niedziela, 18 lipca 2010

Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie

Moja nowa książka o XVIII-wiecznym Londynie


Piotr Napierała, Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res, Gdynia 2010. ISBN 978-83-61194-43-9


dla zainteresowanych nabyciem książki

Londyn w XVIII wieku był największym miastem na świecie, stolicą potęgi kolonialnej, liberalizmu, wolnej prasy, wyzwolonych artystów, znakomitej muzyki i światowych finansów. Był jednak również siedliskiem występku, prostytucji i ksenofobii.

Książka ma na celu ukazanie nie tylko świata osiemnastowiecznych arystokratów i artystów, lecz również mieszkających w brytyjskiej metropolii cudzoziemców, turystów oraz biedaków. W mieście panowały zbyt wielkie kontrasty, aby nazywać go pięknym, jednakże było na tyle wspaniałe, by stać się przedmiotem zachwytu całej ówczesnej Europy. Jak mawiał pisarz tamtych czasów, Samuel Johnson: „Być znudzonym Londynem, to być znudzonym życiem, Londyn zawiera bowiem wszystko,
co życie może ofiarować”.

SPIS TREŚCI:
WSTĘP – WYJĄTKOWOŚĆ XVIII-WIECZNEGO LONDYNU - 7
BLASK STOLICY – ARYSTOKRACJA – ŚWIAT ROZRYWEK- SKLEPY - 11
EMIGRANCI I CUDZOZIEMCY A LONDYŃSKA KSENOFOBIA - 41
GEORG FRIEDRICH HÄNDEL JAKO CUDZOZIEMIEC, BRYTYJCZYK I LONDYŃCZYK - 76
INFORMACJA, POLITYKA I OPINIA PUBLICZNA - 97
KULTURA POPULARNA - OBYCZAJE - KOBIETY LONDYNU - 122
WARUNKI ŻYCIA, BEZPIECZEŃSTWO - PRZESTĘPCZOŚĆ I WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI - 150
BIBLIOGRAFIA – 173



FRAGMENT ROZDZIAŁU II:

Niejaki Zetzner - podróżnik, który przybył do Londynu ze Strasburga w 1700 roku i został w nim 2 lata tak oceniał Brytyjczyków jako naród:
"Są to, ogólnie rzecz biorąc, mili ludzie, obdarzeni dużą inteligencją i politycznym rozeznaniem. Są dobrze wykształceni, a ich umysł widzi sprawy na wylot. Są również muskularni i zręczni we wszystkich ćwiczeniach ciała. Są uprzejmi i jeśli chcą kogoś uhonorować nie szczędzą jakichkolwiek wysiłków. Ale w głębi duszy są dumni, wyniośli i uważają się za dużo lepszych od innych narodów …”.
Na wrogość tłumu skarżył się m.in. Francuz Jean-Pierre Grosley , autor przewodnika po metropolii wydanego w 1772 roku, który słyszał takie określenia jak „francuski pies” i „francuska dziwka”, jakie prześladowały francuskich turystów rozpoznawalnych łatwo po stroju i manierach. Pewien Portugalczyk spacerujący wzdłuż brzegu Tamizy i rozmawiający we własnym języku napotkał przy jednej okazji dwóch rybaków, którzy grozili mu pięściami biorąc go za Francuza i przezywali „francuskim psem”: speak your damned French if you dare! („mów dalej w swoim przeklętym francuskim jeśli się ośmielisz !”). Grosley konfrontuje informacje o takich zdarzeniach z grzecznością brytyjskiej klasy uprzywilejowanej i sprzedawców w sklepach. Biedacy natomiast nieraz obrzucili jajkami powozy, w których jechali francuscy goście . Ciekawe jest to, że tylko w Londynie cudzoziemców tak nie lubiano, być może wynikało to z rozpolitykowania Londyńczyków .


SUMMARY


This book is an attempt to show to the polish reader the richness and diversity of the eighteenth-century London live. First and foremost this book informs, why Lodnon was so unique as the largest city in eighteenth-century Europa, a prototype of the modern multicultural metropolis as we know today. The leading intellectuals of enlightenment esed to look upon London as an example of ‘free’ city ruled by public opinion expressed not only by mighty aristocrats but also humble subjects. In those days London had more to offer to an English or a foreign visitor, than any other city in the continent: parks opened to visitors, rich museum collections, fine shops, elegant partie organized by upper class (beau monde as it used to be called in that century), cosy inns, taverns with good food. Many Frenchmen, Italians and Spaniards used to go to London to see parliamentarism in working, modern manufactures, English and Italian art.
The mob, and even sometimes the political elite of the eighteenth-century London was Rather hostile to foreigners. The Spaniards had a reputation of cruel and canning people, the French were called chattering baboons, the Germans and Dutch were believed to be somewhat ‘primitive’. Very interesting was the evolution of the British-American relations, not only on the political level but also in everyday life. The example of Georg Friedrich Händel or George Frideric Handel naturalised as a British subject in 1727 is used in this book to exhibit how the process of adaptation of a foreigner to living among Britons could have looked like.
The third of the six chapters concernes the eighteenth-century London’s political life, that is; functioning of political clubs, topics of political discussions, the media (press, caricature). The problem of caricature – one of the arts in which the Britons of that era were particularily master ful is in this book strictly connected with life and output of an English great caricaturist William Hogarth. There are also some reference to the army and navy’s world.
From the next chapter the leader can learn what was the time of the breakfast the eighteenth-century londoners used to have and what was actually eaten at this breakfast. The same he or she can learn aobut dinners, favorite English disches including very fine recipes by Benjamin Franklin who was particularily fond of good cuisine. In this very chapter there are many informations about lodging, hotels, inns, education, prices, currency, salaries and wag es, clothes, fashion, morality, religion, enlightenment in London, the poor, the rich and the women of London in cluding the problems of marriage and the al most impossible in those days - divorce.
The last chapter is about the risks and dangers of everyday life in the eighteenth-century London. We are pursuing the Londonem of the era through every stages of his life – from the cradle to the tomb. Here we are refering to the problem of criminality, prostitution, police forces, crime and punishment, medical treatment, diseases, housing and social taboos.
I am fully aware of the fact, that it is not possibile to refer to every kind of human activity and so it is in the case of this book, but I hope still that this book can contribute to a better under standing of the British history and culture of the eighteenth century in Poland.


Piotr Napierała (17. X 2009 r.)

Fenomen Hume'a i Voltaire'a

Nie znam ideologów z przeszłosci, których tak często podciągano by pod prawicę i lewicę i to mniej-więcej w równej proporcji...

Problem z oboma panami polega na tym, że byli oni konserwatywni właściwie we wszystkim, z wyjątkiem kwestii religii i tolerancji religijnej, pod tym względem przypomina ich nieco Jefferson, lecz jako zwolennik arystokratycznej demokracji pozostaje nieco "na lewo" od tych dwu monarchistów.

Ciekawe, że w krajach gdzie głos religijny miesza się z politycznym, prawica chętnie oddaje Hume'a i i Voltaire'a lewicy nie "walcząc o nich" podczas gdy w krajach silnie zeświedczonych lewica omija ich staranie sięgając po demokratów-protosocjalistów jak Rousseau i Paine, zostawiając Hume'a i Voltaire'a - prawicy.

Przypomina to nieco zasadę o jakiej kiedyś mówił JKM, że jeśli w jakimś kraju jest silna chadecja, to słabi są konserwatysci i odwrotnie.

środa, 14 lipca 2010

PiS - czy tylko na to stać Polskę?

Przyszła mi do głowy straszna myśl. Każde państwo ma tylko taką prawicę jakie są konserwatywne siły tkwiące w narodzie.

Po tylu latach komunizmu wygląda na to, że nie ma specjalnie na czym tej prawicy budować. Lewica jest zawsze - jak tanie piwo - lenistwo, chciwość i inne "cnoty" lewicy też są zawsze. Prawica jest zaś jak dobre wino - musi mieć czas na wyrośniecie.

Może więc ten etatystyczno-socjalistyczno-katolicko-chadecki PiS jest wszystkim co w tej chwili moze wyrosnąć? Może dni Konserwatywnego Liberalizmu nadejdą w Polsce dopiero za 30 lat?

Dlaczego kino jest lewicowe?

Zastanawiałem się dlaczego większość ludzi kina ma lewicowe. Nawet arystokrata Visconti takie prezentował, choć uległ pewnej fascynacji księciem Salina. Te anty McCarthy'eowkeie zagrania Clooneya. Te demokratyczno-pacyfistyczne ramoty Moore'a. I to wieczne fascynowanie się Castro, Mandelą i innymi komunistami...

Myślę, ze odpowiedź jest w stwierdzeniu liberalnego historyka-amatora i profesjonalnego dziennikarza Paula Johnsona; że konserwatysta bazuje na tym co jest bo z grubsza akceptuje rzeczywistość, w której żyje lub przynajmniej nie czuje się władnymi zmieniać świat tylko w oparciu o to co kotłuje mu się pod czaszką... - Johnson świetnie przeciwstawiał ("The Intellectuals" - "Intelektualiści") konserwatystę Kiplinga lewicowcowi Hemingwayowi.

Chociaż to budzi pytania o to czemu tak mało jest kina "kontrrewolucyjnego"...

Dodać można jeszcze iż lewicowcom tak bardzo zależy na zmianach, że stosunkowo o wiele częściej sięgają po propagandę - starszą siostrę kina...

poniedziałek, 5 lipca 2010

Kolonializm A handel niewolnikami

Lewicowi intelektualiści świadomie mylą dwa okresy:

- okres handlu niewolnikami (XV-XIX wiek) kiedy to z faktorii handlowych na brzegach Afryki wywożono do Ameryki niewolników i:

- okres kolonializmu (XIX w- pocz. XXw) kiedy państwa wysoko rozwinięte opanowały kraje niżej rozwinięte ("nie mozna zostawiać połowy globu ignorantom") i dopłacały do nich traktując to jako misję cywilizacyjną



do tego dochodzi rasizm: niemal kompletnie niezwiązany z problemem - naukowy rasizm to wymysł końca XIX w.

a wszystko po to by studia postkolonialne miały posmak odzyskanej wolności...

Śmierć fachowości i karności

Oprócz wielu innych jest z demokracja ten problem, ze jej ideologowie myśleli by człowiek był "posłuszny jedynie prawom, a nigdy drugiemu człowiekowi" jak m.in. o Locke'u pisał Tocqueville...

rezultat: nie są posłuszni nikomu i niczemu, chyba, że juz nie mają innego wyjścia, czyli najbardziej słuchają bandytów...

"Narodowy katolicyzm" i łacina

To sprzeczność sama w sobie. Najsłynniejsi narodowcy np. garibaldi czy d'Azeglio byli demokratycznymi masonami nie lubiącymi bynajmniej KK

a sam KK jest uniwersalny! Kżdy moze doń przystać. Dodatkowym problemem jest brak języka uniwersalnego, gdybyśmy mieli nadal wspólnotę łacińską może nie straszni by nam byli muzułmanie z ich arabskim...

Program TV o inwestorach

W USA jest taki popularny program TV, nazywający się "Dragons Den", w którym biorą udział tytułowe "smoki" czyli jak byśmy my powiedzieli rekiny finansjery i poczatkujący biznesmani, którzy mają za zadanie przekonać rekiny do inwestowania w swój projekt czy też wynalazek.

Przez ten program przewijało się mnóstwo Amerykanów i Kanadyjczyków. Trudno sobie wyobrazić zgromadzenie tylu tego rodzaju śmiałych ludzi w Polsce a co dopiero nakrecenie takiego programu...

Inteligenci - nowa arystokracja?

Społeczeństwa dzisiejsze są zdominowane przez ludzi wykształconych, a przynajmniej ludzi z tytułami naukowymi, którzy czesto niechętnie patrzą na tytuły arystokratyczne (w eielu krajach zniesione) czyżby noblesse de robe zastąpiła dawną szlachtę miecza a poza tym nic się nie zmieniło?

Inteligenci nie mają takich przywilejów jak miała arystokracja, tj. przywilejów wyłączających ludzi z innych klas z jakiegoś typu działalności, ale w jakiś szczególny sposób dominują w szeregach władzy (bo, że dominują w mediach i kulturze to zrozumiałe).

taka wywrotowa myśl na dobre popołudnie...:)

Demokratyczne grubiaństwo

Ponieważ każdy ma równy głos; i profesor i kelner i wariat i złodziej... to nie warto starać się być lepszym - przeciwnie dobrzebyć swojakiem - takim Olkiem lub Lepperem

Jak to moze wyglądać wiedzieli już co światlejsi ludzie XVIII wieku. Postepowy Sebastien Mercier pisał ("Tablica Paryża") o "zamaszystych ruchach" jakie przystoją tylko republikaninowi. Podczas gdy człowiek żyjący pod rządem monarchicznym jest cichy i zalękniony...

Konserwatysta - ks. Orleanu pisał z kolei o grubiaństwie posłów rewolucyjnej legislatywy, które to grubiaństwo "urastało do rzędu najlepszych cnót obywatelskich".

No to już wiadomo czemu Conan jest "ciekawszy" od Simona Templara... czy demokracja moze byc dostojna?

Najlepszy ustrój - liberalna monarchia.

Ten właśnie ustrój uważam za najlepszy. Moze to być monarchia absolutna oświecona (Józef II, Fryderyk II) lub konstytucyjna (Tocqueville, Constant, Ludwik Filip) byle nie parlamentarna ani absolutna-wyznaniowa. Musi też zawierać jakiś rodzaj noblesse de robe czy też innej furtki dla ambitnych mieszczan. Oto jakie są zalety tego ustroju:

- tolerancja religijna
- mozliwość awansu społecznego, ale bez rewolucyjnych pzretasowań i słomy wystającej z butów...
- ład i porządek
- wiadomo na kim spoczywa odpowiedzialność urzednicza czy ministerialna (bez rotacji czy też pozbawionych woli kolegiów)
- mozliwość niełaski dla nieudolnego ministra
- mała ilość propagandy (najwięcej jej w demokracji)
- możliwość zatrudniania ekspertów bez oglądania się na ignorancki głos ludu
- elitarystyczno-hierarchiczny model władzy sprzyjający ulepszaniu sie ludzi i ich pracy nad sobą.




trudności zwiększają się jeszcze, jeżeli prawodawca kraju, przechodzącego od republikańskiego ustroju pod rząd monarchiczny, musi walczyć z zepsuciem obyczajów, z prywatą pozbawionej przywilejów oligarchii, a nawet z nikczemnością, zwłaszcza jeżeli pragnie, aby prawa odpowiadały życzeniom roztropnej albo uciśnionej części narodu.

(Johann Baptist Pergen I gubernator Galicji o jej ludności - 1773 r.)

Fenomen Voltaire'a i Hume'a

Nie znam ideologów z przeszłosci, których tak często podciągano by pod prawicę i lewicę i to mniej-więcej w równej proporcji...



Problem z oboma panami polega na tym, że byli oni konserwatywni właściwie we wszystkim, z wyjątkiem kwestii religii i tolerancji religijnej, pod tym względem przypomina ich nieco Jefferson, lecz jako zwolennik arystokratycznej demokracji pozostaje nieco "na lewo" od tych dwu monarchistów.

Ciekawe, że w krajach gdzie głos religijny miesza się z politycznym, prawica chętnie oddaje Hume'a i i Voltaire'a lewicy nie "walcząc o nich" podczas gdy w krajach silnie zeświedczonych lewica omija ich staranie sięgając po demokratów-protosocjalistów jak Rousseau i Paine, zostawiając Hume'a i Voltaire'a - prawicy.



Przypomina to nieco zasadę o jakiej kiedyś mówił JKM, że jeśli w jakimś kraju jest silna chadecja, to słabi są konserwatysci i odwrotnie.

Konserwatyzm chorobą?

Moją uwagę zwrócił niedawno ten oto artykuł:

http://lysakowski.wordpress.com/2007/09/26/wiek-uprzedzenia-i-konserwatyzm/

autorstwa T. Łysakowskiego

oto fragment:

Płaty czołowe są ściśle związane z intelektualnym i emocjonalnym funkcjonowaniem człowieka, można powiedzieć, iż właściwie kierują naszym świadomym, intencjonalnym zachowaniem. Ich uszkodzenia lub zaburzenia u dorosłych osobników prowadzą przeważnie do osłabienia kontroli emocjonalnej, wybuchów niekontrolowanej agresji i zachowań zbliżonych do psychopatii. Ludzie z wadliwie funkcjonującymi płatami mają problemy z oceną skutków swoich poczynań, często są zbyt pewni siebie, popadają w huśtawkę emocjonalną, mogą również wykazywać skłonność do napadów lękowych, oschłości, narzekania i wtrącania się w nie swoje sprawy. Czyli tego, co od zarania dziejów konstytuuje konserwatyzm.


niejaki filkower odpisał:

No i skąd w takim razie bierze się taka ilość młodych konserwatystów. Może to od nadmiaru konserwantów?

przypomina mi to niedawno czytane teorie o tym, że religijność wynika z niewłaściwego działania przysadki mózgowej:)

a przecież ludzie lewicy też bywali oskarżani o megalomanię, która powoduje, że nie potrzebują oni Boga, lecz sami dla siebie są bogami i chcą sami kreować rzeczywistość, nawet jeśli widzą, że nie wychodzi im to najlepiej:) - polecam: P. Johnson "Intelektualiści".

A może wszelka ideologiczność to wariactwo? Ale z drugiej strony, bez ideologii nie stworzy się ani państwa , ani nawet własnego światopoglądu (niestety - bo cierpi na tym umilowanie prawdy). W każdym razie zabawne to doszukiwanie się choroby psychicznej u oponentów, weźmy np. p. Leszka Millera, który zapędzony w kozi róg zwykł mawiać do oponenta: "powinien się pan leczyć"

Pobożna lewica

W Polsce największym problemem jest to, że wierzący w Boga socjaliści (PiS, Morawiecki, itd.uważani są za prawicę. Bardziej prawicowi byliby ateistyczni wolnorynkowcy i elitaryści, ale tego chyba nigdy się nie odkręci...

chyba, że kk w Polsce się załamie i ludzie przestaną wreszcie mylić sprawy religii ze sprawami polityki...


genialny komentarz blogowicza o pseudo: antares:

JKM zdefiniował różnicę pomiędzy chrześcijańskim demokratą a zwykłym złodziejem (socjalistą). Chadek gdy ukradnie to się żegna. Wierzący złodziej.

Dziennikarze są okrutni!

Złapałem się jakiś czas temu na dóch rzeczach; ucieszyłem się, że jeden z moich krewnych nie jest już dziennikarzem, lecz podjął pracę w wydawnictwie i na tym, że coraz częściej żal mi polityków (nawet z niemiłych mi opcji) wypytywanych przez chamskich dziennikarzy, przy czym biedny polityk nie ma szansy na rewanż (np. T. Lis odmówił podjęcia tematu swoich wrzasków na współpracowników w studiu, gdy napomknął o tym p. Tusk)

- właściwie czemu tak jest? przecież skoro ludzi mediów kreuje się (same media to robią) na bohaterów ludu (syndrom Woodworda i Bernsteina, którzy zrobili swego czsu wielką aferę omały podsłuszek co spowodowało upadek zdolnego prez. Nixona) to moze powinni oni także być jakoś rozliczani z gaf?

Dziennikarze bywają okrutni. Takie jest moje zdanie; często wydaje się im, że bycie trybunami ludu i IV władzą pozwala na wsyztsko. Przypomina się tu zdarzenie z ekipą filmową włoska kręcacą film "Mondo Cane" podczas, którego namówieli jednego z afrykańskich dyktatorów by o 1 dzień przyspieszył egzekucję więźniów politycznych by oni mogli to sfilmowac i mieć swój cudowny materiał warty wiele lirów...

Nie mówię już nawet o Lady Di...

Hebdomadaire d'opinion czy hebdomadaire d'information?

Czy gazeta donosi o faktach czy kształtuje opinie publiczną i pewien sposób myślenia. Niektóre gazety uczciwie przyznają (np. "Najwyższy CZAS") że chodzi im przede wsyzstkim o to drugie, ale nie brak takich, które uparcie twierdzą, iż są tylko organami informacyjnymi...

Tu nawet nie chodzi o kwestię bezstronności versus stronniczości, lecz o cel w jakim gazeta jest wydawana - może powinien on być jasno określony w podtytule?

Adam Smith - "twórcy" liberalizmu było daleko do prawdziwego liberała!

Socjalista Marx zżymał się na liberalizm wysuwając Smitha przed szereg innych autorów liberalnych i uczynił swym głównym ideowym przeciwnikiem obok Bastiata. A przecież Smithowi (w przeciwieństwie do np. Bastiata) daleko było do prawdziwego liberała!



-Smith był zwolennikiem bardzo "moralnego" tj dosć putytańskiego modelu kultury, który kłóci się z liberalizmem obyczajowym.
-kładł nacisk na moralnosc swojego systemu ekonomicznego (był zresztą Professor of Moral Philosophy i sam uważał się przede wsyztkim za filozofa-moralistę) a nie na jego racjonalnosć i zasadnosć
-twierdził, że towar wart jest tym więcej im więcej pracy potrzeba było do jego wytworzenia, co kłóci się z oczywistym dla liberała prawdziwego przekonaniem, że "towar wart jest tyle ile chcą za niego zapłacić"
-jak na liberał zbytnio grzeszy nienawisćią do postępowej przecież ekonomicznie szlachty angielskiej (szlachta to "ciemiężyciele wolnosci") i przez to demokratycznym konstruktywizmem
-religijnosć i moralnosć słuzy mu do udowadniania kwestii, które wyjasniłby już dostatecznie za pomocą common sense
-no i to wieczne biadolenie o kondycji robotnika i knowaniach między rządem a fabrykantami...!

Prawdziwym liberałem był raczej jego kolega z Edynburga - autor większoci pomysłów ekonomicznych, które znamy od Smitha, a przy tym deista i utylitarysta - David Hume.

Ten przykład powinien zachęcać do patrzenia na rzeczywiste poglądy wibitnych ludzi , a nie na nadane im etykietki...

Piotr Napierała