie jestem w tym przekonaniu odosobniony. Christpher Hitchens określa wiarę jako "poddanie umysłu".

Oto inne cytaty dotyczące zależności miedzy wiarą a rozumem:

Każdy, kto chce być chrześcijaninem, powinien wyłupić oczy własnemu rozumowi.
Martin Luther (paradoksalnie protestanci są bardziej rozumni, bo ich religia od wieków zachęcała ich do samodzielnego czytania Biblii, podczas gdy katolicy chcieli by Biblia była dostępna tylko dla wybranych)

"Kto rozprawia, powołując się na autorytet, nie posługuje się rozumem, lecz raczej pamięcią."
Leonardo da Vinci

W czasie dziecięctwa nowej religii ludzie mądrzy i uczeni powszechnie ignorują tę sprawę, uznając ją za zbyt błahą (..) A kiedy później chcą zdemaskować oszustwo, by otumanione masy przejrzały na oczy, jest już zbyt późno, i dokumenty a także świadkowie, którzy pomogliby sprawę wyjaśnić, znikli bezpowrotnie.

David Hume

(..) nie sposób, opierając się na hipotezie religijnej, wywieść jakiegokolwiek nowego faktu ani przewidzieć i przeprowadzić dowolnego zdarzenia, ani też oczekiwać nagrody czy lękać się kary.
David Hume

Porządnymi ludźmi nazywa się zazwyczaj tych ludzi, którzy postępują tak jak wszyscy inni.

i

Wolność rodzi naturalnie rozmaitość.

Anatol France

Religia jest sposobem, w jaki człowiek akceptuje swoje życie jako nieuchronną porażkę.
Leszek Kołakowski

Ileż próżności trzeba ukrywać (..) usiłując stwarzać pozory, że jest się zamierzonym elementem boskiego planu? Ileż szacunku wobec siebie należy poświęcić po to tylko, by nieustannie tarzać się w świadomości własnych grzechów?

Christopher Hitchens

"Autorytety umacniają władzę. Ich zniewalająca siła zmniejsza krytycyzm na tyle, że niektórzy uznają czyjś autorytet wbrew racjom swojego rozumu, przystosowując się do opinii otaczających ludzi. Są to autorytety - nazwałabym urzędowe."
Maria Szyszkowska

"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

'Wiara' nie jest tak naprawdę odrzuceniem rozumu, ale leniwą akceptacją złego rozumowania. 'Wiara' jest pseudo-uzasadnieniem, które pewni ludzie powtarzają, kiedy chcą o czymś twierdzić bez niezbędnych dowodów.

Alan Sokal

Nie czytaj chłopie nic, czego ci ksiądz do czytania nie poleci, boć lepiej ci bez książki i gazety wejść do królestwa niebieskiego, niż z książką i gazetą goreć w ogniu piekielnym.

ks. Gruchalski

Nie można być według mnie w pełni rozumnym, jeśli nie jest się letnim lub indyferentnym religijnie. John Stuart Mill w swej pracy: "O wolności" pisał:

…ludzkość jest z natury tak nietolerancyjna w sprawach, które ja naprawdę obchodzą, ze swoboda religii nie została wprowadzona niemal nigdzie w życie, z wyjątkiem wypadków, gdy indyferentyzm religijny, który nie lubi by mu spory teologiczne spokój zakłócały, przeważył szalę swoim ciężarem…

Ludzie władzy od tysiącleci starali się słowem, własnym przykładem i represjami formować umysły dalekie od samodzielności, krytycyzmu, filozoficznej kultury myślenia. Najlepsi poddani i wyborcy to łatwowierna, podatna na emocjonalne apele masa, nawykła do myślenia życzeniowego

Zbigniew Pietrasiński

Teraz cytaty mniej znane:) Na moje stwierdzenie, że:

Ludzie religijni, podobnie jak socjaliści, w mojej ocenie nie myślą w pełni samodzielnie, co wydaje mi się czymś w rodzaju samo-kastracji umysłu

Internauta o nicku "Alek" napisał:

W pełni samodzielnie to nie myśli w zasadzie nikt, bo każdy opiera się na tysiącach twierdzeń, których nie weryfikuje. Zna Pan kogoś, kto do wszystkiego doszedł od zera? Nie sprawdzamy wszystkiego, bo nie jesteśmy w stanie. Każdy ma jakiś światopogląd, który zawsze jest nienaukowy. Katolicy mają tę przewagę, że na gruncie tomizmu mają świadomość tego, co to jest wiara, a co wiedza. Wielu innych swój własny światopogląd uważa naukową, obiektywną prawdę i Ci właśnie są groźni

Otóż to nie do końca tak. Religia zawiera szereg twierdzeń, które trzeba przyjąć na wiarę, często naginając własne przekonania do tych dogmatów, które uznajemy za rozsądne, a więc religia implikuje pewien stopień samooszukiwania siebie. Natomiast kolega Alek wspominał tu o informacjach, których pochodzenia sami nie ustaliliśmy - jest to wiedza poza-źródłowa, czyli rzecz najnormalniejsza pod słońcem. Nie jesteśmy w stanie objąć wszystkiego własną pracą rozumową, lecz wiedza poza-źródłowa krępuje nas w o nieporównywalnie mniejszym stopniu. Nikt nam nie każe przyjmować ją na wiarę i np. o efekcie cieplarnianym czy teorii Darwina możemy spokojnie rozmawiać i rozprawiać poddając je w wątpliwość. Dlatego właśnie ludzie religijni tak chętnie podkreślają, ze teoria Darwina to "tylko" teoria, a obrażają się jak Dawkins mówi im, że istnienie Boga to też tylko teoria. Natomiast zdarzenia opisane w Biblii to nawet mniej niż teoria - to bajka. Żarliwcy religijni nie są zdolni do całkowicie rozumowej debaty, ich rozum jest zakładnikiem wiary.

Cytat z Leszka Kołakowskiego:

W żadnej najsłuszniejszej sprawie nie warto popadać w fundamentalizm. (..) Zasady nieugięte, twarde, niepodlegające korekcie, nienadające się zmiękczyć - to przeważnie nie są zasady mądre.

Porównywanie tu religii z innymi ideologiami jest bez sensu, bo liberalizm i socjalizm nie mają dogmatów. Jeśli socjalista nie zgadza się w czymś z Marsem, to nie ma problemu, lecz chrześcijanin będzie udawał wobec bliźnich, ze zgadza się we wszystkim z Biblią. Natomiast wiedzę z wiarą mylą tak samo katolicy, jak i np. wyznawcy ekoreligii.

Zasługi chrześcijaństwa

W moim poprzednim artykule wymieniłem co mi się w chrześcijaństwie, zwłaszcza w jego wydaniu katolickim nie podoba. Nie oznacza to jednak, że nie dostrzegam jakichś pozytywów związanych z wpływem chrystianizmu.

Otóż zauważam i to niemałe. Największą zasługą chrześcijaństwa, zarówno w wydaniu ortodoksyjnym jak i np. ariańskim było uratowanie od zniszczenia dorobku antyku, w tym greckiej filozofii i rzymskiego prawa. Ta zasadnicza dla dalszego rozwoju cywilizacji, wiąże się z wpływem chrześcijaństwa na tworzenie się państw. Ponieważ to kościoły i klasztory przechowały mądrość antyczną, normalną rzeczą było to, że duchowni byli pierwszymi mężami stanu rodzących się państw. Chrześcijaństwo wraz z prawem rzymskim stanowią podwaliny obecnego prawa, co wie każdy.

Oczywiście robią na mnie wrażenie wkład kościoła w edukację, w tym zwłaszcza działalność jezuitów i pijarów, która aż do roku XVII była najlepszą jaką można było odebrać. Robią na mnie wielkie wrażenie działa sztuki, zwłaszcza muzyki sakralnej, której najlepsze nuty poświecili J.S. Bach, M.A. Charpentier i G. F. Haendel. Robi na mnie wrażenie odwaga misjonarzy do dzikich krajów. Robię też niektórzy "święci", choć wielu chyba zostało kanonizowanych niezasłużenie -tj. zrobili coś dla religii, ale nic dla ludzi a mass production świętych przez JPII uznaję za objaw dewaluacji kanonizacji. Te cud papieski to też jeden wielki bubel - lekarze mówili, że taka choroba może ustąpić w każdej chwili. Nic dziwnego, że wśród miliarda katolików znalazła się jedna osoba, której modły "pomogły?.

Różnica między moim spojrzeniem na chrześcijaństwo a spojrzeniem np. katolickich konserwatystów z konserwatyzm.pl, polega na tym, że oni tęsknią za czasami jedności światopoglądowej (przynajmniej oficjalnej) średniowiecza i wczesnej nowożytności, kiedy to Kościół miał niemal monopol na władzę and umysłami, a ja uważam, że dobrze się stało, że miejsce chrześcijaństwa jako drogowskazu ideowego ludzkości zajął liberalizm - może trochę zbyt rozpanoszyło się jego skrzydło demokratyzujące, no i niestety ludzkość miała epizod świeckiej religii socjalizmu - ale i tak jest nieźle. Liberalizm który swymi korzeniami tkwi w chrześcijaństwie przecież, stanowi po prostu dojrzalszy model moralności - oparty na odpowiedzialności, na wolności wyboru, indywidualności, samokreacji i prywatności. Dlatego cieszę się, że Locke i Voltaire wywalczyli "strefę prywatną" oddzielną od społecznej, a Maria Teresa i Józef II przejęli edukację z rąk duchownych. nie da się jednak ukryć, że w obliczu upadku kultury antycznej, chrześcijaństwo umożliwiło Europie w miarę bezpieczne dryfowanie do czasu ponownego odkrycia dojrzałej nauki, potrafiącej ułatwiać ludziom życie.

Teokracja - plan polityczny KZM?

W archiwum konserwatyzm.pl można znaleźć
wywiad Tomasza Panka z prof. Adamem Wielomskim jako prezesem KZM z 2008 roku

Na pytanie:

Czy wierzy Pan w możliwość restytucji monarchii? Czy ma to być typowa z historycznego punktu widzenia monarchia, czy może "stara Tradycja w nowej formie"?

prof. Wielomski odpowiedział wtedy:

Nie, nie wierzę w restaurację monarchii w Polsce. W Polsce rodzima tradycja królewska właściwie nie istnieje, a ostatnim królem był u nas Car Rosji. Restauracja monarchii jest możliwa tam, gdzie jest prawowity pretendent, a społeczeństwo jeszcze pamięta jak wyglądał świat, gdy głową państwa był król. Dlatego restauracja jest możliwa np. w Nepalu, Afganistanie, Kambodży. Ale nie w Polsce. Kraje nie mające żywej tradycji królewskiej mogą mieć najwyżej protezę – w postaci dyktatury.

Na pytanie:

W okresie międzywojennym przedstawiano różne kandydatury do polskiej korony. Wymieniano między innymi - Karola Stefana Habsburga, Maurycego Zamoyskiego, Augustyna Czartoryskiego. Czy zna pan jakichś innych ciekawych kandydatów? Czy w II RP istniała szansa na restaurowanie monarchii?

prof. Wielomski odpowiedział:

Tak jak mówiłem, rozważania o kandydatach uważam za zupełnie jałowe i ośmieszające tych, co je snują. W II RP nie było szans na restaurację, choć kandydaci by się znaleźli, problem w tym, że państwa zaborcze były monarchiami, a sprawa niepodległości (automatycznie) związała się z ideą republikańską, czyli podobnie jak w Irlandii. Porażka Rady Regencyjnej załamała możliwości restauracji.

I najciekawsze: na pytanie:

Jaka powinna być rola świętego Kościoła w odrodzonej Polsce? Czy Polska dzięki królowaniu Chrystusa i jego Matki Maryi - nie jest już monarchią?

prof. Wielomski odpowiedział:

W ujęciu tym Polska jest oczywiście monarchią, ale Maryja – używając znanej formuły – panuje, ale nie rządzi. Państwo Polskie winno być państwem katolickim, a to oznacza, że katolicyzm winien być wyznaniem państwowym (z tolerancją dla wyznań tradycyjnych), a prawo naturalne winno stać ponad prawem stanowionym. Nie jestem jednak zwolennikiem teokracji czyli bezpośrednich rządów duchownych – to ustrój politycznie błędny, gdyż duchownym brak odpowiedniego przygotowania do rządzenia.

Dziwi kilka rzeczy. Niewiara w przywrócenie monarchii w przewidywalnej przyszłości jest zrozumiała, ale profesor Wielomski od razu się poddaje i pisze o dyktaturze, a więc jego projekt polityczny zakładałby utworzenie jakiejś prawicowej dyktatury, zapewne a la Franco lub Salazar.

Dziwne, że nie padło w wywiadzie ani razu słowo "Wettyn", a przecież zgodnie z konstytucją 3 maja Wettynowie są następcami tronu Polski - koniec i kropka. Maksymilian Wettyn czeka. Ponoć nawet zbierano podpisy w jego sprawie.

Czartoryski? Zamoyski? - ci międzywojenni Polacy mieli poczucie humoru... Alboż to który z tych szlaciurskich rodów rządził Polską??? To już prędzej Wiśniowieccy lub Sobiescy...:) Prof. Wielomski wspomina też o carach - ich władza była narzucona Polsce i nielegalna. Stanisław August nie abdykował na ich rzecz, ani nie było elekcji - ich władza była władzą pochodzącą z podboju.

Najciekawsze są jednak religijne elementy wypowiedzi udzielonej w wywiadzie. O głupstwach typu Chrystu-król i NMP-królowa szkoda pisać. Natomiast warto zauważyć, że prof. Wielomski jest arcy-sceptyczny i arcy-"realistyczny" w sprawie szans przywrócenia monarchii (nic dziwnego, ze stosunki KZM z OMP są kiepskie), za to idealistycznie-optymistyczny w założeniu, że jeśli "...katolicyzm winien być wyznaniem państwowym (z tolerancją dla wyznań tradycyjnych), a prawo naturalne winno stać ponad prawem stanowionym..." da się utrzymać władzę z dala od rąk biskupów, a ci, wiedząc, ze "brak im przygotowania", nie sięgną po rzeczywistą władze polityczną... Już dziś biskupi w RP to celebryci ogromnym wpływie społecznym, można sobie wyobrazić co by się działo, gdyby zdobyli autentyczny wpływ w polityce.

A więc KZM porzuca de facto sprawę monarchii, za to nie widzi bnic złego w powrocie do "politycznej władzy religii" - wg. terminologii Pierre'a Manenta. A polityczna władza religii wyglądała tak:

W czerwcu 1733 ścięto na Chwaliszewie pod Poznaniem wyrokiem biskupa Stanisława Józefa Hozjusza pewnego szewca za bluźnierstwa przeciw NMP i wszystkim świętym, zaś w 1730 roku w Groningen dokonano nawet egzekucji 22 mężczyzn i nastolatków skazanych za homoseksualizm. W 1746 roku w Poznaniu Gotfryd Levi, nawrócony z luteranizmu, odmawiał uznania trójcy św. uważając, że "trzech Bogów" czcić nie będzie - za co wyrwano mu język i spalono go...

- tak mamy regulować sprawy miedzy sobą? Chrześcijaństwo trzymało się jeszcze całkiem niedawno mocno utrudniając życie wszystkim, którzy ośmielili się nie zgadzać z dominującą doktryną. Na szczęście wolterianie i liberałowie położyli temu kres. Teraz jedynie za zaprzeczanie holokaustowi można iść do paki - jest lepiej. Tak - TERAZ - pod rządami socjaldemokratów, liberałów i chadeków - jest lepiej.

By wiedzieć, jakby mogło wyglądać przewodnictwo duchowe warto usłyszeć kazanie ks. Natanka.

David Hume pisał:

W czasie dziecięctwa nowej religii ludzie mądrzy i uczeni powszechnie ignorują tę sprawę, uznając ją za zbyt błahą (..) A kiedy później chcą zdemaskować oszustwo, by otumanione masy przejrzały na oczy, jest już zbyt późno, i dokumenty a także świadkowie, którzy pomogliby sprawę wyjaśnić, znikli bezpowrotnie.

Tak to właśnie działa. Dasz religii palec, będzie chciała całą duszę:)

Kościół rządził ponad władcami przez setki lat i rządził źle. Monarchia zaś tylko w wersji oświeconej (Fryderyk Wielki, Józef II) objawia swoje zalety systemu szybszego i przejrzystszego w działaniu od republikańskiego . Oczywiście taka monarchia nie interesuje KZM.

Program KZM to jakaś teokratyczna pułapka. Klub powinien nazywać się Klubem Katolicko-Tradycjonalistycznym - KKT - nie walczy bowiem o monarchie lecz o teokratyczną dyktaturę (a ostatnio nawet o prawa kiboli, gen. Mladicia i faszystów-nacjonalistów). OMP też jest ultrakatolicka do bólu, ale przynajmniej walczy o monarchię.

"Specyfika" portalu Konserwatyzm.pl II

Gdy emocje opadły stwierdziłem, że właściwie jedyną poważną rzeczą jaka mnie różni od większości pisujących na Konserwatyzm.pl jest podejście do religii.

Osobiście zawsze byłem człowiekiem areligijnym, ponieważ religia była mi niepotrzebna. Nie ufam jej, tak jak nie ufam, wielu ideologiom świeckim o charakterze profetycznym. Ludzie religijni, podobnie jak socjaliści, w mojej ocenie nie myślą w pełni samodzielnie, co wydaje mi się czymś w rodzaju samo-kastracji umysłu. Natomiast niepotrzebnie głosiłem deistyczną ewangelię wśród ludzi religijnych. Teraz widzę jakie to było bezcelowe. Tak samo jak bezcelowe są w odniesieniu do mnie wszelkie artykuły krytyczne wobec głównego nurtu oświecenia z Voltaire'm, d'Argensonem, Montesquieu, Bolingbroke'm i Humem na czele (bo wobec pobocznego nurtu demokratyczno-republikańsko-prasocjalistycznego - Rousseau-Paine-Diderot - sam jestem krytyczny) , czyli na czele z ludźmi, których uważam za dobroczyńców ludzkości.

Są to moje autentyczne przekonania, a nie jakaś agenda jaką uprawiam dla czynników zewnętrznych, jak sądzą ludzie chorzy na manie teorii spiskowych. I dla mnie są tak samo święte jak wiara katolicka dla użytkowników rzeczonego portalu.

Nie rozumiem ludzi religijnych. Moim zdaniem filozofia pełni znacznie lepiej i bezpieczniej funkcję uwznioślania duszy, a religia zawiera pewne elementy dla mnie moralnie wątpliwe jak przekonanie, że są jakieś dni święte, jak grzech pierworodny popełniony przez jakiegoś Adama wieki temu, jak nawoływanie do "powagi i refleksji" kosztem radości życia, jak dziwaczny stosunek wobec seksu, prezerwatyw, jak krytykowanie wolnych związków (jak inaczej poznać droga osobę i stwierdzić, czy będzie się nadawała na męża czy zonę, niż będąc w takim związku? Znam przypadki katolickich dziewcząt wychodzących za mąż w wieku 19-20 lat za faceta, o którym nic nie wiedziały i potem szybko następował rozwód - ze szkodą dla dzieci, które już po katolicku zdążyły się pojawić), jak uważanie, ze tylko człowiek religijny może być moralny, jak porównania ateistów do stalinowskich zbrodniarzy, jak demonizowanie "zagrożenia" dla instytucji rodziny itd. jakie stwarzają np. geje, a które jest żadne z powodu małej liczby homoseksualistów, jak przypisywanie sceptykom "egoizmu" - a czy walka o WŁASNE zbawienie nie jest egocentryczna?

Zgadzam się z Samem Harrisem, że religia powoduje, że rozmawiamy wciąż o jakichś głupotach typu prawa gejów (powinny zostać im przyznane i tyle), czy przestrzeganie postów, konsumpcjonizm, czy kapłaństwo kobiet, lub celibat, które są problemami trzeciorzędnymi. Natomiast kwestie związane z głodem na świecie, problemami energetycznymi itd. leżą odłogiem. Christopher Hitchens moim zdaniem ma rację pisząc, że zakaz używania prezerwatyw w nękanej AIDS Afryce, to zbrodnia Kościoła Katolickiego. Kościół Katolicki też zadaje Europie cios w plecy, rozprawiając o religii, i krytykując "liberalizm" podczas gdy mógłby raczej pomóc władzom zeświecczyć islamistów, którzy wbrew dziwacznemu mniemaniu "krzyżowców" nienawidzą bardziej jeszcze niż liberałów.

Wielu oburza się na moje porównania Kościoła Katolickiego z reżymami totalitarnymi. Pisałem poprzednio:

"...Czy ktokolwiek rozsądny chciałby wrócić do "politycznej władzy religii" ?
W czerwcu 1733 ścięto na Chwaliszewie pod Poznaniem wyrokiem biskupa Stanisława Józefa Hozjusza pewnego szewca za bluźnierstwa przeciw NMP i wszystkim świętym, zaś w 1730 roku w Groningen dokonano nawet egzekucji 22 mężczyzn i nastolatków skazanych za homoseksualizm. Chrześcijaństwo trzymało się jeszcze całkiem niedawno mocno utrudniając życie wszystkim, którzy ośmielili się nie zgadzać z dominującą doktryną.
- tak mamy dziś regulować sprawy miedzy sobą? Czy ktoś tego na serio chce? Jeśli tak to jak nazwiemy, kogoś kto tego chce? - okrutnik? fanatyk?..."

W 1746 roku w Poznaniu Gotfryd Levi, nawrócony z luteranizmu, odmawiał uznania trójcy św. uważając, że "trzech Bogów" czcić nie będzie - za co wyrwano mu język i spalono go. Jako historyk wiem jak dużo było takich przypadków. Nie chodzi tu o to kto zlikwidował więcej osób: Hitler czy ludzie Kościoła, lecz o moralne prawo krytykowania zbrodni. Uważam, że wojny religijne; rzeź hugenotów w Vassy, noc św. Bartłomieja, sprawa G. Bruno, Vaniniego, Łyszczyńskiego, Camerariusa, krucjaty, zbrodnie inkwizycji, prześladowanie hiszpańskich Żydów i morysków, pacyfikacja Czech po bitwę pod Białą Górą w 1620 r., los Indian południowoamerykańskich, i w końcu potępianie ciała i uwznioślanie rzekomej duszy, co prowadziło do zaniechania antycznej higieny i występowania licznych plag, nie daje Kościołowi prawa by uznawać się za coś więcej niż jedną z wielu ziemskich organizacji, która popełnia jak to ludzka organizacji - multum błędów.

Osławiona rewolucja francuska zlikwidowała kilka tysięcy ludzi w Paryżu, co było efektem walki różnych stronnictw. Wandea - to już regularna wojna powstańcza, a nie mord, choć oczywiście mordów cywilów nie popieram - w wojnie powstańczej trudno jednak odróżnić cywila od bojownika. Natomiast zbrodnie nazizmu i komunizmu miały taka skalę jaką miały przede wszystkim dlatego, że technika poszła do przodu.

Gdy mowa o nadużyciach KK, natykamy się od razu na rożne sofizmaty i tricki myślowe. Obrońcy Kościoła mówią nam na przykład, że krucjaty itd. to efekt ogólnego klimatu moralnego epok, co bardzo dobrze podsumował Stephen Fry w dyskusji na temat czy KK jest siłą dobra na świecie: "to po co wy jesteście?".

I last but not least - ja popieram prawo wyboru, sferę prywatną, deizm, religię jako kwestie tak samo prywatna jak sposób wiązania krawata,i inne ideały liberalne, które nie zgadzają się na żaden zamordyzm ani ten świecki - socjalistyczny, ani ten uświęcony - kościelny. Ludzie mają kiepską pamięć i nie pamiętają jak opresyjny społecznie charakter miała nasza cywilizacja jeszcze na początku XX wieku, a nawet przed osławionymi latami sześćdziesiątymi. Oczywiście pewne rzeczy miały się lepiej niż teraz; nie było takiego socjalizmu, etatyzmu itd. - ale to jest inna kwestia, zresztą KK nic w tej sprawie nie robi (poza wykłócaniem się z protestantami o to kto wymyślił kapitalizm), a przyklasnąłbym walce Kościoła o wolny rynek. Jak jednak KK ma walczyć o niego, skoro sam jest z niego wyłączony i krytykuje rzekomy "konsumpcjonizm".

Postęp społeczny, rozumiany nie jako ateizm itd, ale jako materialne polepszenie jakości życia i zrzucenie przez jednostkę krępujących ją więzów (nie wszystkich oczywiście, bo to niemożliwe - K.A. von Haller miał tu częściowo rację), dokonywał się wbrew Kościołowi i podobnym mu organizacjom. W XVIIII wieku w Neapolu biskupi zachowywali się jak oligarchiczna mafia i ukrócili ich dopiero ministrowie Tanucci i Caracciolo, podobnie było w Portugalii, na Sycylii, w Hiszpanii i w Austrii, w ówczesnej Holandii - kalwińscy praedikanten krytykowali wolny rynek i tolerancję utrzymywaną przez deistycznych regenten. I tak było wszędzie . KK i zbory chciały zawsze mieć pozycje monopolisty. Te protestanckie przynajmniej nie szczycą się pochodzeniem od Św. Piotra i Jezusa, więc ich szanse na zamordyzm są mniejsze. Gdyby nie reformacja - dziś zapewne nie mielibyśmy ani takiej nauki, ani techniki jaką mamy obecnie - bo po co zmieniać coś co podoba się KK?

Uważam, ze jakikolwiek idee wskrzeszenia średniowiecznej christianitas są głęboko szkodliwe społecznie, podobnie jak nieustanne straszenie gejami, masonami, teoriami spiskowymi (masoneria nie spiskowała przeciw KK, lecz otwarcie z nim konkurowała), czy odwracanie uwagi od ziemskich problemów, ku rzekomemu życiu wiecznemu.

Natomiast błędem było głoszenie takich poglądów na portalu, który z utęsknieniem patrzy na czasy, kiedy Kościół mógł wszystko, ponieważ jego elity pokrywały się z państwowymi, i w jego rękach była edukacja. Większość na konserwatyzm.pl nie podziela mojej preferencji wobec pluralizmu światopoglądowego, i jest za zamordyzmem religijnym. Straciłem tylko czas i nerwy usiłując przekonać ich do moich poglądów, obrażając głębiej niż przypuszczałem wiele osób, za co mogę jedynie przeprosić.

Zawsze uważałem, że u większości ludzi za religijnością kryje się najzwyczajniejszy snobizm, narcyzm lub masochizm, jak widać nie dotyczy to użytkowników portalu konserwatyzm.pl, którzy na serio wierzą w nagrodę w niebie i karę dla mnie. Więc rozmawiajmy o czymś innym niż kwestie religijne.

środa, 1 czerwca 2011

Piotr Napierała, "Kraj wolności" i "kraj niewoli" - brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku

Przedstawiam moją nową książkę powstałą jako praca doktorska i zachęcam do lektury

DLA ZAINTERESOWANYCH NABYCIEM KSIĄŻKI:


Piotr Napierała, "Kraj wolności" i "kraj niewoli" - brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku, Wydawnictwo Libron-Filip Lohner, Kraków 2011. ISBN 978-83-62196-11-1

DLA ZAINTERESOWANYCH NABYCIEM KSIĄŻKI:

Niniejsza praca dotyczy problematyki zarówno myśli politycznej i teorii ustroju jak i historii społecznej. Interesowała mnie wolność polityczna rozumiana jako zbiór idei dotyczących przestrzeni między rządzącymi a rządzonymi czy miedzy administracją a poddanymi/obywatelami. Wolność religijna czy kwestie związane z uciskiem jakichś mniejszości etnicznych czy wyznaniowych były dla mnie istotne jedynie wówczas, gdy były one ściśle powiązane z ogólną wizją wolności politycznej danego myśliciela czy stronnictwa. "Wolność", o jakiej mowa w tytule to przede wszystkim ta wolność, którą Isaiah Berlin określał mianem "negatywnej" ("wolność od"), postulującej uniezależnienie jednostki od państwa, i pozbawienie aparatu państwowego możliwości nadmiernej ingerencji w życie poddanych/obywateli.Pracę podzieliłem na sześć rozdziałów.

W rozdziale pierwszym umieściłem niezbędny zarys historii myśli politycznej dotyczącej problemu wolności politycznej, jak i form ustrojowych, zarówno tych które miały być realizacją koncepcjo wolnościowych jak i tych, które krytykowano powołując się na wolność.

W rozdziale drugim poddałem analizie proces kształtowania się angielskich wyobrażeń i idei związanych z problemem wolności. Zwróciłem w nim uwagę na takie problemy jak: - elżbietański mit historyczny; -post-normańska więź łączącą angielskich arystokratów, wypływającą z zasady "wasal mego wasala jest moim wasalem", -wigowski mit historyczny, a więc postrzeganie dworu królewskiego jako ośrodka dążącego do absolutyzmu.- długo utrzymująca się, wbrew obiegowym opiniom, wiara w skuteczność ekonomicznego merkantylizmu

W rozdziale trzecim omówione zostały kwestie na pograniczu historii francuskiego ustroju absolutystycznego, tworzonego w teorii przez Bodina, Domata i Bossueta, a w praktyce przez Richelieugo i Colberta, a kwestią wolności poddanych Ludwików francuskich.

Rozdział IV poświęciłem kwestiom związanym z wolnością w XVIII-wiecznej Wielkiej Brytanii. Podkreśliłem w nim angielskie przywiązanie do wolności prasy, której płomienne mowy poświęcali m.in. Hume i Defoe, przy jednoczesnym niedostatku tolerancji religijnej (w końcu sam Locke odmawiał jej katolikom). Uwagę moją przykuły zaskakująco małe różnice między Torysami i Wigami w kwestii konieczności zachowania "wolności negatywnej".

Rozdział V zawiera rozważania nad zakresem swobody poddanych Ludwika XV i Ludwika XVI, a także takich kwestii jak neofeudalizm (min. Henri de Boulainvillersa); wypływający z francuskiego tradycyjnego sposobu rozumienia wolności w pewnym stopniu odpowiadającemu postulatom "wolności negatywnej" - arystokratycznemu marzeniu o niezależności od stolicy i o tym, że powinna się ona nie wtrącać do ich spraw. W rozdziale IV znaleźć można również omówienie koncepcji reform opartych na postulacie osiągnięcia możliwie daleko posuniętej wolności; od "angielskich" planów Voltaire'a i Vauvenarguesa po proto-socjalistyczne Rousseau i d'Holbacha i centralistyczne fizjokratów. Tak jak w rozdziałach tych świadkowie omawianych czasów będą wypowiadać się o swoim państwie i swojej tradycji politycznej, tak rozdział VI i ostatni poświęcony jest wyobrażeniom dotyczącym wolności; Anglików/Brytyjczyków o Francji i odwrotnie.



SUMMARY:

In my doctoral thesis: „Kraj wolności” i „kraj niewoli” - brytyjska i francuska wizja wolności – XVII i XVIII wieku (A ‘country of liberty’ and a ‘country of slavery’ – The British and French Concept of political Liberty in 17th and 18th Century) I attempted to compare the British and the French concepts of political freedom which were being developed in course of the 17th and 18th centuries. My idea was to examine if the popular vision of the early modern France as the ‘county of political slavery’ and – in the same time – of Britain as a mecca for every freedom-lover is really justified. In this case both political thought and ideas of various thinkers and informations about the reality of that era were of great interest of mine.

To achieve this goal I had to define which of the two main existing ideas of political liberty I myself support. Authors of the majority of already existing monographs about it are inclined to the so-called: ‘positive liberty’ which consists mainly in giving to the huge number of people the possibilyty to somehow control the government by participating in it (voting). For those who believe in ‘positive liberty’ (a concept developer first and foremoste by Thomas Paine and John Stuart Mill) the best way to secure it - is to transform every autocratic rule into a more democratic one. I am far more inclined to akcept the idea of ‘negative liverty’ prefered among other by Isaiah Berlin who was the first to distinguish between the two main concepts. ‘Negative liberty’ is refering to the necessity to secure as Little interference from the governments side into the people’s everyday life as possibile. Because of this two ways of under standing political Liberty we can divide all thinkers who have liberal inclinations in two groups: democratic liberals and aristocratic (or conservative) liberals (as Henry Spencer or Frideric Bastiat), who normally treat the demoratic administration as the same potential threat for individual freedom as any other administration – everything depends on the steps taken by minister, kings or parliaments. From the democratic perspective the concept of this thesis would be pointless but it is not from the point of view which I prefer as a more real perspective.

My PhD Thesis is divided into six chapters. In the first chapter I attempted to present an abstract of the general history of possibile Liberty concepts. In the next chapter my aim was to discover why so many British (not only political) political authors of the 17th and 18th centuries are so much concerned about the problem of individual and public liberty. I have analysed the so-called „whiggish historical myth”, according to which the whole English (after 1707 – British) political history is perceived as a great struggle for freedom against various ‘oppressors’ such as: Roman Empire, the Papacy, Spain of Charles V and Philip II, France of Louis XIV, Louis XV, Robespierre and Napoleon Bonaparte. I dealt with the koncept of the so much praised English „monarchia mixta’ in which the aristocratic, the democratic and the monarchical elements of the government co-exist in a splendid harmony, whithout which, as it was believed, England would have fallen into a state of horrid tyranny and its people – into slavery. I tried to understand why the Britons living in the early modern era called the French: pope-ridden, wooden-shoed slaves. On the other hand I analised the first absolutist treatises written in England (Robert Filmer, Thomas Hobbes etc.) to observe the arguments used in them especially those concerning political liberty. The same I did in the third chapter with French treatises written by local adherents of ‘king’s divine rights’ (Domat, Bossuet, Le Bret etc.) and its relation to individual liberty. The ‘voice of nobility’ of both nations was also of great interest to me because diffrent historical experiences defined different koncept of liberty of the rich and powerful. In the post-norman Britain the nobility was accustomed to co-operate in the king’s government whereas in France they used to fight against him especially when he attempted to extend his political influence. The aristocratic version of political freedom is best represented by Sunderland’s and Boulainvilliers’ concepts developed independently on both sides of the Channel in the first half of the 18th century.

In the fourth chapter I analysed the new ideas concerning freedom and political Liberty created by the Anglo-Scottish enlighenment. The koncept of the freedom of the press (Defoe, Hume), the individualisation of a subject, new vision of the just law and new thoughts on mutiny (Johnson, Burke) and slavery. The following chapter is devoted to the various concepts of French political thought in the 18th century, such as: the monarchical idea of Voltaire, the thèse nobiliaire of Montesquieu and Boulainvilliers, the plan of administrative decentralisation of d’Argenson, the ‘american’ vision of Diderot, Mercier and Condorcet, as well as the first clearly democratic and pre-ocialist ideology represented by Meslier, Rousseau an Morelly. The diversity of al. those thinkers used to thundestand by ‘liberty’ convinces me that there was no national ideas of liberty but merely a number of various ideas created by a number of political philosophers and this fact makes even today very hard to define what we perceive as ‘liberal thinking’.

All the aforementioned ideas are confronted with facto stated by historians specialising in the 17th and 18th centuries. In sixth and the last chapter I have presented the evolution in French vision of the ‘English liberty’ and the other way round and how they looked like prom perspective of several 19th and 20th century thinkers of various ideological background.

DLA ZAINTERESOWANYCH NABYCIEM KSIĄŻKI:

Piotr Napierała