środa, 4 listopada 2009

Wolność dla państwa czy dla jednostki ?

Gdy Fryderyk Wielki wraz z Marią Teresą Habsburg i Katarzyną II rozbierali Polskę, w której już wiele lat przed 1772 rokiem robili co chcieli, Rousseau przypomniał sobie o polskiej prośbie by spisał dla "nas" (szlachty?) konstytucję, co mile go połechtało, bo mógł zrobić na złość Ludwikowi XV, Voltaire zaś cieszył się, niektórzy sugerują, że za rosyjskie pieniądze, ale to chyba nieprawda ponieważ, zawsze uważał magnacką Polskę za piekło chłopów wyzyskiwanych przez szlachtę (jako monarchista uważał, ze tylko król może obronić chłopów przed takim faktycznym niewolnictwem).

Mamy tu więc dwóch sławnych filozofów piszących w dużej mierze o wolności, lecz jeden - Rousseau o mentalności republikańskiej, nakazującej mu chwalić wszystko co republikańskie (bo tam przynajmniej jest jakiś tłum, który głosuje), drugi zaś o liberalnej w znaczeniu liberalizmu konserwatywnego - Voltaire miał w nosie głosowania, narody i państwa a chciał tylko wolności po prostu "ludzi".
Żyjemy w epoce nacjonalizmu, więc wydaje nam się, że tylko pod rządami mówiących po polsku urzędników będzie nam dobrze, a cudzoziemcy niech się trzymają z daleka. W kontekście Unii Europejskiej mógłbym się zgodzić z takim postawieniem sprawy, ale tylko i wyłącznie z powodów natury ekonomiczno-administracyjnej - Unia jest potwornie niesprawna i w obecnym kształcie na pewno rządziłaby nami gorzej niż RP, natomiast co byłoby gdyby wszystkimi ministrami w rządzie RP byli cudzoziemcy? Na przykłąd fachowcy sprowadzeni z zagranicy - nie powiązani z solidarnościowymi, ani postkomunistycznymi lobbies. Tacy "tymińscy"? Czy byłoby tak źle? Śmiem twierdzić, że nie.

Janusz Korwin-Mikke pisał raz, że termin "państwo polskie"
został wymyślony po to by Polacy łatwiej dawali się okradać grupie polskojęzycznych urzędników" - ta polskojęzyczność miałaby być ich - jedyną być może - zaletą, która powodowała, że polskojęzyczne miernoty urzędnicze były odbierane jako więcej warte nawet niż cudzoziemscy fachowcy.
Dlaczego nie powrócić do zatrudniania cudzoziemców jako ministrów? Czym się to stanowisko różni od maklera lub menagera? Polakiem musi być prezydent lub król, ale minister nic sobą nie reprezentuje poza powierzoną mu władzą i to nawet nie z rąk boskich czy "ludu", lecz z rąk króla/prezydenta. Nie chodzi tu już nawet o zawodzenia, że pod zaborem np. pruskim i w Galicji było Polakom najlepiej, choć i na poparcie tej tezy znalazło by się kilka argumentów, lecz o zastanowienie się czy w czasach gdy naród patriotyczny/nacjonalistyczny walczy "o wolność" gra nie toczy się przypadkiem o dostatek i wpływy dla mówiących w tym języku co oni urzędników?
Skoro waluty mogą konkurować ze sobą będąc w obiegu w granicach jednego państwa...skoro człowiek może się (jak ma pieniądze) osiedlić gdzie chce i zmienić obywatelstwo...to dlaczego nie miałyby pojawić się ofert typu: "Nazywam się Alfred Rassmussen, jestem wykwalifikowanym ministrem spraw zagranicznych, w latach 19..-19.. PRACOWAŁEM DLA RFN, w której imieniu zawarłem szereg korzystnych traktatów handlowych. Potem pracowałem dla Republiki Włoskiej dla której załatwiłem dostawy algierskiego gazu..." - przecież zdolność załatwiania spraw dyplomatycznych, ale i wszystkich innych jest cnotą jednostek, a nie rozgorączkowanej patriotycznej braci knującej przeciw sobie wzajem intrygi (a wszystko "w głębokiej trosce o ukochany naród").

Talleyrand, taki rzekomy "zdrajca" uratował w 1814 r. Francję dzięki temu, ze był starym wyjadaczem na polu dyplomacji. Dzięki bogu nie był wówczas na jego stanowisku żaden patriotyczny "prawdziwy napoleoński Francuz" z buławą marszałka w tornistrze, bo Francję by rozebrano. Fachowość pokonała francuskość i to uratowało Francję. Było wielu ministrów importowanych w Hiszpanii absolutystycznej (Alberoni, Wall, Grimaldi, Ripperda), wszyscy byli zdolniejsi od współczesnych im urzędników rodzimych, no i nie mieli mozliwości prowadzenia intryg politycznych, jako ludzie "z zewnątrz"mogli poświęcić cały swój czas pracy na rzecz Hiszpanii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz