niedziela, 7 listopada 2010

Krzywe zwierciadło romantyzmu

Poznanie i zrozumienie przeszłej i obecnej rzeczywistości polityczno-historycznej jest w obecnych czasach utrudnione z powodu pewnej dziwacznej maniery w myśleniu pochodzącej od romantyzmu.

Romantyzm był ruchem buntu znacznie szerszego niż nam się obecnie wydaje. Czasy przedromantyczne charakteryzowały się docenianiem ludzi decydujących o życiu innych ludzi. Urzędnik świecki czy duchowny, oficer, polityk, władca byli postrzegani w pierwszym odruchu (en gros - bo oczywiście zdarzały się wyjątki, którym nie ufano) jako osoby odpowiedzialne, godne, którym należy się szacunek za to kim są. Uwielbiani dziś aktorzy i muzycy byli tylko ludźmi, którzy umilali egzystencję tym ważnym personom, w których rękach były losy setek i tysięcy.

Romantyzm to wszystko zniszczył wprowadzając dozę sceptycyzmu. Romantykami byli często ci, dla których nie starczyło miejsca wśród grona urzędników, oficerów, polityków i władców. Dopóki w naszej cywilizacji ceniono wyżej fakty (trudy dnia codziennego) niż rojenia (książki filozoficzne, wielkie idee) romantyzm nie mógł się narodzić. Romantycy zaatakowali w końcu jednak świat ludzi odpowiedzialnych; małżeństwa kontraktowe jakie narzucali im rodzice z grupy ludzi odpowiedzialnych za losy innych (urzędnicy, politycy, władcy) i inne rzeczy "ograniczające" ich egzystencję indywidualną. Spójrzmy na obrazy Francisco de Goi; ludzie prości są na nich przedstawiani za darmo, bogaci i wpływowi - gdy zapłacili. A rodzina Karola IV Burbona została przedstawiona fatalnie, mimo, iż za dzieło zapłaciła.



Oświecenie (czyli mówiąc po dzisiejszemu: liberalizm), o którym się tyle mówi w kontekście rewolucji było ruchem konserwatywnym w porównaniu z romantyzmem. Zwalczało ono to co nadprzyrodzone, a raczej zwyczaj przykładania większej wagi do nadprzyrodzonego niż do tego co wyjaśnialne, ziemskie i typowe ("polityczną władzę religii" - Pierre Manent), nie zmieniając specjalnie układu sił w świecie realnym. Nadal aktor nie był ważniejszy od polityka (najczęściej arystokratycznego pochodzenia). Najwięksi ludzie oświecenia; Voltaire, d'Argenson byli monarchistami i zwolennikami arystokracji. Zdarzały się oczywiście wyjątki takie jak postulujący utworzenie sztucznego społeczeństwa umowy społecznej Rousseau. Dziwnym trafem jednak o takich jak on mówi się - "ojcowie romantyzmu".



Romantyzm podzielić by można na indywidualny i kolektywny. Ten pierwszy kazał gloryfikować robotnika w samotnej małej kopalni, samotnego kowboja czy śpiewaka. Drugi odpowiada za nacjonalizm i demokrację (czyli przekonanie, że ludzie są równi, zwłaszcza jeśli pochodzą z tego samego pnia genetycznego/rasowego choć wiemy, że ludzie mają różne możliwości kształtowania swojego moralnego charakteru, a etniczny Grek może być najbardziej brytyjskim z Brytyjczyków - a więc obie te ideologie nie oddają warunków panujących w rzeczywistości). Oba zwrócone były przeciw "ludziom odpowiedzialnym". Dlatego dziś jak słyszymy o politykach czy urzędnikach to już podejrzewamy ich o korupcję. Gdy mowa o businessmenach od razu mówi się też o "pierwszym nieuczciwie zarobionym milionie", natomiast robotnik, mnich, kowboj, piosenkarz są postrzegani jako ci "dobrzy", którzy robią coś konkretnego. A przecież sama ilość ludzi, od których nie zależą żadne większe decyzje powoduje, że ich działania grożą strasznymi skutkami, często równie wielkimi jak działania "ludzi odpowiedzialnych za...". To samo przekłada się na stosunki koscielne' ludzie darzą szacunkiem prostego księdza parafialnego, a biskupa podejrzewają o politycznie uwarunkowane działania (sama polityka uważana jest za "brudną", a polityka to nic innego jak świat decyzji, które czy tego chcemy czy nie, trzeba podejmować). Warto pamiętać o tych romantycznych okularach jakie nosi ludzkość od czasów Rousseau i Byrona.

Piotr Napierała

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz