czwartek, 17 czerwca 2010

Vivat Rex!

Z zadowoleniem odnotowuję rosnące zainteresowanie monarchią jako formą rządów lepszą, tańszą, sprawiedliwszą i skuteczniejszą od demokracji:

Pięknie ujął to jeden z uczestników forum Prawica.net:

Monarchia nie musi realizować takiej mnogości celów, jak demokracja, ponieważ władza państwowa nie jest wybieralna i nie musi się podlizywać wyborcom. Monarcha ma do zrealizowania tylko cztery cele spłeczne:

(1) Zapewnić poddanym wolność.
(2) Zapewnić poddanym sprawiedliwość.
(3) Zapewnić poddanym bezpieczeństwo.
(4) Zapewnić państwu infrastrukturę (drogi)

Cele te realizuje przy pomocy ministra wojska, ministra policji, ministra sprawiedliwości i ministra infrastruktury. Finito.


Zob:

http://prawica.net/node/6856

Zob też:

http://korwin-mikke.pl/forum/read.php?45,14721,15997

http://forum.photoblog.pl/index/topic/tid/15095

http://prawica.net/node/20065

Dlaczego Monarchia jest lepsza od demokracji?

W swoim tekście: „Dlaczego monarchia?” zamieszonym w „Xięstwie Pomorskim” (nr. 1 2009 r.) p. Piotr Waszkiewicz przedstawił wiele argumentów dowodzących wyższości monarchii nad demokracją. Zaliczył do nich m.in:

* Lepszy kontakt władzy personalnej monarchy z poddanymi (Rousseau mogący swobodnie rozmawiać z włoskimi książętami versus przepaść społeczno-obyczajowa na linii prezydenci dzisiejszych republik a obywatel).
* to, że monarchia zazwyczaj uchodzi za wspólne dobro poddanych (przerażenie Elżbiety I, że jest z nią tylko (sic!) 75% poddanych versus zideologizowany świat partii i jednocyfrowych poziomów poparcia ministrów i premierów)
* to, że monarchiści chcą być dobrze rządzeni, podczas gdy demokracji chcą kartki do głosowania, bo pożądają z własnej chciwości nawet tej namiastki władzy.
* porządek – Maria Teresa Habsburg otaczającą się doradcami mądrzejszymi od siebie versus demokratyczny premier tępiący bystrzejszych od siebie jako konkurentów.
* ciągłość – kwestia braku zamieszania w przekazywaniu władzy.
* suwerenność – król nie musi schlebiać i kadzić narodowi, lecz czyni to co uważa za słuszne i tylko to właśnie.
* wolność – monarchie nie znają totalitaryzmów, filozofowie mogli niemal bezkarnie je krytykować , a handlarze rybami, jak pisze p. Bartyzel, nie słuchali próśb królów by usunęli stragany z dziedzińca Luwru
* piękno – królewski mecenat versus demokratyczne rozmycie się kanonów piękna
* wzniosłość – każdy z dawnych monarchów budził, lub miał szansę budzić, podobna miłość poddanych jak dziś papież, gdyż łączył funkcje religijne z politycznymi.

Wszystko to prawda, lecz to zaledwie część możliwych argumentów za monarchią. Wystarczy nieco zdrowego rozsądku by podać dalsze:

Charakterystyczny dla monarchii wyraźny podział na rządzących i rządzonych, powoduje unikniecie demokratycznej schizofrenii politycznej, powodującej, że każdy ukryje przeciwnika króla, ale mało który obywatel ukryje przeciwnika władzy, która „niby” reprezentuje tego obywatela – a wiec demokracja otwiera drogę tyranii.

Monarchia może zbankrutować i nie musi to pociągać za sobą bankructwa narodu, bo ten jest w dużym stopniu niezależny od finansów władcy. Mając za sobą mityczne poparcie ludu, demokratyczni politycy w ich imieniu godzą się na wszystko, narzucają wszystko i nawet przepraszają (np. „Francuzi” – „Niemców”) za wszystko nie spytawszy o zdanie obywateli.

Stąd widać, iż monarchia to rząd prywatny, dlatego np. anarchokapitalista Hans Hoppe uważa monarchię za mniejsze zło, niż rząd publiczny – monarchie – samemu będąc za daleko posuniętym gminowładztwem.

Z tego co tu napisałem, wynika też fakt, iż wojsko i wojna ograniczają się do królewskich sił wojskowych i nie angażują całego narodu, podczas gdy demokratyczny pobór powszechny przyniósł rzezie czasów napoleońskich i I wojny światowej (prowadzonej przez demokratycznych ministrów i demokratycznych ministrów marionetkowych cesarzy). Pisarz Laurence Sterne bawiący we Francji w czasach wojny siedmioletniej nie wiedział nawet, ze jest wojna, bo wojna to sprawa książąt – nie ludu. Lud nie ma w niej nic do wygrania, więc takie postawienie sprawy jest uczciwe.

A oto dalsze argumenty za monarchią, jakie przychodzą mi do głowy:

* Monarcha jest w mocy uratować człowieka prześladowanego przez władze lokalne z powodów prywatnych, a także rozsądzić spór między np. władzą ustawodawczą i sądowniczą.
* Własność prywatna jest bardziej zagrożona w demokracji niż w monarchii, bo istnieje w niej: „sprawiedliwość społeczna” – tj. kradzież w majestacie prawa.
* Monarcha to jeden człowiek, z typowo ludzkimi lękami i obawami, demokracja to banda urzędników nie lękająca się niczego i nikogo. Stad monarchia jest ludzka a demokracja często nieludzka.
* W demokracji wszystko jest poddane dyskusji publicznej, która nie ma sensu, bo wiadomo, iż rząd narzuci swe zdanie, lecz dyskusja ta ma wprowadzić zamęt umożliwiający łatwiejsze sterowanie ludem. Dyskusja demokratyczna na tematy związane z moralnością skutkują zawsze osłabieniem moralności. Stąd np. p. Marcin Libicki jest za demokracja jedynie jako sposobem wybierania władzy, ale nie ustalania kwestii moralnych, w końcu specjalistów jest zawsze mniej niż ignorantów.
* Demokracja zawsze rozbija społeczeństwo, chyba, że jest silnie senatorska i cenzusowa, lecz kto zagwarantuje, że za chwile nie będą rządzić wszyscy włącznie z dziećmi i wariatami?
* Dla monarchy etniczność nie ma znaczenia, liczy się za to lojalność, stąd era monarchii nie znała nacjonalizmu, a wiemy jakie mogą być skutki rozbudzonego nacjonalizmu…
* W demokracji prawda rzadko przebija się w gąszczu ideologii i mitów, bo tylko suwerenny monarcha ma interes w jej poznaniu, gdyż musi on zostawić swe państwo w jak najlepszym stanie dla potomków-dziedziców.

Na koniec dodać można, że ogromna większość klasycznych filozofów gardziła demokracją i bała się jej. Wyjątkami byli Spinoza, van der Enden i Rousseau; wszyscy trzej nie do końca władni nad własnymi myślami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz