piątek, 11 lutego 2011

Casus ś.p. dra Jörga Haidera

Artykuł o Haiderze p. Andrzejewskiego w "Monteskiuszu" jest wart przeczytania, ponieważ autor oparł się pokusie opisywania zdarzeń z polityczno poprawnego punktu widzenia i znalazł równowagę między Austrią Haidera i Austrią Jelinek.



Zastanowiła mnie cytowana w tekście opinia, iż populistą jest każdy polityk, który ogląda się na życzenia ludu... To znaczy jaki polityk jest dobry? Taki, który wdraża swoją inżynierię społeczną w imię wyższej sprawy mimo wrzasków oburzonego ludu? Kiedy wiemy, czy polityk tylko"wstrzelił" się ze swoimi koncepcjami w życzenia ludu, a kiedy nagina swój kościec moralny i poglądy, ilekroć lud zmieni zdanie? Czy nieudana krucjata Ganleya dowodzi, że UE (jej interwencja wobec wyborów w Austrii to skandal w czystej postaci) ma w nosie demokrację, i zamierza tresować swych obywateli na antyncjonalistów, socjaldemokratów itd.?

W mojej ocenie Haider nie był populistą w tym sensie i raczej w ogóle nie był populistą (chyba, że za populizm weźmiemy stosowanie języka emocji zamiast języka urzędniczego, ale to przecież czynili i jego przeciwnicy, lub bratanie się z ludem, co chyba nie jest naganne wobec polityka demokratycznego), gdyż on naprawdę wierzył w swoją katolicko-niemiecko-nacjonalistyczną wizję i nie zmienił zdania, tylko dlatego, że lud poza Karyntią odwrócił się od niego po wrzaskach z Brukseli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz