piątek, 26 marca 2010

Niezbędna dawka liberalizmu

Uważam konserwatyzm za skarbnicę połowy wiedzy tego świata, ponieważ konserwatyści piszą to co rzeczywiście myślą, w odróżnieniu od demokratycznych demagogów przypodchlebiających się motłochowi vel obywatelom. Konserwatyzm chroni człowieka przed wieloma szaleństwami, przypominając mu stale, ze jest omylny, jego plany mogą zawieźć, a historia jest nauczycielką życia w odróżnieniu od bardzo niedoskonałej filozofii i innych zgadywanek dotyczących tego co niepojmowalne - natury świata.

Jednakże czasami ubolewam, iż konserwatyści, choć jak by się wydawało, zupełnie impregnowani na fanatyzm, weń popadają. Dotyczy to zwłaszcza niestety tych, którzy nie zdają sobie sprawy ile w nich samych jest chrześcijaństwa a ile konserwatyzmu. Chrześcijanin, jeśli traktuje swą wiarę szczerze, jest najlepszym z ludzi - jest wysoce moralny i potrafi przebaczać, jednak ma jedną cechę, która może być w pewnych okolicznościach wadą - wierzy w pewien system społeczny i jest przekonany, że ów system pasowałby wszystkim ("ponieważ jest najlepszy i najbardziej moralny") nawet tym, którzy "jeszcze tego nie dostrzegając" wątpią czy zapragnęliby tego systemu.

Dwóch chrześcijan; dwie epoki. John Milton (ten od "Raju utraconego") walczył o wolność prasy i pochwalał (nawoływał też) Cromwella do zamknięcia "niemoralnych" teatrów londyńskich. Ryszard Legutko z kolei wątpi czy przestrzeń prywatna wydzielona przez Johna Locke'a - ojca liberalizmu, jest potrzebna w sytuacji gdy moralność obowiązująca jest przepełniona szacunkiem dla człowieka jako jednostki.

Nasza obecna cywilizacja jest w znacznej mierze cudem. Udało się stworzyć świat w miarę bezpieczny, tolerancyjny, higieniczny, ujarzmiono przyrodę itd. Wiem, ze wielu prawicowcom włos jeży się na głowie na samo słowo tolerancja, ale to dzięki niej się nawzajem nie mordujemy i warto o tym pamiętać. Przestrzeń prywatna jest zagrożona obecnie z dwóch stron; islamu - z jego niezwykle "moralnymi" kaznodziejami czyniącymi życie w krajach islamskich życiem trudnym do zniesienia (np. reportaż z "Najwyższego Czasu" z Egiptu, w którym kairski hotelarz stwierdzał, że w Egipcie żyć się nie da bo jednostka jest tam niczym) i (w o wiele mniejszym stopniu przez socjalistów i żarliwych chrześcijańskich konserwatystów). Tak krytykowany libertynizm XVII i XVIII wieku umożliwia nam dziś np. umówienie się na randkę z kim chcemy i kiedy chcemy. "Niemoralne"? - być może , ale ludzkie i potrzebne do szczęścia. W konfrontacji z islamem problemem jest nie to, że my jesteśmy nie dość moralni (i przez to np. dzietni), lecz że oni są ultramoralni czyli moralni do bólu.

Jeśli dopuścić "moralną" regulację w jednej dziedzinie natychmiast rozprzestrzenia się ona na pozostałe i mamy nieomal teokrację Kalwina. Oczywiście mogą istnieć kary za obrazę moralności publicznej, ale nie wiem czy jest sens czynić z nich jakikolwiek priorytet dla prawicy. W końcu kary te są jakby bratankami kar za np. całowanie się na ulicy, lub np. nieumyślne upuszczenie papierka po batonie "Mars".
Ciężko gardłować za jednymi nie uwzględniając drugich - a efekt zawsze taki sam - koniec wolności. Regulacja jest ukochanym dzieckiem antychrześcijańskich , ale równie "moralnie" żarliwych socjalistów, więc prawica nie powinna ich wspierać w atakach na liberalizm, lecz właśnie wspierać liberałów.



Oczywiście istnieje też ten drugi fałszywy demokratyczny liberalizm, który również stanowi prawdziwe zagrożenie dla prawdziwego liberalizmu. Łatwo je rozróżnić nawet nie tyle przywołując oklepaną "wolność do" (demoliberalizm) i "wolność od" (konserwatywny lub klasyczny liberalizm) Isaiaha Berlina, lecz XVII wieczne "wolnośći" angielskie - tj. konkretne swobody versus nieco rewolucyjną "wolność" (w l.pojedynczej) francuską, która jako mityczno-filozoficzna nie przystawała do rzeczywistości, choć poświęcono swobody na ołtarzu demokratycznego wszech-wtrącania się w życie codzienne ludzi.

Obrona konkretnych swobód, nawet jeśli wynikają one z pewnego rozluźnienia obyczajowego, wydaje mi się jedyną rzeczą o jaką naprawdę warto politycznie zabiegać. In vitro, homofobia-homopropaganda, eutanazja, aborcja dotyczą w zasadzie tylko bezpośrednio zainteresowanych, natomiast: biurokracja, drożyzna sztuczna (tj. wynikająca z VAT-ów, koncesji, podatków itd.), komplikacje prawne, utrudnienia komunikacyjne dotyczą wszystkich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz