poniedziałek, 30 listopada 2009

Konserwatyzm i monarchizm laicki

Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi polemizować z Sz. P. Adamem Wielomskim, którego tezy i teorie zawsze były dla mnie cennym źródłem inspiracji, ale - stało się. W nr. 45-46 tegorocznej serii: "Najwyższego CZASU", p. Wielomski zamieścił swoją recenzje ze wszech miar interesującej książki p. Tomasza Tulejskiego: "Konserwatyzm bez Boga. Dawida Hume'a wizja społeczeństwa, państwa i prawa, Fijorr Publishing W-wa 2009.



Otóż Hume, jak warto przypomnieć, choć deista i niedowiarek religijny, doszedł do podobnych wniosków na temat funkcjonowania społeczeństwa i państwa, a także do podobnych przekonań co do idealnego ustroju państwowego, jak mocno wierzący Edmund Burke, bazujący na swoich moralnych przemyśleniach wynikających z wiary. Dla Hume'a, jak trafnie pisze p. Wielomski, konserwatyzm jest uzasadniony nie wolą Bożą i religijnie pojętym prawem naturalnym, lecz tradycja, zadawnieniem i obyczajem.

Hume uważał, że nie ma metafizycznych zasad rządzących naszą egzystencją, wiec państwa są dziełem ludzkim - dziełem historii. Wielomski uważa, że nie-boski konserwatyzm Hume'a krytyczny wobec religii i fanatyzmu religijnego nie różni się zasadniczo od czegoś co nazywa często "cywilizacją rewolucji", w związku z tym wysiłki pp Voegelina czy Leo Straussa, którzy chcieli stworzyć konserwatyzm laicki (dla wszystkich , nie tylko chrześcijan) opierając go na innym niż chrześcijański fundamencie etycznym były bez sensu, choć interesujące.



Otóż tu właśnie nie mogę się zgodzić. Z jednej strony chrześcijanie często wpadają w pułapki łudząco podobne do pułapki egalitaryzmu w jaki wpadł Robespierre - kim był Savonarola jeśli nie chrześcijańskim rewolucjonistą para-socjalistycznym? Elitarystyczni deiści są właśnie - odporniejsi na takie pokusy.

Hume'owski konserwatyzm to ideologia na wskroś antyrewolucyjna, ponieważ to nie oświecenie było rewolucją, lecz był nią bunt sankiulotów. Byłoby bardzo dobre, gdyby historycy przestali stawiać znak równości pomiędzy zmianami w dziejach myśli ludzkiej, a historią polityczną. Hume'owski konserwatyzm jest ideologią elitarystyczną, zawierającą silny pierwiastek poszanowania dla tradycji i pracy dawnych pokoleń - cóż bardziej prawicowego?

Prawicy Bóg się przydaje ale nie jest niezbędny! Voltaire był deistą ale nigdy nie poparłby rewolucji, co więcej uważał, że Bóg jest ludziom niezbędny bo lud wierzący jest bardziej moralny, nie uważał jednak, że to z samego Boga wypływa idea monarchii i tego co dziś nazywamy prawicą. Adam Wielomski cytuje Rogera Scrutona, brytyjskiego konserwatystę, który zazdrościł Polakom możności oparcia konserwatyzmu na Bogu i wierze, podczas gdy w ateistycznej W. Brytanii nie jest to już możliwe. A jednak gdzie lepiej ma się konserwatyzm? Naturalnie - w Wielkiej Brytanii, ponieważ tam polega on na kulcie oszczędności, elitarności szkół, hierarchii społecznej a nie - jak u nas - na przysłowiowym klepaniu pacierzy.

Pan Wielomski oczernia p. Tomasza Tulejskiego nazywając go rewolucjonistą, który chce zamienić polski religijny konserwatyzm (co p. Wielomski ma na myśli ? KZM? p. Wrzodaka?) konserwatyzmem laickim pochodzącym od Hume'a. Zdaje się nie rozumieć, że w czasach gdy ateizm przeważa nad religią ów laicki konserwatyzm może stanowić szansę wyrwania ludzi z rąk lewicy. Nie skazujmy młodzieży ateistycznej na bycie lewicowcami! Brytyjczycy rozumieją ten problem i dlatego obok potężnej prawicy laickiej istnieją w ich kraju także wysepki konserwatyzmu religijnego (swoją drogą cóż to za konserwatyzm bije ze słów: "ostatni będą pierwszymi" - czy to aby nie jest rewolucjonizm ??) ale odwrotnej sytuacji w RP nie jest skłonny zaakceptować. Tymczasem prawica laicka nie jest wrogiem lecz sprzymierzeńcem prawicy religijnej w walce z lewicą egalitarną.

Podam przykład postulatu przywrócenia monarchii: p. Adam Wielomski jest zwolennikiem monarchii absolutnej - Boskiej (a la Ludwik XIV), a ja monarchii absolutnej oświeconej (a la Józef II). I jednej i drugiej Bóg jest potrzebny; pierwszej jako jej treść i podstawa, drugiej jako narzędzie władzy - interes jest więc wspólny.

Osobiście myślę, że każdy monarcha trochę wierzył w Boga a trochę się nim posługiwał. Duch elitaryzmu jednoczy wszystkich prawicowców, więc można skupić się na tym a nie na deistyczno-chrzescijańskich przepychankach - najpierw trzeba WSPÓLNIE pokonać lewicę - tam wierzący socjaliści - są ich miliardy, bez żenady współpracują z marksowskimi wrogami religii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz