piątek, 22 kwietnia 2011

Anty-okcydentalizm




Zauważam coraz silniejsze i wielotorowe zwątpienie w tzw. "wartości zachodnie", tj. wartości naszej cywilizacji. Jest to m.in efekt potępienia kolonializmu (kolonializmu świetnie bronił hinduski Amerykanin Dinesh de Souza) i nawrotu romantyzmu w postaci postmodernizmu.

Romantycy lubowali się w egzotyce, anty-okcydentalizmie, szaleństwie pseudobohaterów (np. Carlyle czy Byron), pseudo-mistyce (Towiański, Mickiewicz), agresywnym nacjonalizmie, lub wręcz odwrotnie szaleńczym internacjonalizmie. Volkizm i nazim są dziećmi niemieckiego romantyzmu. Nihilizm i anarchizm - rosyjskiego. Postmoderniści bliżsi są nihilizmowi, są anarchistami i nihilistami intelektualnymi, ale tylko dlatego, że Hitler to tabu. Nacjonalistów spoza Europy; bandziorów typu Ghandiego (który uwielbiał Hitlera), czy Mandeli - kochają. Romantycy zachwycali się Napoleonem, Aleksandrem Wielkim - postaciami mówiąc najogólniej szkodliwymi dla normalności życia codziennego.

Mam często wrażenie, że część elit Zachodu nie docenia tego co ma; zachodniego komfortu życia, względnej wolności i tolerancji, spokoju, dynamicznej i twórczej kultury Zachodu opartej na bardziej zróżnicowanych podstawach niż inne (nie tylko prawo rzymskie, ale też filozofia grecka i wartości Biblii). Często na siłę starają się podciągnąć inne kultury do swego poziomu. I tak bieda Afryki spowodowana nieudolnością, egoizmem i skorumpowaniem tamtejszych elit i biernością i ignorancją społeczeństwa, staje się wspaniała scenerią lewicowych filmów a rzekomo większej "autentyczności" czarnych Afrykańczyków niż "spasionych i omamionych bogactwem" Europejczyków czy mieszkańców USA. Odzywają się echa Rousseau, który stawiał znak równości między komfortem a zepsuciem, w przeciwieństwie do Hume'a, który uważał komfort za oznakę rozwoju i wyrafinowania.

Trochę trudniej jest ze światem Islamu, ten bowiem wyznaje wartości sprzeczne i przejawia zachowania wrogie "wrażliwości społecznej" zachodnich elit, ale Indie , Chiny i Japonia doskonale nadają się do roli rzekomo dla Europy niedościgłego ideału. Tutaj podkreśla się wyrafinowanie kultury Wschodu. Można zapytać; czemu ten człowiek Zachodu jest jednocześnie krytykowany za brak wyrafinowania i naturalnej autentyczności? Może dlatego, że wyrafinowanie Wschodu sprzedaje się nam jako obojętne na zysk i bardziej uduchowione.

Osobiście wysoko szacuję pomysły Wschodu, w tym zwłaszcza konfucjanizm, gimnastykę relaksacyjną, hipnozę szpitalną zamiast narkozy, uznaję kuchnię Dalekiego Wschodu za równą naszej, a przede wszystkim uznaję brak fałszywej "wrażliwości" elit hinduskich i chińskich. Wiem, że w Chinach AD po ulicach jeździły taksówki, a my jeszcze ubieraliśmy się głównie w skóry, ale to dowód raczej europejsko-amerykańskiej pomysłowości niż chińskiej "wyrafinowanej" stagnacji.

Wyrafinowanie Wschodu ma polegać na rzekomo większym poszanowaniu drugiego człowieka. W tym przekonaniu "inteligenci" schodzą czasem do najbardziej intymnej odmiany kontaktów międzyludzkich; do seksu. Dr Alicja Długołęcka opisuje w artykule "Wyższa szkoła jazdy" ("Wysokie Obcasy Extra nr z maja 2011 roku) seks tantryczny i różnice między seksem "zachodnim" i "wschodnim". Seks świata "Zachodu" jest jej zdaniem bardziej egoistyczny i samolubny, a także mniej wyrafinowany i prymitywniejszy.

Jako dowód swych tez przytacza wypowiedzi świadczące o tym co Wschód myśli o seksualnym życiu Zachodu. Otóż ów Wschód uważa zachodni seks za wzajemną masturbację bo kochankowie podczas orgazmu "uciekają we własny odrębny świat" nie patrząc sobie w oczy, natomiast organy płciowe są na Zachodzie określane słowami beznamiętnie medycznymi lub wulgarnymi, natomiast Wschód prawi o "japisowej bramie", w którą wchodzi "berło światła". Ludzie Zachodu zdaniem pani doktor troszczą się jedynie o własne doznania. Cóż współczuję jej napotykania na głupawych mężczyzn. Zachód ma dwa podstawowe modele kochanków; don Juana i Casanovę. Pierwszy dbał jedynie o własne doznania, drugi głównie o doznania partnerki. Rozwiązanie jest proste; lepiej i właściwiej stosować metody wenecjanina, zaś don Juanowie to nie żadni "ludzie Zachodu", lecz palanci. Unikanie kontaktu wzrokowego podczas orgazmu jest zapewne pozostałością po chrześcijaństwie w wersji katolickiej, bądź purytańskiej, a nie dowodem na lekceważenie partnera/partnerki. Zresztą cóż to ma wspólnego z prawdziwymi problemami, czy Hindus kupujący żonę od teścia za pralkę i inne AGD bardziej ją szanuje? Sprawa jest dyskusyjna.

Natomiast jest dziedzina wyrafinowania, w której Zachód zdecydowanie dominuje nad Wschodem; muzyka. Można oczywiście lubić kołyszące rytmy muzyki Indii i Japonii, ale nie jest to poziom Bacha, Haendla, Mozarta czy Wagnera. Zresztą sami Japończycy to przyznali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz