wtorek, 23 listopada 2010

Czemu nie pod własnym nazwiskiem ?

Paracelsus - Phillippus Aureolus Theophrastus Bombastus von Hohenheim
Philip Melanchton - Philipp Schwartzerd
Farinelli - Carlo Broschi
Canaletto - Giovanni Canal
Canaletto - Bernardo Belotto
Voltaire - François-Marie Arouet
Novalis - Georg Philipp Friedrich Freiherr von Hardenberg
Jean Paul - Johann Paul Friedrich Richter

Harry Lillis "Bing" Crosby
Gene Kelly - Eugene Curran Kelly
Marilyn Monroe - Norma Jeane Mortenson
Zero Mostel - Samuel Joel Mostel
Woody Allen - Allan Stewart Konigsberg
Michael Caine - Maurice Joseph Micklewhite
Lady Gaga - Stefani Joanne Angelina Germanotta
Madonna - Madonna Louise Veronica Ciccone
Cher - Cherilyn Sarkisian LaPiere ( ՇԵՐԻԼԻՆ ՍԱՐԳԻՍԵԱՆ ԼԱ ՓԵՌ)
Nicolas Cage - Nicolas Kim Coppola
Michael J. Fox - Michael Andrew Fox

Frederick Muhlenberg - czy niemiecki mógł zostać oficjalnym językiem USA?

Frederick Muhlenberg (1750-1801) był amerykańskim politykiem niemieckiego pochodzenia. Jego ojcem był luterański pastor Henry Melchior Muhlenberg (1711-1787) ur. w Einbeck w Dolnej Saksonii, który przybył w 1742 roku do Filadelfii na życzenie luterańskich niemieckich emigrantów. W 1743 roku Henry Muhlenberg zbudował kościół luterański w pensylwańskim miasteczku Trappe. Był uważany za patriarchę luteran amerykańskich. Jedo syn Frederick Muhlenberg pojechał do Niemiec, by studiować teologię w Halle. Od 1770 roku rozpoczął posługę w Pensylwanii. W latach 1774-1776 mieszkał i nauczał w Nowym Jorku. Gdy Brytyjczycy zajęli Nowy Jork wyjechał do miejswowości New Hannover w Pensylwanii. W roku 1771, Muhlenberg poślubił Catherine Schaeffer, córkę bogatego filadelfijskiego właściciela rafinerii cukru Davida Schaeffera. Catherina dała Muhlenbergowi 7 dzieci.



Muhlenberg został wybrany członkiem Kongresu Kontynentalnego w 1779 i 1780 roku. Od 1780 do 1783 był posłem Pennsylvania House of Representatives (3 listopada 1780 roku wybrano go jej speakerem). W 1787 roku był delegatem stanu Pensylwania na konwencji konstytucyjnej. Jako pierwszy złożył swój podpis pod tzw. Bill of Rights, Jeffersonowskim dodatkiem do konstytucji USA, który potem będzie uznawany za pierwsze 10 poprawek.

Muhlenberg był speakerem Izby Reprezentantów I i III Kongresu USA (1789–1791 i 1793–1795). Nie ubiegał się o ponowny wybór w 1796 roku. W roku 1794 Izba przegłosowała wynikiem 42:41, że nie będzie się tłumaczyć niektórych praw na j. niemiecki. Muhlenberg, który sam powstrzymał się od oddania głosu, później powiedział: "the faster the Germans become Americans, the better it will be.". Późniejsza legenda przypisywała mu rolę tego, który zahamował akcję uczynienia języka niemieckiego oficjalnym językiem USA. Inna legenda przypisywał mu sugestię, że do prezydenta USA należałoby zwracać się per: "Mr. President", a nie: "His High Mightiness" lub "His Elected Majesty."

Mimo iż w XIX wieku do USA przybyły miliony emigrantów z Niemiec, i że dziś co czwarty biały obywatel USA (ponad 43 mln) ma niemieckie pochodzenie. co czyni ich największą grupą etniczną tego kraju. Język niemiecki ani wtedy, ani w 1794 roku nie miał szans stać się oficjalnym językiem USA.

środa, 10 listopada 2010

"Wspaniała" Republika i "straszni" królowie

Żyjemy w demokracji i pod ustrojem republikańskim, nic więc dziwnego, że zewsząd słyszymy demokratyczno-republikańską anty-monarchiczną propagandę. Wychwalane są np. Ateny (te same Ateny, których wódz Perykles najpierw sam się poranił, potem przyleciał z krzykiem na agorę, zażądał ochrony, i za pomocą ochroniarzy sterroryzował obywateli), a demonizowana Sparta (jedyne co można jej zarzucić to nadmiar militaryzmu).

Demonizowani są też cesarze Rzymu (bardzo niedoskonała monarchia, ni to dziedziczna , ni to elekcyjna), choć wg Rolanda Agueta najbardziej "bestialski" cezar - Caligula stracić kazał ok. 40 osób (głównie knujących przeciw niemu republikańskich senatorów) - nie można zapominać, że Svetonius był republikańskim propagandzistą. Za to wychwalana jest Republika Rzymska.

A jak się żyło w tej Republice?

-bunty wojskowe: np. 68 p.n.e. - bunt Claudiusa w szeregach armii Lucullusa
-przekupne sądy
-mafiokracja: np. 57 p.n.e. Clodius (trybun ludowy sprzed roku) oskarża niejakiego Milona ("zbrojne ramię Pompejusza na rzymskich ulicach") o zakłócanie porządku publicznego, mimo iż sam robił to samo co Milon - tzn. terroryzował miasto za pomocą bandy swych drabów
-zamieszki (często krwawe) przy każdym wyborze konsulów i pretorów (a wybierano ich co roku!)

Wniosek: przemoc monarchy skierowana jest zazwyczaj NA ZEWNĄTRZ (tzn. za granicę - przeciw innym krajom), lub PUNKTOWA (czyli przeciw konkretnym osobom). Przemoc demokratyczno-republikańska jest skierowana zwykle WEWNĄTRZ (zamieszki, mafie), gdyż pewne grupy równiejszych walczą o władzę w społeczeństwie, gdzie teoretycznie wszyscy są równi. Republika oznacza więc nieustanną wojnę domową, toczoną zwykle po cichu (belgijski minister każe albańskim bandziorom zabić drugiego ministra, RAF, anarchiści, los Th. van Gogha, mafie itd.), a z rzadka - otwarcie. Demokracja jest filozoficznym żartem - nigdy nie istniała i nigdy nie zaistnieje; ludzie dzielą się bowiem m.in. na przebiegłych i wpływowych i na kretynów, którzy nie wiedzą co się dzieje.

JKM pisał, że demokratyczny rząd woli łupić własnych obywateli niż inne narody (metier du roi). Król zwykle łupił sąsiadów, po czym (zdaniem JKM) dzielił się z narodem zdobyczami. Pomijając fakt, iż wojna jest bardzo niepewnym biznesem (na pewno nie sprzyja kapitalizmowi - handel zawsze odżywa PO wojnie), ale kto wie czy to nie bomba A jest odpowiedzialna za koniec świata monarchii? Łupienie innych narodów jest obecnie zbyt ryzykowne lepiej opodatkować własny (umiłowany przez lud król nie zrobi tego tak skutecznie jak demokratyczni bonzowie).

niedziela, 7 listopada 2010

Krzywe zwierciadło romantyzmu

Poznanie i zrozumienie przeszłej i obecnej rzeczywistości polityczno-historycznej jest w obecnych czasach utrudnione z powodu pewnej dziwacznej maniery w myśleniu pochodzącej od romantyzmu.

Romantyzm był ruchem buntu znacznie szerszego niż nam się obecnie wydaje. Czasy przedromantyczne charakteryzowały się docenianiem ludzi decydujących o życiu innych ludzi. Urzędnik świecki czy duchowny, oficer, polityk, władca byli postrzegani w pierwszym odruchu (en gros - bo oczywiście zdarzały się wyjątki, którym nie ufano) jako osoby odpowiedzialne, godne, którym należy się szacunek za to kim są. Uwielbiani dziś aktorzy i muzycy byli tylko ludźmi, którzy umilali egzystencję tym ważnym personom, w których rękach były losy setek i tysięcy.

Romantyzm to wszystko zniszczył wprowadzając dozę sceptycyzmu. Romantykami byli często ci, dla których nie starczyło miejsca wśród grona urzędników, oficerów, polityków i władców. Dopóki w naszej cywilizacji ceniono wyżej fakty (trudy dnia codziennego) niż rojenia (książki filozoficzne, wielkie idee) romantyzm nie mógł się narodzić. Romantycy zaatakowali w końcu jednak świat ludzi odpowiedzialnych; małżeństwa kontraktowe jakie narzucali im rodzice z grupy ludzi odpowiedzialnych za losy innych (urzędnicy, politycy, władcy) i inne rzeczy "ograniczające" ich egzystencję indywidualną. Spójrzmy na obrazy Francisco de Goi; ludzie prości są na nich przedstawiani za darmo, bogaci i wpływowi - gdy zapłacili. A rodzina Karola IV Burbona została przedstawiona fatalnie, mimo, iż za dzieło zapłaciła.



Oświecenie (czyli mówiąc po dzisiejszemu: liberalizm), o którym się tyle mówi w kontekście rewolucji było ruchem konserwatywnym w porównaniu z romantyzmem. Zwalczało ono to co nadprzyrodzone, a raczej zwyczaj przykładania większej wagi do nadprzyrodzonego niż do tego co wyjaśnialne, ziemskie i typowe ("polityczną władzę religii" - Pierre Manent), nie zmieniając specjalnie układu sił w świecie realnym. Nadal aktor nie był ważniejszy od polityka (najczęściej arystokratycznego pochodzenia). Najwięksi ludzie oświecenia; Voltaire, d'Argenson byli monarchistami i zwolennikami arystokracji. Zdarzały się oczywiście wyjątki takie jak postulujący utworzenie sztucznego społeczeństwa umowy społecznej Rousseau. Dziwnym trafem jednak o takich jak on mówi się - "ojcowie romantyzmu".



Romantyzm podzielić by można na indywidualny i kolektywny. Ten pierwszy kazał gloryfikować robotnika w samotnej małej kopalni, samotnego kowboja czy śpiewaka. Drugi odpowiada za nacjonalizm i demokrację (czyli przekonanie, że ludzie są równi, zwłaszcza jeśli pochodzą z tego samego pnia genetycznego/rasowego choć wiemy, że ludzie mają różne możliwości kształtowania swojego moralnego charakteru, a etniczny Grek może być najbardziej brytyjskim z Brytyjczyków - a więc obie te ideologie nie oddają warunków panujących w rzeczywistości). Oba zwrócone były przeciw "ludziom odpowiedzialnym". Dlatego dziś jak słyszymy o politykach czy urzędnikach to już podejrzewamy ich o korupcję. Gdy mowa o businessmenach od razu mówi się też o "pierwszym nieuczciwie zarobionym milionie", natomiast robotnik, mnich, kowboj, piosenkarz są postrzegani jako ci "dobrzy", którzy robią coś konkretnego. A przecież sama ilość ludzi, od których nie zależą żadne większe decyzje powoduje, że ich działania grożą strasznymi skutkami, często równie wielkimi jak działania "ludzi odpowiedzialnych za...". To samo przekłada się na stosunki koscielne' ludzie darzą szacunkiem prostego księdza parafialnego, a biskupa podejrzewają o politycznie uwarunkowane działania (sama polityka uważana jest za "brudną", a polityka to nic innego jak świat decyzji, które czy tego chcemy czy nie, trzeba podejmować). Warto pamiętać o tych romantycznych okularach jakie nosi ludzkość od czasów Rousseau i Byrona.

Piotr Napierała

poniedziałek, 1 listopada 2010

Elitaryści i egalitaryści

Pamiętam tekst autorstwa p. Adama Wielomskiego, w którym opisywał on umysł lewicowca jako egalitarny, a prawicowca jako elitarny, co ma powodować, że lewicowiec szukał okazji do bycia takim jak inni powodując się zazdrością, podczas gdy prawicowiec, che być inny niż wszyscy, lepszy i dążyć do doskonałości i oryginalności.

O ileż ten podział lepszy jest od typowego podziału na lewicę i prawicę! Lewica i prawica oznaczały pierwotnie, tylko tyle, że "czarni i feuillanci siedzieli podczas obrad Zgromadzenia Narodowego po prawicy Ludwika XVI, a jakobini i żyrondyści po lewicy. Dziś zalicza się konserwatystów do prawicy, a socjalistów do lewicy. Lecz co począć z elitarystycznymi myślicielami socjalistycznymi takimi jak Saint-Simon? Co począć z tymi konserwatystami, dla których najważniejsze jest wspólne, masowe przeżywanie świąt, pielgrzymek i procesji? Co począć z liberałami? Zarówno demo-liberałowie, którzy pragną demokracji wszędzie i zawsze, jak i konserwatywni (dawniej nazywano ich arystokratycznymi) liberałowie, którzy demokrację traktują jako niepotrzebny dodatek do zwykłego konstytucjonalizmu.



Jeśli wykorzystamy podział na elitarystów i egalitarystów, wtedy zapanuje wreszcie ład. Skończy się sytuacja, w której socjaliści nazywają liberałów prawicą, a konserwatyści - lewicą. Hitler jako szef ruchu masowego objawi się wreszcie jako egalitarysta. Jedna cywilizacja już wpadła zresztą na ten pomysł. Rzymskimi elitarystami byli optymaci (w tym pochodzący z ekwickiej klasy średniej Marcus Tulius Cicero), a egalitarystami - popularzy (w tym zradykalizowany patrycjusz - Lucius Sergius Catilina).

Ira et Studio czyli wkurz i rządź

Władza demokratyczna uwielbia utrzymać obywateli w złym nastroju, by nie pozostawiali oni bierni i chodzili do wyborów, by wybrać znowu tych samych polityków tylko w nieco innej konstelacji. Zdenerwowanie ma wywołać emocje i kontrolowaną frustrację.

Dawni królowie starali się nie drażnić zbytnio ludu, ale rządzący demokraci posługują się mandatem przyzwolenia ludu na podejmowanie przez nich decyzje. Ciekawe, że również Kościół stosuje tą dziwną demokratyczną działanie. Denerwuje i terroryzuje wiernych strasząc ich piekłem (obecnie mniej), lub zakazując im tego czy owego, mimo iż Biblia raczej nic nie mówi o mieszkaniu ze sobą bez ślubu czy o in vitro. Postępuje tak i prasa, która nawet o zwykłych zdarzeniach pisze zazwyczaj jak o wielkim skandalu.

W dzisiejszych czasach tylko liberałowie (nie demokratyczni liberałowie, a wiec demokraci, lecz ci nieliczni zwykli liberałowie np. ci spod znaku UPR czy WiP) chcą by ludzie byli spokojni o swój byt i szczęśliwi i by spokojnie uprawiali własny ogródek. Tak więc jeśli chcemy się wkurzać i mieć na co narzekać (Polacy podobno to uwielbiają) - głosujmy na demokratów w wersji socjalistycznej lub chadeckiej, jeśli chcemy żyć godnie z dala od rządowej kołowacizny wybierzmy liberałów.

Krótka historia demokratyzmu

Wielu pseudoliberałom (PD, PO, UW itd.) wydaje się, że wolność jest tożsama z demokracją. Nic bardziej mylnego. Demokratyzm głosi równość, a wolność jest zazwyczaj składana na ołtarzu najważniejszej idei.

Człowiek rozsądny chce by rządzono DOBRZE, a nie by rządzono z jego udziałem. Chce by w jego państwo nie wtrącało się zanadto. By mógł mieć prawo wyboru i jakieś gwarancje, że to co ma nie zostanie mu odebrane.

Demokraci widzą w kontroli demokratycznej władzy (przez wybory), lecz takie gwarancje mogą być różnego rodzaju. Np. można poprzestać na zadekretowaniu czegoś w konstytucji. Teraz demokrata spyta; a skąd wiemy czy niedemokratyczna władza będzie ją respektować? na co monarchista odpowie: a skąd wiemy, czy demokratyczna władza będzie ją respektować? Zawsze liczy się dobra wola i chęć władzy pozyskania sobie przychylności ludu dla swych decyzji.

Demokracja to ustrój naturalny w tym sensie, że jest prymitywny i typowy dla klanowego rozstrzygania spraw. Władza oligarchiczna czy monarsza wymagają pewnej sublimacji myśli.

W XVIII wieku w Europie istniało kilka arystokratycznych republik i wiele monarchii. Oświeceni tacy jak Voltaire, chcieli by król zadekretował i potwierdził swobody obywatelskie np. na podobnej zasadzie jak Locke dzielił życie społeczne na sferę publiczną i prywatną. Nie widziano sprzeczności między monarchią a wolnością; bo takich nie ma czego dowodzi brak większego zainteresowania dawnych monarchów życiem prywatnym obywateli (wyjątki to np. zarządzenia o szkodliwości nadmiernego picia kawy lub preferowanie jednego wyznania ponad drugie - czego bał się Voltaire - piewca tolerancji), oraz trendy związane z połączeniem absolutyzmu z oświeceniem (józefinizm, rządy fryderycjańskie, reformy markiza de Pombal itd. przy czym: - Napoleon wprowadzający równość wobec praw to raczej przykład demokratycznego prezydenta nacjonalisty prowadzącego "patriotyczne" wojny).

Na przełomie XVIII i XIX wieku przybyło ludzi chcących i wolności i równości utożsamiając jedno z drugim (państwa absolutystyczne również zrównywały poddanych w prawach, ale zbyt wolno jak dla pp. demokratów). ludzi noszących krótkie włosy (fryzura demokraty) i obszarpany strój ("z przodu łata z tyłu łata, jesteś Panie demokrata"), o grubiańskich manierach (ks. Ludwik Filip Orleański "Pamiętniki z czasów Wielkiej Rewolucji", jego ojciec zauważał , że niegrzeczne grubiańskie zachowanie urosły w czasie rewolucji do rangi "republikańskiej cnoty", zaś Sebastien Mercier pisał, że w republice ludzie nawet chodzą w bardziej zamaszysty sposób). Ci nietypowi ludzie zdominowali nas obecny światopogląd każąc nam nienawidzić jednowładztwa (chyba. że będzie to Garibaldi).

Demokraci XIX wieku zachwycali się wszystkim co proste" kultura ludowa piosenki pijackie zbójnickie (Schiller i jego "Zbójcy", parobek z Ferdydurke, realizm powieściowy, ciężka dola chłopa itd. ) a nienawidzili wszystkiego co wytworne, wyjątkowe i elitarne. Nauczyli nas nacjonalizmu; tzn. kochać bardziej Jana Kowalskiego i Andrzeja Nowaka niż Michalangelo Buonarottiego i Johanna Sebastiana Bacha, uwielbiać wszystko co typowe ("jestem sobie zwykły gość") i zabijać się na frontach I wojny Światowej; kiedy to każdy francuski piekarz miał obowiązek nienawidzić każdego niemieckiego murarza. Demokratyczni narodowcy obalili w XIX i XX wieku wszystkie monarchie wyganiając papieża z Rzymu i Wilhelma II z Berlina. Socjaliści to tylko radykalni demokraci - nic więcej.

Demokraci nauczyli nas też gardzić prawdą i fachowością, a kochać słupki popularności i opinię społeczną. To co zwykle przedstawia się jako wynaturzenia systemu demokratycznego jest jego immanentnym składnikiem; tak jak socjalizm jest winny a nie jego rzekome "wypaczenia" (NEP był przykładowo takim "wypaczeniem", a dał Rosjanom odetchnąć) Demokratyzm jest chorobą kultury Zachodu. JKM napisał kiedyś, że dziś działają tylko Kościół, firmy prywatne, wojsko i mafie; bo w nich nie ma demokracji; a decyzje podejmują ci, którzy cośkolwiek wiedzą o tym co robią.

Bajania Vaclava Havla o cywilizacji pychy

Ostatnio były prezydent Czech Havel uaktywnił się jako "myśliciel" religijny. W sobotę GW przedrukowała wywiad udzielony przezeń, w którym czeski polityk nazwał obecna naszą cywilizację pierwszą cywilizacją ateistyczną oraz cywilizacją pychy.

Co bardziej katoliccy ewangelicznie nastawieni konserwatyści zapewne pochwalą to wystąpienie Havla, lecz nie zmienia to faktu, iż zawiera ono dwa mocne przekłamania.

Po pierwsze nasza obecna cywilizacja wcale nie jest cywilizacją ateistów. Ludzi wierzących jest obecnie sporo więcej niż niewierzących. Jest to wprawdzie epoka państw świeckich, ale w żadnym wypadku nie można mówić o wszechobecnym ateizmie, lecz raczej o spokojnym sceptycyzmie, deizmie i agnostycyzmie.

W dawnych czasach światopogląd religijny często dominował ponieważ stosował przymus i różne formy nacisku społecznego; kto wie ile więcej znalazło by się de Brergerac'ów, gdyby nie sojusz tronu i ołtarza. Monarchowie oświeceni nadal korzystali ze swej pozycji jako obrońców wiary, lecz wprowadzili pluralizm społeczny i świeckie wartości obok religijnych (np. patriotyzm).

Czy obecna cywilizacja jest cywilizacją pychy? Ludzie nie są już niewolnikami przyrody i chorób (przynajmniej niektórych) - może p. Havel chciałby umrzeć na poranny katar?) a ludzie nie boją się kary boskiej (socjaliści pewnie dlatego bardziej kradną, ale to już inna sprawa), co wykorzystują i ludzie mądrzy i głupcy. Nie warto jednak oddać wolności od strachu przed nadprzyrodzonym w zamian za zamkniecie ust tym drugim. Cezar jako pontifex maximus w zabobonnym Rzymie wykorzystywał religię do celów politycznych, samemu będąc pewnie ateistą. Tak czyniło wielu ludzi w czasach zdominowanych przez religijny światopogląd - to jest dopiero pycha - MÓWIĆ ŻE ZNA SIĘ ZAMIARY BOGA! jak czynił Cezar, a po nim Savonarola, Kalwin itd. Nikt nie zna zamiarów Boga - powiedzą agnostycy - przyznać to to oznaka SKROMNOŚCI a nie pychy.