niedziela, 17 stycznia 2010

Boney' czyli o korsykańskim zbrodniarzu i jego polskim apologecie

Napoleone Buonaparte, czyli jak nazywał go Wellington - "Boney" - mól książkowy, człowiek oświecenia, liberał, ale i dyktator, anty-feudał, ale i mizoginista, władca nielegalny (bo z woli armii), którego władza polegała na wojennej sławie. Krótko mówiąc prawdziwy "stupor mundi". Wg. Stefana Zabieglika Voltaire mógłby być nim bardziej zachwycony niż Fryderykiem Wielkim - wątpię - wartości na których opierał się rząd Boney'ego były tego rodzaju, że Voltaire by ich nie zaakceptował. Bo to nawet nie był "filozof na tronie", lecz żołdak, który się dorwał do władzy na rewolucyjnej fali.
Pytanie brzmi - czy można popierać owe indywiduum i mienić się jednocześnie prawicowcem? (tzn: Dlaczego p. Łysiak uchodzi za człowieka prawicy?).

Wiadomo, że Boney wywołał tylko 2 z 6 wielkich wojen z koalicją, czyli jak na kogoś, kto rzekomo "tylko się bronił" o dwie za dużo. Jego autorytet działał tak długo jak wygrywał, bowiem elita na jakiej się opierał jego rząd była nową, wielce chybotliwą konstrukcją. A więc winny był ów wódz śmierci milionów i co do tego nie można mieć żadnych wątpliwości, natomiast co w zamian? Czy żołnierze napoleońscy umierali za jakąś lepszą sprawę?


Blucher i Wellington wyrzucają Napoleona na śmietnik historii (1815).

Kodeks czyli "równość wobec prawa" powiada p. Łysiak i dodaje (m.in. w programie W. Malajkata), że "cesarz" (samozwańczy a nie taki prawdziwy, ale jednak) karał surowiej dostojników państwowych niż skromnych poddanych/obywateli (właściwie nie wiadomo jak nazywać tych którym panował Boney i których wysyłał na śmierć w Rosji czy Hiszpanii) - czy to jest równość? Właściwie to samo szykowały już powoli rządy absolutnych monarchii biorące coraz wyraźniej szlachtę pod but - wystarczyło więc poczekać trochę a nie robić rewolucję i wojnę. Tak samo równi i wolni byliby zapewne w np. 1810 roku poddani sędziwego Ludwika XVI lub młodego Ludwika XVII. Taki był ogólny trend Oświecenia.

Legenda napoleońska w Polsce to już zupełny nonsens i Francuzi dziś, kiedy się o niej dowiadują dziwią się, podobnie jak dziwili się ich wielcy historycy; Taine i Sorel. Napoleon wykorzystywał Polskę jako obóz wojskowy i bazę ekonomiczną czyli taki Związek Reński II. O jakimkolwiek sentymencie mowy być nie mogło. Administracja francuska była lepsza od zaborczej bo była nastawiona na wojnę - wtedy urzędnicy muszą dawać z siebie wszystko. Co zaś do samej legendy - w Rosji i pod Lipskiem poległo tylu Polaków, że teraz głupio przyznać, że walczyli o jakieś chimery - niemniej jednak tak było.

Dopóki widzimy Boney’ego jak dławi pychę Prus i obraca się wśród koncertu wielkich mocarstw jego postać może być pociągająca, jednak spójrzmy na los zwykłych ludzi. Zajmowałem się historią Landgrafstwa Hesji-Darmstadt, żyło w nim dość szczęśliwie ok. 100.000 mieszkańców pod feudalnymi rządami landgrafów – tym ludziom było wszystko jedno czy ich spokój niszczą wojska Ludwika XIV czy rewolucjonistów czy też Boney’ego – po prostu FRĄCYJA ma problemy by usiedzieć na własnych ziemiach ! Wszystkie wojny lat 1650-1815 były z jej winy, a właściwie już wojna trzydziestoletnia została przedłużona za żabojadzkie pieniądze. Landgraf Ludwik X został sprzymierzeńcem Napoleona co wiązało się ze zmianami ustrojowymi. Wprowadzenie wolności i równości (tylko we Francji szlachta była kiedyś nieopodatkowana) po napoleońsku oznaczało 6 razy większe wpływy do budżetu czyli tyleż razy większe podatki i wiele heskich trupów w Rosji i pod Lipskiem. Powiedzmy też coś o Napoleonie w Hiszpanii, gdzie francusko-polskie żołdactwo używało sobie na cywilach ile wlezie.

P. Waldemar Łysiak zawsze przedstawia czasy ancien-regime’u jako czasy libertynizmu i rozpusty, a tyranię Boney’ego jako czasy wiecznej chwały wręcz wykutej w kolumnach neodoryckich. Mam wyjaśnienie czemu czołowy polski bonapartysta może się nawet nie mylić – żołnierze i trupy rozpusty nie uprawiają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz