wtorek, 21 kwietnia 2009

Konserwatyzm a monarchizm

Jak już pisałem wcześniej konserwatyści są krytyczni wobec demokracji - ustroju niestabilnego prawa, szerokiej i zmiennej ingerencji w życie obywateli i konstruktywizmu politycznego, toteż często opowiadają się za monarchią (synonimem tradycji, hierarchii i Boskiego porządku), lub jej sprzyjają.



Zdarzają się jednak konserwatyści antymonarchiczni jak np. międzywojenny hiszpański myśliciel José Ortega y Gasset, który nie ufał absolutystycznym zapędom Alfonsa XVIII. Warto tu zauważyć, że hiszpański konserwatyzm ma genezę feudalno-szlachecką opozycyjną wobec monarchia absoluta, podczas gdy np. francuski jest pro-absolutystyczny.

Monarchia to jednak monarchia

Brytyjska królowa Elżbieta II cieszy się największym zaufaniem wśród Brytyjczyków. Jej słowo liczy się w oczach poddanych bardziej niż obietnice polityków czy innych osobistości życia publicznego - wynika z badań.
Około 53 procent Brytyjczyków uważa, że królowa dotrzymuje słowa. Następcy tronu księciu Karolowi ufa 31 proc. badanych.


Jej Królewska Wysokość Elżbieta II Windsor

Porównajmy te wyniki z uzyskanym przez demokratycznych "przywódców":

Jedna trzecia Brytyjczyków nie wierzy w ogóle żadnemu politykowi. Pozostałe dwie trzecie największym zaufaniem darzy przywódcę opozycji Davida Camerona, któremu wierzy 21 procent obywateli. Premierowi Gordonowi Brownowi ufa 12 procent Brytyjczyków.

Zob: Brytyjczycy najbardziej ufają Królowej

piątek, 17 kwietnia 2009

Frédéric Bastiat i Herbert Spencer - źródła myśli politycznej Janusza Korwin-Mikkego




Piotr Napierała, "Frédéric Bastiat i Herbert Spencer - źródła myśli politycznej Janusza Korwin-Mikkego" [w:] T.Sikorski, A. Wątor (red.), Marzyciele i realiści O roli tradycji w polskiej myśli politycznej od upadku powstania styczniowego do XXI wieku, Szczecin 2009, s. 620-632. ISBN 978-83-751814-0-1

Frédéric Bastiat i Herbert Spencer - źródła myśli politycznej Janusza Korwin-Mikkego

Janusz Korwin-Mikke jest postacią, której przedstawiać chyba w Polsce nie trzeba. Znany jest jednak głównie jako polityk Unii Polityki Realnej, a zdecydowanie mniejszej liczbie Polaków, jako liberalny myśliciel polityczny. Jego mistrzowie; Claude Frédéric Bastiat (1801-1850), Herbert Spencer (1820-1903), i Alexis de Tocqueville (1805-1859), byli tradycyjnymi, czy też „oryginalnymi” liberałami, nawiązującymi do brytyjskich wigowskich tradycji wbrew „radykałom” typu Charlesa Jamesa Foxa (1749-1806) , miłośnika rewolucji amerykańskiej i francuskiej.

Pierwsi liberałowie Izby Gmin wydają się nam dziś konserwatystami we wszystkim, poza problemem omnipotencji władzy w sprawach ekonomicznych i społecznych i Edmund Burke niczym się tu nie różnił od Adama Smitha (1723-1790) czy Davida Hume’a (1711-1776), lecz owszem różnił się od wcześniejszego nieco konserwatysty brytyjskiego i zwolennika silnej władzy monarszej Henry’ego St. Johna, wicehrabiego Bolingbroke’a (1678-1751) i może nieco też od premiera Wielkiej Brytanii w latach 1783-1801 i od 1804 i 1806 Williama Pitta Młodszego (1759-1806). Toteż znany teoretyk liberalizmu i zajadły krytyk Oświecenia Isaiah Berlin (1909-1997) , zostawiał Johna Stuarta Milla (1806-1873), czy Maxa Webera zdecydowanie „z lewej strony” gdy pisał o jedynej prawdziwej „wolności”, tzw. „wolności negatywnej” nakazującej jej wyznawcom patrzeć podejrzliwie na każdy ruch państw wobec poddanych/obywateli . Za zmieszanie postulatów liberalnych z wysoce wyidealizowanym spojrzeniem na demokrację ateńską, odpowiedzialny był według Spencera właśnie Mill, którego uważał Spencer za zdrajcę sprawy liberalnej. Mill deklarował, niechęć wobec przymusu państwa do uznawania pewnych praw, jednak ogromną większość swych dzieł poświęcił walce o „rząd reprezentacyjny”, czyli demokratyczny, którego zasada większościowa jest trudna do pogodzenia z liberalizmem. Niestety Mill zamiast nazwać się uczciwie po prostu demokratą, występował pod szyldem „liberalnym”. „Liberalizm” Milla jest rzecz jasna nie do pogodzenia z ideą monarchii, podczas gdy klasyczny liberalizm może współegzystować przede wszystkim z monarchią, bądź z luźnymi wspólnotami kapitalistycznymi (ideał libertariański).

To, że w dzisiejszych czasach więcej ludzi woli rzekomo „umiarkowany liberalizm” PO, czy francuskiej UMP, od rzekomo bardziej „skrajnego liberalizmu” UPR czy Austriackiej Partii Wolnościowej (FPÖ), pokazuje jak demokratyzm zawłaszczył od czasów Milla, gros refleksji liberalnej. Sam Janusz Korwin-Mikke z nauk Milla nie korzysta, w czym różni się od dość licznego grona publicystów-demokratów. Jeszcze więcej jednak różni go od polskich autorów „prawicy narodowej”, takich jak choćby Marek Arpad-Kowalski czy Stanisław Michalkiewicz, których teksty drukowane są obok tekstów Korwin-Mikkego w „Najwyższym Czasie”. Arpad-Kowalski i Michalkiewicz nawiązują swych tekstach przede wszystkim do polskiej myśli konserwatywnej, bądź narodowej; do myślicieli takich jak Cat-Mackiewicz, guru wszystkich walczących z demokratycznym „salonem”. Rafał Ziemiewicz, czy Waldemar Łysiak, zwalczają dziś tzw. „michnikowszczyznę”. Do Mikkego najbliżej jest chyba Ziemkiewiczowi, choć brakuje mu „korwinowskiej” erudycji, zaś co do różnic z Łysiakiem, Korwin-Mikke zwykle powtarza, że nie zgadzają się oni jedynie w kwestii dwóch postaci: „Bounapartego i towarzysza „Ziuka”:

JE Lech Kaczyński wyjawił „Gazecie Wyborczej, ze gdyby w maju 1926 roku, był czynnym politykiem, poparłby zamach śp. Józefa Piłsudskiego. To oczywiście spodoba się p. Waldemarowi Łysiakowi, z którym notorycznie nie zgadzamy się co do dwóch postaci historycznych: „małego kaprala” i marszałka na „Kasztance”. Ja przewagę Napoleona upatruję w tym, że nie kazał mianować się marszałkiem – skromny tytuł cesarza zupełnie mu wystarczył.


Waldemar Łysiak uważany jest za konserwatystę, jednak jaki konserwatysta krytykuje dziedzicznych monarchów a wychwala mądrość autokratów, których jedyną legitymacją do władzy była przemoc? Janusz Korwin-Mikke, choć często bardziej liberalny od Łysiaka, w tej sprawie zajmuje stanowisko lojalistyczno-konserwatywne.

Tajemnica oryginalności i rozpoznawalności myśli politycznej Mikkego tkwi nie tylko w jego erudycji, lecz również, bardzo prozaicznie, w jego formacji umysłowej. Korwin-Mikke nie jest bowiem humanistą, lecz cybernetykiem i, co ważne, - logikiem.
Cybernetyka, jak sam Korwin-Mikke powtarza to nauka społeczna zawłaszczona przez matematykę, mającą więcej wspólnego z inżynierią społeczną, a nawet eugeniką, niż ze statystyką. Korwin-Mikke, często stosuje argumenty z dziedziny cybernetyki w swej krytyce państwa socjalnego, wychowującego, jego zdaniem hordy ludzi leniwych i mało zdolnych. Podobnie jak Herbert Spencer, czy w naszych czasach Jörg Heider, niektórzy politycy francuskiego FN, czy brytyjskiej Partii Konerwatywnej, Korwin-Mikke za sprawiedliwszy uznaje tzw. darwinizm społeczny, w którym najsilniejsi i najsprawniejsi nie są obciążeni kosztami utrzymania biednych. Niewiele już dziś partii „liberalnych” przyznaje się do podobnego stanowiska, głównie dlatego, że nie ma ono szans na rynku haseł populistycznych. Być może byłoby inaczej, gdyby dziś ludzie nie uważali prawa głosu za swój przywilej, a na przykład za ciężki obowiązek.
Elementy logiki i argumenty typowe dla tej dziedziny wiedzy wpływają na plastyczność i błyskotliwość tekstów Korwin-Mikkego. Okazuje się on tutaj pewnego rodzaju „Voltaire’m na opak”. Voltaire uczył się logiki w szkole jezuickiej, choć swych umiejętności używał potem często przeciw nim.

Myśl polityczna Janusza Korwin-Mikkego układa się w pewną spójną całość, lecz dopiero w umysłach czytelników, gdyż same poglądy autora są rozproszone w ogromnej ilości felietonów i artykułów. Mimo iż Korwin-Mikke, jest typowym publicystą, używającym dziennikarskich uproszczeń, zamiast języka naukowego, można się pokusić o stworzenie z wspomnianych fragmentów, pewnej uporządkowanej, całościowej filozofii politycznej Mikke’go. On sam zapewne nie widział konieczności stworzenia takowej. Wydana w 2003 roku publikacja Cezarego Zawalskiego: Prezes Janusz Korwin-Mikke tych problemów nie poruszała, skupiając się na działalności politycznej bohatera.
Zacząć możemy od jak najgorszego zdania, jakie ma Mikke o demokracji, ponieważ wraz z tym problemem cofamy się do czasów antycznych:

Churchill (nb. książę Marlborough) próbował (skutecznie!) oszukać Tyrana, by zostać premierem – i schlebiał mu, jak schlebia się każdemu Tyranowi: że jest najlepszy! W rzeczywistości d****kracją , jak każdy człowiek rozumny, głęboko pogardzał … w dziejach świata d***kracje … pojawiają się – i znikają w korupcji, hańbie i wstydzie. Gdyby d***kracja była lepsza od na przykład monarchii absolutnej – to w historii byłoby więcej demokracyj… W rzeczywistości w biegu historii są one niezauważalnym pyłkiem. Za kilka czy kilkanaście lat i obecne d***kracje się rozlecą. Najsłynniejsza Ateńska trwała mniej więcej tyle co Stany Zjednoczone.


Następnie warto zauważyć jego porównania kondycji człowieka żyjącego w państwie socjalnym do chłopa żyjącego w feudalizmie i antycznego niewolnika rzymskiego:

W ostatnich wyborach [parlamentarnych roku 2005 - P.N.] 98,5 % ludzi zagłosowało za utrzymaniem systemu pańszczyźnianego. A żeby choć pańszczyźnianego! Pan nie zakazywał chłopu jedzenia niewłaściwych oscypków, nie kazał przypinać się pasem do wozu (nawet jeśli konie galopują), nie narzucał norm na wypijane przez jego dzieci mleko, nie nakazywał szczepienia jego dzieci wtedy, kiedy się to jemu (panu) podobało i posyłania ich do takiej szkoły, do jakiej panu się podobało. Wolność chłopa pańszczyźnianego była znacznie większa, niż wolność obywatela III RP czy RFN. Status obywatela dzisiejszych państw europejskich jest bardziej podobny do statusu niewolnika w Rzymie...Tylko 185.000 obywateli RP powiedziało, że chcą być traktowani jak ludzie, żyć za swoje pieniądze, odżywiać się, jak uważają, posyłać swoje dzieci do takiej szkoły, którą oni uważają za właściwą (lub nie posyłać). Reszta chce by traktowano ich jak bydło i tylko wybiera tego pana, który będzie używał właściwego zgrzebła, dawał smaczny owies i doił w miarę względnie.


Interesujące są spostrzeżenia Mikkego dotyczące polski szlacheckiej, możemy u niego znaleźć zarówno zdania podkreślające liberalne elementy ustroju wówczas panującego:

Jeśli Zamoyski pogniewał się na króla, mógł odjechać do swego majątku, co do którego był pewien, że nikt mu go nie odbierze.


Cytat ten koresponduje z przeświadczeniem Hansa Hermanna Hoppego o tym, że dzisiejsi bogacze nie mogą postawić się władzy, ponieważ wszystko zawdzięczają jej właśnie, podczas gdy dawni arystokraci posiadali ziemie i własność, które zdobyli ich przodkowie, często o wiele dawniej, niż powstało zorganizowane państwo, w którego ramach ziemie potem się znalazły. Państwo nie miało śmiałości poczynać sobie z nimi tak, jak może postępować z biznesmenami bez ziemi, za to z pieniędzmi na kontach .
Bardzo ciekawa, jest przedsiębrana przez Mikkego obrona instytucji "liberum veto":

"Różowi", którzy opanowali system oświaty oraz gazety już ok. 1905 roku, nieprawdopodobnie fałszują tu historię … twierdzą np., że I RP padła z powodu liberum veto; w rzeczywistości, co każdy może sprawdzić, liberum veto zniknęło w 1764 (wszystkie sejmy od tej pory były zawiązywane pod laską konfederacji) - i I rozbiór nastąpił zaraz po tym - w 1772 - i właśnie dlatego!!”. Fałszowanie historii przez Panów d***kratów jest przerażające. Na jeden "pamflet" jakiegoś idioty, domagającego się wprowadzenia Zasady Większości przypadały natychmiast dwie setki "pamfletów" każących nieszczęśnikowi postukać się w głowę. Jednak w szkołach cytowane są wyłącznie pisma przeciwników liberum veto (to tak, jakby za sto lat na lekcjach historii pisząc o latach 1986 - 2006 cytowano wyłącznie Korwin-Mikkego i "Najwyższy CZAS!") . Gdy bodaj Szymon Konarski napisał … "Wprawdzie raz przegłosują ciebie, ale za to ty wiele razy przegłosujesz innych" poleciały odpowiedzi w stylu: "Jak jest nas trzech, to wprawdzie raz dostaniesz od nas kopa w sempiternę, ale za to dwa razy, wespół z drugim, będziesz mógł kopnąć trzeciego i będziesz półgłówku zadowolony?” O tym, jak działało liberum veto wypowiadać się muszą nie ludzie XX wieku, lecz współcześni. A współcześni byli entuzjastami liberum veto - i nawet rozszerzyli je w ten sposób, że veto blokowało nie tylko daną ustawę, ale wszystkie ustawy danego sejmu!! Proszę zauważyć, że ani jeden poseł nie zawetował tej poprawki ! ...


Przyczynę złego funkcjonowania i upadku Rzeczpospolitej szlacheckiej, Mikke upatruje w tym, że szlachty było zbyt wiele:

3 maja , sejm zwany Wielkim, d***kracje w Polsce zlikwidował, wprowadzając dziedziczną monarchię i odbierając prawo głosu szlachcie-hołocie (czyli nieposiadającej ziemi). Nawiasem mówiąc, Polska była krajem wysoce d***kratycznym. Gdy we Francji szlachectwem cieszył się 1% poddanych, to w Polsce 10% (a po odliczeniu Żydów i innych mniejszości 16%). Toteż skutkiem tego był upadek państwa.


Przejdźmy do Oświecenia i Voltaire’a. Voltaire, którym brzydzą się często polscy narodowcy, jest jednym z częściej cytowanych myślicieli u Mikkego. Po cytatach z Voltaire’a typu: „Nie zgadzam sie z tym, co mówisz - ale życie oddam za to, byś mógł mówić to, co mówisz! ", wcale nie następują ataki na Voltaire’a, typowe np. dla francuskiego prawicowego historyka Pierre’a Gaxotte’a , który oskarżał go, ze sam nigdy nie zaniedbał tępienia tych co mieli inne zdanie. Drugi słynny cytat Voltaire’a „Jeśli Bóg by nie istniał, to należałoby go wymyślić”, Mikke zwykł kierować do ateistów:

...z politycznego punktu widzenia jest obojętne, czy Pan Bóg istnieje, czy nie istnieje; ważne: by ludzie wierzyli, że istnieje. Jak mawiali rosyjscy nihiliści: "Boga niet - otca w mordu można!". Chcecie oberwać po mordzie od własnego dziecka? To uczcie je, że nie istnieje Niebo i Piekło, a moralność jest względna.




Jak już wspomnieliśmy, styl Mikkego ma w sobie dużo z Voltaire’a. Spójrzmy na to zdanie z „Kandyda” Voltaire’a:

- mój przyjacielu, czy wierzysz, że papież jest antychrystem?
- nie słyszałem jeszcze o tym – odparła Kandyd - ale czy jest czy nie jest, ja nie mam chleba.
- niewart go jesteś – rzekł tamten – precz nędzniku, precz łotrze, nie zbliżaj się do mnie, póki życia.
Żona mówcy wystawiła głowę przez okno i na widok człowieka, który wątpił czy papież jest antychrystem, wypróżniła mu na łeb pełny… O, nieba! Do jakichże wybryków posuwa się
żarliwość religijna u dam.


Następnie spójrzmy na ten cytat z Mikkego:

...o ustawach decydują: związki (czyli Ludzie Pracy), przedsiębiorcy (czyli Ludzie Pracy) i politycy (czyli banda gangsterów). A konsument? Konsument ma siedzieć cicho i płacić, ile ci mu każą. Najwyższa pora na kontrrewolucję, która wsadzi Ludzi Pracy pod but. I muszą ją zacząć kobiety, które oświadczą mężczyznom: „Co mi z tego, że zarobiłeś o 10% więcej, skoro ja w sklepie płacę – z uwagi na podwyżkę producenta 10% i podatek, czyli 50% od tych 10% - o 15 % więcej?.


Idee różne, ale środki stylistyczne i sposób argumentacji podobne; pokazujące jak ludzie, którzy mają jakąkolwiek władzę unikają rozwiązań zdroworozsądkowych kierując się małodusznością. Najgroźniejszą bronią jest nie gniew lecz śmiech, stąd wykorzystywanie powszechnych szablonów myślowych dla ukazania pewnych ukrytych prawd życiowych.
We wstępie do swojego „Vademecum ojca”, Korwin-Mikke nawiązał do Rousseau, jednak rzecz jasna nie do jego poglądów politycznych, lecz metod wychowawczych:

Kiedy zabierałem się za tę książkę, za punkt wyjścia wziąć chciałem "Emila" Jana Jakuba Rousseau. Mało kto dziś o tej książce słyszał, Prawie nikt (ze studentami pedagogiki włącznie) nie czytał – a szkoda! Co prawda pewne jej zasady były wówczas słusznie uznane za wywrotowe – i dziś nie polecam wychowywania dziecka według wskazań "Emila", co byłoby zresztą zbyt kosztowne w naszej ubogiej, w porównaniu z XVIII wiekiem, epoce), ale sposób podejścia do zagadnienia wydaje się być interesujący.


O rewolucji 1789 roku konserwatywny Janusz Korwin-Mikke nie może mieć dobrego zdania:

Trzeba … trochę znać Historię. Nie tę wykładaną od 80 lat w reżymowych szkołach - tylko tę prawdziwą. Bo w szkołach, to uczą, że "Rewolucja Francuska otworzyła przed Ludzkością Epokę Wolności". Tymczasem tłum, który w 1789 roku z entuzjazmem zdobył Bastylię, doprowadził Francję do niesłychanego zamordyzmu, a zamiast Wolności wprowadził - tak, tak: Kartki na Żywność, ceny maksymalne i w ogóle tyranię, o wprowadzeniu której Ludwik XVI nie mógłby nawet marzyc - choćby i chciał... A przecież nie chciał. Był to dobrotliwy władca, pragnący poddanym Nieba przychylić.


A oto inny cytat z Mikkego o rewolucji:

Jeśli przypomnimy sobie rewolucję francuską, która zmiotła strrrrraszliwy reżym Ludwika XVI (w Bastylii siedziało sześciu więźniów, którzy odżywiali się posiłkami z restauracji) - ale w Consierge i na pl.Grevy mordowano dziennie dziesiątki i setki, wprowadzono cła na wszystko, przymusowe ceny , kontyngenty itd itp - rujnując Francję do reszty. Czy rewolucja bolszewicka: obalono ohydny carat, który przez 300 lat rządów Romanowów skazał na śmierć 4800 ludzi - zastępując to rządami CzeKi, która taki "przerób" miała w pół dnia. A co do gospodarki - to poziom produkcji rolnej z r.1913 udało się Sowietom osiągnąć już 1963.


Z rewolucją związane są nieodłącznie lewicowo-liberalne salony literackie XVIII wieku i ich późniejsi kontynuatorzy, z którymi wojują Łysiak i Michalkiewicz, jednak jedynie wyjątkowo stają się obiektem krytyki Janusza Korwin-Mikkego. Waldemar Łysiak poświęcił swej walce całą książkę: Salon – Rzeczpospolita kłamców . Warto też wspomnieć artykuł Michalkiewicza „W oczach Zachodu” zamieszczony w „Najwyższym Czasie!” z 28 maja 2006 roku:

Polacy to nacjonaliści! … tak jak Pilsuki, co zdradziecko zaatakował powstający Kraj Rad, młodziutki, prawie dziecko!” – tak mówiło się o Polakach również w latach 60-tych w paryskim salonie księżnej de Guise.


Podobnie Adam Wielomski, autor znacznie bardziej konserwatywny od Janusza Korwin-Mikkego i podobnie jak Michalkiewicz, felietonista „Najwyższego Czasu” również Mikke co jakiś czas wykpiwa „salon”, czyni to jednak znacznie rzadziej niż oni. Jego bardziej „miękka” postawa wobec demoliberalnej elity politycznej wynika prawdopodobnie z tego, iż źródła błędów Mikke nigdy nie dopatruje się w cechach charakteru poszczególnych decydentów, lecz złej organizacji całego systemu polityczno-społecznego.
Po rewolucji, jak często pisał Mikke, przez jeszcze około stu lat świat toczył się siła bezwładu wykorzystując dobrą energię cywilizacyjna nagromadzoną od średniowiecza do końca XVIII stulecia. Destrukcyjna i „anty-cywilizacyjna” siła rewolucji dała o sobie znać w pierwszej połowie krwawego wieku XX. Widać tu wyraźnie wpływ myśli Oswalda Spenglera. Światopogląd Mikkego koresponduje tu także z poglądem Salvadora Dalego , iż „od 1800 roku nie powstało nic wielkiego”.
Dla Mikkego, wiek XIX, apogeum rozwoju cywilizacji ludzkiej. Pociąga go w tych czasach duch niezależności, przedsiębiorczości, odpowiedzialności i oszczędności; tak różny, w jego opinii od cywilizacji praw socjalnych, powodujących, ze nie warto być dojrzałym i oszczędnym, ponieważ państwo zrobi wszystko za obywatela. Podobnie problem ten widzi Hans Hermann Hoppe, który przeniósł się do USA, gdyż zbytnio znużył go „europejski socjalizm”. W celach eskapistycznych Mikke często, jak sam mówi ogląda filmy, których akcja osadzona jest właśnie w drugiej połowie XIX wieku, w tym seriale o Sherlocku Holmesie.
Do pewnego stopnia wzorem dla Mikkego jest „praworządne państwo pruskie”, którego używa jako pozytywnego przykładu alternatywnego wobec bałaganu III RP i „IV RP”, a także wobec dzisiejszych socjaldemokratycznych Niemiec:

W zaborze pruskim … uczono Polaków praworządności, uczciwości, zdrowej gospodarki... I proszę: Wielkopolanie tak się w tym wyrobili, że choć rząd pruski wspierał finansowo i organizacyjnie (słynna HaKaTa!!) wykupywanie ziemi z rąk polskich, w rzeczywistości stan polskiego posiadania się zwiększał (co jest jeszcze jednym argumentem za tezą, że państwo - nawet pruskie - jest cholernie niewydolne w tym, czego się dotknie...).


...będą [w Unii Europejskiej – P.N.] nie ci Niemcy, którzy dobrze zawiadywali zaborem pruskim, zwolennicy niskich podatków i praworządności (pamiętajmy, że Drzymały nikt z Jego wozu jednak nie wyrzucił!!), lecz Niemcy zupełnie inni – prawa nie przestrzegający, tworzący przepisy niejasne i mętne, narzucający ogromne podatki… Najogólniej: Niemcy, którzy swój własny kraj doprowadzili do tego, że niemal się nie rozwija, a deutsche Wirtschaft jest pośmiewiskiem całego świata.


Co zaś do lojalistycznej Galicji pisze Mikke; „Galicji nie robiło wielkiej różnicy, czy podlega królowi w Warszawie, czy cesarzowi w Wiedniu! Tym bardziej, że na skutek rozmaitych mariaży mogłoby się zdarzyć, że król w Warszawie byłby cesarzem w Wiedniu. I odwrotnie. Czy tacy monarchowie jak Stefan Batory, Władysław Jagiełło czy Aleksander I byli gorszymi władcami niż np. Michał Korybut Wisniowiecki?”.
Janusz Korwin-Mikke krytykuje, szkodliwy jego zdaniem, kult powstań narodowych:

…Ton społeczeństwu nadaje ok. 5 proc. najbardziej aktywnych obywateli. Od dawna albo giną oni w bezsensownych powstaniach, albo wyjeżdżają na wielkie lub małe emigracje, albo mordują ich okupanci (np. hitlerowscy i stalinowscy).


W wieku XIX żyli także myśliciele, których Mikke cytuje najczęściej i najchętniej. Najpierw Alexis de Tocqueville, który jest największą inspiracją Mikkego w rozwijaniu poglądów na temat znaczenia rewolucji francuskiej:

Widzenie rzeczy odwrotnie, niż miały się w rzeczywistości, jest typowe. Np. już 150 lat temu genialny Aleksy de Tocqueville wykazał …, że rewolucja francuska 1789 bynajmniej nie miała na celu budowy ustroju wolności. We Francji narastała biurokracja - a w ramach niesłychanie liberalnej (jak na dzisiejsze czasy - śp.Lech Beynar [ps."Paweł Jasienica"] pisał w książeczce "Rozważania o wojnie domowej" w Wandei: "…najbardziej liberalna republika dzisiejsza wydawałaby się ludziom ówczesnym strasznym domem niewoli, że Stary Porządek był po prostu naszpikowany niepojętymi dla nas wolnościami…”) monarchii nie dawało się już wprowadzić więcej zamordyzmu; trzeba więc ją było obalić. Bastylię (gdzie siedziało raptem 6 więźniów karmionych z restauracyj) zburzyli nie "robotnicy i chłopi" lecz ubodzy szlachcice pragnący posad państwowych!!


Interesujące, dlaczego Mikke - uważny czytelnik Tocqueville’a, nie zwrócił uwagi na jego pogląd, że rewolucje są kontynuacją wcześniejszych przemian ewolucyjnych. Tocqueville, twierdził, ze absolutyści przygotowali grunt pod wszechwładze państwa, a rewolucjoniści tylko dobili konkurenta, jakim był kler, zaś fizjokratom było obojętne czy administracja centralna podległa będzie monarsze czy republice .

Widać w poglądach Mikkego także ogromny wpływ Frédérica Bastiata. Bastiat słynął z tego, że obalał idee socjalizmu ekonomicznego, ukazując ich absurdalność za pomocą przemawiających do wyobraźni czytelnika przykładów z życia codziennego.



Przeciwstawmy dwa żarty polityczno społeczne Bastiata żartowi Mikkego.
Najsłynniejszym żartem Bastiata była „petycja producentów świec” (Pétition des fabricants de chandelles) o ochronę przed „zagranicznym konkurentem” - słońcem, będąca satyrą na protekcjonizm napisaną, opublikowana w roku 1845 jako VII rozdział jego „Sofizmatów ekonomicznych” (Sophismes économiques): „Cierpimy z powodu rujnującej konkurencji zagranicznego rywala, który najwyraźniej pracuje w warunkach tak dalece dla produkcji światła lepszych niż nasze, że zalewa nim nasz krajowy rynek po niesłychanie niskiej cenie; od momentu, kiedy się pojawia, nasza sprzedaż zamiera, wszyscy konsumenci zwracają się do niego, a branża francuskiego przemysłu, której odgałęzienia są niezliczone, doprowadzana jest nagle do całkowitej stagnacji. Rywal ten, którym jest nie kto inny niż Słońce, prowadzi przeciw nam wojnę tak bezlitośnie, że podejrzewamy, iż został podburzony przeciw nam przez perfidny Albion (obecnie znakomita dyplomacja!), zwłaszcza, że ma dla tych wyniosłych wyspiarzy wzgląd, którego nie okazuje nam. Prosimy Was, byście byli tak dobrzy i uchwalili ustawę wymagającą zamknięcia wszystkich okien, okiennic, świetlików, wewnętrznych i zewnętrznych żaluzji, zasłon, okien z kwaterami i rolet – krótko mówiąc wszystkich otworów, dziur, szpar i szczelin, przez które światło słoneczne ma w zwyczaju wpadać do domów ze szkodą dla uczciwych gałęzi przemysłu, którymi, jesteśmy dumni móc powiedzieć, obdarzyliśmy ten kraj, kraj, który nie może, bez zdradzania niewdzięczności, opuścić nas dziś w tak nierównej walce ”. Drugą słynną satyrą Bastiata była tzw. „Metafora zbitej szyby”, w której chuligan wybija szybę w piekarni. Piekarz martwi się, lecz gapie stwierdzają, że nic się złego nie stało bo oznacza to zarobek dla szklarza, który zarobione pieniądze wyda u kogoś innego, na przykład u piekarza, ożywiając lokalną gospodarkę, lecz nikt nie widzi, że piekarz przed wypadkiem miał pieniądze za które może kupić szybę i szybę, a po nim tylko szybę . Bastiat był też autorem zdania: „Każdy chce żyć na koszt państwa. Zapomina, że państwo żyje na koszt każdego”. Autor przedmowy do polskiego wydania książki Bastiata „Przeklęty pieniądz” Mateusz Machaj wyraża ubolewanie, z powodu tego, że Bastiat nie urodził się 150 lat później by mógł demaskować we współczesnych gazetach absurdy gospodarki interwencjonistycznej . Tout proportions gardées, za takiego współczesnego Bastiata można uważać właśnie Mikkego, a oto jego „bastiatowski” z ducha cytat:

…Związek Zawodowy Elektryków liczy 60.000 ludzi, Związek Konsumentów Energii, 38.000.000. Związek Szewców z 50.000. Związek Nosicieli Butów: 38.000.000. I te drugie związki powinny roznieść te zawodowe w proch i w pył…maluczko a – jak w Związku Sowieckim - wrócą przerwy obiadowe w restauracjach.


Kolejnym ulubieńcem Mikkego, jest Herbert Spencer, twórca nowoczesnej doktryny liberalno-konserwatywnej, wzmocnionej następnie przez Isaiaha Berlina: „Jest w Polsce jeszcze paru naiwnych, którzy wierzą, że gdyby Sejm wydawał więcej mądrych i wspaniałych ustaw, to wszystkim żyłoby się lepiej. Niektórzy jednak zaczynają zauważać, że te ustawy, to tylko wprowadzają zamieszanie i trzeba je "nowelizować" czasem już po kilku tygodniach. Niektórzy zaczynają też sobie przypominać łacińskie sentencje np. "Corruptissima Respublica plurimis legis" czyli "Skorumpowana jest republika licznych praw" - a bardzo już nieliczni pamiętają prace niejakiego Herberta Spencera - obecnie zakazanego, bo jest politycznie zupełnie niepoprawny - który wpadł kiedyś na pomysł, by przyjrzeć się ustawom, jakie wydał był parlament Królestwa w latach 1800-1820 - by stwierdzić, że wszystkie one zostały w latach 1820-1840 odwołane jako zbędne lub szkodliwe... z wyjątkiem tych, które odwoływały ustawy wcześniejsze!!! ”.

Herbert Spencer w swej pracy „Jednostka wobec państwa” nazwał politykę współczesnych mu liberałów „nowym toryzmem”, ponieważ niczym się nie różniła od typowej dla Torysów Wiliama Pitta Młodszego polityki centralizmu i kontroli, o taki stan rzeczy oskarżał min. Milla. Spencer zauważył pierwsze symptomy „niewoli przyszłości” i łączył je właśnie z rozwojem ustawodawstwa socjalnego. Podawał przykłady pierwszych wyłudzaczy takich jak pewna amerykańska robotnica, która dostawała wsparcie wielu organizacji charytatywnych jednocześnie, nie pracując, a żyjąc dostatnio .

Mikke czasem bawi się w edukowanie działaczy LPR, którzy według niego, zapominają o wolnorynkowych tradycjach przedwojennej Narodowej Demokracji: „Roman Dmowski był zwolennikiem darwinizmu - i to nawet darwinizmu społecznego, w wydaniu Herberta Spencera; pp. Giertychowie nie przyjęliby Go z pewnością do LPR-u - również z uwagi na Jego życie osobiste!). ”. Zobaczmy jeszcze ten fragment: „wbrew gębie przyprawianej Narodowej Demokracji – to ta ostatnia [a nie sanacja, z którą Mikke ją porównuje – P. N.] była zwolenniczką liberalnej gospodarki i redukcji biurokracji. Prace teoretyków endecji: śp. Adama Heydla, śp. Romana Rybarskiego czy śp. Edwarda Taylora były klasycznie wolnorynkowe (tylko Rybarski dopuszczał cień interwencji w strategicznych dziedzinach gospodarki) ”.

Wspaniały wiek XIX, kończy się w tym samym mniej więcej momencie w różnych krajach, z różnych przyczyn, choć zawsze ich efektem jest rozdęta administracja i ustawodawstwo socjalne; które w Niemczech wprowadził Bismarck. Zresztą Niemcy często się szczycą, ze ich kraj jest kolebką socjaldemokracji, choć według Mikkego, zapewne nie ma się czym chwalić. W 1905 socjalizm miał zatryumfować w Polsce, we Francji w 1911 (1906?) (ustawa o rozdziale państwa i Kościoła), a w Wielkiej Brytanii dojście do władzy labour party w 1920 Milton Friedmann o postulatach partii komunistycznej W takim ujęciu, rzeczywiście żyjemy dziś w lewicowym na wskroś świecie, podczas gdy wiek XIX miał w sobie jeszcze ducha prawicy: „Na każdą akcję występuje reakcja. Lewica zdobyła w Polsce umysły "inteligencji" ok.1905 roku; od tego czasu uważa się, że jak ktoś nie jest lewicowcem, to nie jest intelektualistą - naprawdę! Od 100 więc lat Lewica robi sobie na nas eksperyment socjalny. Pora na zdrową reakcję! ”.
Oriana Falacci, była komunistka nawrócona na prawicowość, ukuła nazwę „prawica historyczna”, ponieważ jej zdaniem prawicy w XX wieku, już właściwie nie było, a na placu boju pozostały jedynie różne odmiany lewicy. Mikke podobnie jak Falacci twierdzi, że istnieje całe mnóstwo partii i organizacji jedynie udających prawicowe, a w gruncie rzeczy będące lewicowymi, co można poznać na przykład po bezkrytycznym uwielbieniu przez ich działaczy demokracji, ustroju wobec którego nie tylko konserwatyści, ale i klasyczni liberałowie byli zawsze bardzo sceptyczni i który był przez nich traktowany w najlepszym razie jako zło konieczne. Reakcjonista Nicolás Gómez Dávila zmarły w 1994 roku uważał wręcz, ze światem współczesnym rządza „rozmaite lewice”, a prawica jest jedynie zjawiskiem historycznym. Za ostatni prawdziwie prawicowy świat Dávila uważał wczesne średniowiecze, Mikke nie jest aż tak radykalny, wystarcza mu XIX wiek sprzed socjalnych reform Bismarcka.
Co interesujące Mikke nie zajmuje się, w przeciwieństwie do wielu innych autorów prawicowych, „walką o kulturę”, którą prawica musi prowadzić w defensywie od czasów komunisty Antonio Gramsciego , który w pismach takich jak: Gli intellettuali e l'organizzatione della cultura (Intelektualiści i organizacja kultury), wydanym w 1949 roku, podkreślał potrzebę zmiany języka dyskursu cywilizacyjnego na lewicowy, co miało być przyczynkiem do opanowania politycznej sceny przez partie lewicowe i co w pewnym stopniu nastąpiło po II wojnie światowej. Mikke, jak już wiemy, uważa, ze świat przesunął się na lewo już pięćdziesiąt lat wcześniej, więc daleki jest tu od przeceniania wpływu Gramsciego. Mikkego interesują za to ekonomiczne aspekty życia kulturalnego w wąskim pojęciu. Tropi on destrukcyjny wpływ państwowego patronatu artystycznego na poziom tworzonych dzieł.

Dla Mikkego wszelki duch kontroli to duch lewicowy. Dlatego dyktatury XX wieku są dlań przejawem „przesunięcia się świata na lewo” – w stronę kolektywizmu, kosztem dotychczas panującego europejskiego indywidualizmu. Dyktatorzy prawicowi to więc tylko; Franco, Salazar i do pewnego stopnia Pinochet, przy czym wyznacznikiem jest tu prowadzona polityka ekonomiczna i kulturalna. Mikke wielokrotnie wypowiada się przeciw takim hasłom jak „przemawianie jednym głosem”, uważając je za przejawy lewicowej, kolektywistycznej manipulacji politycznej. Mikke optuje tu za „różnorodnością” opinii i postaw.

Według Mikkego, demokracja i państwo socjalne już w swych założeniach kryją zalążek totalitaryzmu. Do tego przeciw demokracji, trudniej się zbuntować niż przeciw władzy jednego despoty (według Hoppego – „rządowi prywatnemu”), ponieważ wykorzystywani utożsamiają się z interesem wykorzystującej ich elity demokratycznej. Demokracja to w dodatku „tyran głupi i po dziecinnemu okrutny ”. Zarówno Hoppe jak i Mikke zwracają uwagę na zanik energii społecznej, wskutek monopolu państwowej edukacji i socjalnego ustawodawstwa, które mnoży „niepełnosprawnych”, niezdolnych i leniwych.
Mikke wielokrotnie zwracał uwagę, że demokratyczne państwo socjalne dąży do tego, by obywatele nie był zbyt aktywni i samoświadomi, lecz by stanowili „dojne krowy” podatkowe. Dawne państwa, zdaniem Mikkego, prowadziły politykę podboju, a wiec ich energia była skierowana na zewnątrz, natomiast obecne wolą łupić własnych „zniewolonych” obywateli niż sąsiadów. Idąc tym tropem Mikke daleki jest od pryncypialnego krytykowania kolonializmu, żartując m.in., że przepraszający mieszkańców Kamerunu za lata kolonialnych rządów, kanclerz Gerhard Schröder powinien był także przeprosić za „zbudowanie tam kolei”. Był to wówczas temat na czasie, jako, że również we Francji prezydenta Jacquesa Chiraca zastanawiano się nad rewizją popularnego poglądu na kolonializm.

Kolejnym ciężkim zarzutem Mikkego do demokracji jest to, że prawda schodzi w niej jakby na dalszy plan, podczas gdy wykładnią wiary jest tzw. „magia wielkich liczb”. W końcu jak często mawia „w krajach demokratycznych przed każdą decyzją polityczną trzeba podburzać miliony ludzi” zakłócając ich rodzinny i domowy spokój. Magia wielkich liczb objawia się w takich momentach jak dyskusja na temat łapownictwa:

W d***kracji patrzymy wyłącznie na Rzeczy Wielkie – motłoch ma bowiem szacunek dla Rzeczy Wielkich. Gdy ktoś weźmie łapówkę $10 milionów – o, to jest afera. Gdy pół miliona urzędników państwowych weźmie łapówkę w wysokości $500 każdy – eee, to drobiazg! W rzeczywistości $500 × 500.000 = $250.000.000 – a w dodatku zdemoralizowanych jest pięćset tysięcy razy więcej ludzi – ale kogo to obchodzi? D***kracja. Skutki działania dziennikarzy i d***kracji są jednak znacznie ważniejsze, niż zniekształcanie liczb. Żurnaliści niszczą bowiem wrażliwość społeczną


Remedium na te bolączki byłoby, zdaniem Mikkego, przywrócenie monarchii, przy czym chwilami popiera on ideę monarchii absolutnej, a chwilami (częściej) monarchii konstytucyjnej, ograniczonej na wzór angielski. Rożni się tutaj od autorów libertariańskich takich jak Hoppe, który uważa, że monarchia byłaby tylko nieco lepsza, ale ideałem dlań byłby tak zwany „ład naturalny” – ustrój w którym prywatne jest wszystko co tylko możliwe. Mikke preferuje monarchie konstytucyjna z czasów po kongresie wiedeńskim. Według Mikkego jedynie silna monarchia gwarantuje prawdziwą wolność , ponieważ jest na tyle silna by przeciwdziałać prześladowaniom mniejszości przez większość. Tak więc prawdziwie „liberalna” - gwarantująca poszanowanie wolności wyboru, odmienności narodowych czy obyczajowych może być jedynie dziedziczna monarchia. „W państwie liberalnym jednostka ma nawet prawo sprzedać się niewolę”, a kibice piłkarscy mają prawo się nawet pozabijać, „byle między tymi, którzy chcą się pozabijać”, twierdzi Mikke. Kluczem do wolności jest więc jego zdaniem swoboda wyboru, a oświeceniowa kontrola społeczeństwa, w trosce o jego dobro, to tej swobody i wolności zaprzeczenie. Jej zaprzeczeniem byłyby w takim ujęciu także stosunki demokratyczne, polegające na kontroli jednych obywateli nad drugimi (przez głosowanie) w sprawach życia codziennego; takich jak żywienie czy kształcenie. Polemizującemu z nim na łamach „Najwyższego Czasu”. Adamowi Dankowi , który twierdzi, ze teorie Mikkego mają więcej do czynienia z libertarianizmem, niż liberalizmem, odpowiedział , ze pan Danek traktuje stosunki demokratyczne jako „normalne”, a doktrynie liberalizmu traktuje z demoliberalnego punktu widzenia. Adam Danek przyznał wprawdzie racje Mikkemu, że często przezeń cytowane twierdzenie Pawła Jasienicy , że: najbardziej liberalna z dzisiejszych republik wydawałaby się człowiekowi Ancien Régime’u domem niewoli, podczas gdy Ancien Régime pełen był niewyobrażalnych dla nas dziś swobód, lecz Danek odmawia nazwania dawnych monarchii mianem ustrojów liberalnych. Mikke odpowiedział na to, że on uważa słowo liberalizm za tożsame z wolnością; więcej liberalizmu = więcej wolności, a nie za nazwę jednego z prądów w ramach demokratyzmu.

Nawiązując do hasła konferencji można rzec, że monarchia jest marzeniem Mikkego, lecz jako realista jest on zwolennikiem dokonania nawet skromniejszych zmian ustrojowych takich jak przekształcenie obecnej formy demokracji, w której jak twierdzi „chwilowa wola” ignoranckiego w sprawach politycznych ludu, niezależnie czy mowa tutaj o powszechnych referendum czy o decyzjach posłów, stawiana jest ponad obowiązującym prawem, które powinno być zmieniane jak najrzadziej . Mikke preferuje więc tak zwaną nomokrację – „rządy prawa” w miejsce „rządów ludu”. Przykładowo kiedy zachodzi konflikt miedzy obowiązującym prawem a obecnym stanowiskiem opinii publicznej, należy wykonać obowiązujące prawo.

SUMMARY

Janusz Korwin-Mikke is widely known in Poland as politician, but not so much as liberal thinker. As political thinker Mikke stands for the concept of ‘negative liberty’ which refers to freedom from interference by other people. The distinction between negative and ‘positive liberty’ was drawn by Isaiah Berlin in his lecture "Two Concepts of Liberty." The notion of negative liberty is associated with British philosophers such as Locke and Adam Smith, and positive liberty with continental thinkers, such as Hegel, Rousseau. In 19th Century ‘positive liberty’ began to prevail. John S. Mill has combined the idea of liberalism with democracy, which was by his contemporary Herbert Spencer, one of Mikke’s masters. Janusz Korwin-Mikke tries to combine the concept of limited monarchy with his vision of liberal society, being convinced, that Ancien Régime was full of unimaginable liberties.


BIBLIOGRAFIA:

Bastiat F., Sophismes économiques, Paris 1845.
Bastiat F., Co widać i czego nie widać, Lublin – Chicago – Warszawa 2005.
Bastiat F., Przeklęty pieniądz, Warszawa 2006.
Berlin I., Dwie koncepcje wolności i inne eseje, Warszawa 1991.
Dali S., Myśli i Anegdoty, Katowice 2006.
Dávila N.G., Nowe scholia I do tekstu implicite, tłum. Krzysztof Urbanek, Warszawa 2007.
Gaxotte P., Rewolucja francuska, Gdańsk 2001.
Gramsci A., Pisma wybrane, tłum. Barbara Sieroszewska, tomy I-II, Warszawa 1961.
Hoppe H. H., Demokracja-bóg, który zawiódł, Warszawa 2006.
Jasienica P., Rozważania o wojnie domowej, Warszawa 2008.
Korwin-Mikke J., Vademecum ojca, Sosnowiec 1997.
Korwin-Mikke J., Ekonomikka, Rzeszów 2001.
Korwin-Mikke J., Dekadencja, Rzeszów 2002.
Korwin-Mikke J., Wolność do trzymania za mordę, Lublin 2007.
Korwin-Mikke J., Nerwy puściły, czyli kupa wariatów, Lublin 2007.
Korwin-Mikke J., Kto tu dymi?, Lublin 2007.
Libiszowska Z., Tomasz Payne, obrońca praw człowieka, Warszawa 1976.
Łysiak W., Salon – Rzeczpospolita kłamców, Warszawa 2004.
Spencer H., Jednostka wobec państwa, Warszawa 2002.
St. John H., The Works of Lord Bolingbroke with a Life vol. I-IV, Philadelphia 1841.
Tocqueville A. de, Dawny ustrój i rewolucja, Warszawa 1970.
Voltaire, Kandyd, Wrocław 2001.
Zawalski C., Prezes Janusz Korwin-Mikke, Warszawa 2003.

piątek, 10 kwietnia 2009

Polski konserwatyzm - książka dr Paczosa

Książka dr Paczosa jest bardzo zręcznie napisaną pracą przedstawiającą ewolucję polskiej myśli konserwatywnej; zarówno tej tradycjonalistycznej (Henryk Rzewuski), jak i ewolucjonistycznej, a także prawicowej myśli kładącej nacisk na znaczenie poczucia wspólnoty narodowej dla zachowania tradycji i siły narodu (A. Czartoryski).



Dla mnie osobiście, jako historyka zajmującego się myślą polityczną XVIII wieku najbardziej chyba interesujące były strony poświęcone niejednowymiarowej postaci "twórcy polskiego konserwatyzmu" Jana Kalasantego Szaniawskiego (1764-1843). Człowiek ten za młodu był adeptem oświecenia i zwolennikiem radykalnych reform antyfeudalnych (jeden z "polskich jakobinów"), później jednak krytykował "podszyty amoralnym sceptycyzmem" racjonalizm Locke'a (s. 38) i jego naśladowców. Zarzucał oświeceniowcom, że nie potrafią uszanować żadnej wartości ni świętości, nawet takiej, która byłaby społecznie przydatna.

Bardzo interesujące dla mnie było stwierdzenie autora, że kołłątajowscy liberałowie sprowadzając całą kwestię własności ziemskiej do kwestii poddaństwa osobistego chłopów (s. 28-29), które winno być zniesione (liberalny indywidualizm i wolność osobista) - paradoksalnie opóźnili rozwiązanie tej kwestii w Rzeczpospolitej.

W arcyciekawej dla każdego miłośnika idei konserwatywnej pracy dr Paczosa zapoznać możemy się jednak z wieloma innymi obliczami polskiego konserwatyzmu, reprezentowanymi przez Wielopolskiego (arystokratyczny antypowstańczy i antynarodowy konserwatyzm), Rzewuskiego (sentymentalizm "sarmacki"), Bobrzyńskiego (praktyczny konserwatyzm na nieco modłę brytyjską sprowadzający się do "dobrego rządzenia") i konserwatystów międzywojennych.

Konserwatyzm rewolucyjny

Konserwatyzm rewolucyjny to wariant konserwatyzmu tradycjonalistycznego postulującego przywrócenie stanu sprzed 1789 roku (Joseph de Maistre, Louis de Bonald). Osobnym wariantem konserwatyzmu rewolucyjnego jest decyzjonizm.

Konserwatysci rewolucyjni dążą do przywrócenia monarchii drogą zamachu stanu (np. Franco i restauracja króla Hiszpanii Juana Carlosa), bądź do zwalczenia siłą wpływów liberalnych na społeczeństwo; tak jak robił to Bismarck (nazywany "białym (czyli prawicowym, nie-czerwonym) rewolucjonistą".

Adam Wielomski: "Konserwatyzm staje się rewolucyjnym zwykle wtedy, gdy zmiesza się z nacjonalizmem", vide:
Adam Wielomski: "Konserwatyzm polski na tle zachodnioeuropejskiego"
http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/670/

Konserwatyzm a nacjonalizm

Konserwatyzm zakłada pewien patriotyzm, polegający na umiłowaniu lokalnej tradycji, lecz nie ma nic wspólnego z nacjonalistycznym obrazem świata. Konserwatysta może też być uniwersalistą, choć raczej trudno mu popierać "mieszanie się kultur". Myśl narodowa często pełniła rolę bata na socjalizm. I batem tym posługiwali się czasem konserwatyści.

Decyzjoniści i prawicowe dyktatury

Zawiedzeni, co do możliwości rekonstrukcji monarchii (najlepiej absolutnej), niektórzy XX-wiecznie konserwatyści sprowadzili swoje poglądy do jądra, jakim jest rząd fachowcy-autokraty nie konsultującego swych decyzji z ludem a jednocześnie wdrażającego prawicowe pomysły ustrojowe - ten nowy prąd w konserwatyzmie został nazwany dywizjonizmem. Ojcem duchowym decyzjonizmu jest Carl Schmitt (1888-1985).



W języku polskim wydano m.in. te prace Schmitta:

* C.Schmitt,Teologia polityczna i inne pisma, wybór, przekład i wstęp M. A. Cichocki, Znak, Kraków 2000
* C.Schmitt, Lewiatan w teorii państwa Tomasza Hobbesa',przekład M. Falkowski, posłowie Piotr Nowak, Prószyński, Warszawa 2008

Broń Boże nie oznacza to jednak, że każda dyktatura jest prawicowa. Warunki Schmitta spełniają jedynie prawicowe reżymy nietotalitarne np. Franco, Salazara czy Pinochet, zupełnie zaś nie - totalitarne, które przez swój totalitaryzm (wnikanie we wszystkie dziedziny życia obywateli) są z założenia lewicowe i uprawiają inżynierię społeczną; np. rasową jak socjaliści narodowi Hitlera , czy klasową jak socjaliści Lenina.

Konserwatyzm a chadecja

Chadecja nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem ani na odwrót. Chadecy są to demokraci-egalitaryści, mogący wyznawać poglądy socjalne bądź liberalne, lecz o ich przynależności do chadecji decyduje akceptacja tzw. katolickiego sposobu życia społecznego. Z punktu widzenia konserwatystów, chadecy mogą być co najwyżej sojusznikami w myśl stwierdzenia wybitnego polskiego konserwatysty i monarchisty Jacka Bartyzela, że:


*w walce przeciw socjalistom sprzymierzyć możemy się nawet z socjaldemokratami
*w walce przeciw socjaldemokratom sprzymierzyć możemy się nawet z demokratami
*w walce przeciw demokratom sprzymierzyć możemy się nawet z liberałami, ale z liberałami sami będziemy musieli dać sobie radę.

Co ciekawe (zauważył to J.Korwin-Mikke, wg. którego "chadek to często zawiedziony konserwatysta, który chce by lud wreszcie go wybrał na jakieś polityczne stanowisko", często, tam gdzie silna jest chadecja (Niemcy, Włochy, Francja - gaulliści) tam de facto nie ma na scenie politycznej konserwatystów i odwrotnie - tam gdzie silni są konserwatyści (W. Brytania, Kanada, republikanie w USA) de facto nie ma na scenie politycznej chadeków.

Konserwatyzm, liberalizm a państwo socjalne

Konserwatyści krytykują czasem państwo socjalne, jak czynią to zawsze liberałowie, lecz powody tej krytyki są inne. Dla konserwatysty ustawodawstwo socjalne to ingerencja w podstawowe struktury społeczne - w prawa rodziców, lokalne zwyczaje związane z pracą i spędzaniem wolnego czasu itd. Jeśli więc owe ustawodawstwo socjalne nie ma charakteru zbyt "totalnego", konserwatysta może je zaakceptować (czyni tak m.in. Roger Scruton).

Liberał zaś krytykuje państwo socjalne jako zniechęcające do indywidualnego wysiłku, kreatywności, poczucia odpowiedzialności za swoje decyzje, pracowitości i samowystarczalności i - co ważne - liberał nie może ustawodawstwa socjalnego akceptować - bo przestanie być liberałem!

Najklarowniejszą sytuację mają "konserwatywni liberałowie" (tzw. "Kolibry") spod herbu Tocqueville'a, Herberta Spencera i Isaiaha Berlina - tacy jak np. Janusz Korwin-Mikke; krytykują oni "socjał" i jako liberałowie i jako konserwatyści.

http://wiadomosci.onet.pl/1409601,2677,1,kioskart.html

Benedykt XVI - "papież konserwatysta"

Patrząc z z punktu widzenia Kościoła należy zastanowić się czy "iść na jakość" (mało wiernych rygorystycznie zachowujących wzorce forsowane przez papieża) czy na ilość (wielu wiernych o liberalnym nastawieniu) jak wolał chyba "papież-modernista" Jan Paweł II.



Niedawno Tony Blair atakował postawę Benedykta XVI w sprawach antykoncepcji odwołując się do poglądów, jak mówi, większości wiernych - znacznie liberalniejszych od papieża. Sama walka z prezerwatywami nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem, choć ma wiele wspólnego z ortodoksyjnie pojętym katolicyzmem i chrystianizmem. Co innego tu jednak zwraca uwagę;

*Odwołanie się do opinii wiernych w kościołach , to chwyt demokratyczny, a Kościół nie jest instytucją demokratyczną. Ważny jest Bóg a nie wierni.
*Podczas mszy ksiądz powinien stać przodem do Boga (ołtarza) a tyłem do wiernych . Jeśli ktoś uważa inaczej, to niech się raczej zapisze do jakiejś katolickiej - świeckiej organizacji charytatywnej. Dlatego "msza trydencka" jest konserwatywna a jej następczyni nie, i w sprawach przywrócenia mszy trydenckiej Benedykt XVI istotnie jest konserwatystą.

Konserwatywne oblicze ma też ostry kurs papieża wobec muzułmanów, ponieważ polega on na ochronie europy chrześcijańskiej przez wpływami islamu, lecz częściej mamy do czynienia z obroną europy liberalnej przed islamem, której podjęła się Oriana Falacci - była socjalistka. Dlatego właśnie przez moment Falacci i Benedykt XVI znaleźli się w jednym obozie; jak powiedziała Falacci: "jeśli papież i ateistka mają to samo zdanie w jakiejś sprawie, to coś musi w tym być" i "czuję się mniej samotna, gdy czytam Ratzingera".

Postawa konserwatywna a konserwatyzm

Należy zawsze rozróżniać postawę konserwatywną, którą mogą przyjmować czasem nawet chadecy, socjaliści czy liberałowie, od konserwatyzmu jako idei politycznej - idei wrogiej ideologizacji polityki i sprowadzający politykę do "dobrego rządzenia" (gospodarności i zachowania tradycji) a odcinający ją od pomysłów "filozofów" i inżynierów społecznych - nie mniej jednak idei politycznej.

Czasem może nastręczać trudności określenie jakie zachowanie w danej chwili odpowiadałoby postawie konserwatywnej np. czy rozliczenie agentów i TW jest zachowaniem konserwatywnym - tak (twarde prawo i pojęcie honoru), ale czy odebranie im emerytur jest zachowaniem konserwatywnym - raczej nie! (co z "pacta sunt servanda" ?) , hmmm. może by tylko nieco zmniejszyć te emerytury?

Przywrócenie monarchii zawsze jest zgodne z konserwatywną ideą, choćby nawet monarcha był liberałem (jak Ludwik XVI).

Konserwatysta czy intelektualista?

Liberalno-demokratyczny autor, historyk i dziennikarz Paul Johnson w swej najlepszej chyba książce "Intelektualiści" ukazuje tych, którzy wierzyli, że są w stanie naprawiać świat na podstawie tego co pomyśli ich głowa. Najczęściej jednak sami byli postaciami tragicznymi, megalomanami bądź schizofrenikami unieszczęśliwiającymi swych bliskich i otoczenie; jak Rousseau, który wierzył że cały świat knuje spiski przeciw niemu, Hemingway - pijak i notoryczny kłamca obrzucający błotem innych pisarzy, czy Sartre, który - by zacytować brytyjskiego konserwatywnego autora Rogera Scrutona - "wierzył, że jego pustka jest święta".


Bardzo ciekawe jest to, że Johnson przeciwstawia sobie wzajem "intelektualistów" - tych którzy polegają na swych własnych projektach nowego świata (choćby były głupie) i "konserwatystów" - odwołujących się do tego co napisano i wypróbowano przed nimi. W ten sposób wyjaśnia pośrednio, dlaczego intelektualiści tak często są lewicowcami - inżynieria społeczna jest dla ich intelektualnej próżności atrakcyjniejsza niż kultywowanie tradycji i uznanie dawnych autorytetów.

Co ciekawe, socjalista i anarchista Hemingway zaczytywał się w dziełach konserwatysty Rudyarda Kiplinga, jednak postawa i poglądy Kiplinga nie dały Hemingwayowi do myślenia.

Konserwatyści wieku Oświecenia

Konserwatywne akcenty pojawiają się wszędzie tam , gdy z pozycji elitarystycznych atakuje się gwałtowne przemiany egalitarystyczne, jak np. Platon jako arystokrata krytykował demokrację ateńską. Jeśli jednak za konserwatystami tradycjonalistycznymi uznamy że jest pewna określona cywilizacja chrześcijańska, którą należy konserwować, to pocz. konserwatyzmu sięgają XVII w. - sprzeciwu wobec rewolucji angielskiej (Robert Filmer, trochę też Hobbes) i poglądów Josepha-Benigne Bossueta i Justusa Lipsiusa.

W XVIII wieku konserwatyzm reprezentują myśliciele zwalczający oświecenie; Johann Conrad Dippel, Karl Eckarthausen, Justus Moeser, Charles Palissot, Samuel Johnson, Jonathan Swift, Johna Arbuthnot, Wilhelm Gleim, Bernard de Mandeville, Georg Hamann, Michaił Szczerbatow, Pablo de Mora y Jaraba. (jak widać sporo ich, szkoda tylko, że rzadko się ich dziś przerabia).

Większość historyków spogląda na osiemnastowieczną Francję oczyma „filozofów”, z którymi zwykle mniej lub bardziej sympatyzują; stąd biorą się przykładowo uwagi Grzegorza Seidlera o tym, jak bardzo niewielu było wśród osiemnastowiecznych pisarzy republikanów i ateistów , a przecież równie trudno dopatrzeć się w tej epoce francuskich myślicieli podejmujących zręczną polemikę z "filozofami" (wyj. Elie Catherine Freron i Charles Palissot) w obronie wiary i monarchii, braku tego słonia w menażerii się nie dostrzega; jego brak dziwi to tym bardziej, że w sąsiednich Niemczech systemowych obrońców starego porządku (absolutyzmu i wiary) nie brak. Przyjrzyjmy się chociaż dwóm z nich.

Johann Conrad Dippel (1673-1734) zwany „darmsztadzkim Faustem”, gdyż zajmował się alchemią. wprowadził termin „oświecony” – aufgeklärt do literatury niemieckiej, przestrzegając:

"…Oświecone umysły próbują przywrócić biblijny porządek natury a jeśli im się to szczytne-jak by się wydawało- zadanie powiedzie będą usiłować obalić samą Biblię, za pomocą tych samych oświeceń, jak już raz dostanie im się w ręce władza nad ludzkimi umysłami …".



Johann Conrad Dippel (1673-1734)

A oto cytat z Karla von Eckarthausena (1752-1803) z jego przemówienia wygłoszonego 5 kwietnia 1785 roku zatytułowanego: Über das historische Intoleranz unseres Jahrhunderts („O dziejowej nietolerancji naszego stulecia”):

"...O tolerancja, tolerancja, cóż za piękne słowo! Jakże często wypowiadane, lecz rzadko praktykowane w naszym oświeconym wieku. Fałszywi filozofowie oświecenia krzyczą władczo: Myślcie, jak my myślimy! Albo napiętnujemy was w naszych pismach jako obskurantów i będziemy wywoływać i trapić przez pół świata. Tak wykrzykują kaci literatury, i nie wahają się powiesić uczciwego człowieka na szubienicach swych periodyków... ".



Karl von Eckarthausen (1752-1803)

Dodajmy, że w Niemczech głosy Dippela i Eckarthausena nie były odosobnione; wystarczy wspomnieć choćby Christiana Wolffa i Johanna Wilhelma Gleima (1719-1803) – wielbicieli monarchii pruskiej, czy Justusa Mösera (1720-1794) z patrycjuszowskiego rodu z Osnabrück. Dlaczego francuskim (pra)konserwatystom brakowało tej przenikliwości? Dopiero sfrancuziały Sabaudczyk Joseph de Maistre (1753-1802), za młodu adept oświecenia, zszokowany rewolucją wkraczającą do jego rodzinnej Sabaudii, zwróci się ku tradycji i monarchii.

Dr Paczos ma rację, mówiąc, że rewolucje wybuchają z powodu niekompetencji konserwatystów; ci francuscy nie spisali się. Niemieccy wypadają zdecydowanie lepiej.


W osiemnastowiecznej Wielkiej Brytanii konserwatyści formowali się wokół krytyki premiera (w l. 1721-1742) Sir Roberta Walpole'a (1676-1745), który zdobył nieporównywalnie większą władzę niż którykolwiek z jego poprzedników mając poparcie zarówno na dworze jak i w parlamencie. Torys i konserwatysta Henry St. John, wicehrabia Bolingbroke (1678-1751) postulował obalenie ministra i zastąpienie go "królem-patriotą" (The Idea of a Patriot King), o zwiększonej władzy, który niczym Elżnieta Tudor rządziłby mając na uwadze ekonomiczne aspiracje narodu angielskiego. Słowem, St. John chciał zastąpić niekonserwatywną władzę Walpole'a, legalną władzą monarchy.



Piotr Napierała, Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2008. ISBN 978-83-232189-8-2

Na króla-patriotę opozycja upatrzyła sobie ks. Walii Fryderyka, który jednak zmarł w 1757 przed swym ojcem, przyjacielem Walpole'a i jego wigowskich następców - Jerzym II (pan. 1727-1760). Nadzieje Torysów na króla patriotycznego spełnił częściowo Jerzy III (pan. 1760-1820). Sam Walpole, choć wig, rządził na nieco konserwatywno-torysowski sposób, lecz, co już nie mogło się podobać Bolingbroke'owi, Swiftowi czy Pope'owi, treść jego rządów była wigowsko-liberalna.



Samuel Johnson - wybitny brytyjski leksykograf i konserwatywny dziennikarz.

Kolejnym wielkim, po Bolingbroke'u, konserwatystą brytyjskim był Samuel Johnson (1709-1784), który - w czasie debat o buntujących się koloniach amerykańskich - podważył zasadność wigowskiego mitu historycznego, według którego patriotyzm był ściśle zespolony z buntem przeciw władzy. Johnson twierdził, iż "władzy nie da się być trochę posłusznym a trochę nie", wobec czego postawa wigów-"patriotów" była co najmniej wątpliwa.

David Hume - konserwatysta - ateista czyli konserwatyzm a religia

Konserwatyści bardzo często powołują się na Boga i w wielu krajach konserwatyzm ma silne fundamenty chrześcijańskie, nie musi jednak tak być. Chrześcijaństwo uważają konserwatyści za istotny element świętej tradycji europejskiej, ale już niekoniecznie za element swego sposobu widzenia świata.

Nietsche, w którego filozofii znajduje się więcej elementów liberalnych niż konserwatywnych, w pewnym sensie jednak bywał konserwatystą gdy zwalczał wpływy chrześcijańskie niszczące starożytny grecko-rzymski kult bohaterów, elitaryzm i kult siły. Jednak bliżej temu myślicielowi do Platona niż do konerwatystów jakich znamy dziś. Cała rzecz polega na tym, że konserwatyści to ci którzy bronią tradycyjnej chrześcijańskiej Europy i jej wartości (choć już niekoniecznie prawd wiary), a ta za czasów Platona jeszcze, rzecz jasna, nie istniała. Platon więc "konserwował" elitaryzm grecki, a np. Joseph de Maistre - francuski ancien regime.



Przykładem konserwatysty ateistycznego może być wybitny filozof brytyjski (szkocki) David Hume (1711–1776), na którego konserwatyści bardzo często się powołują. Hume opowiadał się za tzw. "religią naturalną", pozbawioną chrześcijańskich dogmatów. Sam był najprawdopodobniej ateistą. Sprzeciwiał się metodzie dowodzenia istnienia Boga "po owocach jego pracy" (tz. istnienie świata nie dowodzi istnienia Boga).

Przy tym wszystkim sprzeciwiał się konstruktywizmowi politycznemu; krytykując utopijno-socjalistyczne zapędy Rousseau, Diderota i im podobnych. Sceptycyzm Hume'a miał więc bardzo wyraźne ostrze konserwatywne.

Konserwatyści a demokracja

Bycie konserwatystą oznacza chęć "pozostawienia świata w rękach Boga", tzn. sprzeciw wobec politycznego konstruktywizmu i inżynierii społecznej, dlatego ustrój demokratyczny nie odpowiada konserwatystom z wielu względów.

W demokracji wszystko może stać się tematem publicznej debaty, a więc wszystko może stać się też przedmiotem zmiany, stąd m.in. biorą się teorie uznające demokrację za ustrój totalitarny.

zob: Rousseau i korzenie totalitaryzmu w demokracji
http://piotrnapierala.blogspot.com/2009/02/rousseau-i-korzenie-totalitaryzmu-w.html

Poza tym demokracja sprzeczna jest z elitaryzmem wyznawanym przez konserwatystów (spodobało się Panu Bogu, kogoś uczynić zdolniejszym, to kim my jesteśmy by "wyrównywać szanse") i ich umiłowaniem hierarchii i porządku.

Konserwatyści, jeśli chcą zachować konsekwencję, nie mogą więc preferować demokrację np. od monarchii, gdyż w warunkach demokratycznych nie mają szans na nadanie światu "swojego" kształtu. Co oczywiście nie wyklucza możliwości skutecznej walki o "drobiazgi" takie jak autorytet nauczycieli, sprzeciw wobec państwa socjalnego, sprzeciw wobec indoktrynacji szkolnej, popieranie praw rodziców wobec ich dzieci, promowanie tradycyjnych skarbów kultury itd.

Lewica-Prawica - wachlarz ideologii politycznych

Jak spójnie przekazać wiedzę o ideach politycznych; takich jak liberalizm, konserwatyzm itp. i pogodzić to z podziałem na lewicę i prawicę?

Nawiasem mówiąc podział lewica-prawica datuje się od czasów rewolucji francuskiej, gdy na lewo od króla Ludwika XVI w Zgromadzeniu Narodowym siedzieli radykalni jakobini i żyrondyści, a na prawo tzw. feuillanci - obrońcy status quo bądź zwolennicy powolnych reform. Co byłoby, gdyby jakobini siedzieli wówczas na prawo od monarchy? Dziś prawica kojarzy na się też z "prawem" (cytat z E. von Kuehnelta-Leddina: "the Right is always right").

Na zajęciach z Konserwatyzmu-Liberalizmu-Socjalizmu rysuję studentom mniej więcej taki liniowy wykres:

LEWICA-PRAWICA (DEMOKRACJA-MONARCHIA), czyli:

*komunizm-socjalizm-socjaldemokracja-demokratyczny liberalizm-konserwatywny liberalizm-konserwatyzm ewolucyjny-konserwatyzm tradycjonalistyczny

*komunizm (Meslier, Morelly) - radykalna egalitarna inżynieria społeczna zrealizowana
*socjalizm (Owen, Marx) - radykalna egalitarna inżynieria społeczna realizowana
*socjaldemokracja (np. Olof Palme) - socjalizm w warunkach demokratycznych, czyli ewolucyjny
*demoliberalizm (Paine, Mill, Paul Johnson) - walka o wolność (libertas "pozytywną", tzn. reprezentację ludu we władzach)
*konserwatywny liberalizm (Tocqueville, Spencer) - walka o "wolność negatywną" - wytchnienie od ingerencji władz w życie codzienne obywateli
*konserwatyzm ewolucyjny (Burke) - akceptacja porządku porewolucyjnego przy jednoczesnej dbałości o resztki dawnej tradycji i prawicowych wartości (autorytet, religia, tradycja)
*konserwatyzm-tradycjonalizm (de Maistre, Kuehnelt-Leddin) - walka o przywrócenie dawnego ładu (ancien regime'u)

wykres nie obejmuje nacjonalizmu; ponieważ do tej ideologii nawiązywała i lewica (jakobini, Hitler) i prawica (np. Franco), ani liberalizmu (Hayek, Mises) -interwencjonizmu (Keynes), czyli wykresu idei ekonomicznych; ponieważ bywali w dziejach socjaliści akceptujący wolny rynek, jak i konserwatyści-protekcjoniści handlowi ("sojusz żyta i żelaza" w Niemczech po zjednoczeniu 1870 r.). Nie obejmuje też anarchizmu; gdyż może być on lewicowy i komunizujący, bądź prawicowy (libertarianizm, anarchokapitalizm)

wg. Friedricha Augusta von Hayeka przeciwieństwem liberalizmu jest totalitaryzm, a demokracji - tyrania (czyli reżym autorytarny).

Można być liberałem-monarchistą (np. B. Constant, A de Tocqueville) lub liberałem-demokratą. Liberalizm wydaje się sprzeczny w wielu sprawach zarówno z monarchizmem jak i z demokratyzmem.

Najciekawsze, że takie modele pozwalają się zorientować w prawicowości i lewicowości nawet polityków np. XVII-wiecznych !

Edmund Burke - liberał?



Edmund Burke - irlandzki pisarz polityczny, żyjący w XVIII wieku uchodzi dziś za twórcę konserwatyzmu ewolucyjnego (akceptującego mniej radykalne treści oświecenia i rewolucji francuskiej), choć wiele faktów przemawiałoby raczej za zakwalifikowaniem go jako liberała:

1. należał do partii wigów, która w XIX wieku przemieni się w Liberal Party
2. pisał przynajmniej tyle samo o wolności jak o tradycji
3. uznawał zdobycze glorious revolution (1688-1689)
4. był przeciwnikiem silnej władzy dworu królewskiego
5. poparł rewolucję amerykańską (1776-1783), wbrew torysom, takim jak Samuel Johnson
6. krytykował poglądy torysowskiego (i pra-konserwatywnego) pisarza Henry'ego St. john, wicehrabiego Bolingbroke'a (zm. 1751)
7. nie chciał zachowania ancien regime'u, lecz popierał ewolucyjne zmiany ustrojowe prowadzące do szeroko rozumianej liberalizacji.
8. Jego poglądy stoją w sprzeczności z ideami francuskiego konserwatysty Josepha de Maistre'a - optującego za "sojuszem tronu i ołtarza".

Zob też: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3685

czwartek, 9 kwietnia 2009

Dwa rodzaje konserwatyzmu

Istnieją dwa podstawowe rodzaje konserwatyzmu. Tak się szczęśliwie składa, że w języku polskim dostępne są dwie świetne prace, które napisane przez "wyznawców" obu nurtów, znakomicie wyjaśniają czym jest konserwatyzm ewolucyjny i tradycjonalizm.

Konserwatywne akcenty pojawiają się wszędzie tam , gdy z pozycji elitarystycznych atakuje się gwałtowne przemiany egalitarystyczne, jak np. Platon jako arystokrata krytykował demokrację ateńską. Jeśli jednak za konserwatystami tradycjonalistycznymi uznamy że jest pewna określona cywilizacja chrześcijańska, którą należy konserwować, to pocz. konserwatyzmu sięgają XVII w. - sprzeciwu wobec rewolucji angielskiej (Robert Filmer, trochę też Hobbes) i poglądów Josepha-Benigne Bossueta i Justusa Lipsiusa.

W XVIII wieku konserwatyzm reprezentują myśliciele zwalczający oświecenie; Johann Conrad Dippel, Karl Eckarthausen, Justus Moeser, Charles Palissot, Samuel Johnson, Jonathan Swift, Johna Arbuthnot, Wilhelm Gleim, Bernard de Mandeville, Georg Hamann, Michaił Szczerbatow, Pablo de Mora y Jaraba. (jak widać sporo ich, szkoda tylko, że rzadko się ich dziś przerabia).

Podział między konserwatyzm ewolucyjny i tradycjonalizm nastąpił dopiero z wybuchem rew. fr. gdy zastanawiano się co robić wobec tych przemian; zdusić rewolucję i wrócić do poprzedniego stanu (trad.) czy pilnować tylko by zmiany nie były zbyt gwałtowne (ewol.).



By dowiedzieć się czym jest konserwatyzm ewolucyjny reprezentowany przez Burke'a, Roberta Peela, Disraeliego, Scrutona i Russela Kirka, najlepiej zajrzeć do książki Rogera Srutona, "Co znaczy konserwatyzm".

Konserwatyzm, według Scrutona, nie posiada tak prostej i jednoznacznej doktryny jak liberalizm czy socjalizm, ponieważ konserwatyści są zazwyczaj praktykami życia politycznego, wystrzegającymi się górnolotnych wizji i dającymi pierwszeństwo prawdzie i rzeczywistości nad marzeniami. Autor cytuje Abrahama Lincolna, który pytany o konserwatyzm miał powiedzieć, że konserwatysta woli możliwe do osiągnięcia szczęście obecne od choćby najbardziej różowych marzeń obiecujących jeszcze większe szczęście w przyszłości. Dlatego konserwatyści są sceptyczni wobec takich obietnic, starając się zachować to co obecnie jest najlepsze. Przeciwieństwem konserwatysty, są socjaliści i liberałowie, którzy dobro utożsamiają ze zmianą. Konserwatysta jest lekarzem, który chroni „organizm państwa”, by przetrwał on zmiany przeprowadzane przez socjalistów i liberałów.



Konserwatyści, wg. Srutona, nie są w żadnym razie reakcjonistami, ponieważ jeśli nawet zachwalają instytucje czasów minionych to po to by „wrócić na chwilę do czasów sprzed choroby systemu”, by umożliwić państwu łagodniejsze przejście przez zmiany systemowe. Liberałowie nie troszczą się specjalnie o zachowanie organizmu państwa, ponieważ są skoncentrowani na zapewnieniu wolności jednostki a socjaliści, na interesach klas niższych, stąd wynikają główne nieporozumienia. Głównym wrogiem konserwatyzmu, nie jest według autora socjalizm, ponieważ konserwatyści uznali dużą cześć zdobyczy socjalnych, lecz atomizujący społeczeństwo liberalizm społeczny (liberalizm ekonomiczny jest tu aprobowany). Głównym pojęciem konserwatyzmu jest obok tradycji i „związku pokoleń” państwo rozumiane nie jako aparat administracyjny lecz jako ogół ludności kraju, w którym państwo to istnieje. Nie wydziela on więc „społeczeństwa” z „państwa”, jak to czynią liberałowie. Konserwatywna premier Margaret Thatcher stwierdziła kiedyś, że nie ma czegoś takiego jak „społeczeństwo” – wymysł liberałów. Wszyscy powinniśmy wspierać władzę w dziele „dobrego rządzenia” państwem-naszym wspólnym dobrem.

Konserwatyzm Burke'a-Scrutona jest to więc bardziej postawa niż doktryna. Scruton twierdzi nawet, że państwo socjalne jest dla kons. ewol. bardziej do zaakceptowania niż pełny kapitalizm ! Wartości K.E. są zmienne gdyż, przynajmniej technicznie, K.E. uznają lud (a więc wybory, modę itd.) za źródło prawa, lecz zawsze maja coś wspólnego z autorytetem, hierarchią i elitaryzmem.

O konserwatystach trad. Scruton nie wspomina pozując na mówiącego w imieniu wszystkich odłamów konserwatyzmu, z amerykańskim neokonserwatyzmem nawróconych liberałów włącznie.

By dowiedzieć się czym jest konserwatyzm tradycjonalistyczny reprezentowany przez Josepha de Maistre, L. Bonalda, ks. Metternicha, Karla von Hallera, J. Bartyzela, Erika von Kuehnelta-Leddina, Nicolasa Gomeza Davilę i A. Wielomskiego, najlepiej sięgnąć do książki Adama Wielomskiego, "Konserwatyzm główne idee, nurty i postacie".

Według A. Wielomskiego Burke nie był prawdziwym konserwatystą, lecz "prawicowym liberałem", ponieważ nie skrytykował rewolucji francuskiej za jej treść (jak de Maistre, który nazwał ją największym nagromadzeniem podłości ludzkiej w jednym czasie), lecz za jej gwałtowność i wyraził przypuszczenie, że restaurację, też by Burke skrytykował (!), gdyby oczywiście dożył, ponieważ toryzm i wiarę w pochodzenie władzy od Boga uważał Burke za równie niebezpieczny radykalizm jak tendencje republikańskie.

Konserwatyzm tradycjonalistyczny to spójna doktryna uznająca nie tylko zasady takie jak tradycja, rodzina, autorytet, ład itd., ale też pielęgnująca świat ideowy sprzed roku 1789 a więc cywilizację europejskiej Christianitas; świat królów, honoru, katedr. Konserwatysta tradycjonalistyczny sprzeciwia się uznaniu spadku oświecenia i reformacji za część tradycji przeznaczonej do konserwowania, a więc dążyć będzie do zlikwidowania "cywilizacji rewolucji", walcząc z nią aktywnie (konserwatyzm rewolucyjny), bądź w zaciszu biblioteki (radykalny konserwatyzm).

Konserwatysta tradycjonalistyczny ma więc pewien obraz jak cywilizacja powinna wyglądać, tak jak miał go de Maistre, który nie potrafił wyobrazić sobie świata, w którym mógłby egzystować, jako nieco zmieniony może ale jednak ancien regime. De Maistre miał nadzieję, przywrócić w jakimś stopniu dawny system odwołując się do idei ultramontanizmu i do autorytetu papieża (by władza duchowna i państwowa znów stanowiły jakąś jedność), La Mennais został socjalistą by zaatakować nienawistny mu liberalizm "z drugiej strony", de Bonald wynalazł konserwatyzm radykalny pogrążając się w rozmyślaniach w swej bibliotece jak to wspaniale było w świecie przed-emipirycznym. Kons. trad. uważa porządek porewolucyjny za "nierzeczywisty" - rodzaj aberracji od naturalnego stanu rzeczy - "Bożego porządku", jaki istniał przed 1789 rokiem, choć już wtedy podkopywali go "filozofowie" i heretycy/protestanci. Ten świat sprzed 1789 K.T. próbują odbudować, w tym stopniu w jakim to możliwe; np. jeśli nie da się instytucjonalnie, to choćby w sferze ducha, pisząc nostalgiczne książki o dawnej cywilizacji.

Dla konserwatysty tradycjonalistycznego głównym wrogiem też jest liberał, a nie socjalista, ponieważ to liberałowie ponoszą odpowiedzialność za rewolucyjne przemiany. Kons, trad. są też (jak np. Leo Strauss) niechętni istnieniu partii politycznych, gdyż w demoliberalnym porządku "nie ma prawdy, są jedynie ideologie".

Mniej wybredni od Konserwatystów rewolucyjnych, decyzjoniści (np. Carl Schmidt) godzą się z tym, że ancien regime i "świat Starej Europy" Bożego porządku jest martwy, i z tym, że teraz nie będą już zwalczać "arystokratycznych liberałów" (np. bonapartczyków), bo ci też już wymarli, lecz z demokratycznymi politykami, więc czasem wobec braku monarchy i religii i zadowalają się prawicowymi dyktatorami i sztuczną ideologią ładu przez nich reprezentowaną.

Demokratyczne państwo socjalne jako bluźniercze, bezreligijne, egalitarystyczne i zbyt scentralizowane jest dla kons. trad. nie do przyjęcia. Wartości K.T. są cały czas mają to samo znaczenie, na przekór duchowi czasów, lecz pewne zmiany mogą być przez nich akceptowane, oczywiście jeśli zmiany te pasują do ich systemu wartości.

Zabawna rzecz na koniec; Wielomski przytacza w swej książce pogląd innego historyka, że Burke w Polsce po 1989 głosowałby na SLD, podczas gdy kons. trad, nigdy by tego nie zrobił ponieważ nie mógłby pójść na kompromis ze światem ustanowionym przez reżym o odmiennych niż kons. zasadach. Scruton, mimo iż optuje za postawą (a nie doktryną, choć w pewien sposób próbuje tworzyć doktrynę kons. na własny użytek), która nakazywałaby pogodzenie się z rzeczywistością (choćby postpeerelowską) by móc nadal uczestniczyć w życiu politycznym i walczyć o sprawy pomniejsze; jak resztki tradycji, autorytet rodziców itd., też ma wątpliwości czy w świecie postPRL-owskim "jest co konserwować".