czwartek, 21 października 2010

Lewica i Kosciół - konkurenci o elektorat emocjonalny

George Orwell powiedział kiedyś, że "lewicowość jest rodzajem fantazji masturbacyjnej, dla której świat faktów nie ma większego znaczenia".

Rzeczywiście, choćby nie wiem ile razy tłumaczyć czerwonym i różowym, że socjalizm nigdy nie działał, nie działa nigdzie i nie będzie działał, nie przyjmują tego do wiadomości, tylko dumnie zadzierają nosa twierdząc: "tym razem będzie inaczej, ważne by nie powrócić do metod konserwatywnych", przy czym jak warto zauważyć - chodzi tu o fantazję "przyjemnościową".

Męczennicy chrześcijańscy, teokraci (Kalwin, Savonarola) mieli podobny brak poważania dla świata faktów, kierując swe nosy w stronę wartości wyższych podobnie jak lewicowcy; nic dziwnego, że np. Thomas Carlyle z fanatycznego kalwinisty został fanatycznym socjalistą, a Boris Groys upomina się w imieniu antyliberalnego socjalizmu o nową religię.

Stąd zapewne bierze się nienawiść na linii: Kościół-lewica. Traktują one siebie nawzajem jak zarazę, a pragmatycznymi liberałami (jak niżej podpisany) tylko pogardzają. Pragmatyczny liberał nigdy nie zostanie ani fanatykiem religijnym, ani socjalistycznym (że socjalizm jest religią wiadomo od dawna), bowiem nastawiony jest na argumenty, a nie na krzyki i powtarzanie w kółko tych samych haseł.

Boże chroń nas od zaklinaczy rzeczywistości, i ześlij nam świecką prawicę (czyli konserwatywnych liberałów)!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz