niedziela, 23 stycznia 2011

O trzech cywilizacjach - ich cechach, wadach i zaletach

Gdy Huntington pisał o zderzeniu cywilizacji wszyscy zainteresowali się problemem, ale mało kto w sposób wyważony i kompleksowy rozwijał go dalej. Nauka Zachodu nie potrafi wyjść czasem poza swą jałową spekulatywność i dążność do moralnych rozróżnień, podczas gdy cywilizacji jako takich nie obowiązują prawa i normy ludzkie, ale raczej prawa zbliżone do praw rynku; atrakcyjność, spójność, siła, zdolność do rozwoju i przetrwania itd. Przypatrzmy się więc trzem głównym cywilizacjom globu.

CYWILIZACJA EUROPEJSKA

Cywilizacja Europejska (Europą w sensie ideowym są także USA i inne kraja kolonialne) jest cywilizacją (post)chrześcijańską, utylitarną i demokratyczną. Cywilizacja ta jest rozrywana przez wewnętrzny konflikt między ludźmi religijnymi i sceptykami (w starożytnym Rzymie tak nazywano deistów i ateistów), którzy zrzucają na siebie wzajemnie odpowiedzialność za wszystkie problemy społeczne. Jest to cywilizacja chrześcijańskiej communitas z jednej strony i liberalnych autonomicznych jednostek z drugiej strony. Politycznie Europa jest zdominowana przez demokratyzm.

mocne strony:

Europa wypracowała kryteria naukowości oparte na empiryzmie i sceptycyzmie, co powoduje, że za elitę uchodzą w niej ludzie kultywujący te dwie skłonności w myśleniu. Autonomizacja nauki i wiara w naukę jako wartość nadrzędną (nawet ignoranci i fanatycy w Europie powołują się na naukę) właściwie świętą dały Europie możliwość dokonania wspaniałych odkryć i skonstruowanie wspaniałych wynalazków, które uczyniły życie przyjemnym, a Zachodowi dały pierwszeństwo militarno-polityczne na świecie. Inaczej niż np. w Starożytnym Rzymie z jego strukturą klanową, obecna Europa jest cywilizacją człowieka indywidualnego, którego "sfera prywatna" (Locke) jest chroniona prawami i przyjmowana zwykle jako oczywista. Daje to warunki do pewności o swój byt, a co za tym idzie poczucie sensu wytężonej pracy i dalszego polepszania swego losu. Wielka waga przypisywana jednostce i jej przekonaniom przekłada się na oryginalność w myśleniu i wiarę, że jednostka może zmieniać świat.

słabe punkty:

Indywidualizm prowadzi także niestety do atomizacji społeczeństwa, a co za tym idzie do osłabienia oddolnej inicjatywy społecznej - votum separatum cenimy sobie bardziej niż wspólne działanie, dlatego w konfrontacji z bardziej "stadną" cywilizacją - np. islamską, Europa stoi na pozycji słabszej. Demokracja odpowiada w Europie za krótko-terminowość polityki, brak umiejętności przewidywania u polityków i kompletny bezład decyzyjny. Przykładowo: gdyby zamieszki na tle religijnym wybuchły w Europie, mało który polityk zmierzy się z problemem, którego czas trwania nie przyniesie wymiernych korzyści dla jego partii w cyklu wyborczym (myślenie o przyszłej kadencji a nie o nadchodzącym 20-leciu). Politycy są skupieni na walkę o władzę, wiec nie mogą na serio zająć się problemami wymagającymi skoordynowanych długotrwałych działań. Poprzez kadencyjność władzy nie czują się też trwale związani z racją stanu. Wyobraźmy sobie np. prezydenta i rząd deportującego 3 miliony muzułmanów. Nie jest to łatwe. Monarcha nie ma takich problemów (np. 1685 rok, Ludwik XIV i hugenoci). Demokracja musiała by być jakoś wzmocniona zgodnie z założeniami decyzjonizmu, by taki problem pokonać. Słabością Europy są jej elity hołdujące, prócz przesądu demokratyczno-równościowego (choć przecież ludzie nie są w żadnym stopniu równi sobie nawzajem) jeszcze dwóm innym. Pierwszym z nich jest przekonanie, ze wartości europejskie (prawa człowieka, współczucie, wiara w jednostkę, w edukację) są uniwersalne - tj., że przyjmie je tak samo dobrze i Holender i Niemiec i Bułgar i Arab i Żyd i Palestyńczyk i Hindus i Chińczyk i Aborygen. Naukowcy zapominają, że nauka jaką uprawiają, bez Europy w sensie kulturowym, nie ma prawa istnieć, a bez liberalno-chrześcijańskiego podłoża ich praca nie mogłaby zbliżać się do prawdy. Drugim przesądem jest "współczucie", tzn. skłonność do usprawiedliwiania antyeuropejskich postaw reszty świata, przyjmowania jej punktu widzenia i jednoczesna skłonność do negacji wartości na jakich Europa została zbudowana; honor, hierarchia, posłuszeństwo, wiara, odwaga, przedsiębiorczość, gospodarność, indywidualizm. Tym należy tłumaczyć np. wyciszanie informacji o prześladowaniu chrześcijan (czasem jak w Sudanie są to setki tysięcy ofiar) w krajach nie-chrzescijańskich przy jednoczesnym ciągłym przepraszaniu za Holokaust, los Indian itd. Większość intelektualistów (np. Dawkins, Szczuka, Terlikowski) jest zbyt pochłonięta sporem sceptycyzmu z chrześcijaństwem by zrozumieć przesłanie Samuela Huntingtona, Oriany Falacci czy prof. Wolniewicza, dowodzącym, że spór ten jest jedynie kłótnią w rodzinie, której z zewnątrz zagraża zupełnie inna rodzina. By móc dalej radośnie kontynuować spory wewnętrzna trzeba najpierw uporać się z zagrożeniami zewnętrznymi. Niedawno redaktor Terlikowski mówił, że ateizm europejski jest anomalią, czego ma dowodzić rzekomo niezłomna katolickość Ameryki Południowej i protestantyzm Północnej, tymczasem w katolickiej (tylko w 62 %!) Brazylii, niewierzący stanowią 7,4-10% społeczeństwa. Ateiści mają wbrew pozorom podobny system moralny jak katolicy czy protestanci, choć jako sceptycy zwykle wykazują mniejszą dozę przekonania co do słuszności własnych działań (poza tymi odnoszacymi się do ich anty-ewangelizmu). Kolejną wadą Europy jest socjalizm i system socjalny, zniechęcający do pracowitości, rzetelności, zakładania rodzin i myślenia o przyszłości, korumpujący jednocześnie władzę, która zamiast chronić obywateli - okrada ich z owoców ich pracy. W Meksyku i na Nowej Zelandii, gdzie nie ma socjału nie ma również połowy typowych dla "Zachodu" problemów. Słabością "Zachodu" jest także brak ustalenia ról społecznych kobiety i mężczyzny, oraz brak wiary tak typowej dla np. wieku XIX - w posłannictwo/misję Europy. Zgodnie z duchem poszanowania praw jednostki powinny być to zalety, jeśli jednak patrzymy na siłę cywilizacji są to wady. Elity krajów kolonialnych z USA na czele wpadają do tego wszystkiego w pewną schizofrenię intelektualną, grając rolę wiecznych antykolonialistów, co, jak pisał Erik von Kuehnelt-Leddin świadczy o niewłaściwym rozumieniu przez nich własnej historii. Niebezpieczny jest permisywizm zachodni i nadmierna wyrozumiałość wobec bandytów. Europa też przez swą wygodę i preferowaniu dumpingu, zamiast zakasania rękawów do uczciwej konkurencji z tańszymi towarami z Azji,RPA czy Chin, pozbawiła się twardej bazy przemysłowej. Jeszcze gorsza jest zależność energetyczna (m.in. wobec Arabów) i surowcowa (zwł. od Rosji). Na takie bolączki najlepsza jest energia jądrowa, lecz tu trzeba trzymać żelazną ręką bandy ekorrrorystów. Dobrze, że nie było ich wtedy gdy wchodziły nawozy sztuczne, bo pewnie dziś woleliby wygłodzić ludzkość by ratować lasy, łąki i pola...



CYWILIZACJA ISLAMU (teokratyczna)

mocne strony:

Silną stroną cywilizacji islamu jest skupienie ludzi ją reprezentujących na wspólnej sprawie, jaką jest promowanie i narzucanie islamu innym cywilizacjom. To skupienie na wspólnej walce odwraca skutecznie uwagę ludności od innych problemów. Innym czynnikiem spajającym ludzi islamu są duże rodziny i klanowy system społeczny. W państwach islamskich religia i prawo są tym samym, co oszczędza wielu sporów, lub raczej kanalizuje je (w Europie można powoływać się na chrześcijaństwo, prawo rzymskie, liberalizm, w krajach islamu - wszyscy - zarówno fanatycy jak i umiarkowani muzułmanie mogą się powoływać tylko na islam). Głęboka wiara większości muzułmanów w połączeniu z zanikiem sfery prywatnej i wszechobecną kontrolą moralną (islam miał być moralną odpowiedzią na zepsucie Babilonu) powoduje, że muzułmanie zachowują się jak jedno ciało, a apostazja jest aktem nadzwyczajnej odwagi. Muzułmanie są sfrustrowani dominacją "niewiernych" Europejczyków i Chińczyków na świecie, więc łatwo można ich wykorzystać jako masę polityczną, zwłaszcza przy ich zbyt częstej pogardzie dla wykształcenia i samodzielnego myślenia. Muzułmanie są niestety ignorantami. Prawdopodobnie rzeczywiście wierzą, że wojska amerykański i brytyjskie skrycie mordują muzułmanów tylko dlatego, że są nimi, lub, że policja zachodnia ich prześladuje z tego samego powodu. Stąd zapewne te transparenty z napisami: "Islam will dominate the world" i "Freedom can go to Hell". Wolność europejska według radykalnych muzułmanów jest nie tylko "bezbożna" ale i oszukańcza. Spiskowa teoria antyzachodnia jednoczy muzułmanów. Muzułmanie mieszkający w Europie i USA ograniczają swoje i swoich dzieci kontakty z "niewiernymi" do minimum. Niektóre kobiety siedząc ciągle w domu pozostają w sensie kulturowym w Algierii mieszkając w Sztokholmie...

słabe punkty:

To, że islam prowadzi swą ekspansję niemal wyłącznie drogą gwałtu wynika właśnie na zbyt częstej pogardy muzułmanów dla wykształcenia i samodzielnego myślenia. Zauważmy, że w odniesieniu do cywilizacji islamu mówi się wiele o sztuce i kulturze, ale prawie nigdy o edukacji... Liczby mówią same za siebie. Spójrzmy na liczbę artykułów wikipedii - encyklopedii tworzonej przez zwykłych obywateli - w różnych językach:

# Anglojęzyczna (3 490 842)
# Niemiecka (1 155 426)
# Francuska (1 039 482)
# Polska (753 194)
# Włoska (750 000)
# Japońska (678 191)
# Hiszpańska (677 056)
# Niderlandzka (656 137)
# Portugalska (638 846)
# Rosyjska (627 392)
# Szwedzka (378 238)
# Chińska (309 978)
# Norweska (282 710)
# Katalońska (243 790)
# Fińska (239 190)
# Ukraińska (208 455)
# Czeska (163 679)
# Węgierska (162 114)
# Turecka (152 286)
# Rumuńska (144 417)
# Koreańska (136 439)
# Esperanto (129 660)
# Duńska (129 310)
# Arabska (127 128)
# Indonezyjska (124 576)

Zauważmy, że Arabów jest ok. 300-340 mln, a Duńczyków - 7 mln... Często uznaje się Arabów nie za jeden naród, ale za wspólnotę kulturową. Pogląd ten jest spowodowany tym, że większość Arabów jest potomkami ludów podbitych w trakcie arabskich podbojów (m.in. Aramejczyków, Egipcjan, Wandalów, Berberów, zhellenizowanych mieszkańców Bliskiego Wschodu i zromanizowanych mieszkańców północnej Afryki), ale nie zmienia to faktu, że język arabski reprezentuje 300-340 mln krtani, a duński - 7 mln. Po prostu wśród Arabów jest zbyt mało wykształconych ludzi do tego stopnia by być w stanie napisać artykuł encyklopedyczny. Indonezja z jej 242 968 342 obywatelami (2010), kraj w 86% islamski, również wypada słabiutko. Znajomy bałkanista mówił mi, że stambulscy profesorowie mają zwykle wiedzę i umiejętności polskich magistrów. Są teorie głoszące, że pierwsi Arabowie jak ibn-Sina byli ucywilizowani przez wpływy bizantyjskie, ale potem powrócili do swego nomadycznego trybu życia, jak i niezbyt kompatybilne z nimi teorie głoszące, że radykalni islamiści to ci, którzy pozostali przy wierze nomadycznych stronników Proroka, zaś reszta poszła naprzód. Chodzi tu zawsze o stopień bycia islamistą. Stąd zapewne Geert Wilders porównywał islam do europejskich świeckich "religii" totalitarnych. To samo jednak można powiedzieć w odniesieniu do niektórych epizodów chrześcijańskiej historii Europy; prześladowania humanistów itd. Problem polega na tym, że rozwój intelektualno-naukowy musi w islamie polegać na rozwodnieniu samego islamu, który jako ideologia totalistyczna z trudem akceptuje obecność obcych ideologicznie składników. Na razie jedyną "udaną" próbą był kemalizm, choć uważa się, że jego dni są policzone. Monarchia absolutna oświecona w stylu europejskim Rezy Pahlawiego i tzw. "Era Tulipanów" (tur: Lâle Devri - okres w historii Turcji trwający od 1718 do 1730 roku, kiedy rządził Ahmed III i wielki wezyr Nevşehirli Damat İbrahim Pasha (zm. 1730) charakteryzujący się bezprecedensowym zainteresowaniem i zafascynowaniem europejskością) pozostały epizodami. Jak więc pogodzić islam z wymaganiami współczesnej technologii i nauki? Czy muzułmanie są skazani na wieczną frustrację pomiędzy własnym poczuciem ekonomicznej niesprawiedliwości a poczuciem moralnej wyższości?



CYWILIZACJA DALEKOWSCHODNIA (materialistyczno-konfucjańska)

mocne strony:

Na pierwszy rzut oka cywilizacja chińsko-japońska ma same mocne strony. Mowa tu o cywilizacji konfucjańsko-buddyjsko-ateistycznej (konfucjanizm to kodeks etyczny stworzony w VI w p.n.e. przez chińskiego mędrca Konfucjusza, według którego najistotniejszymi cnotami są: pokora, oszczędność, szczodrość, umiarkowanie, szacunek dla starszych i przestrzeganie tradycji). W Japonii dochodzi jeszcze składnik sintoistyczny. W dzisiejszych czasach coraz większa liczba Japończyków uznaje światopogląd materialistyczny, tym niemniej ponad 90% z nich praktykuje zarówno sintoizm (obrządek narodzin i małżeństwa) jak i buddyzm, zarezerwowany na ceremonie pogrzebowe. Sintoizm jest rdzennie japońską religią politeistyczną, a nazwę shintō tłumaczy się jako drogę bóstw. Ów powstały w czasach prehistorycznych system animistycznych wierzeń ludowych oddaje cześć zamieszkującym wszędzie bóstwom kami i nie posiada żadnej doktryny czy filozofii. Jak głosi japoński mit stworzenia świata, cesarz jest potomkiem bogów, a spośród różnych odmian sintoizmu wiele głosi wiarę w pośmiertną boskość wszystkich ludzi, w związku z czym winni być czczeni przez potomnych. Dzięki temu sintoizm nie przeszkadza konfucjanizmowi i materialistycznemu utylitaryzmowi budować nowe fabryki Toyoty i Hondy... Chińczycy po rozstaniu się z komunizmem, pojmowanym tam o wiele bardziej totalnie niż w Europie, zdecydowali się na kombinację własnego pomysłu autorytaryzmu z europejskim kapitalizmem, co jak na razie daje zadziwiające efekty. Japończycy są nacjonalistami. Zwykle uważają się za lepszych od Europejczyków, lub im równi, choć nie okazują tego. Jako konfucjaniści sądzą ludzi po wynikach ich działań; czy są oszczędni, porządni i pracowici. Voltaire i oświeceniowcy podziwiali konfucjanizm również za owe wyniki. Tradycja tego wzajemnego uznania liberalnych (post)chrześcijan i konfucjanistów trwa do dziś. Voltaire, d'Holbach i XVIII-wieczni ekonomiści byli zafascynowani Chinami, które jawiły im się jako oświecona monarchia absolutna (Islam zaś budził jedynie lęk, na równi z fanatyzmem chrześcijańskim). Japończycy mają podobne uznanie dla europejskiej kultury z muzyką (Bach, Chopin) na czele. Chińskie władze mają do europejskiej kultury podejście bardziej wyrachowane i cyniczne; przejmują jedynie te jej elementy, które pozwalają Chinom podnieść się gospodarczo, podobnie czynił car Piotr Wielki, który europeizował Ruś by zdominować Europę, a dopiero Katarzyna Wielka rozpoczęła (kilkadziesiąt lat potem) kulturalną europeizację Rosji na podobną modłę jak czynią to dziś Japończycy. Ciekawe, że to Amerykanie wymusili otwarcie się Japonii na Zachód. Szogun Tokugawa Ieyasu (1543–1616) początkowo sprzyjający kupcom zagranicznym, przestraszył się nadmiernej chrystianizacji kraju. Od 1636 wszystkie kontakty z kupcami europejskimi (z wyjątkiem Holendrów) i misjonarzami zostały zakazane, chrześcijanie japońscy byli prześladowani. Jedynym miejscem kontaktów handlowych stała się faktoria na sztucznej wyspie Dejima usytuowanej w zatoce Nagasaki. Dopiero w 1853 komandor marynarki USA Matthew Perry zakotwiczył okręty nazwane przez Japończyków "czarnymi" w zatoce Yedo (ob. Zatoka Tokijska), a w lutym 1854 Amerykanie wymusili na Japonii pierwszy traktat łamiący jej izolację. Później doszło do interwencji połączonej floty brytyjsko-francuskiej i ostrzału japońskich portów. Brytyjczycy wysłali potężną armadę, która zakotwiczyła w okolicach Kōbe w 1866. W końcu cesarz, Mutsuhito otworzył granice Japonii. Japończycy jednak często uważają się za lepszych. Głośny był kiedyś program tv, w którym Europejczycy i Amerykanie wygłupiali się ku uciesze japońskich widzów. Chiny również w XIX zostały nieco przymuszone do europeizacji. Chińczycy są skrajnymi nacjonalistami. Ich kraj wyznaje nawet doktrynę "imperium zewnętrznego", wg. której w zasadzie cały Daleki Wschód nie licząc Indii, Malezji i Indonezji jest tak naprawdę chiński. Pewnym dziwnym wyjątkiem jest osobliwy chiński rasizm wobec czarnej rasy (tak jak do chińskich wieśniaków o ogorzałej skórze) i uwielbieni białej skóry (wg. Radosława Pyffela poślubienie Europejczyka lub obywatela USA jest uważane w Chinach za sukces matrymonialny). Chińczycy są pracowici, grzeczni i doceniają rolę nauki. W odróżnieniu od Japończyków nie skorzystali z europejskiego ustawodawstwa socjalnego; Opieka zdrowotna w Chinach jest płatna. Ubezpieczenie zapewniają zakłady pracy, ale w ostatnich latach pokrywają one jedynie niewielką część opłat, w związku ze wzrostem kosztów leczenia i ograniczonym współfinansowaniem państwa. Od niedawna osoby starsze powyżej 70 roku życia są wspomagane przez państwo w postaci 60 procentowego pokrycia kosztów leczenia. Większość ludności wiejskiej pozbawiona jest ubezpieczenia i musi ponosić pełne koszty opieki medycznej. Nie będąc demokracją Chiny nie mają problemów z podejmowaniem koniecznych niepopularnych decyzji politycznych. Od jakiegoś czasu dbają nawet o ekologię a prześladowanie dysydentów ogranicza się do demokratycznych utopistów, w rodzaju tego, któremu nadano właśnie zaocznie Nobla (była to nagroda nie za postawę wolnościową lecz tak naprawdę za postawę demokratyczną). Chiny nie cierpią na socjalizm. Również kary dla przestępców nie są tam tak operetkowe jak w Europie (kara śmierci utrzymana), a system socjalny nie nagradza lenistwa, ponieważ japoński jest inaczej skonstruowany, a Chińczycy go nie wprowadzili. Japonia i Chiny nie przepraszają za to, że istnieją, i nie wstydzą się ekspansji. Nie żyją więc w schizofrenii moralnej i śmiało spoglądają w przyszłość nie zapominając jednak o swych korzeniach (Chiny skończyły już z szaleństwem rewolucji kulturowej).

słabe punkty:

Do słabych punktów Japonii zaliczyłbym jedynie socjaldemokratyzm, a Chin - tłumienie niezależności myślenia w szkołach. Dawniej, gdy naukę napędzali pojedynczy geniusze był to większy problem, dziś, gdy na pierwszy plan wysuwa się laboratoryjna praca zespołowa, Azjaci dominują.


Reasumując rekomendowałbym Europie wzbogacenie swego stylu myślenia o pewne elementy dalekowschodniego stylu myślenia..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz