wtorek, 17 maja 2011

Nie chodzi o przywileje, lecz o równouprawnienie gejów

Bardzo często ja i moi znajomi spotykają się z opinią, typu: "ja nie mam osobiście nic przeciwko gejom, ale jestem przeciwko przywilejom dla nich". Otóż przywilej zakłada, że mają do niego prawo tylko nieliczni, podczas gdy homoseksualiści chcą tego samego co heteroseksualiści; a wiec można być co najwyżej przeciwko równouprawnieniu gejów, a nie przywilejom dla nich.

prawa zawierania małżeństw, dziedziczenia po małżonkach, adoptowania dzieci, szwedzcy nawet poświęcenia ich związku w kościele (niektórzy pastorzy poświęcają gejowskie związki cywilne).

Osobiście w postulatach wysuwanych przez gejów nie widzę niczego złego, a jako deisty nie obowiązują mnie jakieś archaiczne zasady książki spisanej tysiące lat temu. Natomiast powiem tu słowo, do tych, którzy widzą w nich coś złego.

Pomijam tu już antygejowskich zapaleńców -autorów takich wypowiedzi jak: "A ja byłem w Arabii Saudyjskiej i tam to jest dopiero praw Boże. Ukamienowanie. Zaczynam mieć szacunek do Islamu" nota bene pod wpisem na, niby trzymającym wysokie standardy, blogu konserwatyzm.pl: zob: pod tytułem: "Jajkami i kartoflami w sodomitów, Obrażali Boga, dostali manto". I redakcja, która tak mocno wsiadła na Grzegorza Brauna, za nazywanie Biskupa katolickiego "łajdakiem", nawet jeśli dotyczy to ś.p. abpa Życińskiego", nie widzi w tym nic złego.

Nie wiem czy ktokolwiek jest w stanie obrazić Boga, ale wiem że Biblia lubi sama sobie przeczyć, więc czy rzeczywiście geje mają u Boga przechlapane?
Pisarz Sam Harris, zdecydowany ateista, twierdzi, że religia odciąga uwagę człowieka od prawdziwych problemów (głód, epidemie, energetyka, nauka, nauczanie, infrastruktura itd.) w stronę pseudo-problemów związanych z życiem „duchowym" i wolą boga, która jest przecież niemożliwa do zbadania. Te pseudo-problemy zaś absolutnie nie dadzą się rozwiązać, natomiast znakomicie potrafią skłócać ludzi i marnować ich twórczą energię: „rozmawiamy o małżeństwach gejów, tak jakby był to najważniejszy problem XXI wieku", bo religia „zachęca ludzi do udawania, że wiedzą to, czego tak naprawdę nie wiedzą".

Nic dziwnego, ze potem ateiści tacy jak Stephen Fry piszą, że chrześcijaństwo jest opętane seksem (kler - "dziewice rozprawiające o zboczeniach" i gwałcące seminarzystów) Bardzo zabawnie przedstawiono seksualną manię katolików w filmiku, w którym pod obraz mówiącego red. Pospieszalskiego podłożono tekst o masturbacji przed ślubem i o "lewicowych mediach, chętnie promujących tryb życia oparty na masturbacji" - jakby całe życie mogło polegać na onanizmie. Tak właśnie na serio pisze się o gejach, tak jakby geje nic nie robili prócz uprawiania seksu. A przecież gejami są np. S. Fry, Richard Chamberlain, Rupert Everett czy George Michael - kiedy mieliby oni czas na pisanie piosenek i granie w filmach?

Pisałem już zresztą o tym, że problem „promowania homoseksualizmu” versus „problem homofobii” jest tematem zastępczym, zarówno dla dziennikarzy jak i władz. Dlaczego konflikty wokół homoseksualizmu są bezsensowną modą społeczną? Otóż traktuję je jako efekt pewnej dziejowej prawidłowości (dzieje może nie mają sensu, ale zjawiska można opisać historiozoficznie) . Kiedyś Kościół wszystkim-dziś niczym, kiedyś homoseksualizm zwalczany-dziś nawet „promowany”. Jest to mechanizm „sprężyny” i jakkolwiek zawsze ktoś będzie niezadowolony z aktualnego wygięcia wahadła mód społecznych, sprawy te są o wiele mniej ważne niż kwestie podatków, które można załatwić na trzeźwo i od ręki, nie uczyni jednak tego społeczeństwo opętane przez walkę o mody społeczne.

W sprawie homoseksualizmu cofnijmy się o 300 lat do XVIII-wiecznych Niderlandów. Bardzo interesująca jest kwestia podejścia władz Republiki Zjednoczonych Prowincji wobec homoseksualizmu. Homoseksualisci byli uważani za kryminalistów; w 1730 roku w Groningen dokonano nawet egzekucji 22 mężczyzn i nastolatków skazanych za homoseksualizm. W 1777 roku wydany został anonimowo traktat przypisywany potem doradcy prawnemu Wilhelma V Orańskiego, Abrahamowi Perrenotowi, w którym można było przeczytać, e homoseksualizm winien być uważany za przestępstwo, jedynie gdy ma miejsce wykorzystanie chłopców niepełnoletnich. W 1803 roku w Schiedam miała miejsce ostatnia egzekucja człowieka skazanego za homoseksualizm, ( P.F. State, A brief history of the Netherlands, Facts on File inc. NY 2008.). W pewnym sensie nie dziwię się homoseksualistom, iż chcą od takich upiorów jak najdalej uciec, lecz dziwię się ludziom, których problem owej walki nie dotyczy na co dzień, iż swój czas i energię marnują na modę społeczną, która nie podlega ludzkiej polityce bieżącej, a raczej wielkim i długotrwałym zmianom mentalności ludzkiej. Podobnie jest z kwestią eutanazji i aborcji – są to zjawiska społeczne wynikające z triumfu utylitaryzmu. Który to triumf trwa już około 250 lat. I tak Polska i inne kraje poświęcają swą uwagę, czas i pióra na mody społeczne – tj. sprawy właściwie nierozwiązywalne w warunkach demokratycznych, gdzie debata zastępuje decyzję, a ważne problemy pozostają niezałatwione. W Polsce tego typu problemami są:

- zagrożenie, iż w ciągu kilku lat padnie cała infrastruktura elektryczna, wskutek braku odpowiedniej konserwacji elektrowni i przewodów (od 40 lat)
- przewidywany niedobór wody pitnej w Polsce
- brak uwolnienia informacji medycznej
- skomplikowane przepisy cywilne i karne niezrozumiałe nawet dla prawników
- zbytnia zależność energetyczna od Rosji
- brak autorytetu nauczycieli w szkołach, ergo upadek szkół

To tylko garść przykładów. Politykom wygodnie jest robić kariery na nierozwiązywalnych problemach mód społecznych, nie muszą wtedy zakasywać rękawów do pracy. Nie pomagajmy im więc, lecz rozliczajmy według stopnia załatwiania spraw załatwianych a niezbędnych do załatwienia.

Natomiast homoseksualizm istniał zawsze, w Grecji i Rzymie nawet było otoczony pewnego rodzaju estymą ("aktywny" uczestnik homoseksualnego seksu musiał być wyższy rangą społeczna niż pasywny), w średniowieczu i XVI wieku mamy różnych mignons itd. Wskazuje to na to, że niektórzy po prostu sposób naturalny rodzą się homoseksualistami. A sprzeciw wobec "przywilejów" dla gejów oznacza w przełożeniu na język logiki - zepchnięcie homoseksualizmu do podziemia.

Wiem, że wielu nazywa równość przywilejem, bo szczerze boi się upadku tradycyjnej rodziny, jednak nie warto tu przeinaczać realiów - zagrożenie dla tradycyjnej rodziny ze strony gejów jest żadne - wystarczy spojrzeć na liczny - w przyjaznej dla gejów Szwecji jest 40.000 związków homoseksualnych, przy 4.000.000 heteroseksualnych. To zagrożenie istnieje tylko w języku działaczy chrześcijańskich.

Znam ludzi, którzy uważają, że geje są niemoralni. Osobiście znam kilku i wiem dobrze, że są tak samo moralni czy niemoralni jak heteroseksualiści. Są też tak samo wierni/niewierni jak heterycy.

Znam człowieka, który boi się, że geje mogą kiedyś napastować jego córkę, dlatego jest przeciw równouprawnieniu gejów - otóż istnieje o wiele większe prawdopodobieństwo, że zagrożenie będzie pochodzić ze strony heteroseksualnego pedofila niż homoseksualnego, choćby dla tego, że heteroseksualistów jest o wiele więcej.

Swoją drogą obraźliwe jest porównywanie homoseksualizmu do pedofilii, zoofilii i nekrofilii i sprowadzanie tego wszystkiego do wspólnego mianownika. Z jedynym rzeczywistym połączeniem orientacji homoseksualnej z wyżej wspomnianymi zboczeniami byłby mężczyzna napastujący martwego szczeniaczka -wiem, że to exemplum jest dość obrzydliwe, ale chcę by zrozumieli państwo problem. Normalny homoseksualista podobnie jak heteroseksualista będzie uprawiał seks tylko z chętnym i dojrzałym emocjonalnie partnerem.

Nie nazywajmy równouprawnienia przywilejami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz