czwartek, 17 czerwca 2010

Karol II Habsburg a wyimaginowana głupota niektórych władców

Trudno o temat atrakcyjniejszy literacko: głupi władca nie panujący nad tym co dzieje się w jego państwie. Oszukiwany przez ministrów, a jako człowiek przesądny , również przez wróżów, lub inaczej; król-szaleniec, lub władca oddany tylko zbytkom, lekkomyślny, abstrakcyjnie oddalony od potrzeb poddanych, zupełnie jakby dzisiejsi demokratyczni politycy byli mentalnie bliżej potrzeb obywateli. W co można wątpić pamiętając opinię słynnego francuskiego historyka Pierre’a Gaxotte’a o tym, że absolutny Ludwik XIV był łatwiej dostępny zwykłym ludziom niż dzisiejsi prezydenci . Wersal bywał „otwierany” czy też udostępniany odwiedzającym nawet jeśli znajdował się w nim król. Z drugiej strony niemal wszyscy obecni kandydaci na najwyższy urząd w Rzeczypospolitej są tzw. „zawodowymi politykami” nie pamiętającymi już zwykłej pracy i codziennych trosk zwykłych obywateli, co podkreśla partia Wolność i Praworządność, której lider Janusz Korwin-Mikke, jako przedsiębiorca, należy do wyjątków od wspomnianej reguły.

Warto przyjrzeć się jak powstawały mity o głupocie kilku konkretnych władców. Jako badacz XVIII wieku, skupiłem się na władcach panujących w tej epoce, co ma tę zaletę, że były to czasy, gdy rozmaite liberalne idee zmieniały charakter ówczesnych monarchii a proto-demokratyczne osłabiały ich autorytet. W takich warunkach łatwo było o powstanie mitów o kiepskich władcach często zupełni przez nich niezasłużonych.
Temat króla zniedołężniałego, ograniczonego czy głuchego na potrzeby poddanych pozostaje jednak bardzo atrakcyjny. Postacie złych królów tworzył Shakespeare. Montesquieu porównywał w „Listach perskich” (1721) Ludwika XIV do okrutnych władców Wschodu , gdyż ten zwolennik podziału władz na Koronę i arystokrację wiedział, że sułtani kojarzyli się we współczesnej Francji z obskurantyzmem, okrucieństwem i brakiem poczucia bezpieczeństwa (arbitralne wyroki, przewroty pałacowe, podstępni wezyrowie) wszak, jak sam pisał potem w swym dziele: O duchu praw” (1748) w despocji spoidłem państwa jest strach . Montesquieu chciał wykazać jak łatwo może europejski absolutyzm oparty na poszanowaniu przez króla prawa tworzonego przez poprzedników przeistoczyć w despocję. W rzeczywistości jedynym takim przypadkiem mogłyby być Prusy Fryderyka Wielkiego, a i tu sprawa będzie dyskusyjna. Fryderyk miał bowiem zwyczaj zasięgać opinii ekspertów mieszczańskiego pochodzenia przed każdą ważniejszą decyzją, a więc ciężko tu mówić o niekontrolowanej samowoli . Montesquieu nie był tu obiektywny. Podobną metodę jak Montesquieu, stosował czasem Diderot, który opublikował w roku 1748 opublikował powieść „Niedyskretne klejnoty” (Les bijoux indiscrets), w której w dowcipny sposób i modnej orientalnej otoczce przemycał swoje spostrzeżenia dotyczące społecznych przywar:

„...Mangogul znużony próżną dysputą ministrów i lamentami wdów, wpadł na pomysł, którego od dawna szukano.
- Panowie – rzekł swojej radzie – zdaje mi się, że nim przyznamy renty, winniśmy zbadać, czy sprawiedliwie się należą...
Takie badanie – odpowiedział wielki seneszal – to ogromne przedsięwzięcie wymagające długotrwałych badań. A tymczasem jakże się oprzeć niewieścim płaczom i naleganiom, które Ciebie pierwszego Panie tak irytują ...”.


Celna to uwaga do dworskich nadużyć jego czasów, lecz Diderot poniekąd sam sobie tu odpowiada – nikt nie zapanuje nad biurokracją, ani król, ani lud. Ona po prostu żyje własnym życiem.

Pełno jest postaci złych władców w literaturze dziecięcej i młodzieżowej. Co ciekawe nie znajdziemy ich w bajkach żyjącego w absolutystycznej Francji Jeana de La Fontaine (1621-1695), ale już bez trudu możemy wskazać na XIX-wieczną Wielką Brytanię i Williama Thackeraya, a także na jego bajkę: „Pierścień i Róża”.
Brytyjczycy wychowani na parlamentaryzmie często kpili z monarchii już w wieku XVIII, kiedy na przykład drwili z kiepsko mówiących po angielsku Hanowerczyków zasiadających na tronie brytyjskim od 1714 roku. Podróżujący w tych czasach na kontynent Anglicy byli wyczuleni na przejawy arbitralnej władzy monarszej. Na brytyjskich podróżników czekała we Francji burbońska biurokracja. Celnicy może i byli, jak pisał Smollett milsi od angielskich, ale zwykli zatrzymywać „podejrzane” książki; z tego powodu pisarz musiał spędzić znacznie dłuższy czas w Boulogne niż zamierzał, co zaprowadziło jego umysł ku refleksjom, którym, jak pamiętamy nieco miejsca poświęcił Locke, że gdyby umarł we Francji, to mimo iż jest Anglikiem, a więc cudzoziemcem, cały jego dobytek przypadłby Ludwikowi XV („napuszonej lali” – stuffed doll, jak nazywa króla w innym miejscu). Swe książki odzyskał dzięki interwencji ambasadora (i zapewne jego sekretarza – Hume’a) .

O tym jak w „wolnym” świecie anglosaskim postrzegano Hiszpański absolutyzm, wiele mogą mówić opinie amerykańskiego dyplomaty Johna Jaya, który porównywał hiszpańskiego króla absolutnego Karola III, do „złego czarodzieja”, który całkowicie zmieniać stan rzeczy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To, że akurat ten monarcha był władcą łagodnym i oświeconym (w przeciwieństwie na przykład do jego poprzednika fanatycznego katolika Ferdynanda VI), nie zmieniało krytycznej o nim opinii, co jest symptomatyczne. Samo Królestwo Hiszpanii widziane było przez Anglosasów jako kraj o średniowiecznych elitach i równie przedpotopowej gospodarce .
Z parlamentu brytyjskiego kpili z kolei Francuzi, nawet jeśli częściowo podziwiali entuzjazm Voltaire’a dla sprawności funkcjonowania państwa, które z powodu swych wolności było podatne na wstrząsy. Polityka brytyjska i parlamentaryzm były widziane jako skomplikowane i pozbawione godności. Jedynie z rzadka zdarzali się turyści autentycznie zorientowani w brytyjskiej polityce wewnętrznej jak Włosi; śpiewak Farinelli czy pisarz Baretti .

Na fali anglomanii przełomu lat trzydziestych i czterdziestych języka angielskiego nauczył się m.in. Diderot , choć nieco potem (1748) w „Niedyskretnych klejnotach” nieco naigrawał się z angielskiego parlamentaryzmu; w powieści wymyślony podróżnik i zdobywca niewieścich serc uderza w te słowa:

„...Angielki, to kobiety na pozór zimne i wyniosłe... zawojowałem żonę pewnego baroneta podczas gdy on walczył w parlamencie o interesy narodu przeciw zakusom dworu ...”.


A wiec ośmieszanie jednego ustroju gdzie panuje inny ustrój jest czymś normalnym i powszechnym w dziejach. A jak było w rzeczywistości? Czy zdarzali się władcy autentycznie głupi i nie mający kontaktu z otoczeniem?
Przykładem władcy ułomnego mógłby być Karol II Habsburg (pan. 1665-1700), którego rządy według historyków dług doprowadziły Hiszpanię do upadku. Rzeczywiście w 1700 roku nie miała ona właściwie ani floty ani armii, gospodarka kulała a sąsiedzie gotowali się do podziału hiszpańskiego imperium, jako, że ułomny król nie zdołał spłodzić męskiego potomka. Hiszpanii groziła dezintegracja, bo nie było wiadomo kto ma dziedziczyć po Karolu; Burbonowie francuscy czy Habsburgowie austriaccy. Sytuacja groziła też zakłóceniem równowagi sił w Europie.

Dnia 11 października 1698 roku doszło w Hadze do podpisania pierwszego układu podziałowego, o którym główny zainteresowany Karol II nic nie wiedział. Poseł francuski w Hadze (w l. 1697-1699) François d'Usson, markiz de Bonrepaus (1654-1719) omówił sprawy z Holendrami, a marszałek Camille de la Baume, (1652-1728) z angielskim ministerium. Anglicy i Holendrzy wiedzieli, że cesarz Leopold I (pan. 1658-1705) raczej nie zgodzi się na podział hiszpańskich dominiów; a już na pewno na ewentualne wykrojone z nich nabytki angielsko-holenderskie, Ludwik XIV zaś wiedział, że nie może nic zdziałać bez porozumienia ze swym długoletnim wrogiem Wilhelmem III i że Holendrzy muszą uzyskać gwarancję, że Niderlandy Hiszpańskie (Belgia) nie wpadną w ręce francuskie.

Karol II miał wiele problemów ze zdrowiem fizycznym i psychicznym, dlatego dworzanie nazywali go delikatnie „zaczarowanym” (el Hechizado), miał jednak na tyle dobry kontakt z rzeczywistością, że gdy tylko dowiedział się, pod koniec 1698 roku, o krojeniu skóry na hiszpańskim niedźwiedziu, oburzony przekazał w testamencie całe swe imperium najmłodszemu synowi elektora bawarskiego Maksymiliana II Emanuela Wittelsbacha (pan. 1679-1726) z jego pierwszego małżeństwa, Józefowi Ferdynandowi (1692-1699), co zaaprobowały Anglia-Holandia i Dania, chłopiec zmarł jednak 6 lutego 1699 roku, co spowodowało potrzebę ułożenia kolejnego traktatu podziałowego.
23 października Ludwik XIV wysłał marszałka Henri d'Harcourta (1654-1718) by był przygotować swe oddziały w Bayonne do ewentualnej walki i obsadził granicę z Hiszpanią , cesarz Leopold nie mógł nic zrobić; jego oddziały były zbyt daleko. Do Mediolanu król Francji wysłał 60 batalionów, a do Tulonu 50 .

1 listopada 1700 Karol II zmarł w Eskurialu. Zmarł mimo iż koło jego łoża ustawiono wiele relikwii; znaki męki Chrystusa, zmumifikowane ciała Św. Izydora zwłok Św. Alkali, i specyficznych lekarstw; świeżo zabitych gołębi ułożonych na jego głowie i dymiących jeszcze wnętrzności zwierząt ułożonych na jego brzuchu . Widzimy tu także „głupotę” rozumianą jako zabobonność i zacofanie, a przecież mówimy tu o czasach triumfu oświecenia i nauki.

O śmierci hiszpańskiego władcy Ludwik XIV został poinformowany 9 listopada w Fontainebleau przez ministra wojny Louisa le Tellier, markiza de Barbezieux (1668-1701) i po obiedzie odwołał wszystkie planowane rozrywki i ogłosił żałobę . Król francuski stanął wobec dwóch możliwości; dalszego forsowania planu podziału dominiów hiszpańskich, lub przyjęcia w imieniu swego wnuka spadku, co ściągnąć mogło na Francję agresję austriacką, a być może także sprzeciw Anglii-Holandii. Ostatecznie zdecydował się spróbować przejęcia całości dominiów hiszpańskiech dla swego wnuka, co oznaczało wojnę z cesarzem i Anglią i Holandią.
Karol II, człowiek mocno upośledzony walczył jak lew o zachowanie jedności imperium i nie uginał się przed naciskami (silna flota francuska z Tulonu szachowała mała flotę hiszpańską) i groźbami nienasyconego Ludwika XIV, co należy docenić. Karol, choć ciężko chory i niezdolny do kontrolowania w pełni własnej administracji co było jednym z powodów nadużyć i niedomagania tejże, był świadomy swych powinności jako król. Walczył jak mógł; prosił u papieża o poparcie Habsburgów na tron hiszpański i jak długo żył jego opór niweczył nadzieje potężnych Burbonów. Dlaczego wiec zapamiętano go tylko jako ułomnego?

Czasami mamy do czynienia z przeinaczaniem mniej spontanicznym i nastawionym na konkretny efekt a wiec z propagandą. Tak będzie w przypadku władcy uważanego powszechnie za głupiego, tj. za lekkoducha i lenia.
W Polsce mamy do czynienia z powieściowo-filmowym trudnym do przezwyciężenia mitem pochodzenia pruskiego dotyczącego rzekomej słabości rządów saskiej dynastii Wettinów i równie rzekomego upadku Rzeczpospolitej w latach 1697-1763. Człowiekiem, który przyczynił się do tego stanu rzeczy był Józef Ignacy Kraszewski, który (w powieściach: „Hrabina Cosel”, „Brühl”, „Z siedmioletniej wojny”) ośmieszał wygórowane, jego zdaniem ambicje Wettinów. Stąd w naszej wyobraźni utrwalony jest obraz Augusta II jako nierozsądnego lowelasa kupczącego polską ziemią i prymitywnego, głupawego Augusta III, którego interesuje jedynie czy jego minister Heinrich von Brühl (1700-1763), główny saski minister od 1738 roku ma pieniądze (sakramentalne pytanie zadawane podobno co rano przez władcę, który skądinąd ponoć nie lubił zajmować się sprawami państwowymi: Habe Ich noch Geld Brühl?. Ten negatywny stereotyp utrwaliły w Polsce ekranizacja Hrabina Cosel (1968) i nakręcone w NRD trzy filmy z serii: Sachsens Glanz Und Preußens Gloria; Gräffin Cosel (1983), Brühl (1985) i Aus Dem Siebenjahrigen Krieg (1987) Hansa-Joachima Kasprzika.
Jako pierwszy, wyłom w tym micie nieudolnych Wettinów uczynił Jacek Staszewski , największy dziś badacz epoki saskiej w Polsce. Niedawno zaś jego śladem poszli Sławomir Suchodolski i Dariusz Ostapowicz . Okazuje się, że August II nie tylko nie handlował polska ziemią, ale zabezpieczył ziemie odzyskane od Turków (1699), czego nie potrafił zabezpieczyć mimo wiktorii wiedeńskiej „bohater” Jan III Sobieski. August obronił też Elbląg przed zakusami Prus wysyłając tam swe saskie wojska. Chwilami można mieć wrażenie, że pomagał Polsce i walczył o jej interesy wbrew woli nie umiejących myśleć racjonalnie Polakom. W ten sposób dotrzymał, znów w odróżnieniu od Sobieskiego, zobowiązań elekcyjnych. August II musiał być znakomitym politykiem, skoro obmyślił koalicję anty-szwedzką . Sam przydomek „Mocny” nadali Augustowi XIX-wieczni historycy sascy broniąc się przed wpływami propagandy fryderycjańskiej i historiografii pruskiej, które przedstawiały Wettinów jako kiepskich polityków. Król Prus Fryderyk II (pan. 1740-1786) czynił to z całą premedytacją, fałszując treść przechwyconych w zdobytym (1757) Dreźnie dokumentów ministra Brühla i publikując anonimowy paszkwil pt: Życie i natura hrabiego B . , stąd właśnie wzięła się opinia o nim jako o chciwcu i karierowiczu, który opętał nieudolnego Augusta III. Historia pruska i Kraszewski, darzący niechęcią wszystkich Niemców, (wszak były to czasy zaborów) w tym Bogu ducha winnych Sasów nadali propagandzie pozory prawdy. Suchodolski i Ostapowicz udowadniają, że każdego dnia od 3:00 rano do 12:00 August III zajmował się sprawami Polski i Saksonii , bynajmniej nie był miłośnikiem prymitywnych rozrywek, lecz koneserem sztuki i zwolennikiem Oświecenia. Nie dawał też Brühlowi tak wielkiej władzy, jak przedstawiał to Kraszewski. Bardzo ważnym doradcą monarchy był hrabia Joseph von Wackerbarth-Salmour (1685-1761), z którym August konsultował się codziennie miedzy 7:00 a 8:00. Reformy Augusta III w Polsce z trzeciego dziesięciolecia jego panowania wróżyły dobrze. Propaganda pruska, wsparta powieściami Kraszewskiego i ich ekranizacjami jest jednak trudna do wykorzenienia.

Suchodolski i Ostapowicz pokazują także przypadek przeciwny; króla, którego historycy i pisarze uczynili bohaterem, choć on sam był właśnie karierowiczem i wielokrotnym zdrajcą. Już Henryk Sienkiewicz maskował jego zdradę w czasach Potopu szwedzkiego, wspominając jedynie o zdradzie starosty jaworowskiego. A kimże był ten starosta? Był to właśnie Sobieski, którego imienia Sienkiewicz nie chciał kalać zdradą, lecz zdrady tej magnat niewątpliwie się dopuścił. Niestety później zdradzał też Rzeczpospolitą będąc (dosłownie) na jurgielcie Francji i forsując w Polsce nielegalnymi metodami kandydatury niepopularnych francuskich kandydatów. Zaś, będąc już u władzy pokazał, że interesuje go nie tyle dobro Rzeczpospolitej, ile własna legenda pogromcy Turków, których fanatycznie i irracjonalnie nienawidził , dlatego m.in. poszedł pod sam Wiedeń (1683), choć rozsądniej ze strategicznego punktu widzenia byłby atak na Turków na innym odcinku, by doprowadzić do podziału ich sił, czego oni sami panicznie się obawiali. Niektórzy Historycy dokonywali i niestety nadal dokonują nieprawdopodobnych słownych wygibasów by wybielać Sobieskiego (bo Polak) i oczerniać Sasów (bo obcy, a co gorsza Niemcy)., mimo iż to za Wettinów Polska podniosła się ekonomicznie i cywilizacyjnie. Jak powiedział cytowany przez Suchodolskiego i Ostapowicza Norman Davies; „można wybaczyć człowiekowi, który pomyśli, że mity bywają potężniejsze od historii”. Można jedynie wyrazić nadzieję, że wysiłki Staszewskiego, Suchodolskiego i Ostapowicza nie pójdą na marne. Na razie jedyne o co twórcy filmowi odważyli się zaczepić Sobieskiego to jego pantoflarstwo względem małżonki Marii („Ojciec Królowej” (1979)) podczas gdy na Sasów posypały się niezasłużone gromy.

Manipulacja pisarzy i reżyserów jest ciężka do odkręcenia, gdyż w powieściach i filmach stosuje się liczne zabiegi zakłócające perspektywę odbioru bohaterów, np.; jeśli przedstawi się monarchę z punktu widzenia skrzywdzonego bohatera pomyślanego jako bohater pozytywny. By pozostać jeszcze w tematyce saskiej można stwierdzić, że z takim przypadkiem mamy do czynienia przy hrabinie Cosel.
Konwencja, jaką Kraszewski przyjął w „hrabinie Cosel” – skrzywdzonego Kopciuszka, również obciąża władcę. Pisarz uczynił z Anny Konstancji Hoym (1680-1765) niemieckiej poddanej króla Duńskiego niemal polską patriotkę, co prawdopodobnie wiąże się z tym, że wyraziła kiedyś pogląd, że unia z Polska jest szkodliwa dla Saksonii, a Polacy powinni mieć króla-Polaka , ale kim ona była by jej słowo coś tu miało znaczyć? Kraszewski po prostu wybrał ja na swą bohaterkę pozytywną i jednocześnie na narratora, który krytykuje domniemane zepsucie swych czasów. Cosel uchodząca za jedną z najpiękniejszych i najinteligentniejszych kobiet XVIII stulecia świetnie się do tej roli literackiej nadawała, lecz nie ma to nic wspólnego z historyczną prawdą. Cosel do śmierci Augusta była w nim zakochana, lecz musiała odejść z dworu, ponieważ minister Jacob Heinrich von Fleming (1667-1728) nie tolerował jej wtrącania się do polityki, którego nie przewidział przedstawiając ją królowi w 1704 roku. Pod wpływem Fleminga, August II poprosił ją o zwrot kontraktu ślubnego. By uczynić zadość tym „prośbom” Cosel pojechała m.in. do Berlina (1713). W Wittenberdze została pojmana jako zdrajczyni. W 1716 osadzono ją na zamku w Stolpen, gdzie przebywała do śmierci.

Życie i natura hrabiego B i tym podobne chwyty propagandowe nie były w historii niczym nowym, o czym uczy nas przypadek Kaliguli. W przypadku tego cesarza rzymskiego można mieć wątpliwości na ile przypisywane mu szaleństwa odpowiadały prawdzie a na ile były wytworem niechętnej mu historiografii (np. Svetoniusa) związanej z senatorami, których ów cezar ośmieszał na każdym kroku, nie pozostawiając im żadnych złudzeń możliwości wpływu na politykę, jak to czynił choćby Tyberiusz . Interesujące, że fakt braku kontroli cezarów nad historiografią dowodziłaby stosunkowo szerokiej wolności słowa w Rzymie, problem ten wymagałby jednak dodatkowych badań. Warto zadać sobie pytanie: jak często to co wiemy o władcach pochodzi od zawiedzionych poddanych? W końcu nie da się zadowolić wszystkich, nawet jeśli ma się nieograniczoną władzę.

Obraz władcy czasem wychodzi jako bardzo pozytywny wbrew zamierzeniom autora książki czy filmu. Tak jest w przypadku koprodukcji nakręconej na dwusetną rocznicę rewolucji francuskiej z udziałem Petera Ustinova (jako Mirabeau), Andrzeja Seweryna (Robespierre), Sama Neila (gen. de La Fayette) i Klausa Marii Brandauera (Danton). Film ten pokazuje, iż ten „podstępny” i „nijaki” Film niechcący pokazuje, że Ludwik XVI starał się jak mógł współpracować z rewolucjonistami we wczesnej liberalnej fazie rewolucji i działał jak wybitny mąż stanu, a przy tym człowiek pełen godności.
Brytyjczycy wychowani na parlamentaryzmie maja skłonność do skrajnych ocen swoich monarchów. Śmieszą ich Hanowerczycy (niesłusznie bo zarówno Jerzy I, Jerzy II i Jerzy III byli zdolnymi politykami), podkpiwają z tuszy królowej Wiktorii, jednocześnie tworząc bałwochwalcze wręcz filmy o XVI-wiecznej władczyni Elżbiecie I Tudor, czyniąc z niej zbawczynię i anglikańskiego odpowiednika matki boskiej.
Warto więc postawić sobie pytanie; co czyni króla śmiesznym? Wydaje się, że jest tof akt, że władza królewska to władza prywatna, a więc władza, która ma głęboko ludzki wymiar. Gdy piszemy o jakiejś „królewskiej” epoce nasza uwagę przyciągają w ogromnej mierze ludzkie słabostki i śmiesznostki władców, gdy tymczasem parlament jawi się zawsze jako poważny, wielogłowy i ponadludzki twór.

Reasumując przekonanie o słabościach konkretnych monarchów to często efekt dawnej propagandy, a tendencja do ich ośmieszania wynika z tego że ich życie osobiste jest bardzo dobrze znane i historycy mają tendencje do nadmiernego wyciągania wniosków o wpływie ludzkich słabostek monarchów na (nie)powodzeniame całych państw i narodów. Pozostaje powtórzyć pytanie wspomnianego już Thackeraya; „czy kiedyś historycy pokażą nam cos poza Wersalem i Westminsterem.

BIBIOGRAFIA:

• Auguet R., Kaligula, czyli władza w rękach dwudziestolatka, Warszawa 1990.
• Clark Ch., Prusy Powstanie i upadek 1600-1947, Bellona Warszawa 2009.
• Davis C.C., Szambelan Jego Królewskiej Mości, PAX Warszawa 1967
• Diderot D., Niedyskretne klejnoty, PIW Warszawa 1992.
• Gaxotte P., Rewolucja francuska, Wydawnictwo ARCHE, Gdańsk 2001.
• Haldane Ch., Pani de Maintenon nie koronowana królowa Francji, PIW Warszawa 1970.
• Luppol I.K., Diderot, Warszawa 1963.
• Magdziarz W. St., Ludwik XIV, Ossolineum Wrocław 2004.
• Montesquieu Ch., Listy Perskie, PIW Warszawa 1979.
• Montesquieu Ch., O duchu praw, Wydawnictwo Zielona Sowa Kraków 2003.
• Napierała P., "Die polnisch-sächsische Union (1697-1763) - Polens letzte Hoffnung - Sachsens Traum von der Macht" [w:] Polen und Deutschland. Zusammenleben und -wirken, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2006.
• Napierała P., Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res Gdynia 2010.
• Parry J. H, Morskie imperium Hiszpanii, Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1983
• Schmidt W., Friedrich I. Kurfürst von Brandenburg. König in Preußen, Heinrich Hugendubel Verlag München 2004.
• Smollett Th., Travels Through France and Italy, Evanston Illinois 1997.
• Staszewski J., August II Mocny, Ossolineum Wrocław 1998.
• Suchodolski S., Ostapowicz D., Obalanie mitów i stereotypów. Od Jana III Sobieskiego do Tadeusza Kościuszki, Bellona Warszawa 2008.
• Svetonius Tranquillius G., Żywoty cezarów, Wrocław 1960.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz