wtorek, 19 października 2010

Elementarny brak zdrowego populizmu w KK

Jeden z komentarzy pod artykułem o usztywnieniu stanowiska Kościoła w sprawie in vitro wyglądał tak:

"czasami wstydzę się tego, że jestem chrześcijanką... nie widzę nic złego z zapłodnieniu in vitro... dla tysięcy kobiet to jedyna nadzieja, którą chce się im odebrać... Sądzę, że władze Kościoła powinny się zastanowić a nie zaczynać rozmów od groźby ekskomuniki... Bo to śmieszne...".

Zaś posłowie pracujący nad uregulowaniem ustawy o in vitro mówili:

"To mocne słowa, bardzo je przeżyłam, ponieważ zrobiliśmy wszystko, by uregulować kwestię in vitro, skończyć z wolnoamerykanką, z jaką teraz mamy do czynienia w Polsce - skomentowała słowa arcybiskupa Hosera w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" poseł Małgorzata Kidawa-Błońska. - In vitro wykonuje się na świecie od ponad 30 lat. Nie potrafiłabym powiedzieć, że jest to metoda zła. Przecież urodziło się dzięki niej tyle dzieci, tylu wspaniałych ludzi. Trzeba dbać o zarodki, nie wolno ich niszczyć - i to wszystko jest w naszym projekcie. Rozumiem, że Kościół stoi na straży życia, ale wielokrotnie było tak, że Kościół w swojej ostrożności czegoś zakazywał, a potem zmieniał zdanie..."

Kościół wydaje się zabiegać jedynie o maluczkich i głupiutkich, którzy zrobią co im się każe, osłabiając elity katolickie, które czasem wola wybrać zdrowy rozsądek, od tymczasowo usztywnionych wyroków Watykanu. KK sam osłabia swoją pozycję polityczną , skończy się to zapewne zapateryzmem w polskim wydaniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz