piątek, 22 kwietnia 2011

Postmodernizm – nowy romantyzm, czyli mieszanka bełkotu z pseudo-mistycyzmem

Przyszła mi do głowy pewna myśl; postmodernizm jest nowym romantyzmem. Oba nurty wykazują niespotykane podobieństwo. Postmodernizm kładzie nacisk na jednostkowe "przeżywanie" świata i wykazuje niechęć do systematycznego myślenia i planowania.

Zarówno postmoderniści jak i romantycy mieli tendencję do kreowania własnego skomplikowanego autorskiego słownictwa, które dla czytelników bywa zupełnie niezrozumiałe; kiedy czytam postmodernistów mam wrażenie, że matnia słów jaką mam przed oczami przypomina jako żywo "Giaura" Byrona.

Zarówno postmodernizm jak i romantyzm nastąpiły w czasach przesytu. Dopóki ludzkość walczyła z poważnymi problemami oświeceni i liberalni czytelnicy nie chcieli czytać dziwacznych dzieł Keatsa, który opisywał np "jak czuje rzeka". Teraz postmoderniści zajmują się kwestia cierpienia np. pojedynczych ludzi, którzy byli w obozie koncentracyjnym, tak jakby miało nam to powiedzieć coś więcej, niż tylko to, że powinno się unikać cierpienia i, że jest ono straszne. Nakład sił i środków wyrazu postmodernistów i romantyków jest nieproporcjonalnie duży w stosunku do wyników badań.

To, że postmodernizm jest nurtem nauki, a romantyzm literatury nie powinno nas zwieść. Postmoderniści przez swój skrajny subiektywizm upodabniają naukę do literatury i do literackiej fikcji. Pierre Nora pisze własne impresje o pamięci ubierając je w pseudonaukowy język, czytamy o różnych "mikro-historiach", z których nic nie wynika, o historii mówionej, która zrównuje prawdę subiektywną opowiadającego z prawdą historyczną, lub czytamy filozofów postmodernizmu, którzy głoszą, że w ogóle nie ma prawdy (co jak zauważył ostatnio Stanisław Michalkiewicz, oznacza, że zdanie: "nie ma prawdy" również jest nieprawdziwe).

Romantycy lubowali się w egzotyce, anty-okcydentalizmie, szaleństwie pseudobohaterów (np. Carlyle czy Byron), pseudo-mistyce (Towiański, Mickiewicz), agresywnym nacjonalizmie, lub wręcz odwrotnie szaleńczym internacjonalizmie. Volkizm i nazim są dziećmi niemieckiego romantyzmu. Nihilizm i anarchizm - rosyjskiego. Postmoderniści bliżsi są nihilizmowi, są anarchistami i nihilistami intelektualnymi, ale tylko dlatego, że Hitler to tabu. Nacjonalistów spoza Europy; bandziorów typu Ghandiego (który uwielbiał Hitlera), czy Mandeli - kochają. Romantycy zachwycali się Napoleonem, Aleksandrem Wielkim - postaciami mówiąc najogólniej szkodliwymi dla normalności życia codziennego.

Postmoderniści i romantycy mieli i mają tego samego wroga; klasycyzm. Klasycyzm to wszystko co wartościowe w naszej kulturze; grecka nauka, rzymskie prawo, renesansowy polot, barokowa administracja, akademie naukowe Richelieugo i Karola II Angielskiego, oświeceniowa nauka i zdrowy rozsądek - brońmy tego przed neoromantykami-pozytywistami!

1 komentarz:

  1. Jeżeli chodzi o naukę, to powinno być użyte tutaj słowo "poststrukturalizm", jako zbiorcze określenie dla nurtów w humanistyce współczesnej, których punktem odniesienia był strukturalizm. Tak naprawdę został on ukształtowany właśnie dzięki tradycji klasycznej (dzieło Pitagorejczyków, Platoników i Arystotelików). Trzeba przy tym podkreślić, że poststrukturalizm był budowany w większości przez strukturalistów (bez pewnej części badaczy z kręgu French Theory, ale ze znaczną ilością badaczy, którzy wychowywali się na strukturalizmie). Dlatego nie kreśliłbym tutaj tak wyraźniej dychotomii, nie kierowałbym też wywodu opartego na retoryce wymyślonego przeciwnika, który mobilizuje upraszczający i trochę jednostronny obraz poststrukturalizmu. Czym innym jest bowiem narratywistyczna teoria historii Haydena White'a (skądinąd z pewnością Panu znana), a czym innym szarlatańskie w istocie pomysły psychoanalizy Lacana.
    Co Pan o tym sądzi?

    OdpowiedzUsuń