piątek, 17 kwietnia 2009

Frédéric Bastiat i Herbert Spencer - źródła myśli politycznej Janusza Korwin-Mikkego




Piotr Napierała, "Frédéric Bastiat i Herbert Spencer - źródła myśli politycznej Janusza Korwin-Mikkego" [w:] T.Sikorski, A. Wątor (red.), Marzyciele i realiści O roli tradycji w polskiej myśli politycznej od upadku powstania styczniowego do XXI wieku, Szczecin 2009, s. 620-632. ISBN 978-83-751814-0-1

Frédéric Bastiat i Herbert Spencer - źródła myśli politycznej Janusza Korwin-Mikkego

Janusz Korwin-Mikke jest postacią, której przedstawiać chyba w Polsce nie trzeba. Znany jest jednak głównie jako polityk Unii Polityki Realnej, a zdecydowanie mniejszej liczbie Polaków, jako liberalny myśliciel polityczny. Jego mistrzowie; Claude Frédéric Bastiat (1801-1850), Herbert Spencer (1820-1903), i Alexis de Tocqueville (1805-1859), byli tradycyjnymi, czy też „oryginalnymi” liberałami, nawiązującymi do brytyjskich wigowskich tradycji wbrew „radykałom” typu Charlesa Jamesa Foxa (1749-1806) , miłośnika rewolucji amerykańskiej i francuskiej.

Pierwsi liberałowie Izby Gmin wydają się nam dziś konserwatystami we wszystkim, poza problemem omnipotencji władzy w sprawach ekonomicznych i społecznych i Edmund Burke niczym się tu nie różnił od Adama Smitha (1723-1790) czy Davida Hume’a (1711-1776), lecz owszem różnił się od wcześniejszego nieco konserwatysty brytyjskiego i zwolennika silnej władzy monarszej Henry’ego St. Johna, wicehrabiego Bolingbroke’a (1678-1751) i może nieco też od premiera Wielkiej Brytanii w latach 1783-1801 i od 1804 i 1806 Williama Pitta Młodszego (1759-1806). Toteż znany teoretyk liberalizmu i zajadły krytyk Oświecenia Isaiah Berlin (1909-1997) , zostawiał Johna Stuarta Milla (1806-1873), czy Maxa Webera zdecydowanie „z lewej strony” gdy pisał o jedynej prawdziwej „wolności”, tzw. „wolności negatywnej” nakazującej jej wyznawcom patrzeć podejrzliwie na każdy ruch państw wobec poddanych/obywateli . Za zmieszanie postulatów liberalnych z wysoce wyidealizowanym spojrzeniem na demokrację ateńską, odpowiedzialny był według Spencera właśnie Mill, którego uważał Spencer za zdrajcę sprawy liberalnej. Mill deklarował, niechęć wobec przymusu państwa do uznawania pewnych praw, jednak ogromną większość swych dzieł poświęcił walce o „rząd reprezentacyjny”, czyli demokratyczny, którego zasada większościowa jest trudna do pogodzenia z liberalizmem. Niestety Mill zamiast nazwać się uczciwie po prostu demokratą, występował pod szyldem „liberalnym”. „Liberalizm” Milla jest rzecz jasna nie do pogodzenia z ideą monarchii, podczas gdy klasyczny liberalizm może współegzystować przede wszystkim z monarchią, bądź z luźnymi wspólnotami kapitalistycznymi (ideał libertariański).

To, że w dzisiejszych czasach więcej ludzi woli rzekomo „umiarkowany liberalizm” PO, czy francuskiej UMP, od rzekomo bardziej „skrajnego liberalizmu” UPR czy Austriackiej Partii Wolnościowej (FPÖ), pokazuje jak demokratyzm zawłaszczył od czasów Milla, gros refleksji liberalnej. Sam Janusz Korwin-Mikke z nauk Milla nie korzysta, w czym różni się od dość licznego grona publicystów-demokratów. Jeszcze więcej jednak różni go od polskich autorów „prawicy narodowej”, takich jak choćby Marek Arpad-Kowalski czy Stanisław Michalkiewicz, których teksty drukowane są obok tekstów Korwin-Mikkego w „Najwyższym Czasie”. Arpad-Kowalski i Michalkiewicz nawiązują swych tekstach przede wszystkim do polskiej myśli konserwatywnej, bądź narodowej; do myślicieli takich jak Cat-Mackiewicz, guru wszystkich walczących z demokratycznym „salonem”. Rafał Ziemiewicz, czy Waldemar Łysiak, zwalczają dziś tzw. „michnikowszczyznę”. Do Mikkego najbliżej jest chyba Ziemkiewiczowi, choć brakuje mu „korwinowskiej” erudycji, zaś co do różnic z Łysiakiem, Korwin-Mikke zwykle powtarza, że nie zgadzają się oni jedynie w kwestii dwóch postaci: „Bounapartego i towarzysza „Ziuka”:

JE Lech Kaczyński wyjawił „Gazecie Wyborczej, ze gdyby w maju 1926 roku, był czynnym politykiem, poparłby zamach śp. Józefa Piłsudskiego. To oczywiście spodoba się p. Waldemarowi Łysiakowi, z którym notorycznie nie zgadzamy się co do dwóch postaci historycznych: „małego kaprala” i marszałka na „Kasztance”. Ja przewagę Napoleona upatruję w tym, że nie kazał mianować się marszałkiem – skromny tytuł cesarza zupełnie mu wystarczył.


Waldemar Łysiak uważany jest za konserwatystę, jednak jaki konserwatysta krytykuje dziedzicznych monarchów a wychwala mądrość autokratów, których jedyną legitymacją do władzy była przemoc? Janusz Korwin-Mikke, choć często bardziej liberalny od Łysiaka, w tej sprawie zajmuje stanowisko lojalistyczno-konserwatywne.

Tajemnica oryginalności i rozpoznawalności myśli politycznej Mikkego tkwi nie tylko w jego erudycji, lecz również, bardzo prozaicznie, w jego formacji umysłowej. Korwin-Mikke nie jest bowiem humanistą, lecz cybernetykiem i, co ważne, - logikiem.
Cybernetyka, jak sam Korwin-Mikke powtarza to nauka społeczna zawłaszczona przez matematykę, mającą więcej wspólnego z inżynierią społeczną, a nawet eugeniką, niż ze statystyką. Korwin-Mikke, często stosuje argumenty z dziedziny cybernetyki w swej krytyce państwa socjalnego, wychowującego, jego zdaniem hordy ludzi leniwych i mało zdolnych. Podobnie jak Herbert Spencer, czy w naszych czasach Jörg Heider, niektórzy politycy francuskiego FN, czy brytyjskiej Partii Konerwatywnej, Korwin-Mikke za sprawiedliwszy uznaje tzw. darwinizm społeczny, w którym najsilniejsi i najsprawniejsi nie są obciążeni kosztami utrzymania biednych. Niewiele już dziś partii „liberalnych” przyznaje się do podobnego stanowiska, głównie dlatego, że nie ma ono szans na rynku haseł populistycznych. Być może byłoby inaczej, gdyby dziś ludzie nie uważali prawa głosu za swój przywilej, a na przykład za ciężki obowiązek.
Elementy logiki i argumenty typowe dla tej dziedziny wiedzy wpływają na plastyczność i błyskotliwość tekstów Korwin-Mikkego. Okazuje się on tutaj pewnego rodzaju „Voltaire’m na opak”. Voltaire uczył się logiki w szkole jezuickiej, choć swych umiejętności używał potem często przeciw nim.

Myśl polityczna Janusza Korwin-Mikkego układa się w pewną spójną całość, lecz dopiero w umysłach czytelników, gdyż same poglądy autora są rozproszone w ogromnej ilości felietonów i artykułów. Mimo iż Korwin-Mikke, jest typowym publicystą, używającym dziennikarskich uproszczeń, zamiast języka naukowego, można się pokusić o stworzenie z wspomnianych fragmentów, pewnej uporządkowanej, całościowej filozofii politycznej Mikke’go. On sam zapewne nie widział konieczności stworzenia takowej. Wydana w 2003 roku publikacja Cezarego Zawalskiego: Prezes Janusz Korwin-Mikke tych problemów nie poruszała, skupiając się na działalności politycznej bohatera.
Zacząć możemy od jak najgorszego zdania, jakie ma Mikke o demokracji, ponieważ wraz z tym problemem cofamy się do czasów antycznych:

Churchill (nb. książę Marlborough) próbował (skutecznie!) oszukać Tyrana, by zostać premierem – i schlebiał mu, jak schlebia się każdemu Tyranowi: że jest najlepszy! W rzeczywistości d****kracją , jak każdy człowiek rozumny, głęboko pogardzał … w dziejach świata d***kracje … pojawiają się – i znikają w korupcji, hańbie i wstydzie. Gdyby d***kracja była lepsza od na przykład monarchii absolutnej – to w historii byłoby więcej demokracyj… W rzeczywistości w biegu historii są one niezauważalnym pyłkiem. Za kilka czy kilkanaście lat i obecne d***kracje się rozlecą. Najsłynniejsza Ateńska trwała mniej więcej tyle co Stany Zjednoczone.


Następnie warto zauważyć jego porównania kondycji człowieka żyjącego w państwie socjalnym do chłopa żyjącego w feudalizmie i antycznego niewolnika rzymskiego:

W ostatnich wyborach [parlamentarnych roku 2005 - P.N.] 98,5 % ludzi zagłosowało za utrzymaniem systemu pańszczyźnianego. A żeby choć pańszczyźnianego! Pan nie zakazywał chłopu jedzenia niewłaściwych oscypków, nie kazał przypinać się pasem do wozu (nawet jeśli konie galopują), nie narzucał norm na wypijane przez jego dzieci mleko, nie nakazywał szczepienia jego dzieci wtedy, kiedy się to jemu (panu) podobało i posyłania ich do takiej szkoły, do jakiej panu się podobało. Wolność chłopa pańszczyźnianego była znacznie większa, niż wolność obywatela III RP czy RFN. Status obywatela dzisiejszych państw europejskich jest bardziej podobny do statusu niewolnika w Rzymie...Tylko 185.000 obywateli RP powiedziało, że chcą być traktowani jak ludzie, żyć za swoje pieniądze, odżywiać się, jak uważają, posyłać swoje dzieci do takiej szkoły, którą oni uważają za właściwą (lub nie posyłać). Reszta chce by traktowano ich jak bydło i tylko wybiera tego pana, który będzie używał właściwego zgrzebła, dawał smaczny owies i doił w miarę względnie.


Interesujące są spostrzeżenia Mikkego dotyczące polski szlacheckiej, możemy u niego znaleźć zarówno zdania podkreślające liberalne elementy ustroju wówczas panującego:

Jeśli Zamoyski pogniewał się na króla, mógł odjechać do swego majątku, co do którego był pewien, że nikt mu go nie odbierze.


Cytat ten koresponduje z przeświadczeniem Hansa Hermanna Hoppego o tym, że dzisiejsi bogacze nie mogą postawić się władzy, ponieważ wszystko zawdzięczają jej właśnie, podczas gdy dawni arystokraci posiadali ziemie i własność, które zdobyli ich przodkowie, często o wiele dawniej, niż powstało zorganizowane państwo, w którego ramach ziemie potem się znalazły. Państwo nie miało śmiałości poczynać sobie z nimi tak, jak może postępować z biznesmenami bez ziemi, za to z pieniędzmi na kontach .
Bardzo ciekawa, jest przedsiębrana przez Mikkego obrona instytucji "liberum veto":

"Różowi", którzy opanowali system oświaty oraz gazety już ok. 1905 roku, nieprawdopodobnie fałszują tu historię … twierdzą np., że I RP padła z powodu liberum veto; w rzeczywistości, co każdy może sprawdzić, liberum veto zniknęło w 1764 (wszystkie sejmy od tej pory były zawiązywane pod laską konfederacji) - i I rozbiór nastąpił zaraz po tym - w 1772 - i właśnie dlatego!!”. Fałszowanie historii przez Panów d***kratów jest przerażające. Na jeden "pamflet" jakiegoś idioty, domagającego się wprowadzenia Zasady Większości przypadały natychmiast dwie setki "pamfletów" każących nieszczęśnikowi postukać się w głowę. Jednak w szkołach cytowane są wyłącznie pisma przeciwników liberum veto (to tak, jakby za sto lat na lekcjach historii pisząc o latach 1986 - 2006 cytowano wyłącznie Korwin-Mikkego i "Najwyższy CZAS!") . Gdy bodaj Szymon Konarski napisał … "Wprawdzie raz przegłosują ciebie, ale za to ty wiele razy przegłosujesz innych" poleciały odpowiedzi w stylu: "Jak jest nas trzech, to wprawdzie raz dostaniesz od nas kopa w sempiternę, ale za to dwa razy, wespół z drugim, będziesz mógł kopnąć trzeciego i będziesz półgłówku zadowolony?” O tym, jak działało liberum veto wypowiadać się muszą nie ludzie XX wieku, lecz współcześni. A współcześni byli entuzjastami liberum veto - i nawet rozszerzyli je w ten sposób, że veto blokowało nie tylko daną ustawę, ale wszystkie ustawy danego sejmu!! Proszę zauważyć, że ani jeden poseł nie zawetował tej poprawki ! ...


Przyczynę złego funkcjonowania i upadku Rzeczpospolitej szlacheckiej, Mikke upatruje w tym, że szlachty było zbyt wiele:

3 maja , sejm zwany Wielkim, d***kracje w Polsce zlikwidował, wprowadzając dziedziczną monarchię i odbierając prawo głosu szlachcie-hołocie (czyli nieposiadającej ziemi). Nawiasem mówiąc, Polska była krajem wysoce d***kratycznym. Gdy we Francji szlachectwem cieszył się 1% poddanych, to w Polsce 10% (a po odliczeniu Żydów i innych mniejszości 16%). Toteż skutkiem tego był upadek państwa.


Przejdźmy do Oświecenia i Voltaire’a. Voltaire, którym brzydzą się często polscy narodowcy, jest jednym z częściej cytowanych myślicieli u Mikkego. Po cytatach z Voltaire’a typu: „Nie zgadzam sie z tym, co mówisz - ale życie oddam za to, byś mógł mówić to, co mówisz! ", wcale nie następują ataki na Voltaire’a, typowe np. dla francuskiego prawicowego historyka Pierre’a Gaxotte’a , który oskarżał go, ze sam nigdy nie zaniedbał tępienia tych co mieli inne zdanie. Drugi słynny cytat Voltaire’a „Jeśli Bóg by nie istniał, to należałoby go wymyślić”, Mikke zwykł kierować do ateistów:

...z politycznego punktu widzenia jest obojętne, czy Pan Bóg istnieje, czy nie istnieje; ważne: by ludzie wierzyli, że istnieje. Jak mawiali rosyjscy nihiliści: "Boga niet - otca w mordu można!". Chcecie oberwać po mordzie od własnego dziecka? To uczcie je, że nie istnieje Niebo i Piekło, a moralność jest względna.




Jak już wspomnieliśmy, styl Mikkego ma w sobie dużo z Voltaire’a. Spójrzmy na to zdanie z „Kandyda” Voltaire’a:

- mój przyjacielu, czy wierzysz, że papież jest antychrystem?
- nie słyszałem jeszcze o tym – odparła Kandyd - ale czy jest czy nie jest, ja nie mam chleba.
- niewart go jesteś – rzekł tamten – precz nędzniku, precz łotrze, nie zbliżaj się do mnie, póki życia.
Żona mówcy wystawiła głowę przez okno i na widok człowieka, który wątpił czy papież jest antychrystem, wypróżniła mu na łeb pełny… O, nieba! Do jakichże wybryków posuwa się
żarliwość religijna u dam.


Następnie spójrzmy na ten cytat z Mikkego:

...o ustawach decydują: związki (czyli Ludzie Pracy), przedsiębiorcy (czyli Ludzie Pracy) i politycy (czyli banda gangsterów). A konsument? Konsument ma siedzieć cicho i płacić, ile ci mu każą. Najwyższa pora na kontrrewolucję, która wsadzi Ludzi Pracy pod but. I muszą ją zacząć kobiety, które oświadczą mężczyznom: „Co mi z tego, że zarobiłeś o 10% więcej, skoro ja w sklepie płacę – z uwagi na podwyżkę producenta 10% i podatek, czyli 50% od tych 10% - o 15 % więcej?.


Idee różne, ale środki stylistyczne i sposób argumentacji podobne; pokazujące jak ludzie, którzy mają jakąkolwiek władzę unikają rozwiązań zdroworozsądkowych kierując się małodusznością. Najgroźniejszą bronią jest nie gniew lecz śmiech, stąd wykorzystywanie powszechnych szablonów myślowych dla ukazania pewnych ukrytych prawd życiowych.
We wstępie do swojego „Vademecum ojca”, Korwin-Mikke nawiązał do Rousseau, jednak rzecz jasna nie do jego poglądów politycznych, lecz metod wychowawczych:

Kiedy zabierałem się za tę książkę, za punkt wyjścia wziąć chciałem "Emila" Jana Jakuba Rousseau. Mało kto dziś o tej książce słyszał, Prawie nikt (ze studentami pedagogiki włącznie) nie czytał – a szkoda! Co prawda pewne jej zasady były wówczas słusznie uznane za wywrotowe – i dziś nie polecam wychowywania dziecka według wskazań "Emila", co byłoby zresztą zbyt kosztowne w naszej ubogiej, w porównaniu z XVIII wiekiem, epoce), ale sposób podejścia do zagadnienia wydaje się być interesujący.


O rewolucji 1789 roku konserwatywny Janusz Korwin-Mikke nie może mieć dobrego zdania:

Trzeba … trochę znać Historię. Nie tę wykładaną od 80 lat w reżymowych szkołach - tylko tę prawdziwą. Bo w szkołach, to uczą, że "Rewolucja Francuska otworzyła przed Ludzkością Epokę Wolności". Tymczasem tłum, który w 1789 roku z entuzjazmem zdobył Bastylię, doprowadził Francję do niesłychanego zamordyzmu, a zamiast Wolności wprowadził - tak, tak: Kartki na Żywność, ceny maksymalne i w ogóle tyranię, o wprowadzeniu której Ludwik XVI nie mógłby nawet marzyc - choćby i chciał... A przecież nie chciał. Był to dobrotliwy władca, pragnący poddanym Nieba przychylić.


A oto inny cytat z Mikkego o rewolucji:

Jeśli przypomnimy sobie rewolucję francuską, która zmiotła strrrrraszliwy reżym Ludwika XVI (w Bastylii siedziało sześciu więźniów, którzy odżywiali się posiłkami z restauracji) - ale w Consierge i na pl.Grevy mordowano dziennie dziesiątki i setki, wprowadzono cła na wszystko, przymusowe ceny , kontyngenty itd itp - rujnując Francję do reszty. Czy rewolucja bolszewicka: obalono ohydny carat, który przez 300 lat rządów Romanowów skazał na śmierć 4800 ludzi - zastępując to rządami CzeKi, która taki "przerób" miała w pół dnia. A co do gospodarki - to poziom produkcji rolnej z r.1913 udało się Sowietom osiągnąć już 1963.


Z rewolucją związane są nieodłącznie lewicowo-liberalne salony literackie XVIII wieku i ich późniejsi kontynuatorzy, z którymi wojują Łysiak i Michalkiewicz, jednak jedynie wyjątkowo stają się obiektem krytyki Janusza Korwin-Mikkego. Waldemar Łysiak poświęcił swej walce całą książkę: Salon – Rzeczpospolita kłamców . Warto też wspomnieć artykuł Michalkiewicza „W oczach Zachodu” zamieszczony w „Najwyższym Czasie!” z 28 maja 2006 roku:

Polacy to nacjonaliści! … tak jak Pilsuki, co zdradziecko zaatakował powstający Kraj Rad, młodziutki, prawie dziecko!” – tak mówiło się o Polakach również w latach 60-tych w paryskim salonie księżnej de Guise.


Podobnie Adam Wielomski, autor znacznie bardziej konserwatywny od Janusza Korwin-Mikkego i podobnie jak Michalkiewicz, felietonista „Najwyższego Czasu” również Mikke co jakiś czas wykpiwa „salon”, czyni to jednak znacznie rzadziej niż oni. Jego bardziej „miękka” postawa wobec demoliberalnej elity politycznej wynika prawdopodobnie z tego, iż źródła błędów Mikke nigdy nie dopatruje się w cechach charakteru poszczególnych decydentów, lecz złej organizacji całego systemu polityczno-społecznego.
Po rewolucji, jak często pisał Mikke, przez jeszcze około stu lat świat toczył się siła bezwładu wykorzystując dobrą energię cywilizacyjna nagromadzoną od średniowiecza do końca XVIII stulecia. Destrukcyjna i „anty-cywilizacyjna” siła rewolucji dała o sobie znać w pierwszej połowie krwawego wieku XX. Widać tu wyraźnie wpływ myśli Oswalda Spenglera. Światopogląd Mikkego koresponduje tu także z poglądem Salvadora Dalego , iż „od 1800 roku nie powstało nic wielkiego”.
Dla Mikkego, wiek XIX, apogeum rozwoju cywilizacji ludzkiej. Pociąga go w tych czasach duch niezależności, przedsiębiorczości, odpowiedzialności i oszczędności; tak różny, w jego opinii od cywilizacji praw socjalnych, powodujących, ze nie warto być dojrzałym i oszczędnym, ponieważ państwo zrobi wszystko za obywatela. Podobnie problem ten widzi Hans Hermann Hoppe, który przeniósł się do USA, gdyż zbytnio znużył go „europejski socjalizm”. W celach eskapistycznych Mikke często, jak sam mówi ogląda filmy, których akcja osadzona jest właśnie w drugiej połowie XIX wieku, w tym seriale o Sherlocku Holmesie.
Do pewnego stopnia wzorem dla Mikkego jest „praworządne państwo pruskie”, którego używa jako pozytywnego przykładu alternatywnego wobec bałaganu III RP i „IV RP”, a także wobec dzisiejszych socjaldemokratycznych Niemiec:

W zaborze pruskim … uczono Polaków praworządności, uczciwości, zdrowej gospodarki... I proszę: Wielkopolanie tak się w tym wyrobili, że choć rząd pruski wspierał finansowo i organizacyjnie (słynna HaKaTa!!) wykupywanie ziemi z rąk polskich, w rzeczywistości stan polskiego posiadania się zwiększał (co jest jeszcze jednym argumentem za tezą, że państwo - nawet pruskie - jest cholernie niewydolne w tym, czego się dotknie...).


...będą [w Unii Europejskiej – P.N.] nie ci Niemcy, którzy dobrze zawiadywali zaborem pruskim, zwolennicy niskich podatków i praworządności (pamiętajmy, że Drzymały nikt z Jego wozu jednak nie wyrzucił!!), lecz Niemcy zupełnie inni – prawa nie przestrzegający, tworzący przepisy niejasne i mętne, narzucający ogromne podatki… Najogólniej: Niemcy, którzy swój własny kraj doprowadzili do tego, że niemal się nie rozwija, a deutsche Wirtschaft jest pośmiewiskiem całego świata.


Co zaś do lojalistycznej Galicji pisze Mikke; „Galicji nie robiło wielkiej różnicy, czy podlega królowi w Warszawie, czy cesarzowi w Wiedniu! Tym bardziej, że na skutek rozmaitych mariaży mogłoby się zdarzyć, że król w Warszawie byłby cesarzem w Wiedniu. I odwrotnie. Czy tacy monarchowie jak Stefan Batory, Władysław Jagiełło czy Aleksander I byli gorszymi władcami niż np. Michał Korybut Wisniowiecki?”.
Janusz Korwin-Mikke krytykuje, szkodliwy jego zdaniem, kult powstań narodowych:

…Ton społeczeństwu nadaje ok. 5 proc. najbardziej aktywnych obywateli. Od dawna albo giną oni w bezsensownych powstaniach, albo wyjeżdżają na wielkie lub małe emigracje, albo mordują ich okupanci (np. hitlerowscy i stalinowscy).


W wieku XIX żyli także myśliciele, których Mikke cytuje najczęściej i najchętniej. Najpierw Alexis de Tocqueville, który jest największą inspiracją Mikkego w rozwijaniu poglądów na temat znaczenia rewolucji francuskiej:

Widzenie rzeczy odwrotnie, niż miały się w rzeczywistości, jest typowe. Np. już 150 lat temu genialny Aleksy de Tocqueville wykazał …, że rewolucja francuska 1789 bynajmniej nie miała na celu budowy ustroju wolności. We Francji narastała biurokracja - a w ramach niesłychanie liberalnej (jak na dzisiejsze czasy - śp.Lech Beynar [ps."Paweł Jasienica"] pisał w książeczce "Rozważania o wojnie domowej" w Wandei: "…najbardziej liberalna republika dzisiejsza wydawałaby się ludziom ówczesnym strasznym domem niewoli, że Stary Porządek był po prostu naszpikowany niepojętymi dla nas wolnościami…”) monarchii nie dawało się już wprowadzić więcej zamordyzmu; trzeba więc ją było obalić. Bastylię (gdzie siedziało raptem 6 więźniów karmionych z restauracyj) zburzyli nie "robotnicy i chłopi" lecz ubodzy szlachcice pragnący posad państwowych!!


Interesujące, dlaczego Mikke - uważny czytelnik Tocqueville’a, nie zwrócił uwagi na jego pogląd, że rewolucje są kontynuacją wcześniejszych przemian ewolucyjnych. Tocqueville, twierdził, ze absolutyści przygotowali grunt pod wszechwładze państwa, a rewolucjoniści tylko dobili konkurenta, jakim był kler, zaś fizjokratom było obojętne czy administracja centralna podległa będzie monarsze czy republice .

Widać w poglądach Mikkego także ogromny wpływ Frédérica Bastiata. Bastiat słynął z tego, że obalał idee socjalizmu ekonomicznego, ukazując ich absurdalność za pomocą przemawiających do wyobraźni czytelnika przykładów z życia codziennego.



Przeciwstawmy dwa żarty polityczno społeczne Bastiata żartowi Mikkego.
Najsłynniejszym żartem Bastiata była „petycja producentów świec” (Pétition des fabricants de chandelles) o ochronę przed „zagranicznym konkurentem” - słońcem, będąca satyrą na protekcjonizm napisaną, opublikowana w roku 1845 jako VII rozdział jego „Sofizmatów ekonomicznych” (Sophismes économiques): „Cierpimy z powodu rujnującej konkurencji zagranicznego rywala, który najwyraźniej pracuje w warunkach tak dalece dla produkcji światła lepszych niż nasze, że zalewa nim nasz krajowy rynek po niesłychanie niskiej cenie; od momentu, kiedy się pojawia, nasza sprzedaż zamiera, wszyscy konsumenci zwracają się do niego, a branża francuskiego przemysłu, której odgałęzienia są niezliczone, doprowadzana jest nagle do całkowitej stagnacji. Rywal ten, którym jest nie kto inny niż Słońce, prowadzi przeciw nam wojnę tak bezlitośnie, że podejrzewamy, iż został podburzony przeciw nam przez perfidny Albion (obecnie znakomita dyplomacja!), zwłaszcza, że ma dla tych wyniosłych wyspiarzy wzgląd, którego nie okazuje nam. Prosimy Was, byście byli tak dobrzy i uchwalili ustawę wymagającą zamknięcia wszystkich okien, okiennic, świetlików, wewnętrznych i zewnętrznych żaluzji, zasłon, okien z kwaterami i rolet – krótko mówiąc wszystkich otworów, dziur, szpar i szczelin, przez które światło słoneczne ma w zwyczaju wpadać do domów ze szkodą dla uczciwych gałęzi przemysłu, którymi, jesteśmy dumni móc powiedzieć, obdarzyliśmy ten kraj, kraj, który nie może, bez zdradzania niewdzięczności, opuścić nas dziś w tak nierównej walce ”. Drugą słynną satyrą Bastiata była tzw. „Metafora zbitej szyby”, w której chuligan wybija szybę w piekarni. Piekarz martwi się, lecz gapie stwierdzają, że nic się złego nie stało bo oznacza to zarobek dla szklarza, który zarobione pieniądze wyda u kogoś innego, na przykład u piekarza, ożywiając lokalną gospodarkę, lecz nikt nie widzi, że piekarz przed wypadkiem miał pieniądze za które może kupić szybę i szybę, a po nim tylko szybę . Bastiat był też autorem zdania: „Każdy chce żyć na koszt państwa. Zapomina, że państwo żyje na koszt każdego”. Autor przedmowy do polskiego wydania książki Bastiata „Przeklęty pieniądz” Mateusz Machaj wyraża ubolewanie, z powodu tego, że Bastiat nie urodził się 150 lat później by mógł demaskować we współczesnych gazetach absurdy gospodarki interwencjonistycznej . Tout proportions gardées, za takiego współczesnego Bastiata można uważać właśnie Mikkego, a oto jego „bastiatowski” z ducha cytat:

…Związek Zawodowy Elektryków liczy 60.000 ludzi, Związek Konsumentów Energii, 38.000.000. Związek Szewców z 50.000. Związek Nosicieli Butów: 38.000.000. I te drugie związki powinny roznieść te zawodowe w proch i w pył…maluczko a – jak w Związku Sowieckim - wrócą przerwy obiadowe w restauracjach.


Kolejnym ulubieńcem Mikkego, jest Herbert Spencer, twórca nowoczesnej doktryny liberalno-konserwatywnej, wzmocnionej następnie przez Isaiaha Berlina: „Jest w Polsce jeszcze paru naiwnych, którzy wierzą, że gdyby Sejm wydawał więcej mądrych i wspaniałych ustaw, to wszystkim żyłoby się lepiej. Niektórzy jednak zaczynają zauważać, że te ustawy, to tylko wprowadzają zamieszanie i trzeba je "nowelizować" czasem już po kilku tygodniach. Niektórzy zaczynają też sobie przypominać łacińskie sentencje np. "Corruptissima Respublica plurimis legis" czyli "Skorumpowana jest republika licznych praw" - a bardzo już nieliczni pamiętają prace niejakiego Herberta Spencera - obecnie zakazanego, bo jest politycznie zupełnie niepoprawny - który wpadł kiedyś na pomysł, by przyjrzeć się ustawom, jakie wydał był parlament Królestwa w latach 1800-1820 - by stwierdzić, że wszystkie one zostały w latach 1820-1840 odwołane jako zbędne lub szkodliwe... z wyjątkiem tych, które odwoływały ustawy wcześniejsze!!! ”.

Herbert Spencer w swej pracy „Jednostka wobec państwa” nazwał politykę współczesnych mu liberałów „nowym toryzmem”, ponieważ niczym się nie różniła od typowej dla Torysów Wiliama Pitta Młodszego polityki centralizmu i kontroli, o taki stan rzeczy oskarżał min. Milla. Spencer zauważył pierwsze symptomy „niewoli przyszłości” i łączył je właśnie z rozwojem ustawodawstwa socjalnego. Podawał przykłady pierwszych wyłudzaczy takich jak pewna amerykańska robotnica, która dostawała wsparcie wielu organizacji charytatywnych jednocześnie, nie pracując, a żyjąc dostatnio .

Mikke czasem bawi się w edukowanie działaczy LPR, którzy według niego, zapominają o wolnorynkowych tradycjach przedwojennej Narodowej Demokracji: „Roman Dmowski był zwolennikiem darwinizmu - i to nawet darwinizmu społecznego, w wydaniu Herberta Spencera; pp. Giertychowie nie przyjęliby Go z pewnością do LPR-u - również z uwagi na Jego życie osobiste!). ”. Zobaczmy jeszcze ten fragment: „wbrew gębie przyprawianej Narodowej Demokracji – to ta ostatnia [a nie sanacja, z którą Mikke ją porównuje – P. N.] była zwolenniczką liberalnej gospodarki i redukcji biurokracji. Prace teoretyków endecji: śp. Adama Heydla, śp. Romana Rybarskiego czy śp. Edwarda Taylora były klasycznie wolnorynkowe (tylko Rybarski dopuszczał cień interwencji w strategicznych dziedzinach gospodarki) ”.

Wspaniały wiek XIX, kończy się w tym samym mniej więcej momencie w różnych krajach, z różnych przyczyn, choć zawsze ich efektem jest rozdęta administracja i ustawodawstwo socjalne; które w Niemczech wprowadził Bismarck. Zresztą Niemcy często się szczycą, ze ich kraj jest kolebką socjaldemokracji, choć według Mikkego, zapewne nie ma się czym chwalić. W 1905 socjalizm miał zatryumfować w Polsce, we Francji w 1911 (1906?) (ustawa o rozdziale państwa i Kościoła), a w Wielkiej Brytanii dojście do władzy labour party w 1920 Milton Friedmann o postulatach partii komunistycznej W takim ujęciu, rzeczywiście żyjemy dziś w lewicowym na wskroś świecie, podczas gdy wiek XIX miał w sobie jeszcze ducha prawicy: „Na każdą akcję występuje reakcja. Lewica zdobyła w Polsce umysły "inteligencji" ok.1905 roku; od tego czasu uważa się, że jak ktoś nie jest lewicowcem, to nie jest intelektualistą - naprawdę! Od 100 więc lat Lewica robi sobie na nas eksperyment socjalny. Pora na zdrową reakcję! ”.
Oriana Falacci, była komunistka nawrócona na prawicowość, ukuła nazwę „prawica historyczna”, ponieważ jej zdaniem prawicy w XX wieku, już właściwie nie było, a na placu boju pozostały jedynie różne odmiany lewicy. Mikke podobnie jak Falacci twierdzi, że istnieje całe mnóstwo partii i organizacji jedynie udających prawicowe, a w gruncie rzeczy będące lewicowymi, co można poznać na przykład po bezkrytycznym uwielbieniu przez ich działaczy demokracji, ustroju wobec którego nie tylko konserwatyści, ale i klasyczni liberałowie byli zawsze bardzo sceptyczni i który był przez nich traktowany w najlepszym razie jako zło konieczne. Reakcjonista Nicolás Gómez Dávila zmarły w 1994 roku uważał wręcz, ze światem współczesnym rządza „rozmaite lewice”, a prawica jest jedynie zjawiskiem historycznym. Za ostatni prawdziwie prawicowy świat Dávila uważał wczesne średniowiecze, Mikke nie jest aż tak radykalny, wystarcza mu XIX wiek sprzed socjalnych reform Bismarcka.
Co interesujące Mikke nie zajmuje się, w przeciwieństwie do wielu innych autorów prawicowych, „walką o kulturę”, którą prawica musi prowadzić w defensywie od czasów komunisty Antonio Gramsciego , który w pismach takich jak: Gli intellettuali e l'organizzatione della cultura (Intelektualiści i organizacja kultury), wydanym w 1949 roku, podkreślał potrzebę zmiany języka dyskursu cywilizacyjnego na lewicowy, co miało być przyczynkiem do opanowania politycznej sceny przez partie lewicowe i co w pewnym stopniu nastąpiło po II wojnie światowej. Mikke, jak już wiemy, uważa, ze świat przesunął się na lewo już pięćdziesiąt lat wcześniej, więc daleki jest tu od przeceniania wpływu Gramsciego. Mikkego interesują za to ekonomiczne aspekty życia kulturalnego w wąskim pojęciu. Tropi on destrukcyjny wpływ państwowego patronatu artystycznego na poziom tworzonych dzieł.

Dla Mikkego wszelki duch kontroli to duch lewicowy. Dlatego dyktatury XX wieku są dlań przejawem „przesunięcia się świata na lewo” – w stronę kolektywizmu, kosztem dotychczas panującego europejskiego indywidualizmu. Dyktatorzy prawicowi to więc tylko; Franco, Salazar i do pewnego stopnia Pinochet, przy czym wyznacznikiem jest tu prowadzona polityka ekonomiczna i kulturalna. Mikke wielokrotnie wypowiada się przeciw takim hasłom jak „przemawianie jednym głosem”, uważając je za przejawy lewicowej, kolektywistycznej manipulacji politycznej. Mikke optuje tu za „różnorodnością” opinii i postaw.

Według Mikkego, demokracja i państwo socjalne już w swych założeniach kryją zalążek totalitaryzmu. Do tego przeciw demokracji, trudniej się zbuntować niż przeciw władzy jednego despoty (według Hoppego – „rządowi prywatnemu”), ponieważ wykorzystywani utożsamiają się z interesem wykorzystującej ich elity demokratycznej. Demokracja to w dodatku „tyran głupi i po dziecinnemu okrutny ”. Zarówno Hoppe jak i Mikke zwracają uwagę na zanik energii społecznej, wskutek monopolu państwowej edukacji i socjalnego ustawodawstwa, które mnoży „niepełnosprawnych”, niezdolnych i leniwych.
Mikke wielokrotnie zwracał uwagę, że demokratyczne państwo socjalne dąży do tego, by obywatele nie był zbyt aktywni i samoświadomi, lecz by stanowili „dojne krowy” podatkowe. Dawne państwa, zdaniem Mikkego, prowadziły politykę podboju, a wiec ich energia była skierowana na zewnątrz, natomiast obecne wolą łupić własnych „zniewolonych” obywateli niż sąsiadów. Idąc tym tropem Mikke daleki jest od pryncypialnego krytykowania kolonializmu, żartując m.in., że przepraszający mieszkańców Kamerunu za lata kolonialnych rządów, kanclerz Gerhard Schröder powinien był także przeprosić za „zbudowanie tam kolei”. Był to wówczas temat na czasie, jako, że również we Francji prezydenta Jacquesa Chiraca zastanawiano się nad rewizją popularnego poglądu na kolonializm.

Kolejnym ciężkim zarzutem Mikkego do demokracji jest to, że prawda schodzi w niej jakby na dalszy plan, podczas gdy wykładnią wiary jest tzw. „magia wielkich liczb”. W końcu jak często mawia „w krajach demokratycznych przed każdą decyzją polityczną trzeba podburzać miliony ludzi” zakłócając ich rodzinny i domowy spokój. Magia wielkich liczb objawia się w takich momentach jak dyskusja na temat łapownictwa:

W d***kracji patrzymy wyłącznie na Rzeczy Wielkie – motłoch ma bowiem szacunek dla Rzeczy Wielkich. Gdy ktoś weźmie łapówkę $10 milionów – o, to jest afera. Gdy pół miliona urzędników państwowych weźmie łapówkę w wysokości $500 każdy – eee, to drobiazg! W rzeczywistości $500 × 500.000 = $250.000.000 – a w dodatku zdemoralizowanych jest pięćset tysięcy razy więcej ludzi – ale kogo to obchodzi? D***kracja. Skutki działania dziennikarzy i d***kracji są jednak znacznie ważniejsze, niż zniekształcanie liczb. Żurnaliści niszczą bowiem wrażliwość społeczną


Remedium na te bolączki byłoby, zdaniem Mikkego, przywrócenie monarchii, przy czym chwilami popiera on ideę monarchii absolutnej, a chwilami (częściej) monarchii konstytucyjnej, ograniczonej na wzór angielski. Rożni się tutaj od autorów libertariańskich takich jak Hoppe, który uważa, że monarchia byłaby tylko nieco lepsza, ale ideałem dlań byłby tak zwany „ład naturalny” – ustrój w którym prywatne jest wszystko co tylko możliwe. Mikke preferuje monarchie konstytucyjna z czasów po kongresie wiedeńskim. Według Mikkego jedynie silna monarchia gwarantuje prawdziwą wolność , ponieważ jest na tyle silna by przeciwdziałać prześladowaniom mniejszości przez większość. Tak więc prawdziwie „liberalna” - gwarantująca poszanowanie wolności wyboru, odmienności narodowych czy obyczajowych może być jedynie dziedziczna monarchia. „W państwie liberalnym jednostka ma nawet prawo sprzedać się niewolę”, a kibice piłkarscy mają prawo się nawet pozabijać, „byle między tymi, którzy chcą się pozabijać”, twierdzi Mikke. Kluczem do wolności jest więc jego zdaniem swoboda wyboru, a oświeceniowa kontrola społeczeństwa, w trosce o jego dobro, to tej swobody i wolności zaprzeczenie. Jej zaprzeczeniem byłyby w takim ujęciu także stosunki demokratyczne, polegające na kontroli jednych obywateli nad drugimi (przez głosowanie) w sprawach życia codziennego; takich jak żywienie czy kształcenie. Polemizującemu z nim na łamach „Najwyższego Czasu”. Adamowi Dankowi , który twierdzi, ze teorie Mikkego mają więcej do czynienia z libertarianizmem, niż liberalizmem, odpowiedział , ze pan Danek traktuje stosunki demokratyczne jako „normalne”, a doktrynie liberalizmu traktuje z demoliberalnego punktu widzenia. Adam Danek przyznał wprawdzie racje Mikkemu, że często przezeń cytowane twierdzenie Pawła Jasienicy , że: najbardziej liberalna z dzisiejszych republik wydawałaby się człowiekowi Ancien Régime’u domem niewoli, podczas gdy Ancien Régime pełen był niewyobrażalnych dla nas dziś swobód, lecz Danek odmawia nazwania dawnych monarchii mianem ustrojów liberalnych. Mikke odpowiedział na to, że on uważa słowo liberalizm za tożsame z wolnością; więcej liberalizmu = więcej wolności, a nie za nazwę jednego z prądów w ramach demokratyzmu.

Nawiązując do hasła konferencji można rzec, że monarchia jest marzeniem Mikkego, lecz jako realista jest on zwolennikiem dokonania nawet skromniejszych zmian ustrojowych takich jak przekształcenie obecnej formy demokracji, w której jak twierdzi „chwilowa wola” ignoranckiego w sprawach politycznych ludu, niezależnie czy mowa tutaj o powszechnych referendum czy o decyzjach posłów, stawiana jest ponad obowiązującym prawem, które powinno być zmieniane jak najrzadziej . Mikke preferuje więc tak zwaną nomokrację – „rządy prawa” w miejsce „rządów ludu”. Przykładowo kiedy zachodzi konflikt miedzy obowiązującym prawem a obecnym stanowiskiem opinii publicznej, należy wykonać obowiązujące prawo.

SUMMARY

Janusz Korwin-Mikke is widely known in Poland as politician, but not so much as liberal thinker. As political thinker Mikke stands for the concept of ‘negative liberty’ which refers to freedom from interference by other people. The distinction between negative and ‘positive liberty’ was drawn by Isaiah Berlin in his lecture "Two Concepts of Liberty." The notion of negative liberty is associated with British philosophers such as Locke and Adam Smith, and positive liberty with continental thinkers, such as Hegel, Rousseau. In 19th Century ‘positive liberty’ began to prevail. John S. Mill has combined the idea of liberalism with democracy, which was by his contemporary Herbert Spencer, one of Mikke’s masters. Janusz Korwin-Mikke tries to combine the concept of limited monarchy with his vision of liberal society, being convinced, that Ancien Régime was full of unimaginable liberties.


BIBLIOGRAFIA:

Bastiat F., Sophismes économiques, Paris 1845.
Bastiat F., Co widać i czego nie widać, Lublin – Chicago – Warszawa 2005.
Bastiat F., Przeklęty pieniądz, Warszawa 2006.
Berlin I., Dwie koncepcje wolności i inne eseje, Warszawa 1991.
Dali S., Myśli i Anegdoty, Katowice 2006.
Dávila N.G., Nowe scholia I do tekstu implicite, tłum. Krzysztof Urbanek, Warszawa 2007.
Gaxotte P., Rewolucja francuska, Gdańsk 2001.
Gramsci A., Pisma wybrane, tłum. Barbara Sieroszewska, tomy I-II, Warszawa 1961.
Hoppe H. H., Demokracja-bóg, który zawiódł, Warszawa 2006.
Jasienica P., Rozważania o wojnie domowej, Warszawa 2008.
Korwin-Mikke J., Vademecum ojca, Sosnowiec 1997.
Korwin-Mikke J., Ekonomikka, Rzeszów 2001.
Korwin-Mikke J., Dekadencja, Rzeszów 2002.
Korwin-Mikke J., Wolność do trzymania za mordę, Lublin 2007.
Korwin-Mikke J., Nerwy puściły, czyli kupa wariatów, Lublin 2007.
Korwin-Mikke J., Kto tu dymi?, Lublin 2007.
Libiszowska Z., Tomasz Payne, obrońca praw człowieka, Warszawa 1976.
Łysiak W., Salon – Rzeczpospolita kłamców, Warszawa 2004.
Spencer H., Jednostka wobec państwa, Warszawa 2002.
St. John H., The Works of Lord Bolingbroke with a Life vol. I-IV, Philadelphia 1841.
Tocqueville A. de, Dawny ustrój i rewolucja, Warszawa 1970.
Voltaire, Kandyd, Wrocław 2001.
Zawalski C., Prezes Janusz Korwin-Mikke, Warszawa 2003.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz