piątek, 22 kwietnia 2011

Oświeceniowy „optymizm”



Oświeceniowy „optymizm” - często się o nim pisze i słyszy. Czy rzeczywiście oświeceniowcy byli optymistami. Konserwatyści, zwłaszcza ci religijni, wytykają oświeceniu nadmierny optymizm starając się wytknąć oświeceniowcom płytkość i naiwność ich myśli.

Oświeceniowcy oczywiście wierzyli w postęp i w to, że żyją w epoce, która jest wyjątkowym momentem dziejów, chcieli raczej coś robić a nie czekać bezczynnie na zmiany ludzkiego ducha; głosili kult aktywności czytania, myślenia i działania, jednak do hurraoptymizmu było im daleko. Kant uważał, w przeciwieństwie do Condorceta, że postęp nie jest stały i może ulecz zahamowaniu lub odwróceniu. W ekonomii David Hume i Adam Smith wątpili czy da się zahamować protekcjonistyczno-merkantylistyczne zakusy państwa. Georg Lichtenberg wątpił, czy oświeceniowy "język światła" dotrze kiedykolwiek do mas, a Voltaire, kiedy nie udało mu się oświecić Ludwika XV, a Fryderyk II go zawiódł, zalecił po prostu "uprawianie własnego ogródka", czyli spokojną indywidualną, wręcz pozytywistyczną, pracę u podstaw.

Gdy królom Francji nie udało się przełamać oporu parlamentów, które doprowadziły do dymisji ministra Meaupeau w 1776 roku, Voltaire, czuł się pokonany („dymisja tego wielkiego człowieka przytłacza mnie”) o ostatecznym końcu „tezy królewskiej” - wiary w wzmocnienie i oświecenia monarchii przez osłabienie arystokracji, a także o zbliżającym się końcu samej monarchii, która przegrała walkę o modernizację z arystokratami. We wrześniu pisał do markiza Condorcet:

„…O tego fatalnego dnia, niczego już nie oczekiwałem dobrego od nikogo, i czekam spokojnie, aż ktoś poderżnie nam wszystkim gardła …”.

Jak to wszystko ma się do jakoby typowo oświeceniowego hurraoptymizmu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz