piątek, 30 października 2009

W obronie konsumpcjonizmu i kapitalizmu

W tej mojej wypowiedzi chciałem wyrazić moje zdziwienie i protest przeciwko ciągłemu wyrzekaniu na kulturę masową, globalizację i konsumpcjonizm. Tego rodzaju krytykę przyjmuję bez zdziwienia jeśli dobiega ona z ust wszelkiej maści lewicowców, lecz gdy nawet na Prawica Net czytam wypowiedzi, których autorzy z wyżyn swojej inteligenckiej wyższości krytykują niedzielny szał zakupów itd. ogarnia mnie zdziwienie. Lewicowcy krytykują konsumpcjonizm, ponieważ zawsze krytykują wszystko co wymyka się urzędniczej kontroli i jest efektem samodzielnej działalności przedsiębiorczych jednostek, ale prawicowcy? Z trudem jeszcze rozumiem postulowany zakaz handlu w niedzielę, bo wprowadza ona element przymusu tam, gdzie sprawy regulować powinna wiara. Często tłumaczy się to obroną pracownika przed zakusami pracodawcy, ale czy najlepszą obrona pracownika nie jest właśnie nieskrepowana konkurencja? Pozostawiając tą kwestię na boku przejdę do samego clou sprawy. Otóż jakikolwiek stawianie granic rozwijającej się światowej ekonomii jest samo w sobie dziwne. Tak długo krytykowano ideę nawozów sztucznych, a przecież uchroniły one świat przed problemami aprowizacyjnymi a nawet głodem. Trochę inna sprawa jest z genetycznie modyfikowaną żywnością, która wpływa nawet na wygląd spożywającego ją człowieka (zupełnie jakby żywność nie-modyfikowana nie wpływała – generalnie jest się tym co się je!).

Co do samej działalności gospodarczej, to prawica powinna zdawać sobie sprawę, że tylko jeśli warunki do niej będą zapewnione, lewicy nie uda się wprowadzić swych utopijnych wizji. Co się tyczy konsumpcjonizmu, to mam czasem wrażenie, że dawne czasy przedstawia się często w pewnej opozycji do naszych, dlatego iż podobno dawniej nie znano takiego szału zakupów itd. Jako historyk wiem, że to totalna bujda. Np. mieszkańcy XVIII-wiecznego Londynu nie zajmowali się kultywowaniem tradycji (zresztą ta przetrwa wszystkie kapitalizmy i socjalizmy świata, do takiego wniosku doszedłem, podczas swej wizyty w Szwecji, której kultura ma się znakomicie), lecz zwykłym życiem, którego kupowanie na słynnych londyńskich targach było integralną częścią. Wówczas jakoś nikt specjalnie nie protestował, że ludzie prześcigają się w kupowaniu i zbytkach – no może prócz kilku zazdrosnych intelektualistów jak np. Defoe.

Dlatego prawica powinna na każdym kroku bronić nieskrępowanej działalności gospodarczej i wolności indywidualnej obywateli, atakując je wyświadcza przysługę lewicy. Symptomatyczna może być wypowiedź jednego z autorów „Najwyższego Czasu” sprzed około roku, gdy ten zbadał jakie organizacje zajmują się bojkotem Coca Coli i odkrył, iż są to organizacje wyłącznie anarchistyczne lub lewackie, co sprawiło, jak się wyraził, że „po raz pierwszy nabrał ochoty napicia się obrzydliwego brunatnego płynu”, właśnie widząc, kto jest przeciw jego sprzedaży i spożywaniu. Moim zdaniem, był to słuszny wniosek. Kultura masowa istniała zawsze i nie jest wytworem naszej epoki, więc walka z nią to walka z wiatrakami. Zostawmy ją lewicowcom, którzy zawsze starali się zrobić z ludzi anioły (a jak się nie udało to gilotynować co poniektórych).

Pozdrawiam wszystkich prawicowców i przedsiębiorców, którzy mimo biurokratycznych utrudnień jakoś sobie w Polsce radzą i jeszcze nie wyemigrowali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz